Atea, no właśnie, jaki foch? Co się działo? Ładnie wyglądacie z kobyłkami!
anai, fajnie, że się młody tak rozwija. Ty to chyba co weekend to na zawodach albo parkurach otwartych, zazdroszczę ci tej energii 🙂 Dla mnie każdy wyjazd to stres i muszę potem odpoczywać 🙂 Najbardziej boję się, że coś się stanie koniowi przy załadunku :/
baffinka, a ty nie miałaś być na zawodach w ten weekend? Czy coś pokiełbasiłam?
Dzionka, dzięki! W sezonie halowym mamy zawody w Sopocie na pięknej olbrzymiej hali co najmniej raz w miesiącu, czasem dwa razy. Poza halowkami jest już słabiej z zawodami, za to nasza stajnia raz w miesiącu robi właśnie parkury otwarte. Żeby nie było, planuję też okresy odpoczynku między startami. A co do załadunku - szary sam wchodzi i wychodzi z trailera, z uwiązem na szyi 😉
A dziś byliśmy w końcu w terenie, były strome podjazdy galopem, skoki przez kłody i zjazdy stępem. Jestem w szoku, jak szary szybko się uczy. Na początku schodzenie stępem odbywało się zdecydowanie za szybko, mocno bez kontroli. Jeden stromy zjazd i koń zrozumiał, że można powoli, kontrolując swoje ciało. Potem już z każdej górki schodził jak stary.
anai, no to super macie warunki do rozwoju 🙂 Dzionek też wchodzi w dwie sekundy do przyczep i ciężarówek, ale mam jakąś traumę po tym, jak na moich oczach kobyła spadła z trapu i praktycznie urwała sobie nogę, po czym została zastrzelona na miejscu 😵 Zawsze mam to gdzieś z tyłu głowy jak go wiozę gdziekolwiek. No ale jeżdżę i tak, nie dajmy się zwariować.
Dzionka za tydzień dopiero, ale dzisiaj miałam chyba najgorszą jazdę w życiu i jak mnie nikt nie wypchnie to nie pojadę. Albo pojade niskie LL towarzyskie... po prostu jestem beznadziejna...
baffinka, o rany, a co się działo! Daj spokój, przecież takie jazdy się zdarzają - wiesz jak często ja mam myśl, że więcej niż kawaletek to nie powinnam jeździć? To tylko zabawa przecież 🙂 Ja też za tydzień, nie wyłamuj się i jedziemy!
baffinka No nie! Mnie tu cały czas męczysz, że to normalne, nie każda jazda jest fajna, że na zawody trzeba jeździć się objeździć, a dzisiaj jak wyglądasz? Masz ode mnie potężnego kopa w tyłek i ani mi się waż marudzić!
Dzionka Miała jakiś problem z kontaktem, majtała ciągle łbem, czułam, że plecami nie pracuje najlepiej. Zdjęcia są oczywiście z lepszych momentów. Możliwe, że to po zmianie ogłowia (choć wędzidła nie zmieniałam...) i/lub przedwczorajszym terenie, na którym pozwoliłam nam zapierniczać 😁
anai Generalnie nielot, choć oczywiście tutaj wybitnie nam nie poszło. Ona zawsze idzie "jak leci", ewentualnie muszę jej bardzo pilnować. Na pewno nie jest to koń z sercem do skoków, choć przy większym "naskakaniu" mogłaby na pewno pokazać więcej.
Sama nauka pracy na drągach w kłusie i galopie się bardzo na niej ciągnie.
Ale dzisiaj byłam na fantastycznym treningu! Naprawdę, pierwszy raz miałam odczucie fantastycznego trenera już na pierwszej jeździe. Dziękuję xxmalinaxx z całego serca za tę możliwość!
Oczywiście dostałam trochę po uszach i generalnie poszło bardziej źle niż dobrze 😁, ale mam nowe cele treningowe, wiem nad czym pracować i jaki błąd popełniałam. Rewelacja.
Atea I tak lepiej skacze niż moje siwe 🙂 Ja mam w końcu jakieś zdjęcia z jazdy, w dodatku świeże dzisiejsze 🏇 Ed coraz lepiej, ma chłopak energii, że szok!
