Forum konie »

Fundacja Centaurus w ogniu .

Sama mam pod opieką od nich konia (nie jestem stricte osobą adoptującą) na bardzo dobrych warunkach, ale musze wysyłać foteczki co miesiąc, nie mam paszportu u siebie, mogę startować tylko do P w ujeżdzeniu i LL w skokach (w WKKW nawet LL odpada!). Koń jest młody i zdrowy. Ale to i tak duże ustępstwo z ich strony, zasadniczo dobrze że mają świra w tą stroną a nie drugą,
Uważam podobnie jak modlischka konie mogłby zarabiać na siebie pracując lekko w szkółkach czy biorąc udział w jakiś pokazach czy oprowadzankach etc, hipoterapi nawet (a nie mogą być użytkowane zarobkowo więc tak pewnie też nie) ale skontrolowanie tego byłoby 1000 razy trudniejsze niż tych wspomnianych 'wszystkich złotówek'. Ludzie są okropni. A oni dmuchają na zimne i (niestety) mają rację.

To i tak naprawde bardzo dobrze, ze na tyle Ci pozwalaja. Wiekszosc fundacji w ogole daje wszelkie zakazy jakie sa tylko mozliwe. Tak naprawde nie ma sie co dziwic, napatrzylam sie juz wielokrotnie na powroty z adopcji... konie nie raz wygladaly gorzej niz przed przyjsciem do fundacji :/
A takie pilnowanie to się akurat chwali, zdecydowanie!!!
No więc właśnie niestety to działa w 2 strony. Jak sobie ludzie nie zapracują na dobrą opinię wspaniałego opiekuna to fundacja nie będzie pozwalać na więcej. Bardzo proste.
Tak,szkoda tylko,że tak trudno od nich te konie "dostać".
Może nie nadawałaś się na opiekunkę, właściciela takiego konia? Może nie miałaś odpowiednich warunków dla takiego zwierzaka. Może finansowo sobie nie dałabyś rady?
Żabeczka dostała przecież od nich konia w prezencie ślubnym, więc chyba można 🙂
Może miała na myśli samą umowę adopcyjną, która jest STRASZNA? Sama nie chciałam tego podpisać. Wg umowy fundacja ma prawa a ty obowiązki. Ale mi wyjaśniono, tak jak zorilla pisze, że to jest po prostu dmuchanie na zimne, i w praktyce nie mam żadnych problemów (mam konia z c. od 2 lat). Główna sprawa przy adopcji to że nie można na koniu w żaden sposób zarabiać, i dla mnie jest to zrozumiałe bo gdyby powiedzieli że można zarabiać "trochę" to by była prosta ścieżka do nadużyć.
Zorilla to rzeczywiście masz ogromne szczęście 😀 Ja słyszałam o wypadkach gdzie nie można wyjechać w teren, koń może być użytkowany pod siodło tylko przez osobą adoptująca i to 3 h w  tygodniu, że o zakazie obcinania grzywy nie wspomnę... Tak czy siak uważam,że koniowi, który chodzi w lekkiej rekreacji nic nie będzie, a zdjęcia można robić też i wizyty kontrolne przyjmować. Czasami więcej szkody koniowi zrobi "kochająca rodzinka"  niż osoba, która się na koniach z racji zawodu (np. instruktor) zna.
Tak czy siak kasę przestałam wysyłać ...wolę zainwestować swój czas i pomoc konkretnym zwierzakom, które widzę,że faktycznie tej pomocy potrzebują (żeby nie być gołosłowną np. kupić tabletki kotu sąsiada,który miał koci katar, zamówić kowala do zaprzyjaźnionej stajni, czy zrobić zbiórkę w pracy i zawieźć karmę do schroniska - takiej pomocy od jakiegoś czasu się trzymam i mam pewność,że nie wyrzucam pieniędzy w błoto.)
hmm, ja swojemu adoptusiowi dwukrotnie grzywę obcięłam na zero i jeszcze go mam... przeszło dwa lata spędził u mnie, a Centaurus prędzej pomagał, niż szkodził. ale umowa jest straszna, to fakt niezaprzeczalny.
Żabeczka dostała przecież od nich konia w prezencie ślubnym, więc chyba można 🙂

