Orzeszkowa, - cóż, w moich okolicach weci się nie specjalizują... w zasadzie długo nawet nikogo normalnego nie było. Był pan, w którego 50/50 czy w ogóle raczy przyjechać, oczywiście nawet nie mówiąc, że się nie zjawi - lub zjawi 3 tygodnie póżniej, bardzo zdziwiony, że już nic zrobić nie trzeba i pani, która się u niego uczyła, wszystko leczy tym samym, kasuje tak, że kapcie lecą i spanikowała jak miała dać zastrzyk ogierowi. Na szczęście to się zmieniło, kilka lat temu pojawiła się wetka, która ma kapitalne podejście, ale robi wszystko, bo taka okolica, tyle, że konsultuje i potrafi mówić nie wiem, od ponad roku dołączył do niej drugi wet, ale z doświadczeniem głównie w rozrodzie. Specjalistów spotkałam od zębów/od nóg, ale były to osoby wołane "z daleka", jak komuś zależało, zwykle do cięższych rzeczy, bo sam dojazd to już jest bardzo duży koszt. Jak wielkogłowy miał gire konsultowaną, to 3x więcej wyszło za dojazdy niż rzeczywiste leczenie.
edit: w sumie, to tak myślę, że w sumie ta wetka obecna ma specjalizacje - taki lekarz pierwszego kontaktu 😉 Bo głównie robi jakieś pierdółki/nagłe przypadki/wstępne badania, a potem często konsultuje. Ogólnie o specjalizacjach wetów w moich stronach mówi się od niedawna i ciągle niezbyt głośno, stąd pewnie moje wrażenie, że nie jest to normą 😉
jak pacjentów nie ma ( bo koni mało i ludzie niezabogaci ) to sie żaden specjalista nie utrzyma , dlatego wet musi być od wszystkiego . a jak sie na kimś ,,przejedzie,, to i najlepszego speca i będącego pod nosem nie zawoła sie nawet do szczepienia 🙂 i tak np keirashara, ja będę wolała ściagnąć weta z Wrocławia i zabulić za dojazd niz zadzwonić po tych z których ty jesteś zadowolona .
blucha, - ja nie wiem, czy mało koni, bo moim zdaniem wcale ich mało nie jest. I nawet nie kwestia niezabogatych ludzi, bardziej mentalności myślę. U mnie poważniejsze rzeczy były konsultowane z kilkoma wetami, w tym z tymi z Wrocka, czy dalej - ale szczęściem, zdarzają się nieczęsto, zazwyczaj opieka wet. u moich kończy się na szczepieniach i odrobaczaniach, więc nie wiem, skąd masz takie wnioski, a nie inne, skoro stronę temu pisałam, że jestem za specjalizacjami, a w poście u góry, że koń był konsultowany u różnych osób, w tym dojeżdżających. Sądze, że do podania zastrzyku, pasty czy pobrania krwi nie trzeba być wybitnym specem, więc tak, jestem zadowolona, że mam weta, który jest pod ręką i jest sumienny w takich sprawach. Tak samo wiem, że mogę zadzwonić w razie "w" i choćby to było Boże Narodzenie, to ten wet przyjedzie i pomoże, zapewni pierwszą pomoc, zanim ktoś inny dotrze. Koszty kosztami, ale dojazd też trwa, dobrze mieć kogoś blisko. I z tego jestem zadowolona 😉 Tak prostując. I też się "przejechałam" na jednym super-specu, ściągnietym z Wrocka, który swój błąd zwalił na rzekomą alergię konia, a o czym dowiedziałam się długo później.
ale ja pisałam ogólnie a nie konkretnie na twoim przypadku 🙂 nasz region ma bardzo mało koni , wiec mamy mało wetów , trenerów , pensjonatów ... bo wszystko musi sie opłacać , a zrobienie specjalizacji kosztuje i jeżeli nie przełoży sie na bilans ekonomiczny to po prostu nie ma sensu , albo taki wyspecjalizowany wet wyjeżdża w rejony gdzie będzie w stanie utrzymać siebie , gabinet i rodzine .
