Zielona stajnia, właśnie ten problem jest, że żaden ciągnik nie jest w stajnie wjechać na to pole są takie skarpy i rów, że nie ma jak. Nie zamierzam pryskać co dwa tygodnie tylko za dwa tygodnie wpuścić konie z powrotem na tę łąkę.
nokia - napisałaś, że co dwa miechy masz pryskać - bez sensu. Jak nie cięgnik to koparka wjedzie wszędzie. Megane - proponuję do ciągnika dopiąć kultywator i ładnie pozaciągasz dziury i nie musisz wozić piachu. Ja mam niezajeżdżoną 10 latkę 😉 obiecałam jej, że w te wakacje koniec dzieciństwa.
Kultywator jest 😉 boję się jednak, że jak zrobi się niecka, to jednak i woda się odnajdzie 😂 tzn jak był ten fatalnie mokry sezon, to pod wartwą tych 10-15 cm woda już stała. (Teraz stawy i rowy puste, a w studni woda o metr opadła) Myślałam tez o mieszance trociny, bo wtedy sobie podleję w upały i trocina trochę wilgoć potrzyma, więc może nie będzie się tak strasznie kurzyć jak to latem bywa. Chciałam od chłopa obiektyw na urodziny, ale dziś zmieniłam jednak zdanie 😉 Boję się, że i moja do 10 się nie zajeździ, stąd ta rewolucja u mnie w głowie dziś powstała 🏇 Moja jeszcze od 6 lat od matki nie odsadzona 😎 stoją nawet razem w jednym boksie 😁
A Twoje Jacku nie stoją pod jedną wiatą razem? Nie rozumiem przycinki na ten temat. Boks jest wielkości... hmmm... kiedys był tam korytarzyk i dwa boksy, ja to wszystko rozebrałam i została jedna otwarta przestrzeń. Ponad 25 metrów ma. Poza tym to Ty się masz za profesionalistę 😉
Nie bój się, moja młoda od ponad 5 lat mleka nie ssie 😉 A jeśli chodzi o wyśmiewanie, to Ty zacząłeś dziewczyny wyzywać od forumowych dziewczynek i przekonywać o tym, że nie ma u nas, czy tam w ogóle profesionalnego jezdziectwa. Dlatego każdy zajrzał na Twoj blog i sprawdził jak ten profesionalizm wygląda 😉 stąd podśmiechujki były. Sam zacząłeś i to dość agresywnie tak więc jak chcesz, to ciągnij temat w starym wątku a tu rozmawiamy o przydomówkach.
No - mniejsza z tym. Zasadniczo masz rację. To nie wątek na takie przekomarzania.
Ale - co tu kryć - poprawiłaś mi humor. Tym ssaniem matki do roku życia (6 - 5 = 1, prawda?) - też. Serdecznie dziękuję. W tych okolicznościach nasza nie zajeżdżona 4-latka nie wygląda już tak źle... 😀
Młoda była na mleku do 7 mca tak uściślając a z matką stoi bo się dogadują. Gdyby nie koleżanka, która wstawiła do mnie konia w pensjonat, to klacz miałaby swój boks. Jak przestaną się dogadywać, to koleżanka się wyprowadzi 😉 Koniec dyskusji
No, wyobraź sobie, że nie stoją razem. W każdym razie nie w tej chwili. Właśnie dlatego, że odsadziłem matkę od córki.
Cóż, znam konie odsadzone w 6 miesiącu i konie które większość życia przeżyły z matkami. Szczerze mówiąc... nie widzę różnicy.
A w luźnym nawiązaniu do powyższego taka historyjka:
Kiedyś stał sobie u nas w pensjonacie pewien 10-letni wałach. Jego właścicielka miała też klacz, matkę tego wałacha, która była na emeryturze i cały czas stała sobie w całkiem innej miejscowości. Właścicielka z pewnych względów poprosiła o możliwość przyjęcia do nas na miesiąc także klaczy-matki. Konie spotkały się po raz pierwszy po ładnych paru latach. Gdy poszły na pastwisko, stary byk nażarł się trawy, uwalił na glebę i zasnął kamiennym snem, a mamusia stanęła nad nim i zamiast jeść przez resztę czasu pilnowała swojego źrebaczka. Więc na ile skuteczne jest odsadzanie ?... 😉
Do tej pory wywoziłem moje odsadki. Pierwszy raz rozdzieliliśmy matkę od córki u siebie - parcelując żeńskie stado na dwa. Jak na razie to działa, po dwóch tygodniach nie ma już rżenia i wpatrywania się w horyzont, obie wydają się być całkiem zadowolone. Za jakiś miesiąc spróbujemy ponownie połączyć żeńskie stado. Zobaczymy.