No oczywiscie ze dostałam, z karocą, diamentowymi podkowami i dożywotnim utrzymaniem. :emota2006092:

A tak na poważnie, mam konia na tych samych zasadach co Zorilla. Co miesiąc wysyłam fotki, w maju robiłam badania ( też poszły)  i zaświadczenia od weta że podawane są chociażby szczepionki - jakie i na co konkretnie, dane weta aby mogli sprawdzić i się z nim skontaktować. Sama w takich tematach decydowac nei mogę. Ogólnie wysyłam w jakim stanie jest koń itp itd. Miałam dwie niezapowiedziane kontrole. Żaden ból bo nie mam nic do ukrycia.I tyle. Jestem adopcją realną i Duży raczej nie narzeka. Papierki adopcyjne mam u siebie, ale paszport jest u nich.
Dla mnie Duży jest i był ,,prezentem ślubnym" bo zawsze marzyłam aby miec konia wykupionego od handlarza  aby zdażyć i niedopuścić do jego ostatniego  wyjazdu na zachód. A czy on jest adoptowany czy nie..mi tam pikuś.  Dostaliśmy go z fundacji, ale na takich samych zasadach co wszyscy, którzy adoptują . Mam obowiązki i jestem z nich rozliczana. I owszem na poczatku z koniem były  problemy- ostro tkał, łykał, miał grzybicę, rozwalone kopyta, tylna noga była masakrą. Dzisiaj  ten temat to przeszłość. No ale dla ciekawskich podpisane papiery w domu mam , moge wysłać skan.
a wesele w PAŁACU też było?  🤣
Patrz... nie pomyślałam. Mogłam poczekać ze ślubem aż go kupią  😉
http://www.facebook.com/groups/399834733432922/ na fejsie jest już utworzone wydarzenie.


no i dobrze. Ja dzisiaj jadę ze środkami opatrunkowymi bo tak się składa, że mam spory nadmiar. Chętnie zobaczę na miejscu jak sytuacja wygląda. Może niektórych zaskoczę - ale kasy im też nie daję, bo z definicji nie daję kasy na żadne dobroczynne cele (za wyjątkiem 1% który mnie nic nie kosztuje), uważam że danie darów "w naturze" lub po prostu pomoc - jest pewniejsze.
Może miała na myśli samą umowę adopcyjną, która jest STRASZNA? Sama nie chciałam tego podpisać. Wg umowy fundacja ma prawa a ty obowiązki. Ale mi wyjaśniono, tak jak zorilla pisze, że to jest po prostu dmuchanie na zimne, i w praktyce nie mam żadnych problemów (mam konia z c. od 2 lat). Główna sprawa przy adopcji to że nie można na koniu w żaden sposób zarabiać, i dla mnie jest to zrozumiałe bo gdyby powiedzieli że można zarabiać "trochę" to by była prosta ścieżka do nadużyć.

