Forum konie »

Jak nauczyć konia...-czyli to co koniarzom się przyda

min jest wątek o wsiadaniu i tam sa tez tego typu uwagi (powody czemu konie tak robia). A jak oduczyc- ćwiczyc i nie odpuszczac 🙂
Kobyłka na której jeżdżę robiła podobnie, ale częściej było do uciekanie zadem "na zewnątrz" i ogólne kręcenie się. Gdy tylko zaczynała tańczyć, nie łaziłam za nia na jednej nodze, tylko schodziłam na ziemię, konsekwentnie cofałam/przesuwałam i na nowo, aż udało mi się wsiąść w spokoju. Pomagało również mocniejsze przytrzymanie na wodzach przy wsiadaniu. Po dłuższym czasie wystarczyło juz tylko bardzo ostre powiedzenie jej imienia gdy zaczynała się kręcić. Niestety (a może stety) nie jest zbyt często karana za takie różnorakie zachowania i praktycznie ja ją wychowywałam przez wakacje (teraz nie mam czasu na niej jeździć, ale pewnie znów zacznę). Napisałam "stety", bo tak jak wspomniałam wystarczy do niej ostrzej powiedzieć i nagle kobyłka stoi oszołomiona, że ktoś jej nie pozwolił wydziwiać 😉
Tak więc: konsekwencja, konsekwencja, konsekwencja...

Aha, zapomniałam o najważniejszym. Takie uciekanie nie musi być wydziwianiem. Trzeba w pierwszej kolejności sprawdzić cz y z koniem fizycznie jest wszystko w porządku, bo może się okazać, że w ten sposób ucieka od bólu.
Kotbury

Może spróbuje prostego sposobu z siodła.
Sprowokuj  gryzienie i w momencie sięgania zębami , głosem bardzo kapralskim krzyknij NIE.
Jeśli koń nie zna takiego głosu , to powinien znieruchomiec z wrażenia - wtedy pochwal cichym głosem, czy pogłaszcz.

Generalnie łakomczucha nagradzać smakołykami, to niezbyt dobry pomysł, jeśli nie idzie się konsekwentnie wybraną metodą.


Poczkajcie bo się chyba niejasno wyraziłam. Koń był karmiony z ręki z siodła mniej więcej 1.5 roku temu. Wtedy dopiero pojawił sie problem. Po postu na każde wiercenie reagował w sposób jakby oczekiwał, że żryć dostanie a jak nie dostawał to się wściekał.

Wtedy też odkryłam jakim jest łakomczuchem i skonczyliśmy prawie w ogóle z dawaniem jedzenia z ręki.

Nie jest tak, że kiedykowiek koń był "uspokajany" żeby nie ugryzł. Zazwyczaj właśnie na karę (klepnięcie w nadlatujący zębaty pysk) reagował brykaniem i  rodeo więc trzeba jednak było uspokoić.

Generalnie robię tak jak pisze guli - ostre nie! i koń zamiera. Wtedy pochwała głosem i dalej robię swoje... i wtedy najczęściej leci drugie już bardziej celne gryzienie. To ja znowu nie i cała ceremonia od nowa... czekam, czekam, aż nadejdzie ten dzień i konia "przetrzymam" i znudzi się mu... ale mija 1,5 lata odkąd jesteśmy razem a problem wciąż wraca. Teraz jest już delikatnie lepiej ale były sytuacje, ze koń na danie lekkiej łydki w kłusie potrafił stanąc w mijscu jak wryty, odwrócić się i ugryźć mnie w palce (i wierzcie mi nawet w sztybletach to przyjemne nie jest!).
Tak, zdarzyło się nawet, że nadział się pyskiem na moją nogę. teraz gdy np. chcę w stępie na luźnej wodzy wyciągnąc nogi do przodu- wyporostować kolana, kon od razu kłądize uczy (jakby te złe nogi, były za blisko jego pyska).

Niestety na razie strzemiona i popręg poprawiam w stępie.... w kłusie właśnie ze względu na fochy konia nie daję rady.
Zazwyczaj właśnie na karę (klepnięcie w nadlatujący zębaty pysk) reagował brykaniem i  rodeo więc trzeba jednak było uspokoić.

