Forum towarzyskie »

"Nie ogarniam jak..."

CzarownicaSa, "lubię to!" 🙂
Wydaje mi się, że pomiędzy roztkliwianiem się nad dzieckiem, a obojętnością jest jest bardzo dużo środków komunikacji i sposobów na uspokojenie emocji.
Dziewczyny, ale przecież baba od grzebania w pączkach grasuje w okolicy zamieszkania Gilian, więc Wy możecie być spokojne to Gilian ma problem z babą  🤣


W środę w Lublinie na nałęczowskiej też była, całe pudło zmacała. Stałam z opadniętą szczęką i cieszyłam się, że nie jem cukru. Ta baba szybko się przemieszcza..  😉
Złoty środek. Mój ukochany złoty środek. Potrzebny jest wszędzie.
To ja opisze inną sytuację.

Znienawidzony przeze mnie NPL.  😉 Przychodzi matka z dzieckiem. Z 7- 8 lat. Wywiad wskazuje na anginę, lub bakteryjne zapalenie gardła, wymagające antybiotyku. Ale...wywiad to tylko wywiad. A dziecko często antybiotyki łyka. W ciemno zlecać nie będę w takim przypadku. Decydujące wydaje się zajrzenie do gardła i zobaczenie co tam tak naprawdę jest.
Matka na wstępie...a czy da radę bez patyczka, bo o boże, o boże, moje dziecko nie lubi jak się patyczek wkłada..bla bla bla..
ja mówię "ok...jeśli faktycznie pokaże i będzie coś widać, to spróbujemy bez patyczka. Mówię dziecku "zobacz, odkładam patyczek, pokaż sama gardło. Dziecko otwiera buzię ale nie umie pokazać gardła tak, by coś było widać ( niektóre dzieci potrafią tak pokazać!!) W tym przypadku widzę tylko zęby i wielki język. I nawet mówienie "aaa" nie pomaga. Nic nie widzę!
Mówię im, "przykro mi, nic nie widać, tak nie ocenię. Musze włożyć patyczek". I mówię do dziecka "skarbie, włożę ten patyczek RAZ, bo MUSZĘ zobaczyć, czy masz tam takie wstrętne bakterie które trzeba wyleczyć. Włożę raz, i ZARAZ SOBIE pójdziesz z mamą do domu, ok?"
Matka mina histeryczna, oczy wielkie, dziecko oczy wielkie, ryk.
Powtarzam "MUSZĘ, ale zrobię RAZ i po krzyku, obiecuję".
( dobra w tym jestem, lata wprawy)
matka sadza dziecko, proszę by zablokowała kolana, żeby mnie nie kopało i nie odpychało. Bo takie kopania powoduje, że zamiast raz, to się tam wpycha i wpycha próbując coś zobaczyć.
Zrobiły to. zajrzałam RAZ. Krótko. raz a dobrze. Zobaczyłam w sekundę, dwie wszystko co chciałam zobaczyć. Ale dziecku zrobił się odruch wymiotny. Normalka, bywa. Nie zwymiotowało, tylko wydało odgłos 'blee", czy jakoś tak.
I co?
I musiałybyście zobaczyć minę matki. Bo tego się opisać nie da.  Oburzenie wielkie! Oczy pełne obrzydzenia do mnie. Jakbym jej za przeproszeniem kijek w pupę wetkała, a nie patyczek do buzi. I słowa coś w tym stylu "no wie pani co.. TAK MOCNO?' I to spojrzenie. Ja dumna z siebie, że błyskawicznie zrobiłam to co miałam zrobić, bez męczenia dzieciaka.
Ale dziecko w płacz. A matka foch. Ale jaki! Siedziała oburzona i zastanawiałam się czy w ogóle słucha co jej mówię o dawkowaniu antybiotyku.

matki potrafią być OKROPNE. Nie dzieci. Dzieci są normalne. Jak to dzieci. Ale niektóre matki są OKROPNE. A dzieci często zachowują się tak, jak matki grają.
.
CzarownicaSa bo w większości przypadków ludzi nie obchodzi obca osoba - boisz się, to Twój problem. Oni też są w pracy, muszą zrobić swoje. Ja po prostu staram się współpracować - nawet jak nie wychodziło, ale się starałam, to zawsze traktowali mnie dobrze. Jak panikowałam, to traktowali mnie jak zło konieczne.


Odniosłam się do tego.
Bo cały czas mówimy tutaj o podejściu właśnie matki- chyba, że się mylę. Jeśli już cytujesz- to przeczytaj sobie początek mojej wypowiedzi:
Muchozol ale nie chodzi o obcych ludzi- tylko o matkę, osobę najbliższą.


