jelcyyynkowa, możliwe, że są konie zaprzęgowe, których pyski nie są... znieczulone odrobinę - wykluczyć się tego nie da. Mnie się nie udało spotkać takowego, ale nie tracę nadziei. Nawet byłe lejcowe i dyszlowe Mistrza Waliszewskiego były... mało wdzięczne w pysku. Powody są chyba dwa (wcale nie chodzi koniecznie o to, że koń "ciąga" pyskiem): 1. sposób hamowania + pchająca masa bryki. 2. Że dużo mniej okazji do pracy nad giętkością; konie sztywniejsze a to przekłada się na miękkość w pysku. Uczciwie dodam, że nigdy nie jeździłam wierzchem na sportowym zaprzęgowym "pojedynku" (jedynie na kłusakach) - może to coś zmienia. Oraz oczywiście da się znaleźć sporo koni, które nigdy półszorka na sobie nie miały - a pyski mają takie, jakby wyłącznie na pysku ciągały platformę z turystami.
to ja się też dopiszę do kącika żółtodziobów z pytaniem.... po czym poznać, że koniowi zimno? 😡 Szczerze powiedziawszy, coś mgliste pojęcie mam na ten temat. Zimne uszy, nos i nastroszona sierść...? Koń się jakoś specyficznie zachowuje? O kategorycznej odmowie wyjścia ze stajni przy -10 już słyszałam, stanie przy barierkach i rżenie do każdego przechodnia też chyba może świadczyć, że koń chce do stajni..... coś jeszcze? Ludzie to sobie chuchają w dłonie i przytupują, stojąc na przystankach, a koń? 😁
Podobno charakterystyczne jest, że się kładą (no, na lodzie może być problem, ale na śniegu - to i owszem - na pewno w stajni) i długo leżą, nieco jakby skulone, "w pozycji embrionalnej"- ogrzewając brzuch, bardziej jak kot niż jak koń.
jelcyyynkowa, ja, kiedy mialam praktyki w stajni zaprzegowej, jezdzilam na ogierach, slazakach chodzacych w zaprzegach sportowych. bylo ich dwa i zaden nie byl twardy/ciezki/trudny w pysku. ale tam tlumaczono mi, ze nie powinno sie w zaprzegu, wlasnie z tego powodu, uzywac wedzidel lamanych, wszystkie konie chodzily na nielamanych liverpoolach. wogole wchodzono tam w niuanse, ktorych nie udalo mi sie pojac, a ktore wlasnie swiadczyly o kunszcie powozenia. Sankaritarina, konie zmarzniete na padoku kula sie, zbijaja w grupke. jesli jest im nadal simno to biegaja jak durne. a potem zaczynaja sie normalnie telepac. ale: te objawy wcale nie wystepuja przy np -20 i sloncu, tylko np przy 0, deszczu i wietrze. edit lit
Aaa, mea culpa, zapomniałam o ślązakach 😡. A uwielbiam tę rasę. U ślązaków - no i jest problem, bo nie zauważyłam, żeby były jakoś specjalnie "inne" w pysku - ale też nie jeździłam na ślązaku nigdy nieoprzęganym, żeby mieć porównanie. katija, jeździłaś? I nie ma różnicy, tak? Ślązak, który nie chodził w zaprzęgu (a ujeżdżony) "daje" taki sam "komfort" w pysku jak oprzęgany? Zaciekawiło mnie to.
halo, jezdzilam na koniach wierzchowo- zaprzekgowych, ktore byly w pysku... no nieciekawe. ale tamte dwa konie, oprocz tego, ze chodzily zaprzegi i w tcyh zaprzegach byly super zrobione (nie mi to oceniac, ale tak mowiono, ja moeg ocenic to o tyle, ze mi, nieumiejacej powozic, jeden z tych koni wyrzadzal wielkie uprzejmosci 😉 ) byly wysoko ujezdzone, elementy wykonywaly ( na tyle, na ile ja je umiem wykonac) dobrze, zaden nie byl wiszacy czy twardy. latwo wchodzily na kontakt, a jedyne co zauwazylam to jeden z nich (starszy) mial znacznie wiekszy respekt do bata niz do lydki. po prostu w ktoryms momencie zaczynal lydke olewac, ale idealnie odchodzil od bata- zaprzegowy nawyk?