Niestety na razie strzemiona i popręg poprawiam w stępie.... w kłusie właśnie ze względu na fochy konia nie daję rady.


Nie, nie trzeba było uspokoić. Trzeba było karcić nadal. Koń został doskonale poinformowany, że jest panem sytuacji.

Co się rzucasz o stęp? 80% ludzi, których oglądam manewruje przy siodle w stój. Ale - nie rozumiem: jedziesz intensywnym stępem, obie wodze zebrane jedną ręką u nasady szyi, krótko (druga ręka dokonuje manewrów, biodra przygotowane do mocniejszego wysłania do przodu, gdyby chciał zwolnić/przystanąć). Jakim cudem koń daje radę wygiąć głowę?
mija 1,5 lata odkąd jesteśmy razem a problem wciąż wraca. Teraz jest już delikatnie lepiej ale były sytuacje, ze koń na danie lekkiej łydki w kłusie potrafił stanąc w mijscu jak wryty, odwrócić się i ugryźć mnie w palce
.....
Niestety na razie strzemiona i popręg poprawiam w stępie.... w kłusie właśnie ze względu na fochy konia nie daję rady.


Rzeczywiście to trochę zmienia obraz- te 1,5 roku.

Ja pewnie jestem odmieńcem, ale  nadal szukałabym przyczyny w dyskomforcie konia związanych nawet z mimowolnym działaniem jeźdźca.

Zaciaganie popręgu nie jest miłe dla większości konia.
Jeśli dodatkowo jeździec zmienia swoja pozycję w siodle, a ono nie jest zbyt dobrze dopasowane, albo koń ma wrażliwy grzbiet , czy słabe mięśnie - to  zareaguje w taki, czy inny sposób.
Czy w stój przy poprawianiu też tak zachowuje się ?
Cudów nie ma -  żeby podciągnąć popręg, a zwłaszcza  poprawić puśliska, to człowiek przenosi ciężar ciała , odstawia nogę , może uciska drugą mimowolnie?

Pisałaś wczesniej, że pod innymi jeźdźcami nie ma takich odruchów- może warto zastanowić się nad własnym ciałem ?

Tak z ciekawości- po co wykonywac te czynności w kłusie?

Nie można ustawić sobie puślisk przed wsiadaniem, czy w stępie?

A nawet w stój, jeśli są problemy może ze strony jeźdźca?
Po co walczyć ciągle z koniem i to przez taki długi czas?
To oznacza, że ciągle  człowiek idzie fałszywym tropem.
A propos sztuczek - strasznie, ale to strasznie lubilam w koniach, które do nas przyjezdzaly z Zachodu to, ze byly nauczone opierania tylnego kopyta o ziemie, kiedy wkrecalo sie im hacele. W porównaniu z niektórymi naszymi rodzimymi bestiami, które albo calym ciezarem nogi uwalaly sie na wkrecajacym, albo zniecierpliwione noge po chwili wyrywaly, obcowanie z tak wychowanymi konmi bylo mila odmiana w zyciu luzaka. Niby drobiazg, ale przy tasmowej produkcji koni "u nas" raczej nikt nie zwraca na to uwagi, natomiast "tam" to chyba podstawa, tak samo jak nauka chodzenia na uwiazie.
jak nauczyć konia sikania poza boksem?

jedna z forumowiczek ( :kwiatek🙂 podsunęła mi pomysł z wytworzeniem odruchu Pawłowa i gwizdaniem...spróbuję,ale może ktoś ma jeszcze jakiś pomysł,a najlpeiej sposób który sprawdził się w praktyce ?
[quote author=Ktoś link=topic=19089.msg526851#msg526851 date=1269248873]
jak nauczyć konia sikania poza boksem?


[/quote]

Chodzi o sikanie na wybiegu, czy pod jeźdźcem?

Ponieważ nie wiem, to tylko ogólnie,
Kluczem do sikania poza boksem jest poczucie bezpieczeństwa konia.
Kupę może robić i w biegu, natomiast do sikania  musi przybrać specjalną pozycję, która go unieruchamia ( przynajmniej u ogierów/wałachów).
Mój kuc sika nawet pod siodłem w terenie , bo on czuje się wszędzie jak w domu.
Wałach pod siodłem nie sika , natomiast  puszczony luzem sika w zupełnie obcym terenie - ale od niedawna.
On z tych bojażliwych w obcym miejscu.
Niektóre konie tak mają, że tylko i wyłącznie w stajni sikają. Mój jest panem i władcą na swoich włościach od 4 lat, czuje się bezpiecznie i pewnie na wybiegu, ale nigdy nie wysikał się na dworze. Po prostu taki ma kaprys. Może stać po 10-12h na wybiegu, pije w tym czasie sporo, ale wysika się dopiero w stajni.

