Forum konie »

kącik zaprzęgowca

no to Mikołajowóz...kto jeszcze ma fotki zaprzęgu Mikołaja?może sie watek ruszy trochę 😀
mam problem za swoją klaczką. W samych lejcach chodzi ładnie ale gdy tylko podepnę ją do opony lub bryczki zawiesza się niesamowicie i nie można jej ruszyć ani "kijem ani marchewką". Ma może ktoś jakiś pomysł co z tym fantem zrobić?
Zapewne boi się i nie wie o co chodzi. Konia trzeba troszkę poobciągać. Niech jedna osoba prowadzi konia, a druga /a najlepiej dwie osoby/ w bezpiecznej odległości /tak żeby w razie strzału nie dostać/ trzyma za pasy pociągowe. Stopniowo trzeba stawiać opór na pasach tak, żeby koń musiał ciągnąć. Po kilku takich lekcjach próbuj z lekką oponą.
moje dziewczynki w pracy 😀

fot.Wiesław Pulczyński
na Bulwarach Wiśanych


i na koniec Łatka

fot.Wiesław Pulczyński
Patrząc nie jednokrotnie na Twoje zdjęcia widzę ,że koniki chętnie wykonują swoją pracę,są zadowolone i nie są przemęczone 🙂 A często jest inaczej niestety...

P.S Posiadasz może zdjęcia taty naszych dziewczyn?
enklawa,  pięknie, pięknie. Mikołajowóz bardzo mi się podoba, widzę że szetlandy się sprawdziły w zaprzęgu.

arekm9, pewnie za duże obciążenie na pierwszy raz było. Nie chce ruszyć wcale ? A opcja z drugim koniem doświadczonym?

Mam filmik z moimi kucykami w zimowych zaprzęgach. Gniady grubasek z oponką  na filmie oprzęgany był pierwszy raz właśnie. Filmik zawiera również zdjęcia z ubiegłego sezonu. Miłego oglądania  😉


I parka :
dzięki dziewczyny  :kwiatek:
Furmanka twoje też śliczności... jak zawsze  😀 te kucyki to dwie felinki moich przyjaciół.
co do tych radosnych koni to moje są dość zrelaksowane w pracy więc jak się cieszą to się cieszą a jak się zmęczą to idą spać i wtedy nic ich nie obchodzi...
Głowy spuszczone i ... komentarze ,że smutne ,zmęczone... i.t.d. No oczywiście nie szturcham ich nie budzę bo niech konie sobie śpią a do ludzi nie trafia ,że to właśnie dobrze bo generalnie czują się bezpiecznie i po prostu maja gdzieś miasto i relaksują się...co sie nasłucham to moje  🙄 a to takie lekko cięższe konie to i głowy ciężkie mają i im opadają nisko  😁
enklawa: To Ty za kierownicą? Piękny to ubranko i cylinder!  😍 Bardzo eleganckie dopełnienie całości.

Nie przejmuj się. Czasem ludzie myślą, że jak koń ma spieniony pysk, to ma wściekliznę! 😉
Tym razem za kierownica nie ja  😀 ale generalnie wyglądamy podobnie ... Tak u nas jak koń się spieni lub językiem sie bawi to na pewno chce mu się pić... jak gryzie łańcuszek lub pasek zwykle dla zabawy albo z nudów, to zapewne jest głodny... przywykłam już.
furmanka- ja też tak chcę 😍 Marzą mi się sanie zaprzężone w moje hucuły, latem maratonówka. Ale nie mam pojęcia ani o doborze uprzęży ani o nauce chodzenia w zaprzęgu 🙁 Kiedyś dopięłam sanki (takie małe) do bardzo szerokiego napierśnika westowego, ja na sidle i baaardzo szybko znalazłam się przed ścianą stajni. Kobyła nie reagowała na nic, nawet skręcić nie chciała, bo coś chwyciło ją za piersi i puścić nie chciało 🤦 Na tym się moje eksperymenty na szczęście zakończyły 🤣
kasik: Bo to trzeba powolutku!  🙂

- Najpierw musisz przyzwyczaić konia, że jakieś linki/paski dotykają i pukają mu tylne nogi.
- Następnie chodzenie z lejcami za koniem. Ruszanie, zatrzymywanie, skręcanie.
- Potem dopiero można podczepić oponkę i stopniowo zwiększać obciążenie.