Jezdzilem wierzchem na dwoch walachach rasy slaskiej. W zaprzegu (para, trojka i czworka) na liverpoolach, a pod siodlem na zwyklym, pojedynczo lamanym. "W pysku" dosc toporne, ale spokojnie do ogarniecia, natomiast luzne i zgiete niestety tylko w kierunku przeciwnym od dyszla (czyli prawy zaprzegowiec chodzil fajnie w prawo i analogicznie drugi). W druga strone chodzily odgiete, w najlepszym przypadku proste. Ogolnie przyjemne do jazdy dla przyjemnosci, w teren.
el_Bandito, o to tez- ten starszy byl prawy, wiec byl gorszy na lewo, jednak dalo sie to przejechac- ale fakt, byl ten problem. natomiast drugi byl koniem singlowym- problemu nie bylo.
To może z ciekawości również zadam bardzo laickie pytanie: czy w takim razie im się zmienia "strony"? Czy zawsze forever and ever chodzą po tej jednej? I czy w momencie gdyby chciało się mieć takiego konia zaprzęgowo- wierzchowego w parze to sensowne jest zmienianie stron, jeśli nie da rady to dlaczego?
szam, do "eleganckiej" pary dobiera się konie o wrodzonej "lustrzanej" stronności - i wtedy na stałe. Natomiast przy czwórkach widziałam sporo manewrów przestawiania (z konieczności). Ogólnie manewrowanie lonżowaniem/wypięciem i korzystanie z trwałego wygięcia/prostowanie to szalenie ważne składowe kunsztu zaprzęgowca. Czasem mam wrażenie, ze wręcz objęte "tajemnicą warsztatu".
Czyli zestaw: pojedynka + liverpool (+ pewnie lekka bryka/sulky?gokart?) mogłyby "zaskutkować" koniem oprzęgniętym bez utraty jezdności? To dobra wiadomość. Korzystam z okazji i podpytuję, bo przydatność pracy w zaprzęgu do treningu, do rehabilitacji powinna być znacząca, tylko - żeby jezdności nie tracić 🤔
Pytam w żółtodziobach, poznałam w swoim życiu wiele stajni ale jedno czego do dziś nie mogę zrozumieć to dlaczego w jednych mówi się że zagalopowanie odbywa się poprzez sygnał zewnętrznej nogi, w innych że wewnętrznej a zewnętrzna przytrzymuje konia. Mnie zawsze uczono tego drugiego, ale spotkałam się z teorią że jest odwrotnie. Więc jak z tym jest?
halo, konie, o ktorych ja pisze chodzily treningowo wcale nie w lekkiej bryczce. treningowo byl to maraton starszego typu dla pary, choc zakladany do singla. spotkalam sie z opinia, ze bardzo dobre jest zaprzeganie konia (czesto nieco ponad dwuletniego) przed rozpoczeciem zajezdki i treningu wierzchowego. przekonano mnie do nielamanych wedzidel i wydaje mi sie to logiczne- lejc to duzo dluzszy punkt przylozenia niz wodza.
Presja, ode mnie głos na wewnętrzną łydkę do zagalopowania 😉 w chodach bocznych też wewnętrzna łydka pilnuje ruchu naprzód przy wydłużeniach i skróceniach to samo: zewnętrzna wodza plus wewnętrzna łydka
caroline, dlaczego? przeciez fule galopu zaczyna sie od zewnetrznej zadniej nogi. na logike, zewnetrzna lydka powinna zadzialac dla galopu z dobrej nogi...
