AleksNever underestimate the possibility for things to improve in ways you cannot yet imagine - Karen Rohlf 05 marca 2018 09:36
My nie płacimy bo ja jestem rolnikiem. Budynek stajni jest przeznaczony pod działalność rolniczą ( hodowla kóz ) więc jesteśmy zwolnieni z podatku. Przypadkiem wygrzebałam i okazuje się, że nasz dom jest także wyłączony spod opodatkowania bo jest wpisany w rejestr zabytków, co prawda gminny, ale jest. Remontujemy go i teoretycznie uprawnia nas to do zwolnienia z opłat. Musze iść do gminy i dopytać 🤔 . Jeśli faktycznie tak jest muszą nam zwrócić za 10 lat ...
zembria - pastwisko czyli trwały użytek zielony by wystarczył. Tak, to co jest zabudowane się nie liczy. edit: tylko, że Wy macie taką działkę, że połowę by Wam nie wliczyli jako TUZ bo jest zadrzewiona. Odejmą także wszystkie drogi dojazdowe do budynku czyli cały Wasz długi wjazd, polbruk i plac do jazdy. To nie wiem ile Wam tam wtedy zostanie tych hektarów 😉.
Podobno da się to jakoś obejść, a od biedy kupić po małym kawałku, bo do 0,3 można. Ja z wykształcenia zootechnik, to o ile wiem też sprawę nieco ułatwia. A orientujecie się może czy to właśnie żeby się do tego zwolnienia z podatku liczyło, to ta ziemia musi być w jednym kawałku, czy może być w różnych miejscach?
AleksNever underestimate the possibility for things to improve in ways you cannot yet imagine - Karen Rohlf 05 marca 2018 10:18
Zembria musisz być jeszcze zameldowana przynajmniej 5 lat na terenie gminy gdzie masz ziemię. To ułatwienie polega na możliwości ubiegania się o specjalne pozwolenie, które wydaje ANR. Trzeba udowodnić, że będzie się dobrym rolnikiem ( czyli nie "rolnikiem", a faktycznie chcieć jakiś biznes rolniczy prowadzić ) i zobowiązać się do zamieszkania przez przynajmniej 5 lat, na terenie gdzie planowany jest zakup ziemi. Ziemię tę jednak trzeba uprawiać i nie można jej sprzedać przez kolejnych 10 lat.
Zembia, nie tyle obejść, co jeśli kawałek gruntu jest dobry, tj dobrej bonitacji to jest szansa, ze Ci sąsiad sprzątnie go spod nosa. Można kupić ziemię dość łatwo, jeśli jest to V VI klasa i dla okolicznych rolnikow nie stanowi wartości, rolnicy tego po prostu nie chcą, ksiądz też nie potrzebuje, więc Ty jako nierolnik, nie zameldowany min 5 lat, możesz taką ziemię nabyć. Trwa to teraz dość długo, ale jest do sfinalizowania. Inaczej grunt musiałaby wykupić gmina (???) a tu też nikt jakoś się nie pali, bo szkoda kasy.
Nie panikujcie, wystarczy, że pisze się u notariusza warunkowy akt notarialny, notariusz wysyła do Agencji - obecnie KOWR, a po miesiącu odpisują, że nie chcą kupić (no bo i po co im jakiś fyrtel pro hektarowy na zadupiu - co innego 100 ha w terenach inwestycyjnych) i podpisuje się normalny akt notarialny przenoszący własność. Było dużo hałasu, a zakup ziemi przez każdego Kowalskiego to obecnie tylko kwestia dodatkowej kasy na notariusza (nas policzył połowę tego za akt warunkowy co za przenoszący własność - kupowaliśmy działkę z lasem, więc LP miały pierwszeństwo, oczywiście nie kupiły) i poczekania miesiąc na kwit z KOWR. Zobowiązanie się oczywiście podpisuje - o niezbywaniu i gospodarowaniu, a w praktyce to i tak wszyscy mają to w pompie (tak jak kiedyś ANR sprzedając na preferencyjnych kredytach). Także ustawa urodzona przez PiS jest w zasadzie martwa 😉
No wlasnie cos takiego mi kolezanka mowila, ze wymaga to dodatkowego zachodu, papierow i czasu, ale da sie zrobic bez jakis wiekszych problemow. *Poprzedni post powinien byc wyzej, telefon mi cos namieszal :\
Nie ma specjalnie zachodu - mimo, że jestem rolnikiem, to przez ten las musieliśmy dwa razy pisać (czyt. płacić, a to pewnie o to chodziło, bo większość kasy idzie do państwa) akt notarialny, ale LP w sumie szybko się uwinęły i w tydzień odpowiedziały, że działki nie chcą, na następny dzień poszliśmy do notariusza dopiąć sprawę - całe "ceregiele" trwały może 10 dni, ale na KOWR trzeba czekać zwykle miesiąc nim łaskawie odpiszą. Sprzedający liczą się z tym, że to potrwa, przynajmniej w naszej okolicy, bo rolnicy już się obkupili, co z ANR szło porządnego już dawno ma właściciela, a nawet teraz KOWR wystawia działki na nieograniczone przetargi, często w jakichś śmiesznych pieniądzach.