To tak w dużym skrócie 😉
Moje elegancko chodzą z oponką, ale jak już staram się podpiąć sanie to się boją. Ale myślę że z czasem przestaną 🙂
kasik, ja sama uczyłam wszystkie moje kuce chodzenia w zaprzęgu. Zaczynałam od "chodzenia z lejcami" za koniem, potem przyzwyczajałam do pasów ciągowych i ich kontaktu z tylnymi nogami przy skrętach, potem jedna, dwie itd oponki. Mamy własnej konstrukcji "turbo sanki", które są bardzo ciche  😉 i do nich podpinamy w pojedynkę. Większe drewniane sanie dla pary. Latem dwukółka.  😍
Najtrudniejsze jest stanie w zaprzęgu  🙄, takie mam wrażenie.
Pozdrawiam,
zdecydowanie się zgadzam z przedmówczynią  😉
też na mnie czeka jedna świeża adeptka do nauki ... nie mogę się zebrać już nerw nie ten... 😁 zwłaszcza ,ze dziewczynka wesoła... 🙄
zastanawiałam się nad podrzuceniem jednego z hucków do znajomego na przeszkolenie przy jednym z jego starych wyjadaczy zaprzęgowych ale jakoś ciągle coś staje na przeszkodzie, no i nie lubię koni tracić z oczu 🙁 o zaprzęganiu nie mam pojęcia, o dopasowaniu uprzęży także 🙁 może kiedyś przyjdzie ten czas....
aaa, ćwiczyłam kiedyś z koniem chodzenie na dwie ląże. Ładnie skręcała i zatrzymywała się....może kiedys zbadam bliżej temat.... na razie jeszcze troszkę Wam pozazdroszczę 😍
Uczenie u boku "starego wyjadacza" to luksus i jeśli masz taką możliwość to skorzystaj.
Jak młody już umie być prowadzony lejcami z tyłu, i coś tam bardzo lekkiego mieć podpięte, to dobrze jest jako kolejny etap iść z nim tuż obok zaprzęgniętego wyjadacza, i oswoić z dźwiękami wydawanymi przez to co ciągnie wyjadacz. Bo to są różne dziwne dźwięki i trzaski  😉
ja tydzień temu pierwszy raz sprawdzałam Borysa z jakimkolwiek obciążeniem - tj podczepiłam orczyk, a do orczyka saneczki /takie jak dla dzieci/ i na nie usiadłam :P usiadłam w ruchu żeby nie było problemu z ruszeniem - koń jak by nawet nie zauważył :P później sprawdzałam zatrzymywanie i ruszanie /z pierwszym zero problemów, ruszanie zaś z początku powodowało lekki 'zonk' ze strony konia - było szarpnięcie po czym się zatrzymywał ze względu na opór, ale po kilku próbach było ok 😉 / z kłusem sobie daliśmy spokój po pierwszych kilku próbach 😀 bo sanki się 'za dobrze' ślizgały :P
chciałam pożyczyć od kogoś typowo końskie sanki ale chyba nici z tego bo śnieg znika :/
Z tym podczepianiem do konia oponki czy czegokolwiek tak od razu, to uważajcie. Ja za pierwszym razem zrobiłem ten błąd i na szczęście skończyło się tylko porwaną uprzężą, połamanymi żerdziami i lekkim urazem moich pleców. No i urazem psychicznym konia, którego potem rok czasu musiałem odczulać, bo każdą oponę omijał 100 metrowym łukiem.

Także najpierw chodzenie na lejcach w uprzęży po placu: stęp, kłus, zatrzymania, cofania. Potem dopiero doczepiamy pasy pociągowe (bez orczyka jeszcze) i z pomocą drugiej osoby, która trzyma za pasy uczymy konia ciągnięcia. Bardzo ważny moment, ponieważ robiąc to nieumiejętnie możemy sprowokować konia do odmowy ciągnięcia. Jeżeli koń już akceptuje nacisk szora do tego stopnia, że silna osoba trzymająca pasy nie jest w stanie oprzeć się naporowi konia, można przejść do następnego etapu, czyli ciągnięcie np. opony za koniem.

