Strzyga, o to, to! To jak rozumiem, teraz wszystkie szkółki powinny mieć "dzień konia" w niedzielę! 0 jazd, 0 pracy! Wszyscy hurtem do kościoła, na tacę łożyć!
Strzyga ty mówisz tylko o klubach pracujacych w nocy, u mnie ludzie na produkcji pracuja w systemie czterobrygadowym i robią np na drugą zmiane od 18 do 6 rano i tez jak wypadnie im grafik na weekend to robią przez sobote i niedz tak.
Ale nie mogę się powstrzymać przed komentarzem... Wychodzi na to, że jakieś naście-dwadzieścia lat wstecz to byście nie przeżyły. Dobrze tunrida napisała - człowiek się bardzo mocno i szybko przyzwyczaja do dobrego. 😉
A to porównywanie jeden do jednego różnych grup zawodowych naprawdę nie ma sensu. Są różne zawody, różne stanowiska. Przecież wiadomo, że nie będziemy wszyscy pracować w jednym rytmie.
Tyle lat czlowiek zyje i nie wie, ze meble i ubrania trzeba koniecznie kupowac co tydzien, a standardowy tydzien pracy to 6 dni w tygodniu (albo soboty nie istnieja?), 6-18, i to dla wszystkich doroslych. Za to siedzenie po pracy w stajni to koniecznosc egzekwowana przez brutalnego El Kaczo. Dobrze wiedziec 🙂
Podobno ta dzisiejsza mlodziez taka niezyciowa i niesamodzielna tu dorosle baby medza, ze mojboze, grafik trza miec i rzeczy planowac 😂
kokosnuss, umknęło mi wcześniej - napisałaś, że nie ma galerii handlowych. W ogóle? Czy w miastach mniejszych jak [s]Kopenhaga[/s] Amsterdam i Haga? A co do tego, co napisałaś teraz - wychodzi, że obecnym standardem jest praca 7 dni w tygodniu (i to od 8 do 21), a życie w stylu 5 dni roboczych (po 8 godzin) + weekend to forma zbytku i poniekąd objaw lenistwa, niezaradności życiowej, itd. Tak przynajmniej wyczuwam w niektórych wypowiedziach.
emptyline ja też nie mam pojęcia, gdzie Ascaia wyczytała takie rzeczy. Większość osób w tym wątku pisała o tym, że pracuje właśnie poniedziałek-piątek ALE ma dużo innych aktywności i przez to brak czasu na zakupy, albo że pracuje w takim sektorze, który działa od poniedziałku do niedzieli i nie ma wolnych niedziel (ale ma np. wolne w środku tygodnia).
Nie musicie odczytywać tego tak jak ja. Ale ogólnemu trendowi na pęd, na sukces, na tzw "wyścig szczurów" chyba trudno zaprzeczyć. A może to moje wrażenie to w takim razie kwestia tego w jakim tonie niektórzy piszą o temacie handlowych-niehandlowych niedziel. 😉 Skoro większość pracuje 5 dni w tygodniu to jednak nie rozumiem skąd ta niemożność zrobienia zakupów jak np. pistolet do silikonu. Bo chyba doszliśmy do konsensusu, że "inne aktywności" to jednak kwestia "coś za coś". 😉
proszę, masz cytat ze mnie jako przykład niemożności zrobienia zakupów. Takich historii było w tym wątku więcej, ale rozumiem, że przecież mogły umknąć 😉
Ja nie zamierzam kupować jedzenia w osiedlowym sklepie, bo mnie na to nie stać 😉 Przebitka cenowa w żabce czy u jakiegoś prywaciarza na dużych zakupach jest dla mnie nie do przejścia. Zresztą, jestem na takiej diecie, że w osiedlowych sklepikach niewiele dla mnie jest. Zakupy robię jedne na cały tydzień. Mój plan tygodnia wygląda tak - od 9 do 17 praca, powrót do domu do psa i wyjście na zajęcia (codziennie!), więc w domu jestem około 21. Nie mam tam chwili, żeby chociażby zrobić pranie a co dopiero jechać do supermarketu. Weekendy mam wolne, ale nie da się wszystkiego zrobić w sobotę - zakupów spożywczych, innych, wyjść na pocztę itd. Ciekawiej jest, kiedy w weekend mam zjazd na uczelni 8-20 w sobotę 😉 I akurat tylko w niedziele wg. planu na ten rok będę zaczynać od 12😲0 (i kończyć o 20), więc to jest dosłownie jedyny moment, kiedy mogę jechać z rana na zakupy. Więc tak, nie każdy ma 'momencik' w tygodniu, by wyskoczyć na zakupy. I zawalanie wolnej soboty jest mi nie na rękę, bo stokroć bardziej wolałabym rozłożyć wszystko na dwa dni.
