Pony znam to - na pierwszym egzaminie w polaczeniu z moim stresem doszlo wydzieranie sie egzaminatora,ze nie znam kodeksu, ze kto mnie w ogole dopuscil do egzaminu,ze co ja tu robie itd. - co z tego wyszlo mozna sobie chyba wyobrazic...
Ech fajnie tak trafic na egzaminatora na ktorego jest najwiecej skarg w wojewodztwie za...chamstwo 😁 😵 Nie sprzeczam sie absolutnie z tym,ze mnie oblał, ale jego zachowanie pozostawilo wiele do zyczenia, poza tym kazdy kto mial z nim "przyjemnosc jezdzic" potwierdza moje slowa - u kazdego bylo TAK SAMO! 😵
Na takiego egzaminatora, chociażby cechował się wybitnym chamstwem, jest jeden skuteczny sposób: ignor! Trzeba się skupić na prowadzeniu, a nie na odzywkach egzaminatora. Być może to taki ich niepisany obowiązek, żeby rozpraszać zdającego i sprawdzać jak sobie poradzi na drodze- przecież w życiu takie sytuacje zdarzają się często. Ja mojego zlałam z góry na dół, nie odezwałam się na ŻADNĄ jego zaczepkę (tylko raz, jak mi kazał skręcić na zakazie), myślałam tylko o jeździe. I zdałam za pierwszym razem. Na stres też najlepiej działa maksymalne skupienie i wewnętrzna koncentracja. Nie myślcie o tym co może się stać, czy zdacie czy nie, o tym co będzie za godzinę- tylko o tu i teraz. Pomaga 😉
Wendetta - tyle, ze dla mnie inna sprawa jest sprawdzanie naszej podzielnosci uwagi, a inna chamstwo i komentowanie wszystkiego nawet tego co nie dotyczy egzaminu. 😫
no to na pewno 😁 Na szczęście ogarniałam, chociaż mogło się wydawać, że nie za bardzo kontaktuję, bo wzrok miałam wlepiony przed siebie, a on sobie mógł krzyczeć, komentować, zrzędzić, złorzeczyć i co tylko. Martva, tego niestety nie zmienisz ani Ty, ani nikt, większość egzaminatorów to po prostu buraki. Ale nie warto tego brać do siebie, ani traktować osobiście, bo oni tak zawsze. I tylko zacisnąć zęby i jechać dalej udając, że ten ktoś obok wcale nie jest dla nas niemiły. Przecież i tak za chwilę wysiądziesz z tego samochodu z wynikiem pozytywnym i ten burak będzie Ci mógł co najwyżej pomachać na pożegnanie 😉 I z takim nastawieniem trzeba iść na egzamin!
Moja koleżanka zrobiła kurs na prawko w 2 tygodnie (w Łomży). Na koniec kursu jest egzamin.
Powiedziała, że szkoda kasy. Zakwaterowanie było zupełnie inne, niż w opisie (miały być pokoje 2 osobowe z łazienką, były 4 osobowe i łazienka na korytarzu), nie zrobiła calego kursu teoretycznego, bo nie dałaby rady wyjeździć tych 30h. Wyjeździła i nie zdała (już nie pamiętam, z jakiego powodu).
pony, nie daj się. jeśli już inwestujesz tyle kasy, zdrowia i nerwów w to cholerstwo, to nie wolno się poddawac! w końcu się uda.
ja zdałam za czwartym razem. od początku zakładałam, że zdaję do skutku. za pierwszym razem największy cham w WORDzie, za drugim razem powtórka, za trzecim terminator, u którego niewielki odsetek zdaje, bo tak gnębi na mieście. za czwartym gośc kamienna twarz, służbista okrutny, ale w porządku - zobaczył, że sobie radzę, pozaliczałam wszystkie elementy, więc nie ciorał mnie "do skutku", tylko wróciliśmy do WORDu.