Natomiast mam z nim inny problem. Znajomy, który pomagał nam kiedyś z końmi nauczył go nieciekawej i nieraz niebezpiecznej "zabawy", którą mozna nazwać "złap mnie jeśli potrafisz". Koń czuł niepewnośc znajomego i poprostu mu uciekał, nie dawał się złapać na wybiegu. Znajomy mu pare razy odpuścił w takich sytuacjach. Więc koń zakodował sobie, że tak można. Mnie przez pare dni u koni nie było i jak wróciłam to mnie mocno zdziwiło, że gdy ja idę do niego z uwiązem to on odpala wrotki i tyle go widziałam :| Wcześniej zawsze czekał aż podejdę, czasem nawet sam szedł w moim kierunku. Poszłam dalej do niego i już nie uciekał, dał się złapać, poklepałam jak zawsze i wszystko było ok. Sytuacja powtórzyła się pare dni później z tym, że dodał do ucieczki efektowne strzelenie z zadu w moim kierunku i tym razem już uciekał za każdym razem jak podchodziłam. Stwierdziłam, że skoro on tak to wzięłam bata do lonżowania. Dał mi się podejść na długość bata i gdy chciał strzelić z zadu to przyłożyłam mu w zad batem. Zdziwił się, stanął jak wryty ze wzrokiem na mnie "ale dlaczego?" i grzecznie dał się złapać. Przez jakiś czas był spokój. Koń grzecznie czekał na mnie. Kiedyś nawet dostał cukierka za kulturalne podejście do mnie więc później też do mnie podchodził i co jakiś czas dostał smakołyka. Pare miesięcy był spokój.
Problem pojawił się miesiąc temu znowu. Z tym, że stoi teraz na wybiegu ze swoją towarzyszką. Owszem ucieka jak chce do niego podejść, straszy tyłem, ale tak naprawdę odgrywa się na klaczy, bo gdy ucieka to zawsze kobyłkę ugryzie. Wchodzę na wybieg z batem dla własnego bezpieczeństwa, bo klacz potrafi się schować za mnie żeby odgrodzic się od wałacha. Wałacha za każdym razem przeganiam batem, nieraz biega jak głupi. W końcu jak przestaje uciekać, bo się zmęczy to staję niedaleko gdzieś i czekam aż podejdzie. Raczej podchodzi, ale nieraz trwa to baardzo długo. Za każdym razem jak sam podejdzie chwalę głosem klepaniem.
Ta sytuacja nie powtarza się cały czas, tylko np. raz w tygodniu. Zawsze mam gdzieś w kurtce kostke cukru żeby nagrodzić jak nie ucieka gdy przyjdę.
Mam wrażenie, że on to traktuje jako zabawę, nie jako złośliwość. Jednak ta jego zabawa jest naprawdę uciążliwa, bo często mam niewiele czasu na wyczyszczenie, wylonżowanie lub pojeżdżenie. A na "łapanie" nieraz schodzi się ponad godzinę...
Nie wiem, czy dobrze robię jak do tej pory. Może ktoś miał podobny problem? Brak szacunku raczej nie wchodzi w grę. Znamy się ponad 4 lata. Wypróbował mnie z każdej strony, nie dałam się. Zawsze moja obecność sprawiała że uspokajał się, przestawał się wściekać itp. No i znajomy już prawie pół roku nam nie pomaga.


Rzeczywiście to trochę zmienia obraz- te 1,5 roku.

Ja pewnie jestem odmieńcem, ale   nadal szukałabym przyczyny w dyskomforcie konia związanych nawet z mimowolnym działaniem jeźdźca.