Od października, gdy wrócę na uczelnię, to pewnie nie miałabym co jeść, gdyby nie fakt, że mój ojciec się zobowiązał do robienia mi zakupów i przywożenia do domu.
dla mnie jest to niesamowite jaką przywiązujecie wagę do zakupów... To taka nieistotna czynność. Wchodzisz do sklepu - kupujesz i już. Każdy (większość) z nas jest zmęczony po pracy, ma życie, dom dzieci obowiązki, przyjemności i inne. Ale poświęcenie pół godziny na zakupy w 2-3x w tygodniu nie powinno być zupełnie problemem... W dobie sklepów otwartych do 21-22 w tygodniu
bo np pracuje po to by robic co lubie, czyli jezdzic konie. A zakupy uważam za nielubiany obowiązek, jak i prace i wole je zrobić w dzien gdy nie mam pracy by nie marnować dnia na dwa nielubiane obowiązki czyli praca i odrazu zakupy bo sory nie zajmą mi poł godziny tylko od godziny do dwoch. Czyli wracając o 15 z pracy w domu około 15:30 coś szybko zjeśc by nie kupować wszystkiego co popadnie z głodu i około 16 na zakupy do 18, czyli zmarnowany dzień od początku do końca. I tak przeszkadza jak kupisz pistolet na pianke w sobote i inne potrzebne rzeczy do remontu (pewnie objerzżając pare sklepów i wybierając jeszcze np podłoge itp), to zlecą ci ze 3 godziny, a wstając o 8 zjadając sniadanie i jakąs tam kawe wypijajac to jest się w sklepach od około 10 do 13 zleci coś zjeśc i jeśli chce się zabrać w niedziele pieknie za remont a to okazuje się co kupiliśmy no popsute to można się wkurzyć bo zmarnowana niedziela, bo nic nie zrobisz, ani nie wymienisz ani nie kupisz nowego. Wtedy szybkie przeorganizowanie planów i remont odładasz na przyszły weekend, bądz marnujesz pon na dwie nie lubiane rzeczy i po pracy latasz do sklepu i wtorek marnujesz na prace i remont. A najgorsze jak cię weźmie by upiec w niedziele placek i patrzysz nie ma akurat mąki badz cukru, a nie każdy ma blisko mały sklepik (obok mnie nie ma żadnego, bo i społem zamkniete i lidl, a tego na tej stajci benzynowej obok mnie nie kupie bo tego tam nie maja). Moim piorytetem nie jest praca, ale to co robie po pracy a i fajnie jak mi jeszcze placa za to, a zakupów nie lubie robić i nie udaje mi się wyrobić w 30 min. Poprostu uważam, że powinniśmy dążyć do ułatwiania sobie życia, dążenia do lepszego, a nie wracania do gorszych rzeczy i tu bardzo podoba mi się wprowadzenie kas samoobsługowych
infantil, oj nie wbijaj szpileczek. Czytałam, czytałam, ale no... Jak widzisz po wypowiedzi Dodofon czy kilku innych osób no jednak można mieć wątpliwości co do takiej argumentacji. Ale naprawdę - będą wybory, może uda się, żeby władzę objął ktoś inny (oby! oby!) i wróci stary układ. Niech każdemu będzie wygodnie i po drodze. 🙂
Jednak źle napisałam. Rozumiem to w przypadku osób mieszkających poza miastami. Ale w mieście... no mam wątpliwości.