Presja, jak dodać użycie wodzy, przygotowanie do zagalopowania, działanie dosiadu/ciężaru, precyzyjną kolejność użycia pomocy - to wersje zagalopowania mnożą się jak króliki. Można się pozagryzać, że tak a siak - a i tak ujeżdżony koń zagalopuje poprawnie pod zaawansowanym jeźdźcem. Trzeba robić tak, żeby był dobry efekt. Jeśli na krótko siadasz na konia, którego przyzwyczajono do danej "odmiany" - nie będziesz tego zmieniać, tylko "odczytasz" jak koń był uczony. Gdy szkolisz konia - sposób zagalopowania dobierzesz/zmodyfikujesz tak, aby reakcja ruchowa danego konia była najlepsza, wyrazista i poprawna. IMO - i to prawda, i to prawda. katija, dzięki - mnie ta lekka chodzi po głowie, bo o xx myślę 🙄
caroline, dlaczego? przeciez fule galopu zaczyna sie od zewnetrznej zadniej nogi. na logike, zewnetrzna lydka powinna zadzialac dla galopu z dobrej nogi...
bo nie włączam w to logiki, tylko używam łydki jako sygnału - koń zagalopuje z tej nogi z której galopują konie, ale w reakcji na nasz "umówiony" sygnał. a jakiś sygnał musi zostać umówiony, bo czasem ten galop ma być z prawej a czasem z lewej nogi (konia 😉) - czyli jakoś muszę być mu to w stanie zakomunikowac 😉
halo, tylko wez pod uwage, ze dla konia ciagniecie bryczki, to duzo lzejsza praca niz pod siodlem. tzn oczywiscie mowimy o pracy za glowa, a nie o 14 osobach na pace 😉. czyli zalozenie nawet niezbyt lekkiej bryczki nie jest tak obciazajace jak praca pod siodlem- pociagnij mnie na sankach, a daj wskocze ci na plecy 😉 caroline konie rekreacyjne, na ktorych ostatnio mialam nieprzyjemnosc jezdzic wogole nie galopowaly od pomocy, tylko to wygladalo minejwiecej tak: dajesz pomoce do zagalopowania----> kon myslal, aha ona robi tak, czyli chya trzeba zagalopowac----> zagalopowanie po pwenym czasie od dania pomocy. masakra 🙄 jednak- czy nie jes tak, ze zewnetrzna lydka dajemy sygnal do podstawienia zewnetrznej zadniej do zagalopowania, a wewnetrzna pilnujemy wygiecia?
Dzięki dziewczyny :kwiatek: Mnie uczono że na wewnętrzną galopujemy, a zewnętrzna jedynie trzyma konia żeby nie wypadł zadem, ale znów jeżdżę w stajni gdzie wszyscy uczeni są galopować na zewnętrzną i czasem zastanawiam się skąd ta rozbieżność zdań i kto ma w końcu rację 😉 dobranocka!
szam, a nie sadzisz, ze prawidlowy trening zaprzegowy, z malymi obciazeniami, wzmacnia ogolnie miesnie konia, grzbiet i wyrabia kondycje- tak,ze kon oprzegany przez pare miesiecy jest wlasciwie fizycznie gotowy do zajazdki? oprocz tego masz juz przyjete kielzno oraz posluszenstwo na pomoce niektore- chocby komendy glosowe. malo tego, jest przyzwyczajony do zakladania rzedu. dla konia oprzeganego rozpoczecie pracy pod siodlem nie powinno byc zadnym zaskoczeniem, szokiem itp. aaa jeszcze trzeba dodac bata- konie zaprzegowe nie boja sie go, ale wiedza po co jest.