Na tym etapie jeszcze nie podpinamy tej opony. Najpierw zatrzymujemy się na środku placu z koniem, a pomocnik ciąga oponę po obwodzie placu zbliżając się coraz bardziej do konia. Ćwiczymy do momentu, aż będziemy w stanie przejechać oponą za  zadem konia, a on nie będzie okazywał w tym czasie większych oznak zaniepokojenia. Następnie ruszamy z koniem stępem, a pomocnik zaczyna ciągnąć oponę za koniem, stopniowo zmniejszając dystans. Jeżeli koń zaczyna się płoszyć możemy zwinąć lejce i zacząć prowadzić go idąc obok jego głowy i trzymając lejce przy samym wędzidle. Analogicznie, kończymy to ćwiczenie w momencie, kiedy będziemy w stanie ciągnąć oponę za koniem bez oznak jego zaniepokojenia. Następnie powtarzamy całą procedurę w kłusie, ponieważ mimo, że koń może nie bać się tej opony w stępie to w momencie kiedy zaczynamy ją szybciej ciągnąć opona zaczyna podskakiwać i bardziej hałasować, co może doprowadzić do paniki konia.

Dopiero następnym etapem jest podpięcie opony do orczyka i orczyka do pasów. Jeżeli wcześniejsze ćwiczenia odbyły się bez problemów, to ten etap powinien pójść gładko. Trzeba oczywiście uważać, aby koń nie nadepnął lub nie zaplątał tylnych nóg w pasy pociągowe. Ja w tym celu stosuje trochę dłuższe pasy przypięte do bardzo szerokiego orczyka zrobionego z jakiegoś niezbyt grubego kija.  Ćwiczymy to ciąganie do momentu, aż koń będzie zupełnie obojętny na oponę w stępie i kłusie na łukach oraz kołach.

Następnym etapem jest przyzwyczajenie konia do dyszli. Ja w tym celu stosuje dwie żerdzie, które opieram jednym końcem na ogrodzeniu, a drugim na ziemi. Końce oparte o ogrodzenie przywiązuje sznurkiem, żeby nie spadały i nie przesuwały się. Na tych żerdziach, uczę konia najpierw wchodzenia tyłem między "dyszle", następnie odczulam go na nacisk dyszli tj. podnoszę żerdzie do góry i napieram nimi na konia w każdym możliwym miejscu ( najważniejsze są łopatki, brzuch i stawy skokowe ).  Jeżeli, to ćwiczenie nie sprawia już problemu przechodze do następnego, czyli przyzwyczajanie konia do bryczki. Dobrze jest mieć w tym momencie jakąś lekką bryczkę, którą pomocnik, może przez chwilę ciągnąć własnoręcznie 😎. Analogicznie jak z w ćwiczeniu z oponą postępujemy z bryczką, jeżeli koń nie reaguje na nią możemy w końcu zaryzykować pierwsze podpięcie konia do bryczki i pierwszą krótką przejażdżkę 😀.

