busch od tego czasu widujemy się co jakiś czas, najdłuższa rozłąka to właśnie była ta pierwsza, aż miesiąc. Potem wychodziło jakoś średnio co 2-3 tygodnie. Dłużej niż 5 dni chyba razem nie byliśmy. Mam nadzieję, że to się zmieni jeśli uda mi się zdać wszystkie egzaminy w I terminie. To wtedy nam wyjdzie aż dwa tygodnie razem! 😀
busch ja mam napady, kiedy się blokuję i mam mega depresję pt Co to Za Związek Pomiędzy Hiszpanią-Polską-Formenterą widząc się raz czy dwa razy na miesiąc(chociaż w ciągu ostatnich 2 miesięcy reasumując mieszkaliśmy razem miesiąc, więc nie jest źle!), ile to będzie trwać i co z tego wyniknie. Ale to trwa chwilę, idę pobiegać, przewietrzyć mózg, dzwonię/odpalam skype, machnę jakieś szaleństwo...ostatnio na przykład załatwiłam robotę dzięki której przeprowadzam się na początku przyszłego miesiąca i 3000km skurczą się do 500, a to już istotna różnica 🏇 😍 Bardzo pomaga mi myślenie o celu - zbieranie hajsu, zamknięcie wszystkich 'polskich' spraw, przeprowadzka pewnie pod koniec roku... Coś, o co mogę walczyć realnie, skoncentrować się na tym żeby to osiągnąć i zapomnieć o pierniczonych podróżach w te i we wte raz na zawsze.
Wracając do Brevy skoro tak bardzo odpycha ona męża, że nie jest on w stanie na nia patrzeć ani porozmawiać w csym problem to ja bym mocno sie zastanawiała co by były po ciąży jak beda rozstepy i luzns skora albo na starość zmarszczki i zwisajace cycki 😉 Nie dociera do mnie, ze w starość wchodzą razem. I nie wierzę w to. Skoro razem to razem tez rozwiązują problemy, rozmawiają a nie mąż puszcza focha i tupie nóżką, nie powie w czym problem. Breva ma sie domyśleć. On chyba sam myśli, ze jest piękny i idealny. Ona jest gruba i nie pójdę z nią do łóżka, ale jak mnie przycisnie to musi zrobić mi loda. No ku*wa.
Ja przytyłam 15kg po poznaniu mojego Piotrka. Nigdy nie powiedział mi, że go nie pociągam, bo jestem za gruba. Ale mówił: "wiesz, chciałbym, żebyś bardziej o siebie dbała. będziemy chodzić na siłownię razem". Oczywiście, nie chodzimy 😂 (chociaż mam nadzieję, że niedługo zaczniemy). Nawet bez tej siłowni, jak się np przebieram z wyjściowych ciuchów na domowe i on mnie zobaczy, to jest szał, najchętniej by mnie rozebrał na amen. Eh, może niedługo będziemy mieszkać sami 😜
ten wygląd i seks to wisienka na torcie Od początku Breva pisała, że nie szanuje jej, nie liczy się z jej potrzebami, traktuje ją jak matkę do usługiwania i wiele jest między nimi niezgrania i niedopasowania. I TO jest istotniejsze moim zdaniem, a nie to, że Breva przytyła a jemu się to nie podoba. To ostatnie jest najbardziej bulwersujące i łatwo o tym sobie tu dyskutować. Ale problemy leżą gdzie indziej... Tak myślę z tego co czytam.
safiePowyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym termin 24 stycznia 2014 07:09
tunrida, masz rację, ale od tych głębszych problemów jest specjalista. My tu sobie możemy pisać swoje zdanie na ten temat, a właśnie kwestie podobania się i seksu są najbardziej jaskrawe.
Już przerabiałam faceta, dla którego ważne było, żeby jemu było dobrze, a potrafił tak mną zmanipulować, że zrobiłabym wtedy dla niego wszystko 🤔wirek:
Tyle że nie każdy problem da się rozwiązać dzięki pomocy specjalisty. Jak dla mnie, choć postawię sprawę ostro, jedynym problemem tutaj jest to, że mąż Brevy jej nie kocha i nie szanuje. A póki co nie ma jeszcze specjalistów na brak miłości.