blucha, - przepraszam, źle odczytałam :kwiatek: U nas ludzi jest, koni jest, pensjonatów jest. Tylko te specjalizacje kuleją, bardzo mało się zwraca na to uwagę. W sumie nic dziwnego, jak zawsze to tu kulało
mils, niestety nie. :/ Tylko te lateksowe bandaże tak na prawdę zdają egzamin. Co masz na myśli przez bardziej dostępne? Cenowo niestety nie chcą być tańsze, ale też nie używa się ich jakoś wiele. Jedno zawinięcie działa przez dłuższy czas. Do kupienia są chociażby w koniku, Arcusie, Equishopie i pewnie innych jeszcze, ale nie szukałam.
Klami to, że chciałabym tego użyć jak najszybciej. 🙂 A z przesyłką w do końca majówki muszę poczekać. Ale trudno, zamówię i w tym czasie potestuję coś innego. 🙂
mils, w aptekach można kupić samoprzylepne opatrunku silikonowe, takie które zapobiegają powstawaniu keloidow. Noe mam pojecia tylko czy to sie utrzyma na wedzidle i raczej nie wyjdzie taniej - cos kolo 150 zl płaci sie za maly kwadracik.
Mam bardzo żółtodziobowe pytanie. Na pierwszy raz wyglądało to jak obtarcie od ochraniaczy, bo było idealnie w tym miejscu, ale zawsze takie idealnie okrągłe. Dzisiejsze- zdjęcie z trzema rankami jest na wysokości kaloszków i ochraniaczy. Ale się zastanawiam czy to możliwe, żeby się obcierał od sprzętu, który jest czysty, noga przed założeniem jest dobrze wyczyszczona. W tych kaloszkach chodzi już pół roku i jakby były tylko ta sytuacja sytuacje, a w ochraniaczach dużo dłużej i to druga pierwsza. Czy to są zwykłe obtarcia i powinnam zmienić sprzęt, czy ktoś się z tym spotkały już i to nie jest obtarcie i powinnam ściągnąć weta? Przepraszam, za panikę, ale nie ma mniej na miejscu, przy koniu i sama nie wiem co mam robić. KLIK
el_infierno, - bardziej wygląda to na infekcje skórką, podobną do tej, którą ktoś tu kilka stron temu wrzucał. Wydaje mi się, że obtarcia nie byłyby tak idealnie okrągłe.
Mam pytanie - będę wieźć konia na zawody 350km, a na takiej odległości nie jeździł od 8 lat, ogólnie mało jeździł w tym czasie, choć rok temu zachował się w transporcie wzorowo. Czy jest coś, co mogłabym zrobić, żeby podróż była znośniejsza, oprócz rzeczy oczywistych typu ochraniacze, siano do podjadania itp? Wyczytałam coś o suplementacji selenem i wit. E, sprawdzał ktoś czy działa to? Koń ogólnie jest w bardzo dobrej kondycji, nie chciałabym też podać mu nic, co zwiększyłoby przybieranie na masie, energi też ma dość. Będzie na 99% jechał z drugim koniem, spokojnym i doświadczonym w transporcie. I lepiej założyć na transport miękko podszyty kantar skórzany, czy kantar szmaciany-eskadronowy? Co będzie wygodniejsze? Koń ma tendencje do wycierania się, może warto by było mu jakieś futerko, choć sztuczne podczepić do kantara?
keirashara bardzo dziękuję, dokopałam się do tamtych zdjęć, ale to nie to samo. Tutaj nie są twarde, wybrzuszone ani ropne. Po prostu wyglądają jak zdarta skóra. Ale dla pewności ściągnę weta. Czy coś się może stać jeśli wet przyjedzie to obejrzeć dopiero za kilka dni?
