Czyli "kara" wystepuje tylko w sytuacji zgłoszenia takiego faktu, że ktoś nie zapłacił, nie przerejestrował. Moja koleżanka miała sytuację, kupila konia od handlarza, pojechała zmienic właściciela w paszporcie. A tam taki cyrk, osoba od której kupiła konia nie widaniała w paszporcie , no dobra kon byl u niej krótko itd ale nie miała umowy z poprzednim wlaścicielem konia. Mało tego okazalo się że wlaściciel, u którego koń stał prawie 10 lat również nie był nigdzie wpisany. Według paszportu nadal był koniem właściciela, u którego sie urodził 15 lat temu :P Później koleżanka bała się że moga jej konia odebrać..jakaś masakra.
A w sprawach podatkowych zamiast do prawnika to stanowczo lepiej udać się do doradcy podatkowego. Ja wiem, że zawód mało znany większości ale to nie prawnicy mają wiedzę nt. podatków i interpretacji przepisów podatkowych.
Niestety, na doradcach też nie można polegać. Koleżanka z pracy zleciła doradcy wypełnienie jej rocznego PIT-u. Wypełnił, tyle że na złym formularzu. Dowiedziała się, jak US ją wezwał.
Edit: Anil22, przerejstrowanie w paszporcie a zaplata podatku to dwie odrębne sprawy, podlegające innym organom i przepisom.
Obowiązku przerejestrowania nie masz, ale masz obowiązek zgłoszenia tego odpowiednim organom, czyli np idziesz z organem ( Starostą?) na piwo i mówisz :P
Od kilku dni nurtuje mnie dziwna kwestia, dość dziwna i chyba nieodpowiednia dla mojego poziomu, no ale cóż...człowiek kształci się całe życie 😂 Dlaczego w ogóle się anglezuje w kłusie? Wiem, że odciąża się wtedy konia podczas jednej z faz kłusa. Wiem jak to zrobić dobrze i te sprawy. Chodzi mi o sam fakt kto to w ogóle wymyślił i kiedy się to zaczęło. Dziwnie zabrzmi, ale interesuje mnie geneza i ogólny powód tego anglezowania 🤣
Pytanie dość dziwne, ale czysta ciekawość. Z góry dziękuję za odpowiedzi :kwiatek:
Jakim cudem się odciąża? przecież waga pozostaje ta sama, czy się siedzi czy nie...Moim zdaniem o dociążaniu kręgosłupa można mówić jedynie, w tym sensie, że łatwiej w anglezowanym nie walić konia w plecy.
BASZNIA, a po co robisz półsiad w galopie? :P Żeby, między innymi, właśnie plecy odciążyć, ciężar rozkłada się bardziej po bokach na strzemionach, a nie bezpośrednio na grzbiecie.
No ale jak po bokach, skoro puśliska są połączone siodłem i przez to przenoszą ciężar na plecy? Ciężar ten sam, tylko plecy " wolne" bo nie przygniecione połacią ludzkiego ciała. Ja nie dyskutuję, wiadomo o co cho, bawi mnie tylko, jak ktoś mówi, że odciąża np jedną z nóg konia, bo wstaje. Chyba że umie lewitować 😉.
to ja z drugiej strony - mówi się że w terenie należy zmieniać co pewien czas nogę do anglezowania aby obie strony mogły rozwijać się równomiernie - nie obciążać zbytnio jednej przekątnej w kłusie, więc coś w tym musi być 😉
No jest w tym tyle, że siadając w siodło jednak "dotykasz" grzbietu, jakkolwiek by tego dobrze nie robić. I mięśnie reagują jakimś napięciem. No bo na logikę, co innego w tym może być, abstrahując od tego, czego nas nauczono?