Więc cały czas mówimy o sytuacji, kiedy to MATKA zachowuje się jak totalnie obcy człowiek, którego to nic nie obchodzi, że panikujesz.
Coś źle rozumiem?
.
Nie no mój błąd- odruchowo piszę "Twoje/Twojej/Twoja" z dużej litery bo dla mnie to oznaka szacunku.
Więc peace- nie chodziło mi o Twoją mamę, tylko ogólnie po podejście matki 😉 :kwiatek:
Ja doskonale wiem, że to jak pokazuje matka ma przełożenie na dziecko i to spore.
Jako, że na mnie wszelakie zabiegi nie robią wrażenia, to moje dziecko ma dwie plomby bez jakiegokolwiek znieczulania i wydziwiania. Na drugą plombę wbiegała z radością do doktorki.
Ale!
Nigdy nie używam sformułowań "NIE BĘDZIE BOLAŁO". Mówię "może trochę będzie, ale pani doktor/pielęgniarka się postara, żeby nie bardzo bolało, ale musimy to zrobić, bo coś tam".

No i zachowuję bezwzględny spokój.

Tak samo robię z syropami, nigdy nie mówię, że jest smaczny, tylko, że nie wiem, albo, że pewnie niedobry. I dziecko ma zaufanie i wie czego się spodziewać, więc łyka. Tabletki też bez dyskusji.

Patyczek da sobie wsadzić, otoskop, wszystko.

Myślę, że oprócz spokoju matki, taka bezwzględna szczerość też ma znaczenie.
pokemon Zgadzam się w 100% Szczerość, wsparcie i mnóstwo spraw załatwia się "sama".
.
pokemon, i to jest zdrowe podejście. Nigdy nie rozumiałam, jak dziecko ma ufać komukolwiek (w tym i rodzicowi), którzy mu powtarzają - nic się nie bój, to NIC nie boli. A potem no...boli. Boli i już. Dziecko po takim doświadczeniu już wie, że kłamią i uspokajanie nic nie da. Całe życie moi rodzice mówili przy syropach - no wstrętne to jest, ale to tylko jedna łyżeczka i ten smak szybko minie. Piłam nawet wstrętne - bo faktycznie szybko mijało. Do dentysty chodziłam z przyjemnością. Dało sie? Dało. Ale nikt nie panikował, rodzice nie trzymali mnie za rękę tylko mówili wcześniej dokładnie jak będzie i siedzieli na fotelu z tyłu.
Kłujemy dziennie kilkadziesiąt dzieci w różnym wieku, od kilkudniowych po nastolatki. Jest strach, łzy i brak współpracy, przeważnie nie chcą nawet dać ręki do obejrzenia. W 3/4 przypadków wystarczy przekonać, uspokoić, wziąć za rączkę i zagadać. Ta matka nie była zainteresowana sytuacją, nie dała żadnego wsparcia, miała po prostu wyjebane na swoje dziecko. Rodziców przesadnie opiekuńczych odsuwamy od dzieci i pobieramy sami od kiedy matka w strachu przed igłą sama cofnęła dziecku rękę a potem cały czas powtarzała "na pewno Cię boli, zobacz jaka wielka igła" i tym sposobem z dziecka zaciekawionego i wylizowanego zrobiło się dziecko przestraszone i uciekające.
Muchozol, Ty masz w ogóle jakieś ludzkie odruchy? Naprawdę nie rozumiesz problemu w tym co piszę? Nie każdy musi mieć dzieci ale skoro już je ma to wypadałoby być dla nich ludzkim. Trochę empatii.
.
Pokemon zazdroszczę bardzo.
Ja też mogę robić zęby bez znieczulenia często. Ale moje dziecko...
Masakra.
No nie mam sposobu na nią. A lekarze mówią: czekać aż zmądrzeje, zacznie mocno boleć sama przyjdzie.
Ja się boję zakażeń, ropy, itd.
Prośbą, groźbą, tłumaczeniem, obiecankami, obrazkami, zagadywankami, bajeczkami, fochem, gazem, syropami.
Motywacja na miesiąc przed, silne postanowienia- NIC nie działa.
Totalna blokada na fotelu i już.
Idzie siada, otwiera buzię, pokaże wszystko- ale spróbuj narzędziem dowolnym...
Wychodzi, rozmawiamy, wracamy- to samo.
Nie mam pomysłu  😵
Muchozol, kobieta woli pierdzielić o dupie Maryni niż podejść do dziecka, które jest w strasznym dla siebie, obcym położeniu, rozgląda się za mamą i płacze ze strachu. To jest według Ciebie ok? Bo według mnie to jest zwykła tępa dzida, która celowo funduje dzieciakowi rozpierdziel w głowie. Niezależnie od tego co przeszła, bo jakie to ma znaczenie?
.
tunrida, To co opisałaś, to idealny przykład jak panika matki wpływa na dziecko. Jestem pewna na 100%, że gdyby matki tam nie było, gdyby dziecko przyprowadził ktoś inny, albo gdybyś badała je sama, to by dziecko najnormalniej w świecie otworzyło dziób, pokazało gardło, z patyczkiem czy nie, z odruchem "ble" czy nie... nieważne, po prostu byś zobaczyła gardło w kilka sekund, bez żadnych zbędnych ceregieli i bez niemiłych wrażeń dla dziecka.

Gillian, Z pewnością też się zgodzisz, że są matki które bardziej przeszkadzają niż pomagają. Nie mówię o tej chorej sytuacji, o której teraz piszesz, ale tak ogólnie.