To jest według mnie skrócona instrukcja bezpiecznego przyuczania konia do zaprzęgu. Przyuczanie konia do zaprzęgu jest bardziej niebezpieczne, niż zajeżdżanie konia i jeden mały błąd może skutkować poważnym i urazami konia i ludzi, a w najlepszym przypadku niemożliwością ponownego przyuczenia konia. Także lepiej powoli i małymi kroczkami, a najlepiej zlecić to profesjonaliście (tylko nie takiemu wiejskiemu, co to swoją Baśkę przyuczał, więc się zna).
Bardzo dobra instrukcja kochanie!  👍
Perszeron bardzo dobra instrukcja.        Nie wolno absolutnie doczepiać koniowi saneczek dziecięcych ❗ Jest to bardzo niebezpieczne. przede wszystkim dla tego, że jak koń się zatrzymuje to wjeżdzają one w jego zadnie nogi i wiadomo czym to grozi.          Koń zaprzęgany po raz pierwszy do opony musi mieć postronki podwieszone na pasie ,taki pas w uprzęży zwie się często pasem przeciw biciu zadem ale podtrzymuje on postronki na odpowiedniej wysokości żeby koń ich nie przekroczył. Taki pas wisi na zadzie i aby się nie zsuwał przypięty jest do podogonia lub paskiem do nagrzbietnika. Oczywiście przy pojazdach jednokonnych z dwoma dyszelkami obowiązkowo zakłada się koniowi natylnik aby pojazd nie najeżdżał na konia.         Ja tak samo jak Perszeron pokazuje koniowi oponę ciąganą przez człowieka. Potem zapinam oponę ale nie na orczyku,który może drażnić konia tylko do pętelek przywiązanych do opony. Jednak zanim konia przyczepię do czegokolwiek to chodzę za nim na lejcach ucząc wszystkich komend, mam ustawiony cały tor przeszkód z beczek ,foliowych worków, blaszanej podłogi,a także ślepa uliczka z beczek. Najpierw prowadzam w ręku a potem na lejcach przodem tyłem.... Kiedy koń wszystkie te zadania wykonuje bez strachu jestem pewna ,że zbudowane zostało zaufanie do ''kierowcy'' i koń nie będzie panikował przy zaprzęganiu i jeżdzie ani stał jak zamurowany przy próbie ruszenia. Tak jak napisał Perszeron praca w zaprzęgu jest trudna więc wymaga naprawdę starannego przygotowania. Zapinanie od razu do czegoś to tak jakby siedmiolatka posłać do czwartej klasy.  Ja nie dopinam nigdy zielonego konia do starszego zaprzęgowca mimo ,że mam taką możliwość. Przy ruszaniu w parze taki żielony koń ma przeważnie problem- stary rusza a młody jest ciągnięty ,stary zatrzymuje się to młody rusza i tak się szarpią zanim nauczy się o co chodzi.Lepiej jednak przygotować konia od podstaw w pojedynkę.  Swietne filmiki na you tube ma szkoła zaprzęgowa barryhook2  www.youtube.com/user/barryhook2/featured
...drugi dobry koń profesor jest  przydatny w ruchu ulicznym i przy nauce stanie ...  🙂
Z tym podczepianiem do konia oponki czy czegokolwiek tak od razu, to uważajcie. Ja za pierwszym razem zrobiłem ten błąd i na szczęście skończyło się tylko porwaną uprzężą, połamanymi żerdziami i lekkim urazem moich pleców. No i urazem psychicznym konia, którego potem rok czasu musiałem odczulać, bo każdą oponę omijał 100 metrowym łukiem.


Jeśli chodzi o Borysa - to nie tak, że pierwszy raz miał na sobie szory i od razu opona/sanki czy coś 🙂 poprzedniej zimy/wiosny trochę się bawiliśmy w prowadzanie w samych szorach na długich wodzach, tak więc tym razem to było na zasadzie 'bardzo szybkiego przypomnienia' ot kółko czy dwa kółka bez niczego, a potem sanki
poza tym co do Borysa jestem niemal pewna, że nic nie wywinie - znam jego temperament, do tego to koń zimnokrwisty /nie jest jakiś narwany czy coś/ 🙂

[quote author=Pędzidełko link=topic=1168.msg1271039#msg1271039 date=1327315701]
Nie wolno absolutnie doczepiać koniowi saneczek dziecięcych ❗ Jest to bardzo niebezpieczne. przede wszystkim dla tego, że jak koń się zatrzymuje to wjeżdzają one w jego zadnie nogi i wiadomo czym to grozi.     
[/quote]