Bodajże Teodora pytała wcześniej, jak się tłumaczy owo dziwne stwierdzenie o "nauczeniu robienia wszystkiego najlepiej, jak potrafi". Jak przeczytałam ten cytat z wypowiedzi męża Brevy, to mi się włosy na głowie zjeżyły. Przechodziłam przez identyczne dialogi! Także byłam z "perfekcjonistą", który karał mnie odrzucaniem psychicznym i fizycznym za to, że nie jestem idealna - oczywiście według jego wymagań. I za to, że to, co robię, nie jest zrobione idealnie - oczywiście według jego wymagań. Zatem - za krzywo położoną łyżeczkę, za rozsypaną mąkę podczas przygotowywania obiadu, za spódnicę nie w tym kolorze albo za spodnie zamiast spódnicy... Takie rzeczy robią człowiekowi okropne pranie mózgu, bo w pewnym momencie zaczyna się wierzyć, że faktycznie trzeba zasłużyć na akceptację - tyle że cokolwiek by się zrobiło, akceptacji nigdy nie będzie, bo nie da się być idealnym. Wiadomo, że każdy ma swoje doświadczenia i swoje ścieżki w życiu, ale w mojej ocenie z wszystkiego, co Breva pisze, wynika jasno, że to małżeństwo nie ma sensu i nic się nie polepszy, co najwyżej pogorszy.
Breva - sama musisz zdecydować czy warto dla niego walczyć. Nie umiem się nawet postawić na Twoim miejscu... Mega przykro. Nadal trzymam bardzo mocno kciuki! :kwiatek: Sama czy z nim - i tak sobie poradzisz, to pewne! 😉
Tak wszystko robi na 100% a przeprowadzic się i dbać o dom na 100% nie potrafi z tego co pisała Breva. I to jest przykre że sam się wkopal takim tekstem. Skoro on nie mieszka na 100% to dlaczego breva ma w 100% wyglądać tak jak sobie pan i władca życzy? Skoro pan i władca karze ja w ten sposób to może ona powinna karać go w inny. Może tu trzeba wojny a nie terapii.
Generalnie, chciałam się podpisać, bo tak samo uważam. Wymagaj od innych przynajmniej tyle, ile wymagasz od siebie.
nine, to ja jakaś dziwna jestem, bo mnie by to zauroczyło 😡
Iść do specjalisty z mężem po to, żeby specjalista nauczył go szanować swoją żonę i powiedział mu, że ma ją kochać? 😲 Dla mnie to już za daleko zaszło. Jakoś nie trafia do mnie to, że specjalista nauczy go szanować własną żonę. Od samego początku nie ma tu grama porządnego fundamentu- miłości i szacunku. Na siłę, szanownego pana, nie zmusimy, aby docenił, szanował i kochał swoją kobietę. Żaden specjalista nie jest tak wszechmocny... 🙄
ojej ile wsparcia :kwiatek: dzięki Wam dziewczyny🙂
to jeszcze zaktualizuje dane, bo mieliśmy wczoraj kolejną rozmowę. co mnie zirytowało u terapeutki to to że najbardziej liczyłam na to że zada mu kilka pytań o nasz związek i będzie musiał w końcu udzielić jakiejś informacji. ale niestety nie udało się bo przy głupim pytaniu "dlaczego chciał pan tu przyjść" po 3 sekundach dawała mu szereg "podpowiedzi", typu "dla żony, dla siebie, dla małżeństwa?" - no masakra... on sobie wybrał najlepszą odpowiedź z pakietu i szliśmy dalej:/ więc postanowiłam sama z niego wydostać trochę odpowiedzi i go przycisnąć. i tak nie zrobiłam tego tak jak planowałam czyli cisnąć cisnąć aż w końcu wybuchnie i zacznie mówić wszystko, ale może lepiej bo porozmawialiśmy bardzo na spokojnie.
