Forum towarzyskie »

"Nie ogarniam jak..."

Dodofon, zgadzam się w 100%!! Znam naprawdę niewiele rodzin/par, które gotują od zera. Wszystko gotowe, sosy w proszku albo słoiku, same "sposób na.." dodawane do mięsa i inne syfy. Na szczęście i ja i mój mąż pochodzimy z rodzin, gdzie naprawdę się gotuje, a nie zalewa proszek i nie korzystamy nawet z vegety czy kostki rosołowej - tylko sami gotujemy wywar z mięsa 🙂 Nie wyobrażam sobie, żeby moje dzieci jadły taki syf, jaki widzę u większości mi znanych osób...
Hehe, kiedyś mi torebkowe żarcie nie przeszkadzało. Na starość wk...wia mnie posmak octu w każdym słoiku z sosem i posmak wegety w każdej torebce. Jak ma byc makaron to przygtowanie pysznego sosu pomidorowego zajmuje mi 10 min i .... stoi kolejka po ten przepis 😉.
Torebkowe żarcie mogę jeść na wakacjach albo w stajni jak głód przyciśnie, choć od czasu jak za śmieszną kasę objadałam się absolutnie pysznymi rzeczami we Włoszech - to na nasze "budkowo-wakacyjno-chemiczne" gotowce jakimi nas wszyscy raczą patrzę z odrazą.
Nie toleruję też większości wędlin, bo mi jadą chemicznym wędzeniem. I niby jadam od czasu do czas w McD czy innym fast, ale w domu nie jestem w stanie jeść torebkowego żarcia.
No moze jestem taka okrutna bo mnie stolowkowe zarcie nigdy nie smakowało. Nie chciałam tego jeść ani w podstawówce ani na studiach. Tłuste przesolone i z wegeta. Ziemniaki z wody bez soli sa pyszne, maja smak którego nie da sie poczuć jezeli nie odzwyczaisz sie wpierw od soli. (Zeby nie było, soli używam, nawet sporo, tylko nie muszę mieć wszystkiego na słono, zeby mi smakowało.)

Jeszcze co do stołówek, tak jak pisałam wczesniej, byc moze ta ustawa jest skopana ale idee wywalenia syfiastego jedzenia ze szkół popieram. Głownie chodzi o to zarcie paczkowane i słodzona napoje.
bobek, ja już jakiś czas temu o tym pisałam - jak sama miałam dostęp do stołówki, to faktycznie wszystko tam było niedobre i chemiczne - z fixa, z dużą ilością cukru, tłuste i ogólnie nie do zjedzenia. Teraz czasem kupuję obiady z pobliskiej szkolnej stołówki i są pyszne 🙂. Od jakiegoś czasu w stołówkach była zmiana i podobno teraz muszą się ograniczać tylko do naturalnych składników i faktycznie tak jest; na ogół kupuję sobie pomidorówkę albo barszcz i są przepyszne. W barszczu ukraińskim pływa pełno warzyw, pomidorówka jest super pomidorowa i od razu widać, że nie miała styczności z keczupem itd.

Naprawdę teraz są tam bardzo smaczne rzeczy. Część moich współpracowników narzeka, że mało przyprawione, no ale to zależy kto jak sobie własne jedzenie przyprawia - jak ktoś na fast foodach żyje, to faktycznie to jedzenie może nie smakować. Mi smakuje bardzo.
Wszyscy tak jadą po McD a prawda jest taka, że mięsko w takim big macu czy cheesburgerze jest w 100% wołowe, bez dodatków i ustawowo muszą mieć nie więcej niż 20% tłuszczu. Negatywną robotę robią sosy i bułka, ale mięso jest prima sort. Wiem, bo widziałam produkcję na własne oczy.
Cricetidae, ale produkcję od "etapu krowy"? Nam znajomy mówił, że problem z burgerami jest taki, że zamrożone mięso krąży po oceanach w kontenerach - taki sposób składowania.
halo, od etapu krowy.
Oni mrożą te hamburgery, to fakt, ale akurat w Polsce nie wysyłają za ocean ani nie sprowadzają, w Polsce produkujemy na rynek polski i eksportujemy na Litwę, Łotwę, Estonię, Czechy i Słowację, część idzie też do Francji, Szwecji i Finlandii. Jest zapakowane w folię i kartony i składowane w mroźni na paletach. McD jest w Polsce głównym odbiorcą wołowiny.
Cricetidae, za moich czasów 100% wołowiny miał tylko Big Mac. Hamburgery i czizy były z mielonki, która miała coś wspólnego z mięsem w 60%. Przynajmniej tak było napisane na kartonach, bo lubiłam czytać składy w czasie pracy na kuchni.
Averis, tez o tym słyszałam, że kiedyś tylko Big Mac był z 100% wołowiny. Ja widziałam tam wszystkie rodzaje hamburgerów z wołowiny, tylko przycinali inne wielkości krążków 😉 Na kartonach teraz już wszystko jest 100%.
Averis, tez o tym słyszałam, że kiedyś tylko Big Mac był z 100% wołowiny.