Zielona Stajnia Mieszkam między Malborkiem a Sztumem, na mapie jest połać lasu duża, a w tej połaci dziura i tam jest moja wioska, w tym otworze 😁 Tu raczej już wszystko w rękach prywatnych jest niestety, a sąsiadów już pytałam czy by czegoś nie sprzedali i poprosiłam, że gdyby tylko chcieli, to żeby dali mi znać. Jest jeszcze kawałek łąki gminny 0,3 ha o który jadę w przyszłym tygodniu pytać, a poza tym to nic już :/ Nie za bardzo mnie interesuje kupowanie gdzieś dalej, bo koni prowadzać daleko nie mam kiedy, wracam po 15 z pracy i dopiero wychodzą, a jeśli chcę coś pojeździć, to idą na 2-3h dziennie tylko więc nie uśmiecha mi się prowadzenie pół godziny w jedną stronę, poza tym to wolę je na oku mieć.
Wyrośnie, ale zapewne mniej niż jakbyś zrobiła to "od serca". Robiłam tak dwa lata pod rząd z braku sprzętu i zdało egzamin, ale z tej trójki roślin to lucerna się tylko nie przyjęła.
AleksNever underestimate the possibility for things to improve in ways you cannot yet imagine - Karen Rohlf 05 marca 2018 16:43
nokia6002 - szansa jest jeśli chcesz jakieś placki wypełnić niewielkie 😉. My tak "sialiśmy" z ręki to tu to tam nasionami, które się z siana nam wysypały. Część wyrosło część nie wyrosło, część wiatr rozwiał i ptaki wyjadły. Z tym, że jakoś szczególnie nie zależało nam no i łąki tak nie sialiśmy.
Mam wodę ze studni pociągniętą i do domu, i do stajni - na takim zadupiu jak u nas nie ma innej opcji, a na głębinówkę na razie mnie nie stać. Generalnie proste jak konstrukcja cepa - rura wkopana na głębokości poniżej przemarzania, w studni zakończona filtrem, a w stajni hydrofor - my mamy taki starego typu, z "baniakiem", ale sąsiad ma taki mały i obsługuje trzyosobową rodzinę i stadko bydła (jakieś 10 sztuk), od hydrofora rozprowadzone rury - w moim przypadku do kranu w stajni i do domu (pod ziemią oczywiście). Jednak konie i tak najczęściej poję za pomocą pompy typu "nurek, kupioną na wyprzedaży w tesco czy innym oszołomie za 50 zeta. Pompa jest cały rok wrzucona do studni, do pompy wąż - jak są minusy zwijam, przy studni mam bity kołek, do kołka stara lonża, na drugim końcu przywiązuję zwinięty wąż i wrzucam do studni - rano wyciągam niezamarznięty - sprawdza się do około minus 12. Jak zimniej muszę zabierać wąż do domu, więc na wężu mam złączkę, a pompa w studni. W sumie funkcjonuje tak już trzeci czy czwarty rok, latem pompuje wodę na kilku wężach na pastwiska i zastanawiam się kiedy się w końcu zepsuje 😉
Ze studni jest łatwiej. A jak ja noszę wodę z domu z łazienki i co chwila drzwi od domu otwieram,zamykam (Bo ojciec by mnie zjadł 👿 żywcem hehe) później drzwi od stajni to samo otwieram i zamykam. Dostałam już od rodzinnej skierowanie na rehabilitacje, bo łokcie mi wysiadają 🙄 Mówię do męża może byś mi pomógł z tą woda? W odpowiedzi usłyszałam " Sprzedaj konie i będzie spokój... 😡
Najtaniej wyjdzie wkręcić studnię bezpośrednio w stajni. Jest to koszt ok. 1000 zł. Można też pożyczyć maszynę i wkręcić rurę samemu i wtedy jest taniej. Dwóch mężczyzn da radę w jeden dzień. Oczywiście jak woda jest tak do ok. 15 m głębokości. Najtańszy hydrofor kosztuje chyba 300zł.
Ja mam hydrofor w studni (głębinowej) i wodę rozprowadzoną w dwóch kierunkach - do domu i do stajni. W stajni kran na bocznej ścianie, stajnia zimna (otwory zamiast okien i nieszczelne drzwi) więc zamarza. Poniżej minus ośmiu noszę z domu. No i wiadomo, wiaderka trzeba w wannie rozmrozić 😤 Niestety, czasu i kilku dni ciepłego trzeba, żeby puściło. Od wczoraj na plusie a jeszcze trzyma. Mam szczęście, że tylko raz wymieniałam kran - nie szkodzi mu zamarzanie i odmarzanie. Teraz to pół biedy, bo już tak wiaderka nie zamarzają i można nabrać wody w sionce a właściwie kotłowni obok. Żałuję, że zrobiłam tam dojścia również ciepłej wody - a hydraulik proponować, trzeba było słuchać.
Jak was czytam to mi sie cisnienie podnosi. Nosicie ta wode jak jakies baby panszczyzniane. A to juz nie ta epoka. Czas sie ogarnac. Jest milion sposobow na niezamarzajaca wode w stajni. Pisalas, ze rura zamarza, wiec kup za 150 zeta kabel grzejny. No ale to 150.k0sztuje. Duzo kasy. Potem znacznie mniej sie wyda na lekarza i leczenie i rehabilitacje. Chyba wam watroby gnija.