no nie wiem, do mnie bardziej na logikę przemawia geneza 'żeby swojego tyłka nie stłuc za bardzo' 😀 anglezowaniem można taką samą krzywdę koniowi zrobić jak wysiadywanym. No i wystarczy popatrzeć na sąsiadów zza oceanu - wygodne konie o niskiej akcji nóg i płaskich chodach, wygodne siodła i brak nawyku anglezowanania (wszyscy znaja i potrafią ale po co się męczyć? 😉 )
Odnośnie anglezowania, spotkałam się z teoriami, że: - wymyślili to Francuzi (haha ciekawe jaka jeszcze narodowość w tym wątku padnie?! :hihi🙂 bo nie mieli czasu dobrze szkolić wojska a trzeba było ludzi jeżdżących konno - krzywdę można zrobić koniowi i anglezując (jak ktoś trzaska w siodło zamiast ładnie siadać) i rzucając się w wysiadywanym - w terenie zmienia się nogi, na które się anglezuje, żeby nie obciążać ciągle tej samej strony. I nie chodzi tutaj o wagę, bo ta zostaje taka sama, tylko o to, że anglezując cały czas na prawo, "klepiemy" cały czas w mięsień po jednej stronie. Coś w tym guście jak Basznia pisze. - generalnie jednak nie ma znaczenia (na kole) na jaką nogę się anglezuje, bo te "odciążanie" którejś nogi nie jest aż tak istotne jak twierdzono (to wyczytałam w Biomechanice ruchu konia K. Blignault). Jednak jest to dobry nawyk, żeby anglezować tak jak nas uczono, tj. - żeby zmieniać nogę ze zmianą kierunku, ze względów takich jakie podałam w punkcie wyżej - z kolei Savoie pisze,że jest tylko jeden powód, dla którego anglezuje się na konkretną nogę, tzn. łatwiej jest dawać sygnały koniowi gdy siedzi się w siodle. A w związku z tym, że to "zadnia wewnętrzna noga jest tą, którą będziemy prosić o większe zaangażowanie podczas jazdy po kołach", łatwiej będzie to skoordynować siedząc. A po co się w ogóle anglezuje? Myślę, że to kwestia wygody. Tylko, że jak widzę większości ciężko się nauczyć takiego stabilnego kłusa więc woli anglezować. Mnie akurat zazwyczaj udaje się "usadzić" stabilnie (choć powyżej pewnego tempa już nie 😉 ) a od czasu do czasu, jak wezmę hucułka od znajomego, to... nie anglezuję wcale, bo nie chce mi się i już 😉 I gdybym mogła umiała to bym całe te anglezowanie olała, ale nie na każdym koniu i nie w każdym siodle mi wychodzi taaaaki fajny kłus jak na tym hucułku 😉 O właśnie Smartini, mnie się kiedyś obiło o uszy, że w weście się nie jeździ kłusem. Prawda to? Bo teraz tak rozumiem, że się jeździ, ale nie anglezuje...?
O. Chainsy, dziękuję za ten wpis, jasno i wyraźnie to, co mi się też wydawało 🙂. Moja trenerka też mówi, że to dobry zwyczaj anglezować tak jak nas nauczono, bo właśnie pamięta się o zmianie w zmianie kierunku. Co do genezy-też jestem za wygodą, w końcu im dawniej tym więcej mężczyzn w siodłach 😉.
Dementek, obicie (nie mylić z odbiciem) grzbietu przez osobę kompletnie bez koordynacji jest możliwe w siodle szytym na miarę... Załóż sobie na plecy dopasowany plecak i niech ktoś przez godzinę non stop wali Ci bezwładnym ciężarem po tymże plecaku... sądzę, że odczujesz skutki... 😉
Basznia Staram się czytać coś od czasu do czasu i do mnie też ta teoria przemawia. Anglezuję więc jak mnie uczono, zmieniając nogę ze zmianą kierunku lub regularnie w terenie - tak na wszelki wypadek gdyby te "męczenie" mięśnia po jednej stronie to była prawda 😉 Dementek Serio? Na moje oko dobrze dopasowane siodło jedynie mogłoby zmniejszyć skutki trzaskania po plecach rozkładając równomiernie ciężar itd. (niedopasowane siodło ostatecznie samo w sobie nie jest dobre 🤣 ) Ale jednak jak się kilkadziesiąt kilo rzuca w siodle i trzaska z impetem w czyjeś plecy to chyba niezależnie od dopasowania siodła będzie to co najmniej odczuwalne, ponadto pewnie niemiłe, a nie wiadomo czy jeszcze nie czasem szkodliwe :P
Jeśli w złym temacie prosze o usunięcie lub przeniesieniw.