i oto czego się dowiedziałam. przerosło go to wszystko. najbardziej przytłoczyła go przeprowadzka, bo bardzo źle się czuł w naszym mieszkaniu (teraz ponoć powoli się przyzwyczaja). Nigdy nie mieszkał poza domem rodzinnym dłużej niż 2 tygodnie i nie mógł się odnaleźć w sytuacji mieszkania gdzie indziej (dodam że to samo miasto, tylko mieszkał na górce za miastem, a teraz mieszkamy na drugim jego końcu ale bardziej w mieście i w dolinie) i tęsknił za domem i "swoją górką". chyba dlatego nie przewiózł swoich rzeczy. poza tym momentami przez te 5 miesięcy czuł się szczęśliwy, ale momentami bardzo nieszczęśliwy, dodał że czuł się zmęczony i niedoceniany (bo np. przestałam do niego przyjeżdżać do pracy w ciągu dnia; dodam że przestałam kiedy zaczęłam rozkręcać swoją firmę). jeżeli chodzi o łóżko, dowiedziałam się że brakowało mu gry wstępnej i miziania itp. i w pewnym momencie czuł że to ma polegać tylko na szybkim zaspokojeniu i tyle. Stwierdził też że wyczuwał ode mnie że mi zależy tylko na tym żeby mnie zaspokoił. Po części przyznałam mu rację - że po jakimś czasie ja też się poblokowałam i przestałam mieć ochotę na seks bo nie widziałam po nim żadnego zaangażowania poza tym parę razy "spuścił mnie po brzytwie" w taki sposób że zaczęłam się krępować i odechciało mi się całowania a co dopiero pocałunków. Ale równocześnie zapytałam dlaczego nie poruszył tego tematu wcześniej - nie wiedział. dlaczego od początku nie interesował się moimi potrzebami - nie wiedział. zapytałam czy nie przyszło mu na myśl, że ja mogę nie mieć ochoty na zbliżenia jeśli wiem że chodzi do pracy, chodzi na siłownię, a wiem że od np. 2-3 dni nie brał prysznica - no nie wpadł na to. zapytałam dlaczego nie brał prysznica, mimo tego że prosiłam go na śmiesznie, na poważnie, że go ścigałam żeby to robił, albo wręcz sama go zaciągałam i prawie że sama myłam żeby się ogarnął - nie chciało mu się. (pomijam że od tygodnia biega pod prysznic codziennie czyli da się). a! i jak zapytałam go czy gdyby znów był kwiecień zeszłego roku to czy powtórzyłby to wszystko (ślub, zamieszkanie itp) to stwierdził że oświadczyłby się, ale chciałby najpierw razem pomieszkać. (żeby nie było - naprawdę nie namawiałam go wtedy na ślub; może czuł presję ze strony mojego ojca że nie ma sensu czekać itp. nie wiem. może. ale kurcze nigdy nawet nie zasygnalizował że nie chce, raczej sam to popierał i cieszył się mogąc "sprzedać newsa" znajomym).
w końcu doszliśmy do rozmowy o konkretach. z jego strony chciałby przekreślić grubą krechą to co było, pójść na tą terapię, bo on teraz widzi że ma problemy i chciałby je rozwiązać. Ja stwierdziłam po kolejnym namyśle, że ja nie jestem w stanie wymazać z pamięci tego co się działo. Że owszem, rozumiem go teraz lepiej, i rozumiem że mogło go to przerosnąć, że mógł sobie nie radzić, że jest mi przykro bo nie wiedziałam że tak się czuł, ale z drugiej strony po pierwsze za dużo się zadziało i za dużo shitów mi zafundował, po drugie nadal nie dostałam odpowiedzi na niektóre pytania - własnie np. skoro wiedział jakie mam potrzeby to dlaczego ich po prostu nie zaspokajał, i po trzecie uważam że jesteśmy dorośli, mamy 26-7 lat a nie 16 i sami jesteśmy odpowiedzialni za nasz stan psychiczny. Jeżeli nie czuł się dobrze to mógł coś zrobić, a wybrał najmniej konstruktywny sposób wyżywając się na mnie.
Na koniec powiedziałam, że bardzo bym chciała żeby na terapię poszedł, choćby po to żeby się lepiej komunikować ze swoimi przeżyciami, ale że dla mnie zadziało się za dużo, zablokowałam się za bardzo i teraz nawet nie mam ochoty na seks (odnosząc się do tego pola), nie tęsknie za nim, no generalnie nie sądzę żebym się przełamała po tym wszystkim co się działo. Na to on stwierdził, że może ślub był pochopną decyzją, ale rozwód teraz też jest i żebym jeszcze to przemyślała. I właściwie stanęło na niczym. ja wykończona zasnęłam na kanapie i tyle. rano poszedł do pracy i... nie wiem.
edit - on twierdzi że kocha i szanuje, a czemu tego nie okazywał to nie wie. i dlatego chce razem do specjalisty. powiedziałam mu że ja się trochę boję co usłyszę. że ok, pójdziemy na terapię, ja zostanę, zaangażuje się, będziemy się starać, aż w koncu wyjdzie z niego to dlaczego o mnie nie dbał i nie okazywał miłości i szacunku. I teraz gdzie jestem już na granicy wycofam się dla niego, a mogę jeszcze cuda usłyszeć. No i nie wiem czy chce to słyszeć, w sensie czy w ogóle chce się angażować w terapiępo tym wszystkim..
safiePowyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym termin 24 stycznia 2014 08:20
Behemotowa, czułabym się dziwnie z takim zaproszeniem. On zaprasza na noc, co jest dziwne. Jak facet po 3 spotkaniu zaproponował (kilka razy), żeby przyjechała na noc to zerwałam kontakt. Człowieka nie znałam, a jestem przewrażliwiona na takie zachowania.
safiePowyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym termin 24 stycznia 2014 08:31
przerosło go to wszystko. najbardziej przytłoczyła go przeprowadzka, bo bardzo źle się czuł w naszym mieszkaniu (teraz ponoć powoli się przyzwyczaja). Nigdy nie mieszkał poza domem rodzinnym dłużej niż 2 tygodnie i nie mógł się odnaleźć w sytuacji mieszkania gdzie indziej (dodam że to samo miasto, tylko mieszkał na górce za miastem, a teraz mieszkamy na drugim jego końcu ale bardziej w mieście i w dolinie) i tęsknił za domem i "swoją górką". chyba dlatego nie przewiózł swoich rzeczy.
Jak się źle czuł to mógł zasugerować, żebyście poszukali czegoś innego. Nie macie nastu lat, a on się właśnie zachowuje jak dzieciak.
chodzi do pracy, chodzi na siłownię, a wiem że od np. 2-3 dni nie brał prysznica - no nie wpadł na to. zapytałam dlaczego nie brał prysznica, mimo tego że prosiłam go na śmiesznie, na poważnie, że go ścigałam żeby to robił, albo wręcz sama go zaciągałam i prawie że sama myłam żeby się ogarnął- nie chciało mu się.
Ale żartujesz??????? 🤔
edit - on twierdzi że kocha i szanuje, a czemu tego nie okazywał to nie wie.
Ja to nadal widzę jako grę- "ależ oczywiście, że cię kocham i szanuję, ale jestem taki skrzywiony, że nie umiem tego pokazać. Musisz popracować nade mną, żeby mi dobrze było to może się otworze i to pokaże".
Psycholog nie rozwiąże problemów na jednym spotkaniu, ale ty chyba już decyzje podjęłaś.
Ja myślę, że nie przeprowadził się, bo gdzieś w głębi ducha myślał, że może się nie udać, a pozostawienie swoich rzeczy u rodzicół to tylko "furtka" żeby mieć gdzie wracać. Wiem po sobie, też miałam obawy.
Biedny skrzywdzony, 27. letni chłopiec, zabrany z domu rodzinnego, ze swojej górki. Przytłoczony brakiem górki i nowym miejscem, schował się w kąciku i cichutko płakał. A nie, przepraszam, to nie ta historia. "Przytłoczony brakiem górki i nowym miejscem, stwierdził, że ma grubą żonę". Przepraszam Breva, ale czytając to, lekko zaśmiałam się pod nosem.
wasia - dokładnie.. On nie ma 18 lat, żeby mogła go AŻ tak przytłoczyć przeprowadzka 3 ulice dalej... i to w dodatku z ukochaną! (przynajmniej powinno być 'z ukochaną'😉 Nie wierzę, że to jest powód do tego, żeby nie okazywać miłości i uczucia. Postawię się na jego miejscu. Przeprowadzam się z moim facetem na drugi koniec miasta, jestem przytłoczona, że nie mieszkam już z rodziną, w rodzinnym domu - tym bardziej szukam u ukochanego wsparcia i bliskiego kontaktu!!!! szukam tego rodzinnego domu w nim! Takie jest moje zdanie..
"zapytałam czy nie przyszło mu na myśl, że ja mogę nie mieć ochoty na zbliżenia jeśli wiem że chodzi do pracy, chodzi na siłownię, a wiem że od np. 2-3 dni nie brał prysznica - no nie wpadł na to. zapytałam dlaczego nie brał prysznica, mimo tego że prosiłam go na śmiesznie, na poważnie, że go ścigałam żeby to robił, albo wręcz sama go zaciągałam i prawie że sama myłam żeby się ogarnął - nie chciało mu się. (pomijam że od tygodnia biega pod prysznic codziennie czyli da się). "
Ale, że jak to?! 🤔 No przepraszam Breva, ale ja nie byłabym w stanie takiego mężczyzny nawet przytulić...