Czemu nie chce mi się w to wierzyć? A za "moich" czasów kupowaliśmy wołowinę w sklepie lub hurtowni, i też miała 100% koni... wołowiny 🙂Cricetidae, za moich czasów 100% wołowiny miał tylko Big Mac. Hamburgery i czizy były z mielonki, która miała coś wspólnego z mięsem w 60%. Przynajmniej tak było napisane na kartonach, bo lubiłam czytać składy w czasie pracy na kuchni.

A, że coś było napisane na kartonach... Dzisiaj na połowie paczek z chemikaliami żywnościowymi jest napis "Prawdziwy smak (tu wstawić nazwę posiłku)", a wiele produktów mimo ustaw i przepisów nadal ma w składzie takie pozycje jak "inne produkty", lub "aromat prawie identyczny z naturalnym" - i zgaduj co to jest.

http://kuchnia.wp.pl/kat,1037879,title,Wiemy-dlaczego-jedzenie-z-McDonalda-nie-plesnieje,wid,16106104,wiadomosc.html?ticaid=115901

http://www.eioba.pl/a/1zn/dlaczego-frytki-mcdonalds-sa-tak-smaczne

A czemu w takim razie kiełbasa albo ziemniaki smażone w plasterkach się psują? Wszelkie "doświadczenia" na jedzeniu z mcDonald to "powiedziała baba babie". Chętnie zobaczę jakieś fajne wyniki na temat składu chemicznego i porównanie tego z odpowiadającymi świeżymi produtkami.
Czyli, jeśli natłuścimy mięso skąpane wcześniej w soku z cytryny, to zepsuje się tylko w środku? Czy nigdy? No i czemu, u licha, psują się wieprzowe galaretki?


Gdyby taka żywność była naprawdę równie zdrowa co kusząca, to kraje w których jest preferowana, byłyby obfite w najzdrowszych obywateli. A chyba tak nie jest.
U mnie w domu wszystko jest 100% 'naturalne', moja mama nigdy by w życiu nie podała nic z torebki, słoika (chyba, że zawartość jest jej roboty), z proszku czy kupione w garmażeryjnym. Nawet przyprawy są swojskie, a sól prosto z Pakistanu.
Nie gotuje tłusto, niezdrowo, od najmłodszych lat ciągle mi wytykała żebym nie jadła chipsów, frytek. I co? Im bardziej mi ich zabraniała tym bardziej je chciałam 😉
Dobrze, że teraz jest era foodtracków, lepsze opcja niż KFC.
Luna_s20, wierz sobie lub nie, ja nie mam zamiaru tu niczego udowadniać, zresztą nie mam nawet zdjęć 😉 chyba specjalnie nie udawali, że nic nie dodają, oprócz mięsa wołowego? Na pewno jak wyjechałam dodawali koninę i wieprzowinę... Zwłaszcza, że mają przeprowadzane badania genetyczne, żeby przypadkiem nie dodać tam innego mięsa, ale co ja tam wiem. I może zauważ, że pisałam TYLKO o mięsie, nie o frytkach, nie o bułce.
Ja nie chodzę do McD często, raz na jakiś czas, ale niestety, większy szit niż tam widzę w supermarketach... Hamburger o składzie: 60% mięsa DROBIOWEGO odkostnionego mechanicznie 😀
JARA, może jeszcze ci się odmieni 🙂 Ja od jakiegoś roku-półtora zaczęłam tak naprawdę jeść zdrowo, kiedyś było mi wszystko jedno. W dodatku mogłam żreć ile wlezie, a i tak ważyłam 49 kg ;P Zestarzałam się, zaczęłam tyć i źle się czuć, cera się posypała, żołądek zbuntował i przemyślałam pewne sprawy 🙂
A z dzieciństwa pamiętam, że mimo zdrowego gotowania, rodzice potrafili jechać do Makro i przywieźć zgrzewkę Prince Polo i drugą np. batoników WW i tak tak stały i stały u nas w spiżarni - samo zdrowie ;P