bardzo dużo tu zależy od szczęścia. życzę Ci z całego serca, żeby i do Ciebie się uśmiechnęło, nie wolno się załamywac, trzeba spróbowac podejśc do tego wszystkiego w miarę spokojnie. trzymaj się :kwiatek: :kwiatek: :kwiatek:
IloveMosiek- dziękuje za ciepłe słowa🙂 Troche mi już przeszło od rana, ochłonęłam, odchorowałam(tak tak, odchorowałam) i nie pozostaje mi nic innego, jak probowac dalej 🙂
Ponynie daj się 🙂 ja tez próbuje już enty raz 😵 ale tym razem sobie powiedziałam,że zdam a jak mi się nie uda to będe choćby do us*** śmierci chodzić 😉 nie po to wyjeździłam ponad 50godzin 🤔 😤 i słyszałam ,że jeżdze podobno przywozicie ,głupich takich strasznie błędów nie robie a i tak mi się nie udawało... Ale cóz nie ten WORD to inny hehe 😉
dziewczyny ostatni raz probowalam jakis rok temu i oczywiscie nie zdalam (dlawna Odlewnicza w Warszawie). Powiedzcie - pewnie jestescie na czasie. Czy w jakis znaczacy sposob zmienily sie/maja sie zmienic w najblizszym czasie przepisy dot. egzaminowania/prawa jazdy?
nie latasz już naokoło samochodu, omawiając wszystko, tylko losujesz jeden element do pokazania pod maską i jedno światło. egz. na mieście trwa przepisowo min 25, max 45 minut. a od stycznia do ceny kursu na prawko dochodzi vat. i to chyba tyle.
[quote author=IloveMosiek link=topic=166.msg388318#msg388318 date=1259112398] tylko chyba margines punktów karnych dla kierowców do 1 roku po zdobyciu prawka jest mniejszy, bodajże 21 a nie 24, ale moge się mylic.
Margines ten był zawsze.
[/quote]
wiem, że był zawsze 😀 tylko tak a propos młdoych kierowców mi się napisało.
Pony Kochana całym serduchem jestem z Tobą, nie poddawaj się......
Ja mogę służyć jako przykład osobnika, którego starach przed egzaminem paraliżował już na kilka dni przed wyznaczonym terminem (bez środków farmakologicznych uspokajających się nie obyło, bo nie spałam, nie jadłam,a jak już coś usiłowałam to wymiotowałam, trzęsące się ręce- normalne funkcjonowanie nie było możliwe). Kurs skończyłam w 2003 roku-potem 3 egzamin praktyczne, które skończyły się totalną porażką.
Do czerwca tego roku dałam sobie spokój,lecz mając w planach wyprowadzkę za miasto i wizję tułania się z dwójką dzieci autobusami postanowiłam powalczyć o swoje. Dokupiłam 5 godzin-żeby donieść papierek do ośrodka o ukończonym kursie doszkalającym. Trafiłam do szkoły męża znajomej- nie napisze nic więcej jak tylko porażka, niepoważne traktowanie kursanta- zero zainteresowania. Na egzamin szłam z przekonaniem, że psychicznie tego nie ogarnę. I było tak jak się spodziewałam. Strach i stres wygrały ze mną.
Od taty dostałam namiary na gościa, który potrafi zdiagnozować takie ciężkie przypadki jak ja i im pomóc. Umówiłam się na 3 jazdy ( po 2 godziny) po których miał wypowiedzieć się na temat moich szans przy kolejnym podejściu do egzaminu. Jego opinia była jednoznaczna:"kobieto ty potrafisz jeździć, gnaj na egzamin i go zdaj". No cóż strach był nazwijmy prawie kontrolowany przeze mnie, ale cóż potknęłam się na banale na mieście. Trudno. Kolejne dwie godziny u Krzysia i z ręką na sercu napiszę Wam, że trafiłam na swojego człowieka- potrafił trafić do mnie i jakby to napisać -poukładać mi w głowie i zaszczepić pewność siebie za kierownicą bez względu na okoliczności. Na kolejny egzamin zapisałam się już nikogo nie informując(zupełnie nikogo) bo te ciągłe pytania umiesz?, zdasz?, boisz się? potęgowały we mnie tylko strach i przypominały o egzaminie. W czwartek miałam po raz kolejny usiąść do tej części ustnej praktycznego egzaminu- ale usypiając syna zasnęłam razem z nim. Obudziłam się już w dniu egzaminu o 4 rano, a egzamin miałam o 6:15. Czasu starczyło na pobieżny rzut okiem na notatki i już gnałam na autobus. Tak się trafiło, że wyczytali mnie w pierwszym rzucie i nie siedziałam i nie miałam czasu na nerwy w "poczekalni".
