Aaaaa, a ja się bezczelnie wcisnę, bo Sary daaaaaawno nie było tutaj (ani nigdzie indziej zresztą).
Posadziłąm Panią Trener, bo ja miałam jakieś przejścia żołądkowe. Kobył był paskudny, wredny i chciał Panią Trener zjeść, ale za to umie się, skubana, zaprezentować 😉
kadry z filmu, no ale zawsze...





A Łoś już na nowym miejscu.
Poszliśmy w końcu w ręku, przyszła po nas dziewczyna z hucułką - szefową stadka, i sobie w 10 minut już dotarliśmy. Całą drogę Smok grzeczny, ale pod stajnią już odstawił balety, kita w górę, darcie paszczy, oczywiście mi się wyrwał. Ale potem wlazł do boksu, dostał sianko, masę cukierków.
Jutro pierwszy padok, postaram się obfotografować.
A Sarę będziemy próbować swatać z Gromem Koniczki...