Mzimu dam :kwiatek: No niestety, ona jest idealnym przykładem 'pracy' pseudohodowców dających małe, słodkie, puchate króliczki do sklepów... Muffinka to jest praca na tyle czasu, ile chcesz i możesz poświęcić. Są osoby, które są 'tylko' domami tymczasowymi, które też dzielą się na te, które chodzą z podopiecznymi sami do weterynarza i na takich, którzy tego nie robią (z różnych przyczyn). Są osoby, które chodzą na dyżury do nas do biura, tyle dni w tygodniu ile chcą i mogą (im więcej takich osób, tym reszta automatycznie ma mniej pracy). Do tej pory u nas też były trzy inspektorki adopcyjne, które były odpowiedzialne za wszystkie domy tymczasowe, adopcje i jeżdżenie masowo do weterynarza ze wszystkimi królikami, które są w biurze. Niestety od połowy kwietnia zostaje tylko jedna, więc ja i jeszcze druga dziewczyna prawdopodobnie zostaniemy też inspektorkami, żeby utrzymać lubelski oddział i podzielić się ogarnianiem maili, ludzi i królików. Jak się zgłosiłam na wolontariat, to w zamyśle miałam robić tylko zdjęcia od czasu do czasu, a skończyło się na dyżurach 5 dni w tygodniu, DT, jeżdżenia z każdym do weta, brania do siebie chorowitków itp., także tego. 😁 Generalnie dziewczyny z każdego oddziału są wdzięczne za każdą ofertę pomocy, ile by to czasu nie zabierało.
W Wawie jest Fundacja Królewska i oddział SPK. Właśnie walczą o lokal. 😉
Mała ma najprawdopodobniej chłoniaka... Jest znikome prawdopodobieństwo, że to jednak zapalenie wyrostka, doktor nie za bardzo się ku temu skłania. Nikt nie jest w stanie powiedzieć ile pożyje. Musi przede wszystkim jeść i dostawać lek na trzustkę, nic więcej nie da rady zrobić. Siedzę i płaczę.
Cholera flygirl, strasznie mi przykro. Okropny rok dla uszaków i ich właścicieli... Trzymajcie się obie dzielnie. Dogadzaj jej jak tylko możesz a w odpowiednim momencie pozwól odejść. Pamiętaj leczymy dopóki nie uwłacza to leczonego pacjenta... Mam jeszcze nadzieję i trzymam kciuki, że wyjdzie że to nie to najgorsze. Ściskam Was obie bardzo mocno!
Niestety już raz miałam sytuację, w której musiałam podjąć tą decyzję. Moja prywatna królinka była chora na białaczkę. Póki co wierzę, że skoro tyle przeszła i nie straciła tej siły, to dalej będzie silna. Boję się tylko strasznie tego, że jutro musi jechać do biura, nikt tam nie siedzi 24h. Nie wiem, co ja zrobię, jak jej się pogorszy, kiedy mnie nie będzie.
Bo ja wyjeżdżam do domu. Ale dziewczyna z Wawy spadła mi jak z nieba, powiedziała, że może się nią zająć. 💃 Kamień mi spadł z serca, że ktoś będzie nad nią czuwał i pilnował jej jedzenia. W dodatku to jest założycielka Fundacji Królewskiej i ma doświadczenie, więc tym bardziej się cieszę. Jutro lecę jej chyba całą półkę czekolad kupić, albo nie wiem co. 😜
Żwirku nawet nie miałabym jak wziąć z walizką, torbą i królikiem. 😉 Na szczęście kryzys zazegnany i zostanie tutaj, blisko wetow, którzy ją znają. Uff.
flygirl jakbyście mieli jakąś mocno hard corową sytuację w Stowarzyszeniu to dawaj znać, chętnie pomogę jak będę miała chwilę, jestem z Lublina, mam samochód, królika w domu, więc może dam radę 🙂 nawet mogę jakiegoś przez jakiś czas przechować, tylko najpierw muszę wykastrować swojego 😁
Kryzys kłaczkowy chyba zażegnany, poszliśmy z królikiem na układ, że siemię dostaje do jedzenia z czesano raz na 3 dni i jest chyba nieźle, kłaki się nie kłębią po klatce, a królik prawie nie obrażony 😀
flygirl, nie, nie jestem z fundacji 🙂 Przesiaduję w lecznicy na praktykach nieograniczonych w czasie 🤣 . Poza psiakami i kotami, zwierzęta nieudomowione (jeże często), głównie gady - połowa pacjentów, króliki, gryzonie. Przypadki "zwyczajne" i te "marne". Najwięcej gadów w sumie. Ja niestety mam już dwunastkę świrów w domu, więc DT nie mogę być (jedyne co zmieszczę to łagodną samicę szynszyla i ew. samicę szczurka jeśli moje jej nie zeżrą), ale jak trzeba w inny sposób pomóc nie ma problemu, zawieźć, przywieźć, obejrzeć.
edit: teraz doczytałam 🙂
Arroch, a nie myślałaś o podawaniu malt pasty, albo soku z ananasa? Pomaga w zapobieganiu zakłaczania.
Podaje się królikom, szynszylom, fretkom itd., weterynarze polecają, to nie mój wymysł 🙂 ale też wolałabym iść raczej w coś naturalnego jeśli tylko jest możliwość zawsze 😉
fretka to nie jest królik, tak samo jak królik nie jest kotem, tak się składa, że kończę niebawem studia weterynaryjne, mam fakultet ze zwierząt egzotycznych i od najlepszych specjalistów w tym zakresie wiem, że nie wolno tego podawać, mimo, iż jest to zalecane przez wielu lekarzy, którzy lubią sobie do jednego wora wrzucic królika z fretką czy kotem...
Dobrze, nie musisz mieć do mnie pretensji, a tak widzę twoją wypowiedź. Jak napisałam, nie ja to wymyśliłam, ale teraz będę mądrzejsza o tą informację, dzięki.
Z lekkim opóźnieniem, ale z całego serca - wszystkim królikom i gryzoniom wątkowym życzę długiego życia w zdrowiu i w humorze, a ich opiekunom mnóstwa radości i satysfakcji dostarczanych przez podopiecznych (i bezmiaru cierpliwośći też życzyć nie zaszkodzi 🙂😉. A karteczka wspominkowa - nie mogłam się powstrzymać, żeby na tego pysiola jeszcze raz nie spojrzeć.
Dziewczyny jak szczepicie swoje króle? Tyminłączonymi szczepionkami? Podobno jest taka na pomór i myksomatyozę, co się szczepi raz na rok. W przyszłym tyg idę z Mananką i chciłabym wiedzieć z czym to się je🙂 Mi odradzano w Azylu szczepionkę Castomix ( mam nadzieję że dobrze zapamiętałam), że podobno jest mało bezpieczna.