Jedną z poprzednich klaczek musiałem odsadzać dwukrotnie. Najpierw wywiozłem ją na dwa tygodnie do sąsiedniej stajni - po powrocie zaczęła z powrotem ssać matkę. Więc wyjechała do Kurozwęk. W sumie - na prawie trzy lata (tyle się działo, że zwyczajnie nie miałem kiedy jej przywieźć z powrotem...). Teraz się przyjaźnią. Może nawet odrobinkę... za bardzo? Ale tuż po przyjeździe stosunki były bardzo napięte! Generalnie klacze to zołzy są i każda nowa przechodzi najpierw bolesny okres docierania się, jako żywo przypominający "falę" w dawnym wojsku.
Ogierki zachowują się pod tym względem o wiele kulturalniej!
Poza tym, nasze klacze są... rasistkami!
Kompletowałem stado stopniowo. I tak się złożyło, że - zanim jeszcze kupiłem gospodarstwo - wszystkie, stopniowo, trafiały do SK Krasne. I chociaż trafiały tam stopniowo i Margire, która była tam pierwsza, wychowała się z młodymi folblutkami i miała swoje przyjaciółki - gdy do stadniny trafiła jej matka z koleżanką: od razu porzuciła wszystkie dziecięce przyjaźnie i trzymała się tylko z nimi. Potem doszła jeszcze jedna klacz - i bez omyłki, nie znając ich i nigdy wcześniej nie spotykając - rozpoznała tekinki i tylko z nimi się trzymała.
Z Kurozwęk też mi donoszono, że nasze odsadki nie zadają się z arabami. A są, u siebie w domu, bardzo towarzyskie.
Kiedy miałem pensjonat - tekinki też trzymały się tylko w swoim gronie, z resztą zachowując co najwyżej chłodne stosunki. Znowu - dotyczy to klaczy. Ogierki teraz chodzą w stadzie rasowo mieszanym i wcale im to nie przeszkadza...
Edit: chyba wszyscy się zgadzamy, że przedłużanie karmienia mlekiem matki ponad te 6, góra 7 miesięcy - nie jest zbyt optymalne zdrowotnie przede wszystkim dla klaczy..? I nie ma większego znaczenia, czy jest ponownie źrebna, czy nie. A, niestety, nie każda "odsadzi" źrebię sama...
Zazwyczaj robi się tak, że jak klacz nie jest źrebna to się odsadza w 7 miesiącu, to jest na plus dla źrebaka. Jak źrebna to w 6. Co do odsadzania, to u nas wystarczał zawsze miesiąc, aby ponownie połączyć matkę ze stadem, w którym byl jej źrebak. Z wywożeniem źrebiąt do stadnin na odchów spotykałam się tylko w 2ch przypadkach: jak stajnia nie miała warunkow na odchów lub jak nie było rówieśników. Cała reszta odsadzała u siebie. Bez żadnych problemów
A ja mam mieszane uczucia, co do wychowu w wielkich stadach, ale to nie ten wątek, więc nie ma co OT tu dalej ciągnąć. Mając przydomówke, na 100% źrebaki by odchowywały się u mnie.
Bo zazwyczaj, książkowo tak się robi. Co robią inni, mogę się jedynie domyślać lub słyszałam różne, dziwne historie od rdzennych rolników 😉 Nie rozumiem co w tym określeniu Ci nie odpowiada? To pytanie retoryczne oczywiscie 😎
w tym wątku poruszę mój "problem". Bo w tym wątku udzielają się ludzie, którzy cos o koniach wiedzą. "Są nieliczni, Nawet nie większość wszystkich ale mniejszość...będzie tych osób chyba dwie na tysiąc" od sześciu lat trzymam konie u siebie. mam prawie 2 ha pastwiska. Od maja do listopada żywia sie trawą. W zimie siano "do woli" i owies. I chciałem "zbadać" 2 sprawy które mnie nurtują. I nie wiem jak sie do tego zabrać, (a pod skóra czuję, że mogę za to zgarnąć Nobla). Pierwsza to : ilosc kroków i metrów które konie codziennie przemierzają. Może do ochraniacza przymocować krokomierz i urządzenie z gps. Ale wiem, że gps 'kłamie'. Położe go na stole na dwie godziny i pokazuje mi jakiś dystans. gdzieś ktoś mówił mi o obroży telemetrycznej. Ale przecież, nie bedę takiej kupował. Czy ktoś może mi coś poradzić w tym temacie? Druga sprawa jest bardziej kontrowersyjna: zauważyłem, że stare-niemłode konie, które przyszły do mnie, urosły. wiem, że nie do wiary. Może jakis chochlik, ale Malachit i Enamorando, na pewno urosły. Malachit przyszedł na wolny wybieg w wieku 10 lat, a Edek w wieku 5 lat. Oba urosły i to dosc znacznie , ok 5 cm. Oba wałachy. I jak w przypadku młodego Enamorando, nie dziwiło mnie to, tak starszy Malachit mnie zadziwił. Nie wiem , kurna , o co chodzi... Ktoś, cos podpowie?