co do saneczek dziecięcych zaś - chciałam mieć na czym usiąść dlatego ich użyłam - nie mam oponki większej niż taka od osobówki :/ wiem, że można w wyższym chodzie wjechać w zad koński dlatego też człapaliśmy prawie tylko stempa - kłusa kawałeczek na prostej na próbę i tak jak wyżej - odnośnie temperamentu 😉
Any: Powiem Ci, że też tak kiedyś robiłem, ale to się wszystko udaje do czasu. A jak już się nie uda to wtedy jest niewesoło. Mogę Ci podać, przykład takiej nieudanej akcji. Przyuczałem raz pewną klacz rasy Tinker. Generalnie klacz o temperamencie osiołka. Zimnokrwiste konie mogłyby się przy niej wydawać szajbusami. Zafundowałem jej przyspieszony kurs oprzęgania i bezproblemowo odbyliśmy kilka pierwszych jazd maratonówką. Chyba za trzecim razem pomagała mi ją zaprzęgać znajoma. Ja majstrowałem coś przy maratonówce, a ona najpierw podczepiła pasy do orczyka, zamiast jako pierwsze zamocować dyszołki. Jak, to zobaczyłem to zdążyłem tylko powiedzieć:
-Najpierw dyszle, bo inaczej...
I w tym momencie klacz zrobiła krok do przodu, a metalowe dyszle zaczęły szorować po kostce brukowej, na co klacz spanikowała. Zdążyłem tylko doskoczyć do jej głowy i skierować ją w narożnik. Na szczęście skończyło się tylko porwaną uprzężą i złamanym metalowym dyszlem. Potem zajęło mi wiele dni, ponowne namówienie tej klaczy, aby znowu weszła między dyszle. Także jak widać nawet malutkie niedopatrzenie, może mieć nieprzyjemne skutki.

Także, po prostu trzeba uważać, zwłaszcza ze świeżymi końmi. Jak już się przyzwyczai, to wtedy można bardziej pokombinować z podczepianiem różnych wynalazków.

A jeżeli już chcemy się bawić z sankami, to warto przynajmniej podpinać je, za pomocą snapszekli ze sznurkiem który trzymamy w ręku. 
 