Moje dziecko na szczęście na razie uwielbia chodzić do doktora, obojętnie co mu się robi. Ciekawe jak długo jeszcze... 😉

Muchozol Ale to dziecko też jest... ludziem. Wiele razy wspominałaś, że ludzie Cię skrzywdzili, ale krzywda innych "Cię nie rusza"? Smutne, serio.

Gillian Że "celowo" to nie sądzę. Naprawdę jest niewielu rodziców na świecie, którzy fundują dzieciom rozpierdziel w głowie celowo. A że przekładamy (dorośli, rodzice) własne rozpierdzielenie na dzieci to inna sprawa.
.
Z dentystami można fajnie popracować nad strachem dziecka. Ja pamiętam, że pani doktor mi pokazywała mgłę, deszczyk, mżawkę itp. Do tej pory nie miałam znieczulenia na wypełnienie 😉
RaDag, teraz niektóre gabinety mają znieczulenie Wanadowe, taka maszyna, dzięki której znieczulenie podawane jest komputerowo i nie boli. Może coś takiego? Chyba, że to strach przed samymi narzędziami, to chyba zostaje tylko poczekać aż młoda podrośnie 😉
Muchozol, wybiórczo traktujesz ludzi...
Muchozol Daleko od mojego stwierdzenia do Twojej psychoanalizy. Nie musisz lubić dzieci, to prawda. Po prostu dla mnie brak sympatii do kogoś nie oznacza braku reakcji na jego krzywdę. Twój podział świata na pomogę-nie pomogę mnie dziwi.

Nie wiem po co wtrącasz do tego jakąś "kreację na forum", ale spoko, nie oczekuję wyjaśnień. Nie chcę się ładować złymi emocjami.
.
Muchozol, nie ma to jak zabierać głos w dyskusji, która ani ciebie nie dotyczy, ani nie masz za wiele mądrego do powiedzenia. Stukasz sobie statystykę czy co?

Gilian a może to wcale nie była matka, tylko opiekunka/ciotka/starsza siostra?
Julie, będzie lubił, moja, jak jej powiem, że idziemy do doktora to się cieszy, pomimo tego, że pcha jej patyczek do gardła. Doktorskie podejście też jest mega ważne.
Ta nasza dentystka jest świetna. Za drugim razem było kapkę więcej borowania i widziałam minę Agi, że już powoli ma dość, ale tak ją zagadywała, że spokojnie dokończyła.
(Edit - te borowania były wykonywane, jak moja Aga miała trochę ponad 4 lata, więc takie mało ugodowe dziecko)
RaDag ja miałam ostatnio z Marcelem palący problem dentysty.
Najpierw chodził bez gadania, trochę na fotelu pojęczał, a potem z uśmiechem mówił, że nie bolało. Aż nagle się zaciął. Po tym jak nie mogłam z nim iść i polazł mój chłop. Podobno było wycie i panika. Potem też nie mogłam iść i poszedł z nim mój ojciec i już nie dał se zrobić zębów ( a chodziło o wyjęcie "trucizny"😉. Za kilka dni poszłam z nim ja, po przeprowadzeniu rzeczowej rozmowy i wszystko było oki dopóki nie zobaczył sprzętu. Nie dał se zrobić. A truciznę przecież trzeba wyjąć.

Powiedziałam mu, że tak czy tak, zęby zrobić trzeba, a dopóki ich nie zrobi nie ma żadnych słodyczy, gum, chrupek i jego ukochanych orzechów. No i nie ma bajek, bo taki tchórz nie może oglądać ninja. Konsekwentnie się tego trzymałam.

Marcel nudził czasem o bajki, ale wolał ich nie oglądać niż iść do dentysty, a gdy mu przypominałam, że ma tam truciznę i trzeba zęby zrobić, to mi mówił, że jestem nudna, bo bez przerwy mu to powtarzam. Dopiero, gdy mój chłop włączył ninjago i powiedział do Marcela, żeby wyszedł z pokoju, bo on nie może przecież oglądać, to Marcel wyszedł, a potem wrócił i stwierdził, że on to przemyślał i że chce iść do dentysty. Dobrze, że udało się załatwić wizytę z marszu, bo nie zdążył się rozmyślić  😁

Także musisz znaleźć sposób i coś, na czym młodej zależały bardziej, niż boi się borowania.
.
ElMadziarra, mój eksmąż tak załatwił mycie głowy mojego dziecka. Chyba rok czasu dochodziłam potem do poprzedniego stanu rzeczy.
Cricetidae no i? Traktuję wybiórczo. Chcesz pociągnąć temat?


Z Tobą? Nie mam zamiaru, jak to Atea, napisała - nie chcę się ładować złymi emocjami.
Muchozol, mamy wdrukowany instynkt opieki i reagowania na krzywdę osobników mniejszych i bezbronnych. Masz jakieś konkretne zaburzenia emocjonalne, może też miałaś takie dzieciństwo jak ta dziewczynka. Potworne jest to co piszesz, dlatego kończę z Tobą dyskusję na forum   😲

Rudzik, mama.
Potworne jest to co piszesz, dlatego kończę z Tobą dyskusję na forum   😲


Mnie to co pisze Muchozol wręcz przeraża  🙁
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się