O mierzeniu kroków Ci nie powiem, ale jeśli chodzi o wzrost, to czy te konie jak przyszły do Ciebie nie były szczupłe lub słabo umięśnione? Dobre żarcie i całodzienny ruch na pastwiskach spowodowały, że nabrały mięśni, budowa się zmieniła do tego lekkie otłuszczenie i optycznie robi się smok. Jeszcze tak pomyślałam - krokomierz możesz zainstalować najzwyklejszy na koni i przemierzyć średnią długość wykroku.
krokomierz policzy kazdy ruch nogą. jak koń sie pasie to czasem przednia nogę przestawi. Chyba trzeba przy tylnej zainstalować. Starszy koń był " szczurem". dopiero u mnie nabrał masy. Ale wzrost... to nie złudzenie optyczne, tylko przy wsiadaniu zauważyłem. i patrząc na innego konia, który zawsze był wyższy, a nagle zrobił się niższy...
edit: patrząc i porównując z innym koniem, który zawsze był wyższy, a nagle zrobił się niższy...
jeden chyba nie był przykurczony. Po prostu od zawsze stał w pensjonacie. Drugi, to nie wiem. został kupiony od handlarza. Stał u niego 2-3 miesiące w boksie. Wyprowadzany tylko gdy ktos chciał obejrzeć. Kupiłem i wypuściełem na pastwisko. Po roku zauważyłem, że jest wyższy. Może z tymi mieśniami to jest jakiś trop. Przez brak obręczy barkowej, mięśnie trzymaja kłodę. I jak sie rozwiną to moze koń urosnąć przodem. Ciekawe czy tył urósł...
LSW, dokładnie tak. Do tego czasem kwestia kopyt, nie tyle braku obcinania co puszczenia nieco piętek. Wystarczy że przypilnujesz pazur, koń wypuści nieco piętki i już masz dodatkowy centymetr 😉
"Moja jeszcze od 6 lat od matki nie odsadzona cool stoją nawet razem w jednym boksie hihi"
Noooo... jestem pod wrażeniem profesjonalizmu! Szacuuun...
a to w dzikich stadach ktoś odsadza źrebaki? żeby przypadkiem za długo nie ssały bo to niezdrowe? A niby dlaczego niezdrowe?
Ja widzę tak: jak się zostawi sprawy ich własnemu biegowi (ja tak własnie zrobiłam, HURRA! jestem nieprofesjonalna!) to klacz stopniowo ma coraz mniej mleka aż w końcu sama decyduje, że przestaje karmić. Klacz i źrebię (u mnie już roczna klaczka) chodzą sobie w stadzie klaczy. Udowodnij mi negatywny wpływ tego na klacz.
Kiedyś popełniłam ten błąd i pozostawiłam sprawę naturze. Żałuję do dzisiaj. Kobyła nie była źrebna, ani nie było planowane zaźrebianie, odsadzenie 7-mio miesięcznego źrebaka zbiegło się z ciężką chorobą innego konia, źrebica dość ekspresyjnie wyrażała swoje niezadowolenie, a ja nie miałam wówczas czasu i głowy aby się tematem solidnie zająć, ani też kasy aby wywieźć do innej stajni. Jednak do brzegu - więc matka natura pozwoliła na karmienie źrebaka przez ponad dwa lata, fakt kobyłą nie chodziła pod siodłem regularnie, ale kiedy "nieodsadek" miał około 15 miesięcy kobyła wychodziła w tereny i było ok. Na matce się to nie odbiło, odbiło się na psychice "nieodsadka", bo jak mi klacz później padła to zostałam z klejącym się do stada dorosłym koniem, z lękiem separacyjnym, przewrażliwionym. Do tego matka byłą szefową stada, a "nieodsadek" był w stadzie niczym "gość na dzielni", z chwilą gdy matka odeszła koń nie potrafił się odnaleźć. Ten stan w mniejszym lub większym stopniu jest do dzisiaj, koń ma 10 lat i praca z nim nie jest łatwa. Taki tam dowód anegdotyczny, a dla mnie nauczka na całe życie.