Perszeron rzecz w tym, że ja pisze przede wszystkim o 'zabawie' w ciągnięcie obciążenia(czyli można powiedzieć - kolejny etap po oponie, która u mnie niestety była w małym rozmiarze, za małym jak na tak dużego konia więc spełniała jedynie funkcję oswajania konia z nową sytuacją, nie stawiając żadnego oporu swoją masą), które tak naprawdę jakimś wielkim wysiłkiem dla konia o wadze około 900kg nie jest (śmiem twierdzić, że Borys nawet nie zauważył dodatkowych kilogramów w postaci pasażera sanek), do tego byłam w 100% pewna, iż nie będzie problemu z tym, że coś za koniem się ciągnie - sprawdzone przy wcześniejszych zabawach
nie mówię tu o zaprzęganiu w hołoble/dyszel - na to sama, bez pomocy osoby, która wie jak zaprzęgać by zminimalizować do granic możliwości ryzyko powstania niebezpiecznych sytuacji bym się w życiu nie odważyła...
any powinnaś zrozumieć, że ciągnięcie przez konia jakiegoś obciążenia w żadnym razie nie może się nazywać zabawą! Zabawa jest wtedy gdy koń robi coś z własnej woli i ma jąkąś tam możliwość wyboru wzorca zachowania. Bawić się możesz nawet na koniu, bo najwyżej spadniesz ale zaprzęganie jest pracą i koń musi to rozróżniać i podporządkować się bezwzględnie powożącemu. Dlatego tak ważna jest nauka odczulania i budowania zaufania do ''kierownika'' . Sytuacja kiedy 900kg koń ciągnie leciutkie saneczki bez dyszli i co za tym idzie bez możliwości sterowania tym czymś co nie stawia oporu - użyj wyobrażni -kiedy coś pójdzie nie tak i saneczki zaczną koniowi fruwać koło zadu  to znarowisz konia i żle w ogóle może się to skończyć.   Dokładnie tak jak napisał Perszeron na przykładzie. I nie mów ,że masz 100% zaufania do konia ,bo ja  z doświadczeniem w przyuczaniu różnych koni nie mam nigdy 100% zaufania dla świeżego ani nawet zrobionego już konia.  Co do koni zimnokrwistych to owszem raczej spokojnie tolerują uprząż i pierwsze zaprzęganie są to nadal konie w dodatku bardzo silne i mają grube mięsiste szczęki i w razie kryzysu ciężko je zatrzymać. Mój kolega układał parę perszeronów właśnie i był zachwycony,że ponad tonowe olbrzymy są takie uległe. Na drugi dzień pary w bryczce odbył nawet przejażdżkę po miasteczku .Na trzeci dzień coś je wytrąciło z równowagi stracił nad nimi panowanie i zburzyły, przebiły właściwie 1,50 m wysoki mur z cegieł zostawiając bryczkę wpasowaną w mur.   Perszeron z tym układaniem Basiek przez wiejskich chłopów to rzeczywiście w większości przypadków jest zle. Ale bywa naprawdę rużnie. Widziałam konie pracujące w lesie ,chodzące na ''ku.... mać'' ale widziałam też profesjonalnie wyszkolone gdzie widać było kulturę wielopokoleniowej pracy z koniem. Mój dziadziuś też był zwykłym gospodarzem miał wiedzę i umiejętności naprawdę duże.  Niestety zdarza mi się obserwować tzw.profesjonalistów w nieprofesjonalnych sytuacjach.  Jeden przykład- organizuje się kurs w państwowej stadninie gdzie pokazuje się zaprzęganie świeżego konia i od razu wyjazd nim na drogę publiczną. Jeśli poradził sobie stadninowy furman to czy poradzi sobie laik? Rzeczywistość pokazuje ,że najczęściej nie.  Drugi przykład- w stadzie ogierów gwiazda sportu zaprzęgowego wraz z koniuchami zajeżdża prywatnego konia. Wystraszony koń się buntuje i dostaje wpierdziel taki że zgroza. Został siłą złamany. Potem już właściciel jeżdził nim dużo po drogach. Koń szedł odważnie tylko kiedy występowało nieporozumienie na lini koń-powożący to dostawał szału i lądowali w rowie lub na drzewie. Po dwóch latach został sprzedany jako zaprzęgowiec oczywiście. Brak czasu na odpowiednią pracę....
Pędzidełko w dalszym ciągu twierdzę, że jestem w 100% pewna Borysa/jego zachowania/
może odnoszę mylne wrażenie, ale wydaje mi się, że oboje mówicie o przyuczaniu koni które zostały wam w tym celu powierzone /niejako w trening/ i tu występuje mała różnica - ja Borysa znam od ładnych kilku lat, od około 3 lat jest mój, wiem jak reagował na wszelkie nowości /a sporo tego było bo koń zielony do granic możliwości był/ wiem jak się zachowywał przy pierwszych próbach zakładania kantara czy choćby próbie dotyku w okolicy uszu, nauce wiązania i podawania nóg, przyuczaniu pod siodło, a co za tym idzie wiem czego mniej-więcej mogę się po nim spodziewać i wcale nie jest tak, że nie zostawiam pewnego marginesu na to, że mogę się pomylić zarówno w jedną jak i drugą stronę...
a teraz przepraszam bardz, ale lecę na zajęcia
[quote author=Pędzidełko link=topic=1168.msg1274024#msg1274024 date=1327487559]
  Perszeron z tym układaniem Basiek przez wiejskich chłopów to rzeczywiście w większości przypadków jest zle. Ale bywa naprawdę rużnie. Widziałam konie pracujące w lesie ,chodzące na ''ku.... mać'' ale widziałam też profesjonalnie wyszkolone gdzie widać było kulturę wielopokoleniowej pracy z koniem. Mój dziadziuś też był zwykłym gospodarzem miał wiedzę i umiejętności naprawdę duże.
[/quote]