Zaciaganie popręgu nie jest miłe dla większości konia.
Jeśli dodatkowo jeździec zmienia swoja pozycję w siodle, a ono nie jest zbyt dobrze dopasowane, albo koń ma wrażliwy grzbiet , czy słabe mięśnie - to  zareaguje w taki, czy inny sposób.
Czy w stój przy poprawianiu też tak zachowuje się ?
Cudów nie ma -  żeby podciągnąć popręg, a zwłaszcza  poprawić puśliska, to człowiek przenosi ciężar ciała , odstawia nogę , może uciska drugą mimowolnie?

Pisałaś wczesniej, że pod innymi jeźdźcami nie ma takich odruchów- może warto zastanowić się nad własnym ciałem ?

Tak z ciekawości- po co wykonywac te czynności w kłusie?

Nie można ustawić sobie puślisk przed wsiadaniem, czy w stępie?

A nawet w stój, jeśli są problemy może ze strony jeźdźca?
Po co walczyć ciągle z koniem i to przez taki długi czas?
To oznacza, że ciągle  człowiek idzie fałszywym tropem.


No w stój są największe problemy. Nie chcę z koniem wlaczyć, chcę tylko mieć możliwość bez utraty twarzy dopiąć/ poluźnić popręg z siodła, mieć możliwość zsiadać z konia bez strachu, że zostanę wykatapultowana przy przechylaniu się.
Nawet jeśli moje wiercenie się powoduje jakiś dyskomfort to nie jest to dyskomfort na tyle niekomforowy, żeby koń mógł przekraczać pewne granice. Nie zaobserwowałam negatywnych zachowań w innych sytuacjach, które mogły by być bardziej dyskomfortowe dla kręgosłupa. np. skoki, zagalopowanie, walnięcie tyłkiem (moim gdy stracimy równowagę i się potkniemy) - więc nie jest to kwestia dyskomfortu rozumianego przez ból a co za tym idzie nie usprawiedliwia zadawania bólu mi... więc raczej to nie ten trop.

  Wcześniej zawsze czekał aż podejdę
..
Sytuacja powtórzyła się pare dni później z tym, że dodał do ucieczki efektowne strzelenie z zadu w moim kierunku i tym razem już uciekał za każdym razem jak podchodziłam. 

Dał mi się podejść na długość bata i gdy chciał strzelić z zadu to przyłożyłam mu w zad batem.
Problem pojawił się miesiąc temu znowu. Z tym, że stoi teraz na wybiegu ze swoją towarzyszką.

Nie wiem, czy dobrze robię jak do tej pory. Może ktoś miał podobny problem? Brak szacunku raczej nie wchodzi w grę.  .


To typowy przykład błędnej interpretacji i niewłaściwego działania człowieka.
Koń, którego goni się - będzie uciekał!
I na dodatek jest znacznie szybszy od człowieka.
Po to przecież odgania, się, pogania- żeby biegł, a nie stał !
Jeszcze odgoniłaś za pomocą wzmocnienia, czyli bata- jak więc ma podchodzić do Ciebie , czy czekać, skoro ten bat służy do gonienia?

Druga sprawa, to klacz.
Wałachy bardzo często zachowują się jak ogiery przy klaczach- w sensie ochrony stada.
Dlatego człowieka podchodzącego z batem ( który uderza ) traktuje jak rywala .
A podgryzanie klaczy to nie odgrywanie się  , tylko bronienie jej.

I wcale nie mam pewności, czy to utrwalone  zachowanie przez znajomego.
Mój mąż nie złapie kuca, bo przyspiesza kroku  , poza tym kuc go nie bardzo lubi i nie ma wobec niego szacunku.
Ja nigdy nie gonię koni- ja spokojnie podchodzę i zapinam uwiąz.
Albo same do mnie przychodzą na wołanie, czy zachęcające kiwanie ręką.

Zastanów się, w oczy mówi to zdjęcie?