też np. nie rozumiem infantil... "zrobić pranie".... faktycznie jeżeli pierzesz w misce na tarce, wyżymasz itd. to może być problem, ale rano poświęcenie MINUTY na wrzucenie rzeczy do pralki i po południu 2 minut na rozwieszenie to tylko 3-4 minuty... a tu pranie urasta do rangi problemu narodowego
Jestem ciekawa co będzie jak będziesz miała pracę, np. 2 dzieci (odbieranie, zaprowadzanie do szkoły/przedszkola, pracę, męża, gotowanie obiadów, pranie dla całej gromady i setkę innych obowiązków domowych) Może czas zastanowić się nad zaplanowaniem czasu. U mnie praca, pies (wymagający biegania 1-2h dziennie), dziecko, koń, dom, ogród. Jakoś ogarniam. I na wszystko mam czas. Na zakupy (chociaż nie lubię) fryzjera, lekcje gitary, ogarnianie dziecka, psa i domu. Wymaga to samodyscypliny i wielozadaniowosci, ale jest tak normalne, że nie mam spiny. I jak pisałam - sklepy (jakiekolwiek) mogłyby być otwarte dla mnie 2-3x w tygodniu, bo nie mam większej potrzeby
Ascaia no widzisz, a do mnie nie trafia argumentacja, że coś za coś i że to mój wybór i moja kalkulacja. Bo życie jest po to, żeby z niego korzystać i żeby się rozwijać. I ja np. nie zamierzam rezygnować z dodatkowych zajęć, które mnie rozwijają tylko po to, żeby zrobić zakupy, bo w niedziele sklepy są zamknięte. Dla mnie to jest układ nie do zaakceptowania, bo mam takie a nie inne podejście do życia i poglądy. Uważam, że niedziela to dzień jak każdy inny - to po pierwsze i że bezpodstawne wyróżnianie jednej grupy zawodowej jest idiotyzmem - to po drugie. Jaśniej już nie potrafię 😉
Dodofon dla mnie wstawienie prania i zostawienie go na 10 godzin w pralce jest OBLEŚNE i sobie tego nie wyobrażam. Ja pranie muszę wywiesić od razu po wyłączeniu się pralki. Pranie zamknięte w pralce przez cały dzień zwyczajnie śmierdzi. I sorry, ale na to ile ja robię rzeczy w życiu to czas mam zorganizowany perfekcyjnie i życzę tak zorganizowanego czasu każdemu. I takiej samodyscypliny 😉 Aha, dwójki dzieci mieć nie będę, a mąż to tylko i wyłącznie ulga, bo można podzielić obowiązki na dwoje.
dodofon Ty nie masz potrzeby, a ja MAM potrzebę. Jestem na diecie, jem mnóstwo warzyw. Co dzień brokuł, fasolka szparagowa, papryka, warzywa mrożone. Co dzień smażę kurczaka, czy indyka. Gdybym chciała kupić sobie produktów na tydzień, to uwierz, że załadowałabym lodówę żarciem tylko dla siebie. A jest jeszcze mąż i dziecko i KAŻDY JE CO INNEGO. My musimy robić zakupy prawie co dzień, góra co drugi dzień. Radzimy sobie. Ale owszem, przywiązujemy do tego dużą wagę i robimy to bardzo często. (jadąc z pracy, zajeżdżam i robię zakupy, ale fakt, że stać mnie by zrobić je gdziekolwiek i zapłacić tyle ile każą. Gdybym miała oszczędzać, jechać do tańszego sklepu gdzieś dalej, zaczynałyby się robić problemy)
Tak tylko wtrące, że większość pralek (przynajmniej mi znanych) ma opcję ustawienia, że pranie włączy się za parę godzin samo. Zresztą kurcze, pranie to godzina/półtorej. Jeśli spakujemy pralkę przed spaniem, a włączymy ją od razu po wstaniu rano (no ja wstaje sobie zawsze praktycznie to półtorej jak nie czasem 2dwie godziny przed planowanym wyjściem z domu) To pranie mamy gotowe..