tak, o to mi chodziło 🙂 Ja nigdy się o konia z fundacji nie starałam. Napisałam,że nasłuchałam się od znajomych. Sama jedynie napisałam e-maila z zapytaniem z ciekawości a odpowiedź jaką dostałam wystarczyła mi,żeby przestać pomagać wysyłając kasę.
Ja chciałam im przed świętami dać ok 150 gazet końskich, z czym wiele to archiwalne numery z 1979roku (?) jakoś tak. Można by wystawić od 1zł na allegro i już by był jakiś pieniądz, ale widać nie byli zainteresowani.
Wcześniej zawoziłam Tarze i bardzo byli wdzięczni, więc teraz też zawiozę Tarze, jak Centaurus nie chciał.
Ode mnie   jeden z oddziałów WOŚP nie chciał telefonu  na aukcję- nowy, nieużywany nokia (tyle ,że bez bajerów, podstawowy bez aparatu). Nie to nie, żalu nie mam.
Sama sprzedałam i  wpłaciłam im kasę w marcu.
Przepraszam ,że piszę w tym wątku ale dziś spotkałam się z zaskakującym tematem dotyczącym fundacji która działa gdzieś na pomorzu.
Nie jest to Centaurus i jeżeli robię krzywdę komuś poruszając tu ten temat to proszę moderatora o wyrzucenie mojego posta :kwiatek:
Jakieś dobre miesiąc temu znajomej we wsi ukradli psa.Pod bramą.Pies zadbany ,szczepiony i dobrze odżywiony lablador -suka.W tym samym czasie mi zgineła kotka ,,ala,, syjamska -super łasuch i milusińska -chwytała za oko każdego 😉
Podejżewaliśmy że ktoś kręci się i zwija zwierzęta na handel -rasowe zwierzeta bo my we dwie nie byłysmy same poszkodowane bo ponoć jeszcze komuś zginął pies.
Ktoś widział dwie kobiety jak tego psa zapinały na pasek i wciągały do auta i chłopak ten pokazał palcem na dom mówiąc że ten pies tu mieszka.
Kobieta załamana szukała psa gdzie sie dało - po wszystkich schroniskach itp choć nie miała nadzieji -psa znalazła.
,,Fundacja,, rząda 1500 zł za zwrot psa
Czy jest tu ktoś kto pomorze podpowiedzieć co można zrobić ponieważ ja sama uważam ze pies został ,,ukradziony,, z pod domu a tamte kobiety szukają czego sie da aby obwinić właścicielkę i chcą za psa pieniądze!
Gdyby nie zaciekliwość właścicielki psa by nie odnalazła.
Nie wiem czy i mój kot gdzieś tam nie siedzi w klatce albo nie został sprzedany dalej.
Nazwy fungacji nie zapamiętałam bo to taka ciężka nazwa.
Może ktoś z Was cos podpowie?

PS-nie chcę zaczynać nowego wątku bo to tylko kwestia podpowiedzi na PW


Co do adopcji, masz duże szczęście, Zorilla.
Kiedyś "przed Muskatem" i w ogóle nawet przed moim poprzednim, pierwszym koniem kołatał nam się z rodzicami w głowach pomysł wzięcia zwierzaka z fundacji, wtedy nie miałam ambicji sportowych i chciałam tylko mieć konika do jazdy z koleżankami w teren od czasu do czasu, w pozostałe dni ewentualnie "męczyłabym" go na ujeżdżalni możliwościami 11-letniego dzieciaka, który 30 minut pojeździ, a potem na pastwisko puści, bo szkoda żeby konie widział i sam nie mógł się popaść.
Popytaliśmy, zaznaczyliśmy, że ewentualna praca tego konia to w sumie 3-4 dni w tygodniu lekka jazda albo spacer, poza tym pastwiska, opieka weterynaryjna 24/ha (bo taka stajnia akurat się trafiła), wszystko można było skontrolować bez problemu, bo właściciele znali nasze zamiary i chcieli pomóc w każdy możliwy sposób. Znalazł się nawet i koń, bodajże 10-letni, który do Fundacji (nieważne, jakiej, odpowiem w razie pytań na PW, nie chcę robić czarnej reklamy, tylko zwrócić uwagę na postrzeganie opiekunów) trafił, bo miał pozrywane ścięgna i gdyby go nie wzięli, ówczesny właściciel "wyleczyłby" go już ostatecznie. Koń zaleczony, według tego, co o nim pisano i mówiono, nadawał się do takiej pracy, jaką my proponowaliśmy, a wręcz byłyby dla niego takie spacerki i delikatne jazdy wskazane.
Ok, wszyscy zachwyceni, wstępne warunki uzgodnione, i tu nagle się zaczęły schody...
Gwoli wyjaśnienia, Fundacja ta po sprawdzeniu warunków oddaje konie do "nowych domów" z zastrzeżeniem kilku opcji na wypadek, gdyby coś poszło nie tak. W porządku, rodzice chcieli podpisać umowę, ale im nie pozwolono. Dlaczego, do teraz nie wiem. Powodem było prawdopodobnie to, że na koniu miałam jeździć ja (pod opieką instruktorów, zaznaczam), a że byłam dzieckiem, to i niedoświadczona, w związku z tym widocznie... Z braku wiedzy zrobiłabym koniowi krzywdę, wożąc się stępem i kłusem.
Władzom Fundacji nie udało się przetłumaczyć, nawet po propozycjach zmiany warunków na jeszcze bardziej dogodne i innych negocjacjach. Wobec tego okazuje się, że widocznie ja byłam problemem...