Mięcho kupuję teraz od lokalnych rolników i nie dość, że jest pyszne (naprawdę, lepsze niż z marketów), to jeszcze nie z udręczonych świń i krów, a do tego na pewno zdrowsze bez tej całej chemii.
Cricetidae, za moich czasów 100% wołowiny miał tylko Big Mac. Hamburgery i czizy były z mielonki, która miała coś wspólnego z mięsem w 60%. Przynajmniej tak było napisane na kartonach, bo lubiłam czytać składy w czasie pracy na kuchni.


Jak to? Przecież to są te same kotlety, z tego samego kartonu. 👀 Kiedyś były osobne do big maca i do reszty mniejszych kanapek?
Cricetidae, a tu akurat się zgodzę. Dzisiaj żeby zdrowo jeść nie wystarczy wybierać określonego typu jedzenia, ale trzeba czytać skład i wiedzieć czego unikać. A ludzie przeważnie nie wiedzą - po prostu nawet widząc pełne nazwy nie odróżniają naturalnych/nieszkodliwych od szkodliwych. Trudno też być chodzącym podręcznikiem chemii, ale typowy klient marketu najczęściej po prostu nie ma pojęcia co kupuje.Dzionka, podoba mi się twoje podejście.
Zadziwiające odkrycie dnia dzisiejszego: sprzedawanie używanych majtek.  😵

Nie rozumiem obu stron tego handlu: jak można kupić używane gacie i jak można wpaść na pomysł, żeby używane gacie sprzedawać. To, że są uprane,  nie zmienia faktu, że dla mnie jest to po prostu obrzydliwe.

(pomijajam tych, którzy przy pomocy cudzych używanych majtek zaspokajają swoje potrzeby seksualne. Ale oni kupują majtki w stanie „wskazującym na używanie”, wyprane ich nie interesują.) 
Trusia [s]zależy, czy ktoś kupuje użytkowo... czy ze względu an fetysz 😎[/s] doczytałam 😁
Ja nie ogarniam obu opcji 😁

Ja z jedzeniem mam jak JARA. We mnie mama też wmuszała zawsze zdrowe i wiecznie "jak może Ci to nie smakować, skoro JEST ZDROWE?!?!?!"
Do dziś, choć mocno zmieniłam nawyki- nie lubię warzyw. Jem tylko kilka gatunków(odmian?) i tyle. Bo mi po prostu nie smakują 😉
Za to nabiał kocham miłością wielką! Jajka, twarogi, sery, jogurty, kefiry- to mogłabym jeść bez przerwy.
U mnie to co, co miałam w domu spowodowało odwrotny efekt. Mama każdy sos zagęszcza kilogramem mąki i litrem śmietany, zupy najczęściej na kostkach, bardzo dużo tłuszczu, mało urozmaiceń  😉 Jako dzieciak pochłaniałam tony serowych chrupek StarFoods popijając gazowanym napojem pomarańczowym (moja przemiana materii to prawdziwy cud) i przegryzając MilkyWayem 😁
Ja lubię gotować i przede wszystkim uwielbiam jeść pyszne rzeczy. Nie jest dla mnie problemem, żeby na zwyczajny obiad w środę zrobić faszerowane przepiórki 🙂 Czasem użyję kostki do czegoś, ale sporadycznie, gdy bardzo mi się nie chce. A wyjeżdżając na studia nie umiałam nawet zrobić przyzwoitej jajecznicy 😉
Znam taki sklepik ( i go kocham), gdzie panie robią kanapki. Po prostu kroją wybraną bułkę, smarują masłem lub margaryną kroją wędlinę, ser, ogórek, rzodkiewkę, wrzucają sałatę. Jak kto zapragnie. Pieczywo mają świeże (dostawa dwa razy dziennie).
Taka kanapka kosztuje...... 3 złote. TRZY. Kolejka jest zawsze. Przypuszczam, ze żaden sanepid o tym nie wie ale nie czepiam się. Kupuję.


