Ten pan w tym fragmencie mówi o asymetrii jednego kopyta (że nie trzeba szukac tam symetrii, tylko balansu), w odróżnieniu od symetrii względem środka ciała konia (wnioskuję, że wg niego ta jest oczekiwana - ale to nie jest wprost powiedziane)
Mówi tez o asymetrii swoich dłoni 😉
MonioRek - co uważasz za "mocno przesuszone kopyto"? Jeśli chodzi o to, że róg jest twardy, to jak najbardziej normalne i dobre (może neikoniecznie dla kowala, bo ciężko się werkuje twarde kopyta, oj bardzo ciężko 😀iabeł: ). Jeżeli martwi Cię co innego - kopyto łupie się lub pęka - to jest to sygnał innych problemów: albo w żywieniu czegoś brak, albo kształt i funkcja kopyta są nieodpowiednie z jakiejś przyczyny (być może werkowanie). Zdrowe kopyto nie pęka i nie łupie się, niezależnie od suchości (pomijając "samowerkowanie" - ale te pęknięcia i łupanie nigdy nie dochodzą wysoko!).
Teraz do bar bridge wreszcie 🙂
Miałam z tym przejścia wczesną jesienią. Moje konie postanowiły sobie wszystkie nazbierać podeszwy i wsporów za trzech 😵 Nie wiem czy była to reakcja na zmianę warunków (przeprowadzka do innej stajni), jakiś układ pogody, czy tak już będzie - przekonam się o tym pewnie w nadchodzącym sezonie. W każdym razie to dało mi możliwość poobserwowania reakcji poszczególnych egzemplarzy na wycinanie/zostawianie tegoż.
Wycięcie przerośniętych, twardych ścian wsporowych i martwej podeszwy i odszukanie "prawdziwej miski" - tak, bar bridge też byl elementem tej konstrukcji - wyraźnie ulżyło obu większym, cięższym kobyłom (ślązaczka i fryzko-zimniaczka). W zadach. W przodach... u jednej z nich była konstrukcja podobna do tej "zadowej" i to wycięcie też pomogło (stanęła prościej, luźniej się ruszała), natomiast u drugiej, mimo że było coś co można by nazwać bar bridge (górka rogu w okolicy środka strzałki, zlana ze strzałką, taka "wyspa"😉 już podczas podcinania tego zaczęłam mieć wątpliwości - bo toto miało inna strukturę i wyglądało wybitnie podeszwowato. Nie znalazłam pod tym żadnych krwiaczków (w zadach obu kobył pojedyncze malutkie były). Koń co prawda nie narzekał - ale to jest Brytania, koń który biega z mięsem na wierzchu i nic go nie rusza, koń, który jeszcze za kowala chodził z wielkim kopyto-krwiakiem i nie zakulał na moment, więc nic z tego nie wnioskuję. Kopyta mi odpowiedziały.
W zadach cośtam odrosło, ale dużo mniejsze niż było (dobra decyzja). W przodach Brytanii zrobiło się jakieś koszmarne rusztowanie ze ścian wsporowych 😲 Czegoś takiego nie miała od czasu kiedy ją przejęłam. W zadach (i przodach drugiej klaczy) jeszcze raz, dwa razy podcięłam i się uspokoiło - w tej chwili nie mamy takich atrakcji. W protestujących przodach B (aż żałuję, że nie dokumentowałam tego zdjęciami...) z bólem pozwalałam kopytu się regenerować. Z bólem i trudem, bo nóż mnie swędział, uwierzcie 😉 no i trzeba było uważać skracając ściany, żeby konia na tym "koszmarku" nie postawić. W związku z tym aplikowałam kobyle LIM trim (less is more) na te nóżki - odrobina cofania kątów wsporowych, podrównanie ścian wsporowych - ale tylko do miejsca gdzie się kończą, do pęknięcia - resztę z przodu przed strzałką zostawiałam, a ścianę puszki traktowałam mustang rollem, nie raz zostawiając ją ponad poziom podeszwy (oczywiście dbając o skrócenie pazura). Trochę to potrwało (będzie ze 3 miesiące) i w tej chwili w jednym kopycie już się wykruszyło to szkaradziejstwo, w drugim jeszcze resztka została - ale już tak nie boli patrzeć. U niej w przodach więcej tego rejonu nie ruszę...
Folblut też to miał, w czterech nogach, on dobrze zareagował na powycinanie wszystkiego i w sumie też nie wraca. Hucuł nigdy nie miał czegoś takiego (nie pamietam przynajmniej).
...za to Campina... tak. U niej i tak wycięłam najostrożniej - odbiło szaleńczo, wywaliła mi zabetonowane podeszwy w 4 kopytach, na dodatek ona ma przypadek nawracający w zadach. Ale w tej sytuacji zdaję sobie sprawę, że to nie jest problem sam w sobie - te jej zady mi się nie podobają nadal. Nogi już od dłuższego czasu nie puchną, pazury są dużo krótsze i lepiej skątowane, ale piętki cały czas są za niskie w stosunku do tego co bym chciała. Cholernie wolno się to poprawia. Cholernie wolno się cofają. Myślę że to jest przyczyna - piętki się kładą, ściany wsporowe są lekko wygięte i "kończą się" bar bridgem. Czasem go lekko podcinam, czasem mocniej, czasem zostawiam - obserwuję jak ona reaguje. I staram się naprawiać przyczynę.
Generalnie obserwowałam bar bridge częściej w kopytach albo płaskich, albo kładących się do przodu - a jakie są Wasze obserwacje?
Tak ogólnie to jestem aktualnie pod wrażeniem blogu Angielek (to widzieliście? siła żywienia i stymulującego podłoża...
http://rockleyfarm.blogspot.com/2012/08/hes-legend.html) choć nie mam złudzeń osobiście, że ja zaprzestać strugania nie mogę 🙂 Proste to jest - pytam konie, a one chodzą lepiej kiedy strugam regularnie, więc jeszcze będę bicepsy trenować... ale zamierzam dążyć do stworzenia im warunków jak najbliższych do tamtych. W każdym razie po regularnej lekturze tego bloga uwierzyłam, że samowerkowanie to nie taka niedostępna dla normalnych ludzi bajka jak myślałam - da się to osiągnąć i jak widać nawet ochwatowca można tą metodą wyprowadzić. To tylko tak, do pomyślenia - bez fanatyzmu 🙂
Drugi ciekawy trop, który znalazłam ostatnio to HGM (hoof guided method). Też to do mnie przemawia - kobieta w struganiu nie opiera się na jakichkolwiek zewnętrznych wytycznych, ale "rozmawia z kopytem". Sama staram się robić coś podobnego - obserwuję jak kopyto, koń reaguje na struganie i jeśli tylko uda mi sę zauważyć coś znaczącego, to próbuję "słuchać". Oczywiście tutaj, mimo ze artykuły tez uważam za ciekawe, również byłabym ostrożna ze 100% zgodzeniem się z nią - np. w jej sugestiach, ze ochwatowcom nalezy zostawić w spokoju piętki. Hmmm... to wszystko zależy 😉 no ale wygląda na to, ze jest to kolejny puzzelek, który można dołozyć do układanki. Ukladanki o cholernie wielu wymiarach.
Dla tych co po angielsku kumają -
Enjoy 🙂
http://www.barefoottrimming.com/Dla pozostałych: postaram się przetłumaczyć te artykuliki, o ile ktoś się zgodzi to opublikować (i dostanę od autorki zgodę). Ksiązki jeszcze nie widzialam, ale mam ochotę zakupić i przeczytać.