...szkoda. Koń w końcu do opiekuna trafił. Śledziłam jego losy, z tego co wiem, padł na ciężką kolkę dwa lata później, bo w stajni, gdzie stał, nie było weterynarza pod ręką i nie zdążył dojechać.
A ja wymarzonego konika z Fundacji, któremu chciałam pomóc, jak nie miałam tak nie mam, moja ścieżka potoczyła się inaczej i jeżeli kiedyś jeszcze spróbuję, to jak już sama będę w stanie tego konia utrzymać i na własną odpowiedzialność podpisać wszystkie umowy.

Także co do Fundacji, aktualnie pomagam jednej, stale, w miarę możliwości, ale zraziłam się bardzo...
I koniec  🚫  z mojej strony.
Co do umowy, ktòra tak Was przeraża, nie bez powodu jest tak rygorystyczna. Chcecie adoptować konia, nie chomika. Ewentualne zaniedbania mogą powodować duże konsekwencje finansowe, nie wspomnę już o cierpieniu zwierzęcia.
Uważam, iż do takiego stanu umowy doprowadzili adoptujacy. Ja umowe adopcyjną podpisywałam na trzy konie ponad rok temu i wygląda ona nieco inaczej. Jest normalna, zabezpiecza zaròwno fundację jak i adoptującego. Nie zdradzę szczegółòw mojej umowy, ale jest naporawde ok.
Co do nieodpowiedzialnych opiekunòw- klaczka ktòrą mam, została odebrana poprzedniemu adoptującemu.
Poròwnując umowę starą z nową jestem jak najbardziej za. Trzeba w jakiś sposòb odstrzaszać nieodpowiednich opiekunòw.
Umowy nie ma się co bać, jesli dbasz o konia, nic Ci nie grozi.
Z jednej strony i ja się z tym zgodzę bo też mam konie z adopcji choc nie przeszły przez ręcę żadnej fundacji 😉
Mnie umowa zobowiązuje do tego co w niej zawarte bo dla mnie jest oczywiste to że zwierzę zasługuje na pełną opiekę i zapewnienie mu tego co jest potrzebne do normalnego życia z szacunkiem i godnością.
Z drugiej strony omijam fundacje tylko i wyłącznie z tego powodu że czasem te ,przekoloryzowane,, opowiadania cholernie mnie bolą w środku bo nie jest mi obojętny los zwierząt.
Do tego sama nie wiem w co wierzyć ,czy zbierają pieniądze na konie żyjące czy już martwe jak piszecie. W tym przypadku aby siebie nie zadręczać kazdą wolną kasę wydaje na własne przygarnięte konie.
Ja bym mogła pomóc fundacji ale rękoma gdyby była taka co naprawdę tej pomocy potrzebuje.
Pomagałam też przez dwa lata oddając całe siano i słomę dla zwierząt gdzieś gdzie widizałam że jeść nie mają co.
Teraz sama potrzebuję dla siebie ale jak trzeba staję do pomocy ale nie pieniędzmi a towarem i rękoma.
W tym roku tylko rekoma 😉
[quote author=JARA link=topic=90276.msg1633533#msg1633533 date=1357130829]
Żabeczka dostała przecież od nich konia w prezencie ślubnym, więc chyba można 🙂

No oczywiscie ze dostałam, z karocą, diamentowymi podkowami i dożywotnim utrzymaniem. :emota2006092:

[/quote]
No to trzeba było tak od razu! Jak do każdej adopcji dorzucają szczepienia, paszę i kowala to więcej osób będzie chciało adoptować, nawet jak grzywy nie można obcinać 😉
dorzuć jeszcze czapraki euro stara i siodło od Bogdanów szyte na wymiar  😉
To ja też w to wchodzę :P