No fakt. Wyrażam skruchę, za moje niesłuszne uogólnienie. Sam kilka razy widziałem chłopów, którzy pokazywali klasę w powożeniu np. idealnie cofając  po łuku w wąską uliczkę, parą koni zaprzężoną do rozklekotanej furmanki.
W zeszłym roku w Książu stary zaprzęgowy wyjadacz, spokojniuśki ślązak, uczestnik wielu zawodów, który służył jako nauczyciel dla przyszłych powożących, wystraszył się czegoś i zleciał z bryczką, powożącą i nauczycielem w "przepaść" - bryczka poszła w drzazgi, koń porządnie poobijany i poobcierany, powożąca ze złamaną nogą i pękniętymi żebrami, nauczyciel wyleciał na samym początku, więc tylko poobijany. NIGDY nie można mieć 100% zaufania do nikogo, poza sobą (a i z tym nie zawsze warto).
any ja wierzę ci ,że twój konik jest opanowanym zwierzątkiem. Zakładanie kantara czy podawanie nóg nijak się nie ma do zaprzęgania. Człowiek ,który się zabiera do przyuczania konia do bryczki musi myśleć z wyprzedzeniem aby redukować zagrożenia. Tu nauka na błędach może być bardzo bolesna.  Nieprzewidywalne sytuacje zdarzają się najlepszym powożącym i najlepszym koniom ( nie każdy koń się w ogóle nadaje do tego).Znarowiony koń nie zapomni tak łatwo. Odpowiedzialny myślący opiekun nie ma nigdy 100% zaufania do konia. Napisałam wcześniej ,że mam doświadczenie z różnymi końmi także z tymi ,które urodziły się u mnie i znam je długo. Koń ma taką naturę, że gdy czuje się zagrożony to ucieka. Spokojny czy gorącokrwisty, młody czy stary czy nawet kucyk to nadal pozostaje koniem. Bardzo ważne jest aby czuł się bezpiecznie w towarzystwie opiekuna jednak nawet wtedy mogą wystąpić okoliczności gdzie reakcja konia jest nie do przewidzenia. Konie czasem wpadają na pomysły, które dla człowieka są zupełnie irracjonalne. Perszeron i Aleksandra podali ci przykłady takich spokojnych koni. Moja własna klacz,urodzona u mnie, rasy fiording. Fiordingi słyną ze spokojnego usposobienia i uległości w układaniu. ta klacz również oprzęganie przyjmowała wręcz z przyjemnością. W terenie nie bała się niczego. Po jakimś roku systematycznej jazdy, na przejażdżce w terenie było idealnie do momentu gdy zaczął kropić deszczyk-kapuśniaczek. Klacz wiele razy mokła na deszczu ale widocznie ten był jakiś dziwny w dodatku w obcym otoczeniu. Przeraziła się tak bardzo, że poniosła. Cwałowała w panice w kierunku domu. Na szczęście zdarzyło się to w otwartym terenie i po jakichś 500metrach udało mi się ją opanować. W innych warunkach,gdybym spanikowała,ciągnęła za lejce- mogą pęknąć- mogło być zle.  Nie mam na celu straszenie czy zniechęcanie kogoś do zaprzęgania. Chcę tylko uświadomić ,że to wyjątkowo wymagające odpowiedzialności zajęcie. Ci co chcą zaprzęgać powinni najpierw dowiedzieć się o tym jak najwięcej. Wielu koniarzy uważa ,że jak ktoś się boi jeżdzić na koniu to zajmuje się powożeniem. Jest to absolutna bzdura i zabobon. W rzeczywistości jest na odwrót i może dlatego jest to mało popularne zajęcie.
Pędzidełko ale ja nie twierdzę, że zakładanie kantara czy nauka podawania nóg jest czymś porównywalnym do zaprzęgania... napisałam o tym, żeby było widać od czego zaczynaliśmy, ile razem przerobiliśmy - chodziło mi o to, że dało mi to jakiś obraz możliwych reakcji ze strony konia...
Jak bym chciała być zupełnie nieodpowiedzialna to za jednym razem ubrała bym konia w szory wpakowała w hołoble i kazała ciągnąć bryczkę, a tak nie było i nie będzie...
Zawsze jak myślę nad tym jaka może być reakcja Borysa biorę pod uwagę najgorsze scenariusze/być może to właśnie dlatego niemal zawsze b. miło mnie zaskakuje - wyjątkiem była próba transportu przyczepką/ , gdyby przy podpinaniu orczyka zdradzał jakikolwiek oznaki zdenerwowania to bym z tym poczekała... był zupełnie obojętny więc 'szłam' dalej
może przesadzam, ale brak zaufania do Borysa był by dla mnie równoznaczny ze strachem przed nim... tak więc wolę mu ufać, zachowując jednocześnie zdrowy rozsądek...
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się