katija, sądzę. Tylko kiedyś usłyszałam, że w zaprzęgu koń wyrabia inne mięśnie niż pod siodłem. A że moja wiedza o zaprzęgach żadna, to wolę zapytać tutaj- wątek na pewno odpowiedni. Tak więc cała reszta przyszła mi do głowy, ale te mięśnie mi spokoju nie dawały i byłam ciekawa czy coś o tym napiszesz więcej.
jednak- czy nie jes tak, ze zewnetrzna lydka dajemy sygnal do podstawienia zewnetrznej zadniej do zagalopowania, a wewnetrzna pilnujemy wygiecia?
u mnie na pewno nie 😉 łydką "od ruchu" jest wewnętrzna, od zgięcia - zewnętrzna podstawienie wew tylnej nogi -łydka wew, podstawienie zew tylnej nogi - pukniecie bacikiem.
konia skracam, wydłużam i podnoszę wew łydką i zew wodzą. przy oparciu na zew wodzy gdybym funkcje wew łydki przełożyła na zew łydkę, to nie domknęłabym konia nijak z wewnętrznej strony 😉
a co do logiki. na zew wodze wprowadzam konia wew łydką. biedy chyba zgłupiałby gdybym wew łydką "wkladała" go na zew wodzę, a równoczesnie zew łydką zagalopowywałabym 😉 tymczasem wew łydką wrzucam konia na zew wodzę i tą samą wew łydką mogę równocześnie z mocniejszym postawieniem na kontakcie do przejścia tą samą łydką go zagalopować utrzymując kontakt i postawienie na zew wodzy.
a tak przy okazji - w tym zagalopowaniu z zew łydki - łydka zostaje w miejscu, idzie do przodu czy jest cofana?
szam, wyrabia inne. jednak grzbiet rowniez pracuje, zwlaszacza przy dobrum powozacym, zad tez. wlasciwie prawidlowa sylwetka konia w zaprzegu jest podobna (jednak nie identyczna) do konia wierzchowego. obciazenia sa inne. ja nie chce uchodzic tu za speca- daleko mi do tego, liznelam tej wiedzy podczas praktyk i na tym sie skonczylo, jednak zaskoczylo mnie sporo analogii 😉 a tak przy okazji - w tym zagalopowaniu z zew łydki - łydka zostaje w miejscu, idzie do przodu czy jest cofana?
katija, no właśnie chodziłoby o możliwość lekkiego (stopniowanego) równomiernego obciążenia robotą - w pewnym sensie "protezę" bieżni (mająca cenne 'efekty uboczne"😉 - ale w tym sensie, to bryka nie powinna być zanadto przypadkową składową obciążenia. Najlepsze byłyby odpowiednio obciążane sulky, nie? Tak sobie rozważam...
Ma ktoś doświadczenia z oprzęganiem folbluta? po treningu na torach? 😀iabeł: Jedyne co mi się kojarzy to opowieść z dzieciństwa Pani W.W., ale to się za dobrze nie skończyło w sumie.
Jeszcze co do galopu: za wersją caroline przemawia fakt, że próba dobrego wyjechania kontrgalopu "od zewnętrznej" jest chyba niewykonalna 🤔
[quote author=caroline link=topic=1412.msg710710#msg710710 date=1284851321] a tak przy okazji - w tym zagalopowaniu z zew łydki - łydka zostaje w miejscu, idzie do przodu czy jest cofana?
cofana jest ofc 😉 [/quote] ale dlaczego OFC? to wcale nie jest oczywiste (przynajmniej dla mnie) bo jak cofasz łydke, to powinien zad zareagować na przesunięcie - czyli nie zagalopujesz prostym koniem
albo pytając inaczej - jak zagalopujesz prosto i na prostym koniu będąc na linii środkowej?
caroline, tak samo, lekko cofajac lydke przeciwna do nogi, z ktorej ma byc zagalopowanie. podejzewalam, ze cos jest nie tak, ale nie wiedzialam co 😉 halo ja bym jednak postawila na bryczke z hamulcem 😉