BTW akcja na fb widzę rozkręca się nieźle... Materiały budowlane poszukiwane, ekipa poszukiwana... Wszystko za free... WOW  😲
No i jest w umowie taki punkt, ktòry dla adoptującego jest wiekm luksusem: możesz konia sobie ot tak, poprostu zwròcić.
zima, aż zabawne, nie? Kupić sobie pałac w stanie ruiny, coś się zjara i ci dobrzy zrobią remoncik za free. Dla zwierzaków oczywiście, bo bez pałacu ani rusz. A ile się przy tym nazbiera kasy od tych, którzy "fizycznie" nie mogą pomóc... łohoho...
Powiem Ci, że mnie to szokuje nieco...
Mi osobiście Centaurus podpadł po tym jak byłam bardzo zainteresowana adopcją od nich, ale ostatecznie nikt nie wiedział z kim rozmawiałam i o jakim koniu ja mówię. Otóż okazało się, że pisałam z kimś, kto podpisywał się "Centaurus" i dziewczyna zajmująca się adopcjami nie miała pojęcia, kto i jak mnie kierował. Podałam imię konia, konkretne dane o nim, a zadano mi pytanie: "ten koń jest nasz?"
Powiedziałam to, co mi przekazano o tym kopytnym i niby wtedy "zapaliła się" lampka, że jednak coś jest na rzeczy. Jednakże podziękowałam wtedy, bo kazano mi dzwonić do jeszcze jednej osoby, czy w ogóle moje zgłoszenie było przez kogoś innego rozpatrywane. Zamotali mną, zirytowałam się,  zostawiłam to na później.

Co do nieodpowiedzialnych opiekunòw- klaczka ktòrą mam, została odebrana poprzedniemu adoptującemu.

Moja również. I faktycznie w praktyce jest ok, nie było nawet problemów z przeprowadzkami (wystarczył opis i zdjęcia nowego miejsca) ale wg umowy, patrząc na to nie  "logicznie" tylko od strony prawnej, mogą ci konia zabrać jak się tydzień spóźnisz ze szczepieniem albo jak ma o 10 cm za mały boks. Ja się tego wystraszyłam, że o byle pierdołę mi konia zabiorą a bym chyba morze łez wylała,  bo się strasznie przywiązuję do zwierząt 🙂

Dworcika - wiesz co! Mam pomysł! Bardzo zabawny! Podpal swój dom i pozbieraj kasę po ludziach na remoncik za free! Mówię ci - super sprawa!
Tempesta, niezupełnie ot tak - u mnie jest zapis, że w przypadku rozwiązania umowy pokrywam 3 miesiące dalszego utrzymania konia i transport do nowego domu/siedziby fundacji. być może umowy ewoluowały od momentu, kiedy podpisywałam swoją, w każdym bądź razie uważam, że moja jest straszna 😁

esef, w mojej umowie jest zapis, że mogą konia odebrać bez przyczyny, jeśli na przykład okaże się potrzebny w fundacji
esef, o swoje rzeczy dbam, jak potrafię najlepiej i staram się je zabezpieczać, żeby po ludziach nie żebrać. Nie chce mi się tłumaczyć różnicy między zbieraniem na zwierzaki, którymi się fundacja zajmuje, a braniem sobie na głowę zrujnowanego zabytku.
Tempesta,
esef, w mojej umowie jest zapis, że mogą konia odebrać bez przyczyny, jeśli na przykład okaże się potrzebny w fundacji
wogóle to ja tego nie rozumiem.
Ci ludzie mający wielkie serca dla zwierząt nie mają ich dla ludzi.Wszyscy w jednym worku.
Jeżeli ktos nie dba - rozumiem ale nie jak ktoś oddaje siebie aby zwierzę czuło sie kochane ,zadbane i szczęśliwe a ktos przyjdzie i powie -sorrki -mam lepsze plany co do tego zwierza.
Z widłami bym pogoniła 😉
A nie powiem że się nimi  nie potrafie posługiwac -praktyka czyni mistrza 😉

Ja akurat całe życie byłam odpowiedzialna. Do tego bardzo do serca sobie biorę wszystkie obowiązki .Wiem co to zrujnowane budynki bo wziełam sobie na głowę zrójnowane gospodarstwo - to skarbonka bez dna i praca bez końca 😉
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się