[quote author=Cień na śniegu link=topic=102224.msg2812870#msg2812870 date=1538172330] Jak koń mógł się utopić w takim płytkim bajorze? 👀 [/quote]
Mógł. Znam historie cielaczka - był ranny wszedł do bajora po kolana. I się utopił. Nie miał siły stać... słabł, może walczył ze słabością ale nie dał rady. Po 2 dobach go znaleźli utopionego. Pewnie się przewrócił i w końcu już nie miał sił trzymać głowy.
Autorka miała "jutro" odświeżyć posta i opisać całą sytuację, żeby wszystko było w jednym miejscu, a nie rozsiane po komentarzach, ale to było chyba trzy dni temu.
Pewnie nie chcą wszystkiego publicznie pisać dla dobra sprawy. Gdzieś w tych komentarzach wyczytałam, że ona te konie oddała trenerce, ale nie miały jeszcze umowy pisemnej. A jako że umowa ustna też jest ważna, to pewnie policja nie pozwala jej zabrać drugiego konia. Dziwne to wszystko, a zwłaszcza brak kontaktu między trenerką, ośrodkiem, a właścicielką. Na miejscu właścicieli ośrodka robiłabym wszystko żeby sprawę wyjaśnić, bo tak naprawdę mają z tej sprawy niezłą antyreklamę, a wyparcie się na facebooku na pewno nie pomogło.
Niestety to jest ryzyko jak właściciel oddaje konie „na dożywocie” osobie, której nazwiska nawet nie zna. Bez umowy, rozumiem, że również bez zapłaty bo o tym nikt nie wspominał.
W ciągu ostatnich kilku lat nie słyszałam, żeby jakaś taka akcja przydarzyła się z koniem, za którego dożywocie właściciel płaci co miesiąc grzecznie kasę. Praktycznie każdy z moich znajomych ma jakiegoś konia na dożywocie i buli a staruchy wyglądają jak pączki w maśle i byczą się na pastwiskach.
No sorry, ale tak to niestety wygląda. Zakup konia to jednak duża odpowiedzialność, nie wszyscy sobie z tego zdają sprawę.
A potem schematy są w zasadzie podobne. Koń nagle znika, sprawy prawne niejasne, finansowe niejasne, każdy ma inne zeznania, każdy co innego mówi i gównoburza na Facebooku. Chyba po to, żeby uspokoić własne sumienie.
Dziewczynie trzeba oddać, że zwierzak nie był całkiem za free - w rozliczeniu dała do pracy sprawną klacz. Dla mnie źródło problemu to zasada "pańskie oko konia tuczy". Znam świeże przypadki gdzie właściciel płaci, ale siedzi za granica i przyjeżdża po wielu miesiącach a koń zabiedzony, za kowala płacone a kopyta nie ruszane itd. Zaufanie zaufaniem, ale kontrolować trzeba.