Egzaminator- starszy gościu- auto nr. 7.... wszystko ok, wyjeżdżamy na miasto. Jeździłam od 6:40-7:10- wszystkie manewry wykonywane za pierwszym razem i kurcze zdałam 🙂 Zdębiałam jak zobaczyłam jego podpis pod kartą z egzaminu- to był egzaminator z którym miałam krótkie spięcie na egzaminie w 2003 roku i na którego trafiłam dwa razy i dwa razy mnie oblał. Kurcze ciesze się, że zorientowałam się dopiero po egzaminie, że on. Szczerze powiem, że jak już wyjechałam na miasto to już jakoś stres odszedł.... Z tym, że liczyłam się z tym, że i tym razem nie zdam i że będę musiała dokupić kolejne 5 godzin, i zdawać kolejny raz teorie bo mi się kończyła. A z drugiej strony miałam ten komfort, że nie musiałam się tłumaczyć z ewentualnie niezdanego egzaminu, bo nikt nie wiedział o nim. A teraz się nie mogę doczekać kiedy dostanę do ręki ten upragniony kawałek plastiku, który mnie kosztował tyle stresów.
nesca- widzisz, ja też mieszkam za miastem, na wszystkich spotkaniach rodzinnych jestem tematem numer jeden- jak to? 21 lat, mieszka za miastem i nie ma prawka? NAwet znajomi rodzicow jak mnie widzą to pierwsze pytanie jest zawsze o prawko. Zaczelam sie czuc po prostu jakas ogarniczona, gorsza. Kurs zrobilam jakis czas temu, raczej dawno, ale jazda samochodem była dla mnie katorgą- ledwo przezylam wypadek w wieku 12 lat, mam prawo nie lubic aut. Zapisalam sie tyko pod wplywem ciśnienia-prawko miec trzeba, rodzina doslownie stala nade mną. Po kursie długa przerwa. W te wakacje mama zapisala mnie do swojego znajomego. I polubilam jezdzic. I wg niego umiem. Sama tez czuje sie penwie. Do czasu egzaminu. Na prawde mam dosyc, tego całego gadania nad głową i tego całego 'prawkowania'.
u mnie najgorszy był ojciec. z jednej strony naciskał na mnie, powtarzał, że MUSZĘ to prawko zrobic, bo kierowcy w rodzinie brakuje, bo wstyd, bo się przyda, bo przecież z moimi planami na przyszłośc muszę miec prawko... z drugiej strony raczył mnie uwagami, że nie zdaję, bo pewnie jestem nietechniczna, wyśmiewał, że nie zdaję bo pewnie biegów nie umiem wrzucac, albo nie wiem jak się kierownicę trzyma, a jego ukochanym tekstem było: "po to są fotele dla pasażera w samochodzie, żeby nie wszyscy musieli miec prawo jazdy". po trzecim egzaminie zostałam motoryzacyjnym debilem i na nic się zdały wszelkie tłumaczenia. jak już zdałam, to jakoś się specjalnie nie ucieszył, tylko stwirdził, że pewnie miałam c*pę, nie egzaminatora. ale kiedy w dwa dni po odebraniu tekturki wiozłam tatunia na zabieg chirurgiczny, to stwierdził, że jeżdżę super (do tej pory nie wierzę, że to padło z jego ust :hihi🙂 i w nagrodę zatankował mojego ropucha do pełna.
nesca, gratulacje 😅 a tak po prawdzie, to ten kawałek plastiku jest brzydki jak noc listopadowa 😵
Eeej ja lubie ten mój kawałek plastiku, specjalnie najładniejsza fotkę dałam 🙂
też go lubię, ale mi się nie podoba 😀iabeł:
a w ogóle miałam Wam coś napisac. dzisiaj mi egzaminator wymusił pierwszeństwo na skrzyżowaniu. ale miałam satysfakcję z trąbnięcia na niego, a jeszcze większą, jak potem unosił łapę, żeby przeprosic 🏇