To niczym nieograniczona przestrzeń, konie nie są na uwiązie.
Idą za mną luzem , nawet według wielkości 😉

Idziemy w stronę domu, więc idą za mną- w górki biegną przede mną, bo mają się ruszać, a ja nie jestem koniem 😀
Ale w każdym momencie mogę podejść do każdego i zapiąć uwiąz- żeby odbiegły to muszę je pogodnić.
To przecież proste i logiczne 🙂

Obrazek jak najbardziej znany z doświadczenia, bo tak było kiedyś i w naszym przypadku😉

Jestem pewna, że sytuacje te wywołał znajomy(na jesieni 2009), bo wcześniej NIGDY czegoś takiego nie robił, a znamy się  bardzo długo.
Co do tego, że dostał wtedy batem. Zareagowałam karą za to, że chciał strzelić z zadu. Miałam takie zachowanie puścić mu płazem? I jak napisałam, gdy został ukarany za to zachowanie to przez jakiś czas znów grzecznie czekał jak do niego przychodziłam, sam podchodził.
Bata biorę dopiero wtedy gdy danego dnia nie pozwala się złapać. Na początku zawsze jestem tylko z uwiązem.

Gdy zabieram je z wybiegu już do stajni to zupełnie inna historia. Oba już czekają pod wejściem. Klacz chodzi na uwiązie(bo zatrzymuje się przy każdej kępce trawy, gałązce, ale to już taki typ że je wszystko w każdej ilości, a za gałązkę nawet suchą da się pokroić) a wałach obok luzem. Bez żadnych problemów. Problem jest gdy chcę go wziąć z wybiegu "w międzyczasie". I to też nie kwestia, że kojarzy tylko, że idzie wtedy pracować, bo nieraz poprostu go wyczyszczę tylko, albo wejdę na wybieg pogłaskać czy posiedzieć chwile z nimi.

Co do obrony klaczy, między nimi jest miłość bezwzględna, zgadzam się. Jednak przy tej jego "zabawie" widzę po klaczy, że jej się to nie podoba i ona poprostu chowa się za moimi plecami jak wałach zmierza w jej stronę, żebym to ja ją broniła przed nim. Bo on jej nie podszczypuje wtedy tylko bardzo mocno gryzie ze straszną złością.

Przeszło mi też przez myśl, że poświęcam im mniej czasu od listopada i to też może jakoś wpływać na jego zachowanie. Staram się być 3 czasem 4 razy w tyg, ale wcześniej bywałam codziennie prawie całe dnie. Od miesiące zresztą też więcej czasu poświęcałam klaczy, bo zabierałam ją do ogiera. Może to też być jakiś jego foch za to, że zostawał sam, a potem klacz przychodziła z zapachem innego konia.

Bo zapomniałam dodać, że one są tylko we dwójkę w przydomowej stajni.
  często mam niewiele czasu na wyczyszczenie, wylonżowanie lub pojeżdżenie. A na "łapanie" nieraz schodzi się ponad godzinę..


No cóż, konie wymagają czasu , bo nie znają się na zegarkach 😉
Dzięki temu mają czasu naprawdę dużo.
Godzina na złapanie konia 😲

Ja mogę sobie pisac, ale to i tak nie będzie skuteczne, bo trzeba być przygotowanym na przyjęcie własnych błędów.
Dotyczy obu przypadków .
A to przychodzi ludziom bardzo trudno- też przez to przechodziłam 🙂
Zawsze szuka się winy w koniu, w innych ludziach .. itp
Koń rozumie jasny i czytelny przekaż, zawsze takie same sygnały.
Latwo ufa obcemu gatunkowi, bo takim jesteśmy  , ale to zaufanie bardzo łatwo stracić.
A odzyskać zajmuje duużo więcej czasu,
Zwłaszcza jeśli człowiek nie jest konsekwentny i przekazuje sprzeczne sygnały.

Kotbury

Myślę, że czekasz na gotową receptę.
Ja jej nie dam, ani nikt inny.
Jeśli są problemy z koniem pod siodłem, to one zaczęły się już z ziemi.
I nad tym popracowałabym.
Chyba, że koń zdecydowanie sprzeciwia się nieprzyjemnym,  nudnym , czy bolesnym dla niego jazdom.

