No ja usłyszałam w zeszły poniedziałek od Jędrka TOPRowca ( :kocham🙂, że jestem jedyną osobą, którą kojarzą z tego tygodnia z Murowańca.
A instruktorzy alpinizmu sami się do mnie zaczęli odzywać i cały czas jestem z nimi w kontakcie.
Nie wiem czy to dobrze o mnie świadczy 😁
Ale np. ta moja ostatnia ekipa była poznana w ramach łapania stopa. Nie chciało mi się iść do Kuźnic z buta, zresztą to ciężko w C podeszwie i machałam, machałam... Zawsze szybko łapię, a tu nic. No i w końcu się 2 chłopaków zatrzymało i żeśmy się tak zakumplowali, że z drogi do Murka wspólnej zrobiła nam się wycieczka na Świnicę, a potem jeszcze na Zawrat 😉
Swoją drogą miałam okazję przetestować swoje umiejętności hamowania czekanem. Bo gdzieś pomiędzy Świnką a przełęczą, osunął mi się śnieg spod raków (okazało się, że stanęłam na dość niefajnej płycie, słońce mocno grzało, była już godzina 14😲0, śnieg w ogóle nie trzymał) no i poleciałam w dół.
Szybko wdupiłam czekan w śnieg i wyhamowałam, max 0,5 m się osunęłam. Jak się obejrzałam za siebie to zobaczyłam ze 3 m i lufę, szybka trasa do Dolinki pod Kołem 😀
Wszystko byłoby spoko, gdybym mogła potem się wydostać. Niestety, nie szło budować stopni w śniegu, bo co wbijałam raki to śnieg się osuwał, a ja zjeżdżałam coraz niżej. Pożyczyłam od kolegi, który trząsł się z wrażenia na górze, drugi czekan. Jego wysłałam po resztę ekipy. Wbiłam dwie dziaby najmocniej jak się dało i starałam się usilnie przejść możliwie jak najbardziej w stronę, gdzie zobaczyłam trawki i jakiś jeden kamień.
Przesuwałam się w tempie żółwia i nawet szło, dopóki nie zjechałam znów 0,5 m niżej. Zdecydowałam poczekać na chłopaków. Jak przyszli, zrobiliśmy akcję zdjęcia ze mnie dość ciężkiego plecaka. W zanadrzu przyszykowaliśmy linę, ale nie bardzo było miejsce na zrobienie stanowiska. Na szczęście bez plecaka byłam lżejsza i "wsunęłam" się na górę.
Powiem Wam, że w ogóle nie była zestresowana, spanikowana - nic. Wręcz przeciwnie, bardzo dużo i logicznie myślałam, analizowałam itp.
Do momentu aż stanęłam na dwóch nogach. Wtedy zaczęłam drżeć 😀 I nie mogłam zrobić kroku. A przed nami dopiero zaczynał się ciekawszy fragment 😉
Na szczęście jakoś się ogarnęłam i bezpiecznie zeszliśmy na dół 🙂
I jakieś foteczki
ruszamy, w oddali nasz cel:

bardzo inteligentne podejście na przełęcz świnicką bez raków, bo po co 😀

widok ze Świnicy, przy okazji na pierwszym planie widać grań którą chcę zrobić w nast. weekend:

i część ekipy już na Czarnym Stawie (prócz mojego wybawcy, który akurat robił zdjęcie; kolega w czerwonym dołączył do nas od Świnicy właśnie):