zielona_stajnia, a mozesz napisac cos wiecej o pracy z tym koniem :kwiatek:
Ostatnio mialam oferowanego podobnego-tylko-bardziej konia do jazdy: kobyla 9 lat, do 8 roku zycia 24/7 z matka na lace, bez kontaktu z czlowiekiem, tylko matka i to jedno pastwisko (w tutejszym klimacie przy odpowiednim areale konie wyzyja z pastwiska caly rok). Kon nigdy wczesniej budynku od srodka nie widzial. Tak w mega skrocie to wyzwanie mnie przeroslo, troche mnie to otrzezwilo co do moich realnych umiejetnosci 😉 Ale wlasnie kon taki, jak opisujesz, patologicznie klejacy sie do stada, z ogromnym lekiem separacyjnym - serio, na ta kobyle sama na hali wsiadalo sie jak na bombe - hiperreaktywny na wszystko. Na hali po x czasu umialam z tym koniem jeszcze cos zrobic, zainteresowac soba, na dworze jak inne konie byly w zasiegu wzroku to jakby czlowiek nie istnial i z troski o wlasne bezpieczenstwo dalam sobie siana. Tak mnie to zainteresowalo 🙂
Pracę to my w zasadzie zaczniemy w wakacje - w sensie pod siodłem, bo tak mi się życiowo złożyło, że ostatnimi laty nie miałam kiedy, jak i z kim brać się za porządną robotę. Problemem głównym jest klejenie się do stada, koń jest tak sfiksowany na stado, że człowiek jest irytującym zakończeniem uwiązu w sytuacji gdy koni na oku nie ma. Pierwszy problem to prowadzenie w ręku. Mogę wyjąć ją ze stajni prowadząc na drugim uwiązie innego konia i wtedy jest cacy, ze spięciem pójdzie sama jeśli konie widzi, brak kontakt wzrokowego=brak kontaktu z mózgiem 😉, natychmiastowe odpalenie wrotek. Przy czym potrafiła wyleźć i paść się kilkaset metrów od innych koni sama, ale złapanie jej czy doprowadzenie to misja samobójczo-niemożliwa. Przy czym ten sam koń na wybiegu pomiędzy swoimi stoi spokojnie przy siodłaniu, kiełznaniu, nie płoszy się byle czego - zabrana ze stada dostaje histerii i nie chodzi mi tu o "zwykły" bunt konia nienawykłego do odchodzenia od stada, ale widać w niej po prostu strach i przerażenie. Ja wiem co mam do przerobienia i jak ugryźć temat, nie brałam się za to z prostej przyczyny - brak pomocnika i czasu, a robota z doskoku raz na tydzień czy dwa w tym przypadku według mnie jest bez sensu. Myślałam o wywiezieniu kobyły do kogoś kto by się nią zajął, ale nawet pomijając kwestie finansowe, to bałam się czy nie stanie się tak, że ktoś nie strzyma ciśnienia, nie użyje agresji czy siły i efekt będzie odwrotny od zamierzonego. Dużo charakteru ma z matki, a to był w sumie mój życiowy koń - sądzę, że po zbudowaniu zaufania i pewności siebie (w sensie koń będzie pewny siebie) będzie już z górki 🙂. Wiem, że to będzie proces żmudny i przysłowiowe "rzeźbienie w gównie", ale jeśli pójdę na skróty, nie zrobię solidnych podstaw to efekty mogą być nieodwracalne i "spektakularne" 😉. To koń tylko dla mnie, osobisty, nie na sprzedaż, więc mogę sobie powoli dłubać, przez 20 lat przy koniach nauczyłam się cierpliwości i pokory. Edit. Mam jakiś zarys planu pracy z kobyłą , aczkolwiek niedoprecyzowany.
uwaga! sciagam na siebie gromy! cytat z Regulaminu Kawalerii: "76. Wyjeżdżanie z szeregu. Gdy tylko konie chętnie idą naprzód pod działaniem łydek, ćwiczy się je w wyjeżdżaniu z szeregów. Przed zakończeniem lekcji zastęp szykuje się w jeden szereg, lecz przy pierwszych próbach niezbyt zwarcie, mniej więcej w odstępach jednego kroku. Przed frontem zastępu, w odległości kilku kroków, stawia się żołnierza z owsem, który się przesuwa przed konie, pojedynczo wyznaczane przez instruktora do wyjścia z szeregu. Robi się to w tym celu, aby konie wychodziły z szeregu nawprost. Po wyjechaniu z szeregu podjeżdża się do owsa, daje się koniowi zjeść jedną - dwie garście, zsiada się, popuszcza popręgi i odprowadza się konia na stronę lub do stajni. Ćwiczenie to należy powtarzać podczas podjeżdżania co najmniej 2-3 razy tygodniowo, stawiając żołnierza z owsem coraz dalej. Przy dojeżdżaniu nawet, gdy wszystkie konie chętnie wychodzą, z szeregu, ćwiczy się to parę razy na miesiąc. Należy niekiedy podczas jazdy w terenie odsyłać konie pojedynczo do stajni, przed ukończeniem pracy całego zastępu. Zwłaszcza stosować to trzeba do koni trudniejszych pod względem odłączania się od towarzystwa innych koni"