U kucy zauważyłam wszy. Kuce mają wszystkie zastrzyki tj. Odrobaczanie robione regularnie. Czyszczone też czesto. Jak się pozbyc? I czym? Pytam, ponieważ przeszukałam mnóstwo stron i podane tam preparaty są już nie doatępne :/
Jesteś pewna że to wszy ? Odrobaczenie na pasożyty skórne nie pomoże, czyszczenie również. Musisz zaprosić weta żeby stwierdził co za paskuda siedzi na kucach i jakim środkiem to zwalczyć.
BW, jak do tej pory byly odrobaczane kucyki? Przy wszach najlepiej będzie podac iwermektyne w zastrzykach, min. dwa razy w odstępie 7-10 dni, przy dużej inwazji moze nawet więcej razy w tygodniowych odstępach. Można wspomóc kurację przez ogolenie i wykapanie koni, ew. psikanie peparatem typu Frontline. Majowa jak to odrobaczanie nie pomoże? 😲
W sensie wewnętrzne na zewnętrzne... mogę się mylić ale tego typu świństwa ( w zależności od świństwa ) chyba najlepiej zwalczać zewnetrznie i ew. wspierać od wewnątrz ( mam wątpliwości jednak )
Odrobaczane formą zastrzyku. Robactwo pojawilo sie ukucy liczba 4 jakos w styczniu, a odrobaczane co 3 miesiące, jak dobrze pamietam bo są to kuce wolno stojące.
ZapytalM tutaj bo nie wiem czy leciec do weta czy samemu zlikwidowac
Majowa, nie masz racji. Na ulotce każdego preparatu z iwermektyna, a przynajmniej Equalanu i Groverminy jest info o pasozytach zewnętrznych, w tym wszach. BW, jeden zastrzyk co trzy miesiące? Bez powtórki po 7-10 dniach, żeby wybić to co bylo jajkami podczas podania pierwszego zastrzyku?
[quote author=Orzeszkowa link=topic=1412.msg2492422#msg2492422 date=1454784813] Majowa, nie masz racji. Na ulotce każdego preparatu z iwermektyna, a przynajmniej Equalanu i Groverminy jest info o pasozytach zewnętrznych, w tym wszach. być może, ekspertem nie jestem ale jeśli mogę to unikam preparatów wewnętrzych. Tak wiem, zewnetrzne też się wchłaniają i mogą być szkodliwe. Kwestia wiary i wewnętrznego przekonania 😉. Zastanawiam się dlaczego u ludzi przy pasożytach skórnych stosuje się preparaty zewnętrzne ... chyba..? Z wszawicą miałam do czynienia w akademiku wieki temu. Mogło coś się zmienić. Do niedawna kawa była szkodliwa a teraz chroni przed rakiem. I znowu powraca kwestia wiary... 😉
Co 3 miesiące 2razy przy okazji wizyty kowala. I sie zastanawiam bo póki co nie jest tego duzo i sie zastanawiam czy sam sprej lyb inny spcyfik nie zlikwiduje tego
są środki do stosowania zewnętrznego, ja przerobiłam kidyś psikanie wszyskich koni w zimowej sie¶sci-rewelacyjna zabawa! Ale podziałało, trzeba powtórzyć p 2 tygodniach i uprać cały sprzęt, szczotki itd. Jeśli większa inwazja to trzeci raz, preparaty dostępne u każdego weta.
Rooficek jeśli wykluczone są różne schorzenia w obrębie kończyn to najcześciej winny jest jeździec. A dokładniej brak równowagi jeźdźca, który zakłóca równowagę konia. W efekcie koń "ratuje" swą równowagę zmieniając nogę w galopie.
Bardziej bym stawiala na to zw kon jest po prostu krzywy i zmienia sobie nogę na tę, z której woli galopowac. Rooficek, jak z galopem na prostych i na kolach? Kon galopuje równie chętnie w obie strony?