Cóż, moja pralka nie ma takiej opcji 🙂 I jak wspomniałam w moim ostatnim poście - dla mnie zostawienie prania w pralce na wiele godzin jest obleśne. Nie ogarniam, że w ogóle muszę to tłumaczyć 😜 ale pranie wstawione o 22😲0 kończy się o 23😲0 - ja wstaję o 7😲0 = 8 godzin mokrego prania zamkniętego w bębnie. fujka. Czasem gdy wstawiam pranie wieczorem i zasypiam przez przypadek zanim się skończy to muszę je prać jeszcze raz, nie wyobrażam sobie założenia czegoś takiego.
Rano nie wstawię pralki, bo ja z domu wychodzę dosyć szybko po przebudzeniu. Jezu, serio. Fajnie, że wy tak robicie. Ja tak nie robię i robić nie będę.
NIE OGARNIAM jak można zostawić pranie w pralce na cały dzień 😀
Wiecie, mnie to zastanawia pod jeszcze jednym względem - jak komuś drastycznie nie pasuje praca w niedzielę, to wystarczy poszukać takiej, gdzie się w te dni nie pracuje. To nie jest rocket science, serio. Nie ogarniam biadolenia ojojoj jak ciężko i domagania się, żeby ktoś coś z tym zrobił. Jak chce zmian w swoim życiu to ruszam tyłek i kombinuje jak to zmienić. Jak mi moja praca nie pasuje - szukam innej. Głupotą jest robienie ciągle tego samego i oczekiwanie innych efektów.
Co do pędu - ja tam lubię żyć intensywnie. Tak mi lepiej, mam więcej energii. Mniej się stresuje mając jako-taką niezależność finansową, niż mając czas, ale licząc każde 5zł. To mój wybór.
No to stawiam się z podejściem gdzieś pomiędzy Wami.
Rozumiem, że zauważa się w planie dnia robienie zakupów, pranie, spacer z psem, odkurzanie, itd. I rozumiem, że pranie się robi gdy się jest w domu. Ale to jest mój problem, moja organizacja dnia, moje wybory, moje priorytety. Pewnie, że chciałabym by się świat do tych moich potrzeb w 100% dostosował, ale no niestety - nie ma tak dobrze.
infantil,Ascaia no widzisz, a do mnie nie trafia argumentacja, że coś za coś i że to mój wybór i moja kalkulacja. Bo życie jest po to, żeby z niego korzystać i żeby się rozwijać. I ja np. nie zamierzam rezygnować z dodatkowych zajęć, które mnie rozwijają tylko po to, żeby zrobić zakupy, bo w niedziele sklepy są zamknięte. Dla mnie to jest układ nie do zaakceptowania, bo mam takie a nie inne podejście do życia i poglądy. Uważam, że niedziela to dzień jak każdy inny - to po pierwsze i że bezpodstawne wyróżnianie jednej grupy zawodowej jest idiotyzmem - to po drugie. Jaśniej już nie potrafię 😉
Nie musisz jaśniej. Rozumiem, ale "nie zgadzam się" z takim stawianiem sprawy. W mojej opinii to nie jest "właściwy" tor myślenia. Bo - patrz wyżej - świat nie dostosowuje się do jednostki. Nie zamierzasz rezygnować - nie rezygnuj, Twoje prawo, ale i Twoje konsekwencje. Tak po prostu wygląda życie. A co do wyróżniania "jednej grupy zawodowej" to również powyżej pisałam. Nie ma czegoś takiego jak 100% unifikacja zawodowa. Nauczyciele mają swój rytm i przywileje. Służba zdrowia ma swój rytm (gorzej z przywilejami). Są produkcje wymagające pracy zmianowej. Są urzędy. Jest kultura i rozrywka. Jest gospodarstwo... Nie ma tak, żeby te wszystkie grupy pracowały tak samo, według jednego planu.