keirashara ja bym osobiście nie przejmowała się skoro dobrze znosi transport 😉 Ja zawiozłam kiedyś konia na zawody ponad 400 km, który nigdy nie jechał długo i daleko. Do tego chyba zawsze jeździła przyczepą, a tu był koniowóz z samymi obcymi końmi. Wszystko było ok 🙂
keirashara 350 km to nie jest dużo. Bez problemu konie pokonują tą odległość. Możesz ewentualnie w połowie drogi spróbować napoić jak jest bardzo ciepło. Gdybyś jednak chciała koniecznie coś podać to możesz pastę z elektrolitami przed podróżą i po (podziel tubkę na pół), ale w tym wypadku nie jest to niezbędne. Na transport polecam kantar Waldhausen Dottie dla wrażliwców, kasztan z tych co obcierają się od wszystkiego podróżował tylko w nim. Kupiliśmy go przypadkiem na trasę 2800km (latem) i sprawdził się rewelacyjnie, jest użytkowany bardzo intensywnie i nic się z nim nie dzieje. Myślę, że od dnia zakupu przebył ponad 10000km 😜
keirashara, myślę że wystarczy dać w dzień wyjazdu? Tak mnie przynajmniej uczono, że lepiej podać elektrolity przed plnowanym wysiłkiem niż tylko potem uzupełniać niedobory. Na rajdach przynajmniej się sprawdza - konie są dłużej świeże i nie chcą pić po drodze 😉
lusia722,Orzeszkowa, - dzięki! Myślę, że elektrolity podam, z pewnością nie zaszkodzą, a jednak to pierwsze takie przeżycie zwierza 😉 Wiem, że konie podróżują dużo dalej, sama dużo dalej z końmi jeździłam, ale tej jest mój, więc jeśli mogę coś dla niego zrobić, to wolę to zrobić.
BW, - do czapraka zwykle przyszyte są mniejsze sakwy, niż to, co kupisz oddzielnie. Te oddzielne będą też raczej trwalsze. Łatwiej chyba prać mając te dwie rzeczy oddzielnie, bo czaprak w lecie to do pralki czasem idzie po jednym użyciu, wtedy możesz podpiąć inny i te same sakwy.
Nusima, to jest tzw. obergurt. Pełni tę samą funkcję, co normalny popręg tyle, że owija się go na siodło. Ma za zadanie dodatkowo wspomóc utrzymanie siodła na miejscu. Używa się go głównie na wyścigach i właśnie czasami w crossie. W obu tych dyscyplinach koń mocno pracuje tułowiem, co powoduje przesuwanie się siodła. Dla przykładu, zdjęcie konia California Chrome sprzed trzech tygodni, gry wygrywa najwyżej płatną gonitwę na świecie - Dubai World Cup. Jemu nawet obergurt nie pomógł. [img]https://scontent-fra3-1.xx.fbcdn.net/hphotos-xfp1/v/t1.0-9/12472287_978589905590706_8516151342709412042_n.jpg?oh=25d7bfe2a90f6256d828fa474e9183b8&oe=57A464BA[/img]
EDIT: Na wyścigach konnych jest on obowiązkowy. 🙂
EDIT2: Espana, a, coś mi tak właśnie nieładnie wyglądał ten "obergurd". :P
pytanie o podstawy: czy istnieje logiczne wytłumaczenie dlaczego osobie uczącej się galopowania łatwiej galopować w jedną stronę, a trudniej w drugą? Chodzi o utrzymanie równowagi w siodle i generalnie lepsze wrażenie z galopowania w jednym kierunku, a kiepskie w drugim.
i pewnie sposobem na poprawienie galopu na tę nieszczesną stronę jest ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć? 👀 Przedziwne wrażenie jak w jedną mańkę wszystko wychodzi jak trzeba, a w drugą nie wychodzi praktycznie nic...
Czy tylko mam takie wrażenie czy jest jakies wytłumaczenie na to że w terenie anglezowanie na jedna nogę (dokładnie prawą) jest przyjemniejsze ?
Myślałam, że moze chodzi o krzywości danego konia, ale jeżdżę teraz na różnych rumakach i nadal takie wrażenie mam.
Jeszcze dopisze, że nie ma znaczenia czy to prosta czy zakręty. Staram się zmieniać nogi, szczególnie przy dłuższych terenach, ale jak sie zapomnę to ciało jakby samo szuka wygody i zanim sie obejrzę znów anglezuję na prawą. Całkowitym żółtodziobem nie jestem, ale zawsze można dowiedzieć sie czegoś ciekawego.