Nie chciałam się odzywać, ale co czytam to co piszesz Breva, to zbieram szczękę z podłogi... Strasznie to wszystko smutne 🙁 Nie mieści mi się w głowie jak można zachowywać się i mówić takie rzeczy, jak twój mąż. Dla mnie to jakiś kosmos 🤔 Jak zaczęłam związek z moim obecnym mężem to był chudy i dobrze zbudowany. Szalenie mi się podobał. Ale wiadomo, że człowiek nie młodnieje, więc w miarę jak lata leciały, metabolizm zwalniał, to i przybyło go tu i tam. Sam to widzi, próbuje coś z tym robić, ale mnie nigdy nie przyszło by do głowy by mu powiedzieć wprost, że już mi się nie podoba. Wiadomo, że fajnie by było gdyby zawsze wyglądał jak na początku związku, ale kocham go takim jaki jest. Nie za sam wygląd. I mimo dodatkowych kilogramów, wciąż mnie pociąga. Dlatego nie mieści mi się w głowie podejście twojego męża, bo moim zdaniem to wymówka. I również mam wrażenie, że zachowuje się jak rozkapryszony nastolatek, nie jak dorosły, odpowiedzialny facet. Jak coś jest nie tak, to się rozmawia, a nie wyżywa na osobie, którą się kocha, a później tłumaczy się jaki to on biedny, skrzywdzony i nieszczęśliwy. Po tym co teraz napisałaś mam wrażenie, jakby on dalej nie rozumiał jak bardzo Cię zranił, jakby nie zdawał sobie sprawy, że jest winny. I wcale Ci nie dziwię, że nie wiesz czy chcesz to ratować. Nie dziwię się, że boisz się powtórki z rozrywki. Człowiek ma pewne granice wytrzymałości. Trzymaj się mocno, przemyśl sobie na spokojnie czego Ty chcesz, potrzebujesz, pomyśl o własnym szczęściu i na pewno podejmiesz dobrą decyzję :kwiatek: Może nie było głupie, tak jak dziewczyny tu wcześniej radziły, odpocząć od niego, spróbować pomieszkać sama, żeby zobaczyć jak lepiej? Żeby mieć czas by pomyśleć na spokojnie?
Nie no, nie mogę. NIE DA SIĘ kogoś szanować, ale tego nie okazywać! Istnienie szacunku do kogoś (kogokolwiek w tym momencie) automatycznie powoduje, że zachowujemy się w określony sposób, a w określony nie. Inaczej się po prostu organicznie nie da. Przeprowadzki i prysznica nawet nie skomentuję. 🤔
Ale, ale... Każdy jest inny. Nie ma co oceniać faceta aż tak źle. Może i ma 27 lat, ale jeśli faktycznie do tej pory poza domem dłużej nie mieszkał, może ma naprawdę problem z przeniesieniem rzeczy. Może ma jakąś fobię, która rzutuje na związek (jakieś lęki, że teraz to już na swoim)... Może miejsce nie do końca mu się podobało, ale się zgodził, bo widział, że Brevie się podoba? Może, a nie wiadomo. Ja tam jestem za przefiltrowaniem się i jego jeszcze trochę. Każdy samemu. Nie da się niestety przenieść w przyszłość i zobaczyć, czy za 7 lat on nadal będzie się starał. Moim zdaniem nie, ale ja faceta znam tylko z wpisów Brevy, więc to trochę nie fair tak oceniać. Za to całe jego zachowanie. Breva wiesz, że mieszkanie razem dużo daje i pewnie zrobiliście błąd pomijając ten krok.
Tylko co by wyszło... Gdybyście nie mieli ślubu, to czy teraz byś go zostawiła, czy uznała to za kryzys ostateczny, rujnujący związek? Starałabyś się nadal? Bo jeśli nie, to rozwód widzę wcześniej czy później. To Twoje życie, i żyj tak, żebyś niczego nie żałowała. Nawet jeśli coś Ci się wydaje szalone :przytul:
Nie chce bronić męża Brevy, ale rozumiem trochę jego 'tęsknotę za domem'. Ja od czasu wyprowadzki (jakieś 3 lata) nadal nie odnalazłam spokoju i jakiejś równowagi.. Po tygodniu pracy i studiów potrafię wrócić do pustego mieszkania i się zryczeć...