Przecież napisałam, że ja rano nie mam czasu na wstawienie prania i czekania godziny-półtorej. Zresztą, odczepcie się od mojego prania 🤔wirek: Napisałam, że ja w tygodniu nie mam czasu na zrobienie prania a co dopiero na pojechanie do supermarketu. Ale moje pranie ma się świetnie w weekendy i naprawdę nie potrzebuję super rad jak je sobie organizować, bo ono jest już od dawna super zorganizowane. Nigdzie nie pisałam, że robienie prania to koniec świata, napisałam, że w tygodniu nie mam na to czasu.
Ja też rozwieszam pranie od razu, ale nie dlatego, że mi śmierdzi po 10 godzinach, tylko dlatego, że nie chce mi się prasować i większości nie prasuję. Wyjęte i rozwieszone od razu, jest zdecydowanie mniej wygniecione niż wyjęte później. Też korzystam z opcji zakończenia prania o danej godzinie, chociaż zawsze mam problem z obliczeniem tego. 😁 A u mnie jeszcze dodatkowo dochodzi "problem", żeby włączać pralkę i zmywarkę w godzinach 13-15 i 22-6, gdy jest druga taryfa. 😀
Niedziele niehandlowe mi się nie podobają, ale nie rwę sobie z tego powodu włosów z głowy. Za to ekspedientki z Biedry koło mnie bardzo narzekają. Nie wiem czy słyszeliście jaki sposób na obejście tego wymyślił Lidl z InPostem - paczkomaty pod każdym Lidlem, przeznaczone na zamówione online zakupy, także w niedzielę.
Ascaia i tak nie dojdziemy do zgody w tym temacie. Dla mnie sklepy powinny być otwarte 7 dni w tygodniu, bo nie widzę powodu, dla którego miałyby być zamknięte 🙂
Wiecie, mnie to zastanawia pod jeszcze jednym względem - jak komuś drastycznie nie pasuje praca w niedzielę, to wystarczy poszukać takiej, gdzie się w te dni nie pracuje. To nie jest rocket science, serio. Nie ogarniam biadolenia ojojoj jak ciężko i domagania się, żeby ktoś coś z tym zrobił. Jak chce zmian w swoim życiu to ruszam tyłek i kombinuje jak to zmienić. Jak mi moja praca nie pasuje - szukam innej. Głupotą jest robienie ciągle tego samego i oczekiwanie innych efektów.
O ile jesteś młodą osobą, z jakimś tam wykształceniem, to żaden problem. Ale osoby starsze już takich luksusów mieć nie będą. Niestety, świat nie jest sprawiedliwy, żeby każdy był mega wykształcony, pojętny i o każdego pracodawcy się zabijali. Niemniej i tak słyszę sporo narzekania na niedziel niehadlowych wśród sprzedawców 😉 Chociażby te wydłużone godziny w sobotę, poniedziałek czy natłok obowiązków które trzeba wykonać a jeden dzień z tygodnia wypada. Choć największy raban jednak robią konsumenci. Ale to tak z moich obserwacji.
infantil zgadzam się z tobą. Jedynie co to powinno być narzucone to by pracownik miał raz/dwa razy w miesiącu wolną niedziele i wtedy ustalany jest grafik i sprzedawca zarobi a i pracownik bedzie miec wolne. Teraz mysle, że są poszkodowani, bo jesli chca wiazc wolne w tyg szef moze im odmówić, albo musza kombinowac kto ich zastapi.