Weszła raz nie kończąc i raz kończąc :P
Ogólnie to spędziłam 6 dni w Sokolikach. Jechałam z nastawieniem, że mam rower, mam buty do łażenia, a jak się uda to się powspinam cokolwiek. Wyszło rewelacyjnie, bo na rower i łażenie nie było czasu, no tyle co rowerem do sklepu i łażenie od skały do skały 😉 Towarzystwo na pierwsze 4 dni poznałam przez grupę umawianie na wspinanie 🙂 potem miałam już znajomych z 3miasta na miejscu. Jako zielona wchodziłam sobie na wędkę - panowie mi zakładali bez gadania, więc miło 🙂 sami też chętnie prostsze drogi robili zresztą. Wrażenia? Pozytywnie, choć dopiero w skałach zobaczyłam, jak bardzo mało umiem 🙂 Wyszukiwanie chwytów, stopni i sposobu jak wejść do góry bardzo mi się podobało. Mniej fajne są podnóża skał, gdzie po prostu bałam się, że spadnę i przywalę w skałę. Podobnie z półkami skalnymi i z bardzo ostrymi skałami (na których zresztą sporo szram sobie narobiłam). Po tych paru dniach zdecydowanie wolę długie drogi, gdzie byłam sam na sam ze skałą. Widoki z góry - rewelacja. Momentami wędka mnie stresowała, bo drogi nie szły po linii prostej, więc w razie odpadnięcia mogłoby być niezłe wahadło. Zresztą - raz właśnie się poślizgnęłam na krawądce i zrobiłam dziurę w palcu lecąc na wahadle.
Jedna z fajniejszych dróg, Kancik Jastrzębiej V+:

I wizyta w Kruczych Skałach:

Krucze Skały są na obrzeżach Karpacza - wygodny dojazd autem pod same skały. Dużo łatwych dróg, kilka IV, ale też powyżej VI są. Skała wystawiona na słońce, więc w razie deszczu szybko schnie, no i mniej ostra niż większość z grupy Sokolików.
Dziś rano wróciłam, wieczorem zajęcia sekcyjne 🙂 na baldach szło mi jako tako, ale na koniec miałam VI- do przejścia i tam już mi kompletnie sił zabrakło 🙂 ale fajna trasa, mniej łatwych klam, więcej kombinowania 🙂 po wyjeździe mam postanowienie, by chodzić więcej właśnie takich dróg, by uczyć się zaufania do trudniejszych chwytów 🙂 no i dziś rozpadły mi się buty - kupione w lutym jeśli dobrze pamiętam, używane praktycznie 3 miesiące... rock pillars strike qc - nie polecam!
Teraz czas na rest, gojenie palców i z przyjemnością wracam łoić na ściankę 🙂