mam 3 sekundy więc tylko wrzucę jeszcze jedno zdanie jakie usłyszałam pytając czemu nie okazuje miłości i szacunku - bo on nie wie jak, bo on tego nie zna. ok, miał ciężką sytuację rodzinną, rozumiem to, współczuję mu, nawet nie wiem pewnie jak źle było. Ale powiedzialam mu - ok, tylko nei masz lat 17 tylko 27. żyjemy w XXI wieku imamy oczy i uszy - oglądasz filmy, patrzysz na szzęśliwych znajomych, nie wmówisz mi że Ty biedny nie wiesz jak okazać uczucia, bo tego nei wyniosłeś z domu. ok, ale nasza wiedza o świecie to nie tylko to co wynieśliśmy z domu. Chyba się nawet do tych slow nie odniosł tylko stwierdził no masz rację...
odpowiedź do Thymos - gdybyśmy nie byli małżenstwem zakończylabym to w listopadzie.
Quendi, ale L nie wraca do pustego mieszkania. Wraca do - jak twierdzi - kobiety swojego życia. Ktora swoja droga czeka z obiadkiem w wysprzatanej przed chwila na blysk kuchni (bo pranie juz rozwiesila).
przepraszam Breva, teraz przerysowalam na pewno sytuacje, ale to co piszesz zwyczajnie w pale sie nie mieści.
Z filmów można conajwyżej nauczyć się zakładać tipsy albo robić wydmuszki. Jeśli pewne zachowania nie były wyniesione z domu to nie da się ich nauczyć z filmu instruktażowego z you tuba.
gdybyśmy nie byli małżenstwem zakończylabym to w listopadzie.
Amen.
Co do nieumiejętności okazywania miłości (o szacunku napisałam wcześniej, że to dla mnie bzdura jest). Zdaje mi się, sądząc choćby po wątku o Potworach w rodzinie, że jest nas tu sporo z rozmaitych dysfunkcyjnych rodzin. I na pewno są takie, które są związane z mężczyznami z dysfunkcyjnych rodzin. I tu się w pełni zgadzam, że można nie mieć wzorca z domu, ale to jest do pewnego stopnia do nauczenia! Poza tym mam wrażenie, że kochając kogoś, chcemy mu to okazać, więc jeśli nawet nie wiemy, jak, to szukamy sposobów, staramy się, kombinujemy, czasem wychodzi to niestandardowo, ale jest. Człowiek ma instynktowną potrzebę okazywania miłości kochanej osobie. Poza tym druga strona, kochając i okazując to, sama stanowi wzór do naśladowania - "skoro on wychodząc pierwszy do pracy podchodzi do mnie i daje mi buziaka, to znaczy, że ja mogę zrobić to samo, jak ja wychodzę pierwsza". Ot cała filozofia. Jara - ja sama jestem z bardzo zimnego emocjonalnie domu, gdzie uczuć się nie okazywało. W ogóle. Nie jestem do dziś okazem otwartości emocjonalnej, ale jak kogoś kocham, to umiem to pokazać i o tym powiedzieć. Mało tego, po trzydziestu latach nauczyłam moich zamkniętych w sobie rodziców, że można to robić - i ludzie po sześćdziesiątce zaczęli np. chodzić trzymając się za ręce, czego nie robili nigdy odkąd pamiętam.
I uważam tak jak ash - on coś mówi, żeby powiedzieć, bo wie, że coś powinien. Ale nie, nie czuje się winien, nie rozumie, co właściwie jest nie tak. Z tego, co Breva pisze, nie widać żadnej realnej chęci pracy nad czymkolwiek, tylko zagadywanie sprawy, bo wypada.
A gucio... Mnie dopiero mąż nauczył szanowania jego osoby. Po około kilku miesiącach bycia w intensywnym związku ze sobą, potrafiłam uderzyć go w głowę i potrafiłam krzyczeć w nerwach "spierdalaj". Bo takie związki miałam wcześniej z facetami. I wydawało mi się to dość normalne, że mówi się "spierdalaj" do ukochanej osoby i że można tę osobę szturchać i popychać. Gdyby misiek mnie wtedy zostawił, nie byłoby Nas. Nie zostawił. Tylko nauczył szacunku! Fakt, że go bardzo kochałam i bardzo mi zależało. Więc też dość szybko się nauczyłam "zasad życia w normalnych związkach", bo mi bardzo zależało. Ale gdyby nie dał mi szansy, nie byłoby Nas. I teraz by pewno okrutnie tego żałował.