Na Starowiślnej? 😉

Kurcze, ja sama staram się jeść zdrowo - nie słodzę, nie smażę, minimalnie solę, nie używam żadnych kostek rosołowych, veget ani kucharków, sprawdzam skład produktów przed zakupem - ale jeśli chodzi o sos do spaghetti to żaden, nawet najlepszy domowy czy knajpiany sos nie smakuje mi tak jak fix Napoli Knorra 😉 To moje zboczenie od jakichś dwudziestu lat, także chyba nie ma sensu z tym walczyć 😀
flygirl , prawie 7 lat temu były to różne kotlety z dwóch różnych kartonów 😉 Podobnie jak te do chickenburgerów (już nie pamiętam jak to się nazywało) i McChickenów. Teraz może jest inaczej. Nie pracuję w Macu od 6 lat 😉 A nie jem od 4.
Nie ogarniam mojego psa. Sytuacja sprzed kilku tygodni:
Zostawiłam na stole dwie czekolady 70% chyba. Oczywiście nieotwarte. Poszłam do sklepu a jak wróciłam to opakowania od czekolad leżały porozrywane na podłodze, a po czekoladzie ani śladu. Za to pies leżał zadowolony kilka metrów dalej. Pies zdrowy, nie miał nawet najmniejszego problemu zdrowotnego.
A dzisiaj, gdy odprowadzaliśmy gości do drzwi to zjadł cały talerz sernika i jak na razie ma się świetnie. Jakiś stalowy żołądek czy co? No nie ogarniam tego psa. 🙄
moze i stalowy, ale zrób mu bioochemię w stronę wątroby, bo mnie kiedyś wet uczulał, że czekolada lubi dawać w wątrobę  🤔
Moja sucza dorwala sie kiedys do 8paka (takiego co sie dostaje po oddaniu krwi) i zezarla razem z papierkami i tekturą -_-'. Wet stwierdzil ze uratowala ja waga (65 kg) i nie dobiła do dawki krytycznej, a nie zlecił zadnych badań. Po psie nie bylo widac nic niepokojacego, nawet biegunki nie dostała.
Tak samo było jak zwlokła ze stołu litrowy słój masła orzechowego. Szklane re)sztki słoika były wylizane tak dokładnie, ze gdybym nie wiedziala co w nim bylo, to bym sie nie domyslila, a ta łajza nawet jezyka nie zadrapała (oczywiscie nastepne 3 dni spedzilam w histerii czekania na konsekwencje)
Nasz dog niemiecki próbował kiedyś wynieść choinkę z pokoju, ale się zablokował w drzwiach. Wszystkie cukierki i czekolady zdadł razem z papierkami, a dowody były bardzo widoczne dnia następnego. 😁
można powiedzieć, że mieliście na to twarde dowody  😂  (jakw  tej reklamie)  😉
To u nas mama zawsze krzyczała, czemu zjadamy cukierki z choinki a papierki zostawiamy... A potem winowajca sam się zdemaskował, kiedy to dumnie maszerował z piernikiem w pysku 🤣
Nie ogarniam takiej hipokryzji. Obok mojego domu są dwa ośrodki. W sezonie jest cały czas głośno, głośna muzyka, piski dzieciaków. Ten, z którym sąsiaduje dodatkowo robi nocne imprezy. Ja mieszkam na końcu ulicy, wiec jak zamknę okno mam spokój, pozostali sąsiedzi mają okna na przeciwko głośników. Nie marudzę, bo doskonale wiedzieliśmy gdzie sie budujemy. Dzisiaj w tym drugim ośrodku było WESELE. Drugie chyba w tym sezonie. W zamkniętym pomieszczeniu. Oprócz kolorowych światełek nic nie widziałam ani nie słyszałam. I dzisiaj wchodzę sobie na fb i widzę post z ogromnym oburzeniem właściciela ośrodka bliżej mnie, że mu ciszę nocną zakłócają i są dogadani z policją, bo policja od nich ani razu nie odebrała.  🤔 Gdybym ja albo moi sąsiedzi zgłaszali zakłócanie ciszy przez nich to juz dawno musieli interes zwijac.
Zgłaszać, to rozumu nabierze.
Nie ogarniam tego.
klik
A dokładnie reakcji "fanklubu" i samej właścicielki na zasugerowanie, że może coś tu nie gra.  😲  🤔wirek:
Takich zdjęć jest więcej.
Tylko ja nie mam już chyba ochoty na utarczki i g*wnoburze...

edit. Skróciłam link.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się