Ale to trzeba uczciwie przeanalizować- bez uczciwości nie uzyskasz prawidłowej analizy , ani niczego nie poprawisz .
U siebie - nie u konia.
Końskie zachowania są tylko reakcją na nasze działania.   
A jak nauczyć konia żeby nie wyrywał nóg  ❓
diołem po pierwsze to popraw  🙇, bo pisze się "żeby"  🤬
ja np. praktykowałam coś takiego jak:
pokazywałam że mam cukierka, brałam nogę, głaskałam, trzymałam mocno żeby nie wyrwał, gdy próbował wyrwać to i tak trzymałam , chwilę odczekałam , dalej czyściłam, odstawiałam, brałam tą sama nogę ponownie [ choć kopyto było już wyczyszczone ] i kopystką czyściłam tylko ta stroną ze "szczotką" i jeśli nie wyrwał to dawałam cukierasa, a jeśli wyrwał to jeszcze raz, z innymi nogami tak samo .
oczywiście jeśli chodzi o czyszczenie, bo nie sprecyzowałaś kiedy wyrywa ;dd  😎
już poprawiam 😡, dziękuję za rady 😍
diołem- spróbuj tak podnosić nogę, żeby w trzech miejscach dotykać konia-oprzeć się o niego barkiem , okolicą łokcia o staw , a dłonią trzymać pęcinę. Nie wiem czemu, ale to działa. Puszczaj nogę dopiero gdy koń stoi spokojnie i wtedy nagroda. Na początku nie wymagaj zeby stał długo, możesz nawet nie czyścić, tylko podnieś przytrzymaj i odstaw.
ok dzięki 😍
Tylko wiedz, że jak się będziesz opierać o konia, to on się będzie opierać o Ciebie. Inaczej by się przewrócił 🙂
dea, błagam  🙇, Ty jesteś taką rozsądną osobą. Prawa fizyki prawami fizyki (na każde ciało, na które działa siła...), ale zrób doświadczenie: niech 12-letnie dziecko oprze się o konia, a potem przestanie opierać i znowu - czy koń będzie musiał się poruszyć, aby wprowadzić korekty w równowadze,
A propos tych cukierasów - uważałabym z tym, bo niebawem pojawić się może problem: jak oduczyć konia grzebania nogą 😀iabeł:
furmanka, dokładnie 😉
diołem, u mojego na wyrywanie nóg poskutkowało nauczenie go podnoszenia nóg na komendę czyli proszenia oraz ogólne "zaznajomienie" z szacunkiem dla człowieka. 😉
diołem, a kiedy ten koń wyrywa nogi?
Ja miałam taki problem z jednym koniem - był "nietykalski", kiedy zakładałam mu ochraniacze. W tym momencie łapałam za nogę i nie puszczałam do momentu, aż nie przestał machac. Kiedy przestał, puszczałam nogę i klepałam w nagrodę. Pomogło, ale zajęło mi to troszeczkę czasu.
Przy czyszczeniu zawsze jak zaczynam czyścić
A propos tych cukierasów - uważałabym z tym, bo niebawem pojawić się może problem: jak oduczyć konia grzebania nogą 😀iabeł:

a problemy z grzebaniem nogą mamy w tym wątku : http://re-volta.pl/forum/index.php/topic,10693.0.html
mój nie grzebie nogą po cukierkach... to może co proponujesz żeby nie zaczął grzebać ale i nie wyrywał ? 😀
dea, błagam  🙇, Ty jesteś taką rozsądną osobą. Prawa fizyki prawami fizyki (na każde ciało, na które działa siła...), ale zrób doświadczenie: niech 12-letnie dziecko oprze się o konia, a potem przestanie opierać i znowu - czy koń będzie musiał się poruszyć, aby wprowadzić korekty w równowadze,

koń szkółkowy z mojej stajni [ genialny, itd- da się opisać w najgorszym jego humorze: "cud, miód i malinki" ] jak się czyści mu kopyta to się nie opiera , tylko stoi grzecznie na 3 nogach, kilka innych koni też ale moim zdaniem to kwestia przyzwyczajenia i szybkiej reakcji zrównoważenia ciała  😀
Sądzę, że chodziło o to, żeby nie prowokować konia do swoistej "przepychanki": opieram się (naciskam), żeby łatwiej unieść nogę, koń odpowiada naciskiem, ja mocniej - koń mocniej... z tym jak z niemal wszystkim przy koniach: nacisk i na cień pozytywnej reakcji - odpuszczenie. Kłopoty z podawaniem nóg w większości biorą się z tego, że to koń  😁
podobną "metodę" sprawdza na człowieku: ruszyć nogą - puszcza? - to trzeba ruszyć mocniej.
Można spróbować nie puszczać nogi konia mimo gwałtownych ruchów. Tylko wtedy nie trzyma się mocno, sztywno - po prostu luźna ręka leży na nodze i "jeździ" razem z nogą, reszta ciała zachowuje czujność, żeby odskoczyć, odsunąć się, gdyby ruchy nogi zmierzały w kierunku człowieka. Ale do tego trzeba trochę "opcykania" i sporo zimnej krwi. Refleks też potrzebny.
Tak, dokładnie, chodziło mi prowokowanie do przepychanki. Całego ciężaru konia raczej nie utrzymamy, ale widzę często konie nauczone częściowego uwisania na człowieku.