Atea, dla mnie to była sama przyjemność Was spotkać i oglądać na treningu. Cieszę się, że możemy stworzyć fajną ekipę i pracować razem 🙂 i to ja dziękuję za Twoją obecność! Cayenne to kawał pięknego konia 🙂
Ja mam weekend przygód :/ Wczoraj mi się jeździło technicznie nienajlepiej, ale rozrywkowo bardzo zabawnie, musiałam odesłać siodło, więc pożyczyłam inne. I nie mogłam w nim półsiadu zrobić 😁 Humor zepsuł mi pies, który drapnął zębami mojego konia w nos, bo go wystawił z boksu przez kraty, a pies skoczył :/ Na szczęście na małych rankach się skończyło. Dzisiaj jeździło mi się jeszcze gorzej, bo znowu inne siodło, ale skoki na pałę były też zabawne 🤣 No więc na koniec koń postanowił tak rzucać głową, że strząsnął nauszniki, przeraził się, stanął dęba, podskoczył, ja zleciałam, bo jechałam z głową w chmurach. Ogłowie też mu zleciało i dyndało na wodzach na szyi, więc spanikował i hejaaa galopem dopóki nie porwał na strzępy ogłowia i wodzy... 😵 Jeszcze nigdy nie stłukłam sobie zadu tak mocno, że boli mnie nawet bezruch. Atea, fajny obrazek tworzycie 🙂 A skoki to pewnie kwestia naskakania, więc nic straconego :P
budyń O rany, faktycznie, same przygody! Ja nie mam ciśnienia, żeby zrobić z Cayenne skoczka - to znaczy chcę, żeby skakała chętnie i w miarę poprawnie, ale mam w stajni lepiej rokujące w skokach konie, więc bez presji 🙂 I dzięki :kwiatek:
Dzionka, Anai nie chce tego opisywać tutaj... Nie ma sensu. Po prostu odpuszczam wszystko. Będę sobie wozić dupę w kółko i robić tylko robotę skokową. Atea dzięki za kopa w dupę przez telefon :kwiatek:
baffinka Ej, ty nie masz odpuszczać wszystkiego, tylko nieco zluzować i poszukać przyjemności w jeździe. To nie to samo. Jazda konna jest fajna, nawet jak czasem nie wychodzi. A nawet właśnie dlatego, że czasem nie wychodzi.
Więc ja nie zamierzam rezygnować z przyjemnych jazd i odpuszczam wszelkie kontrgalopy, lotne, ustępowania. Będę sobie wozić dupę, rozluźniać, wyginać, jeździć drągi i skakać. I wszyscy będą szczęśliwi. Kobyła buntów nie będzie robić, ja się nie będę wkurzać o to... Proste.
baffinka, kopniak w dupkę! Wiem co czujesz. Raz jest lepiej, raz jest gorzej - jeździectwo. Ja w piątek walczyłam z kobyłą, było mega fatalnie (non stop stawała dęba, albo waliła z zadu, bo FOCH), stwierdziłam, że rzucam jeździectwo, pokryję kobyłę, a ja będę w tereny jeździć 😉 Dzisiaj pojechałam parkury i jestem zadowolona, że pojechałam. 🙂 także bierz się w garść i patataj na zawody!
baffinka, głowa do góry, każdy ma lepsze i gorsze momenty. Sama bardzo długo dogadywałam się ze Smokiem i "uczyłam się go", nad czym pracować, a co odpuścić, bo więcej strace niż zyskam. Weź głęboki oddech i rób swoje. 😉
:kwiatek: Spokojnie, odpuszczam tylko 3 konkretne elementy, których i tak nie robiłam na każdej jeździe. To nie na moje i kobyły nerwy. Jeśli chodzi o całą resztę to będziemy sobie powoli pracować tak jak pracujemy od zeszłego roku. I tyle 😉
Eeee, to pewnie jakieś nieteges fluidy tego weekendu były. Jutro będzie lepiej 😀 Tego weekendu pospadałam jak śliwka 😎 i teraz szukam jakiegoś fastumu w domu....
baffinka wal to, wal to i wsiadaj na konia z uśmiechem. Za jakiś czas spróbuj znowu, ze świeżą głową i nastawieniem a na pewno pójdzie gładko. Też to przerabiałam i czasami trzeba poprostu odświeżyć mózg swój i konia 😉
brzezinka jak tam Pan Zwałaszony się miewa?
