Dziś wreszcie udało mi się wygalopować rekreanty. Od zcwartku spędzam po 5-7 h jeżdżąc konie w realiach bez hali. Da się, ale niech już szef wraca, bo moje plecy przestają wyrabiać takie ilości.
ja dzisiaj pojechalam a spacer , myslalam ze jest cieplo ale na polu mnie tak przewialo ze po 15 min chcialam wrocic , a do lasu mialam jeszcze trroche ...na upartego dojechalam do lasu , ale drogi masakra , koleiny po traktorach ...., zrobilam male kolko i wrocilam spowrotem , ale kon sie odstresowal chociaz i jakiego apetytu dostal jak wrocil ;-)
Myśmy się wybrali dwukółką do lasu na dwie godziny. Śnieżek lekko sypał, było bezwietrznie i miło. Najpierw przemokły mi rękawiczki bo Treser stale chciał palić, telefonować , kręcił się i musiałam wciąż grzebać gołymi rękami. Potem przemokły mi rękawy kurtki upranej w super hiper kosztownym płynie impregnującym. Potem przemokła mi reszta kurtki i spodnie na udach. Następnie przemokły mi buty i reszta spodni, bo biegłam przed koniem po bagnie zamrożonym szukając grubego lodu do przejechania. Lód okazał się nie dość gruby już na pierwszej kałuży. Sapałam jak parowóz i spociłam się jak mysz, zatem rozmokła mi obustronnie czapka uszanka z królika. Okulary mi zaparowało na biało. Po wyjechaniu z lasu okazało się, że pojawił się mróz i wiatr. Koń się zmęczył i trzeba było jechać wolno. Dygotałam jak w febrze. Zdejmując szory płakałam tak mnie bolały palce. Nawet nie wiedziałam, że znam aż tyle fajnych przekleństw. 😉 Na koniec krótko: nie jeżdżę więcej w mrozy. Czekam do wiosny. 😤
Tania - współczuję, ja też marznę w palce i czasami płacze z bólu - koszmar nie ma rękawiczek, w których bym nie zmarzła, ale trzeba być twardym, jeszcze trochę i wiosna!! lalala wiosna 😅
mnie by zadowalało cokolwiek na plusie 😀 żeby tylko rozmarzło podłoże i dało się coś porobić, nie wspominając już o tym że najwyższy czas rozstawić drągi i coś pokicać...
Ja poproszę albo mrozy -10 (wtedy na hali robi się super podłoże) albo temp +10 wtedy mogę jeździć na dworze. Innych opcji nie przyjmuje. Także do niedzieli niech tam sobie pomrozi a od pon. wiosna 🏇
taaak wiosna? Gdzie? U mnie dzis w nocy było "tylko" minus 22 stopnie. Kurcze w sobotę dziewczyny namówiły mnie na mały terenik ,ot taki 1,5 godzinki. Nie dośc ,że cholernie zimno (nie założyłam termobryczesów i uda miałam czeronosine) to jeszcze slisko jak cholera, konisko slizgało się paskudnie. W niedzielę juz nigdzie nie wyjezdzałam ,siedziałam przed kominkiem, eh wyraznie się starzeje- ja chcę wiosny!
Wynudzona halą wybrałam się wczoraj do lasu. Było cudownie dopóki w drodze powrotnej nie okazało się, że na leśnej drodze pod nieskazitelnie gladkim, mięciutkim i przyjaźnie wygladającym śniegiem jest ogromna zamarznięta kałuża! zaliczyłam glebę z koniem nie mówiąc o palpitacjach serca jak przy próbie wstania kobyła wpadła w następny poślizg bo jednak ciężko się podnieść jak nogi uciekają. Okazało się że mam bardzo mądrego konia, który potrafi zachować zimną krew i nie panikować. Poleżała chwilkę, pomyślała (tak to przynajmniej wyglądało) i znalazła oparcie dla przednich nóg i ostrożnie wstała. Na trzęsących się nogach wróciłam do stajni z koniem w ręku. I mimo, że uwielbiam tereny, to dopóki zima nie pójdzie sobie precz, odpuszczam! na szczęście skończyło się tylko na strachu, no i dzielę się historią ku przestrodze, oby nikomu się nie przytafiło, uważajcie!
Iwona, witam w klubie! Uwielbiam zimowe tereny i staram się raz w tygodniu taką frajdę koniom zafundować, w ramach odsapki od ryrania. Pojechałam w sobotę i teraz mogę Was przestrzec przed zdradliwym podłożem. Bo niestety, mimo, że wydawało mi się, iż mróz chwycił wysuszone podłoże, to w pewnym momencie pod cudnym świeżym śnieżkiem był żywy lód, koń się pode mną wywalił i... straciłam przytomność. W sumie nic mi się nie stało, ale uważajcie!
No tak-kałuże to koszmar. Dlatego ja leciałam przed koniem, bo się wepchnęliśmy w tak ciasny i zarośnięty dukt, że zawracać nie było jak. Usiłowałiśmy ominąć zrujnowaną drogę z kałużami .Bałam się wywrotki i tego,że lód koniowi nogi pokaleczy. Dobrze,że nic się nie stało. Ja już wolę chyba błoto. Albo nudę na hali.
Tania - współczuję, ja też marznę w palce i czasami płacze z bólu - koszmar nie ma rękawiczek, w których bym nie zmarzła, ale trzeba być twardym, jeszcze trochę i wiosna!! lalala wiosna 😅
Ja dzisiaj jeździłam w dwóch parach rękawiczek i to jest chyba sposób na niedopuszczenie do zamarznięcia rąk! 😉 naprawdę się sprawdza, niewygodnie trochę ale po pierwszym kłusie już rozgrzana byłam więc zdejmowałam 🙂
Ale mróz straszny... obecnie -13 i spaaaaaaada. Wiooosne chcę! 😉 Pozdrawiam cieplutko z herbatką w ręku i zawinięta w kocyk! 😉
mi niestey nie pomagają ani 2 pary rękawiczek, ani 2 pary grubych skarpetek, termobuty i 100 innych warstw... jazde już dawno odpuściłam, bo nawet nie mam gdzie pojeździć. Dzisiaj wzięłam Korsykę na krótki spacerek-w ręku, po 10 minutach wracałam do stajni bo nie mogłam wytrzymać 😲
U nas dziś było -15, ku swojemu zdumieniu nie zmarzłam. Nawet w ręce. Pięęęękna pogoda. Pokręciliśmy się z koniem po placu stępem i kłusem, podłoże było znośne.
Ja tak mam zazwyczaj. Ale dziś poza jazdą trochę pobiegałam z koniem, było słonecznie, bez wiatru. No i chyba wreszcie mam wyregulowaną tarczycę 😉 Oby to się utrzymało. Bo jakkolwiek w buty mogę włożyć grzejące wkładki, to z rękami gorzej. Trudno trzymać je w kieszeniach, ogrzewacze chemiczne są okej - ale też na chwilę, bo jak z nimi jeździć?
A ja dzisiaj dotarłam do stajni dopiero po uczelni, po 19 i było tak zimno, że odpuściłam kompletnie jazdę. Ba, nawet nie wyciągnęłam koni do karuzeli żeby wyszły drugi raz na spacer 🤬 Niech te temperatury się jakoś ogarną
A jutro ma byc zimniej niz dzis 🙁. Dopiero od czwartku troche odpusci-ja juz nie wyrabiam, w terenie bylam ostatnio tydzien temu i niestety sie pochorowalam, koszmar.