Ogólnie widziałam dwie szkoły uczenia podnoszenia nóg - jedna mówi o podparciu konia i podnoszeniu nogi za szczotkę/pęcinę (nisko na nodze i własnie jest to podnoszenie za konia) - z tego co widziałam, taka szkoła prowadziła do konia uwalającego się i zabierającego nogę (ale moze chodzi o jakieś niuanse i da się nauczyć poprawnego trzymania w ten sposób). Druga szkoła, którą osobiście stosuję, to uczenie podnoszenia nogi na sygnał, bez żadnego podparcia, sygnałem moze być pociągnięcie ręką wzdłuż całej nogi, wskazanie nogi, cokolwiek (ja używam po PNHowemu dotknięcia kasztana). Sygnał robi się ZAWSZE, nawet jak koń go jeszcze nie zna (musi jakoś poznać). Jesli na to nie zareaguje podniesieniem nogi, to pukam w nadpęcie, na wiele osobników wystarcza pukanie palcem, jeśli nie, to rączka od kopystki się nadaje świetnie. No i trzeba miec wyczucie i refleks, bo odpuszczenie musi być natychmiast po odciążeniu nogi (najlepiej na początek to wyłapać), albo uniesieniu i zawieszeniu jej w powietrzu na sekundę (później), nie można tego pomylic z próbą kopania, chodzeniem do przodu, do tyłu, tupaniem... Dopiero jak jest to sekundowe zawieszenie, próbuję nogę łapać druga ręką. Na początku trzymam dwie sekundy, odstawiam i chwalę. No i tak coraz dłużej...

A z machaniem/wyrywaniem - to zależy, jeśli koń rozumie sygnał do podnoszenia, to wzięłabym go na lonżę i po wyrwaniu nogi niech zrobi dwa kółka kłusem. Później do środka i prośba o nogę. Na moich pacjentów działało... ale wiadomo że trzeba podejście dopasować do sytuacji. Np. od kulawego nie wymagałabym żeby bezwzględnie długo trzymał nogę w górze. Czasem takie wyrywanie, szczególnie dotyczące jednej okreslonej nogi, to jakis sygnał problemów.
Mój koń podnosi nogi na ustną prośbę:
-Daj nóżkę.
I daje. Bo mnie plecy bolą .
Treserowa królewna czekała,aż jej podniosę -ale już też podaje na prośbę.
Jak tego nauczyć nie wiem. Ja poprostu mówię i mam.

mój nie grzebie nogą po cukierkach... to może co proponujesz żeby nie zaczął grzebać ale i nie wyrywał ? 😀


Po cukierkach nie grzebie, ale jak nie będzie dostawał cukierków - istnieje prawdopodobieństwo, że zacznie. 😉

Ja robię tak jak dea jeśli koń "boi się" podnoszenia nóg, lub tak jak halo jeśli ma fochy i  bez powodu zaczyna machać nogą.
Zawsze jest możliwość, że przy czyszczeniu koń odczuwa ból jeśli w strzałkach dzieje się coś niedobrego.
Hmm... warto jeszcze zauważyć, że czyszczenie kopyt jest przyjemne! dla konia (chyba, że coś złego się dzieje).
Bywa nieprzyjemne dla człowieka. Czasem wystarczy człowieka przekonać, że konie lubią czyszczenie kopyt - i problem znika. A konie - wystarczy zapoznać z czyszczeniem, żeby zorientowały się, że lubią - i sprawa załatwiona.
Chyba, że ktoś zrobi z czyszczenia przykry proces (tu pomysły mogą być różne) - to trudno mieć pretensje do zwierza, że się broni  🙁
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się