Zgłaszam że przeżyliśmy z Bondziem odznakę. Bondzio się spisał na medal i w sumie to on ją zdał 🤣 To był jego drugi wyjazd gdzie miał śmigać pod siodłem w obcym miejscu. Był baaardzo ogarnięty, szybko skupiał się na robocie (jedynie karuzela była dla niego zagadką i nie mógł pojąć czemu te konie tak tam chodzą i chodzą :P ). Po ujeżdżeniu był wielce zaskoczony czemu go przebieram w inne siodło skoro już wykonał swoją robotę....ale jak weszliśmy na parkur, to on już wiedział 😀iabeł: . Jedyny minus - never ever nie będę wieźć konia rozklekotaną przyczepą, bo tak jak zawsze wchodzi z marszu i w pierwszą stronę też tak wszedł, tak w drugą ewidentnie miał nastawienie "Zdałem srebro? Zdałem! Jestem gwiazdą...a gwiazda tym złomem nie będzie jechać, bo mnie tam rzuca, pizga i guma z podłogi się zwija w rolmopsa" 🤔
Mam całe dwa zdjęcia:
1. Z rozprężalni przed ujeżdżeniem
2. I drugie...ja poszłam zdawać teorię a Bondzio uznał że zasłużył na czilałt 🙂
krysiex213, gratuluję zdanej odznaki. 🙂 A zwałaszony, dziękuję, ma się bardzo dobrze. Dziś piąty dzień oprowadzanek, opuchlizna ładnie schodzi, zachowuje się normalnie czyli tak jak zawsze, więc chyba wszystko z nim ok 😉
Dołączam do grona tych, którzy uważają, że NAPRAWDĘ warto pojechać na klinikę dosiadu z Elaine Butler. Bycie nawet tylko słuchaczem, tak jak ja, daje ogrom wiedzy i świadomości tego co się robi na koniu a nie powinno, a czego się nie robi a powinno koniecznie. Dla tych z kolei, którzy mogą pojechać z koniem – to musi być 100% satysfakcji razy dziesięć. Tak jak już to było tutaj powiedziane – na tę klinikę trzeba jechać z otwartą głową i pokorą. Tylko mając takie nastawienie można w pełni zrozumieć i zaakceptować to, co usłyszy się pod swoim adresem. A wszystko przekazane bardzo konkretnie, obrazowo, z wyczuciem i bez pozostawienia żadnych wątpliwości. Mnie osobiście bardzo ucieszyło to, że nie usłyszałam tam nic, co stałoby w sprzeczności z tym, co słyszę od swojej trenerki. To znaczy, że kierunek, w którym idę jest słuszny, ale czeka mnie ogrom pracy od podstaw nad swoim ciałem, nad którym nie potrafię / nie chcę / nie mogę zapanować, tak jak powinnam. Tak szczegółowego rozłożenia na części pierwsze ciała jeźdźca i pokazania (na żywych organizmach uczestników kliniki i ich koni) jak każdy jego ruch wpływa negatywnie lub pozytywnie na ciało i ruch konia – próżno by oczekiwać od większości nawet najlepszych trenerów. Bo albo sami nie są tego świadomi albo są, ale nie potrafią tego przekazać dalej. Marzy mi się pojechać na tę klinikę jeszcze raz, ale tym razem już koniecznie z koniem. Dlatego wstępnie rozmawiałam z Elaine na temat przeprowadzenia takiej kliniki w Szczecinie lub okolicach. Zainteresowanie z jej strony mam, więc spróbuję zorganizować coś takiego na wiosnę 2016 roku. Liczę na to, że zbierze się 6 par i kilkoro słuchaczy z rejonu Polski północno-zachodniej, którzy będą chcieli wziąć w niej udział.
baffinka, Nie, z nieswojego konia - nie dograliśmy się. 🙂 😁 Ponoć mam jakieś foty, to zobaczę dokładnie jak to się stało (tzn, wiem, ale inaczej wiedzieć, a inaczej się widzieć). Nie wiem kiedy ja tą młodą wezmę w obroty.... 😵
annet, No, no, jak będzie w Szczecinie, to daj znać. 😀