Zen Piekłaś sama czy kupna? 😜
No ja już w domu to mogę napisać jak minął mój weekend.
No więc pojechałam do Sobótki z pięknym planem, który okazał się koszmarkiem i utwierdził mnie w tym, że nie mam za grosz kondycji 😁
Mieliśmy jechać przez las, ale zastrajkowałam po pierwszym podjeździe 😂 nie mogłam z siebie wydusić słowa, więc ruszyliśmy asfaltem. Pierwszy podjazd, jak cię mogę, dałam radę. I jakoś to się dalej toczyło, powoli, bo Hubert z kolegą biegł. Wszystko fajnie, pięknie, aż nie nadjechałam na Przełęcz Tąpadła. Najpierw było mi miło, bo wyprzedziłam pod górkę faceta (jak się okazało niedzielnego rowerzystę w sprzęcie za kupę kasy) 😁 Później już było tylko gorzej. Teraz to ja "powolutku", bo Hubert z kolegą dawno na przełęcz wbiegli, a ja próbowałam się wtoczyć na górę. To była jakaś zajezdnia! Płaski Wrocław, a masyw Ślęży to jednak ogromna różnica 😁 Hubert zbiegł z przełęczy do mnie
- daleko jeszcze?
- no za zakrętem
Minął zakręt, a tam kolejny zakręt
- daleko jeszcze?
- no już za tym zakrętem
a tam kolejny zakręt 😤
- czy ku*#$&@ daleko jeszcze ?!?!?!?!?!
- no już tuż tuż - a tam znów zakręt 😤
Pedałowałam coraz wolniej. Dziżys krajst! Tak pod górę, że płakać mi się chciało. Byłam zła, rozżalona, wszystko mnie bolało. Chciałam krzyczeć i wrzucić rower do rowu 😁 Myślałam wtedy, że Bóg mnie opuścił 😁
-no kochanie pedałuj, musisz..
- nie mów KU^&#$ do mnie! ! 😤
Cała się zasmarkałam. 😎 I jak właśnie opróżniałam drogę przepływu powietrza minęła mnie ledwo ledwo jakaś małolatka na rowerze. Kurde! Kurde! 50kg lachon daje rade, a ja się zasmarkałam? 🤔 I jeszcze żarcik jej ojca "no w końcu wyprzedziliśmy!" 😤 o nie nie nie! Ruszyłam! Mięśnie mi się paliły, myślałam, że umieram. Walczyłam tam o życie! Dwa razy miałam zawał! Jak mijałam ją to udawałam, że lekko i przyjemnie mi się jedzie, a oddech to mam ledwo ledwo przyspieszony 😁 Minęłam ją i kolejnych zakrętach wjechałam na przełęcz!

Wyścig pod górę z prędkością 5km/h jest godny mistrzów 😁 jak wjechałam na płaskie to nie miałam siły pedałować 😁 nie miałam w tamtym momencie nóg.

Chwila przerwy na wodopój, pompowanie koła (pompką pożyczona od taty tej mijanej dziewczyny 😁 ) i zjeżdżamy. Piękny zjazd, ale ile ulgi dla nóg. I wjeżdżamy w las. No coś pięknego: trochę płasko, trochę pod górkę, piach, błoto, droga przecinana małymi strumykami. Fantastycznie mi się jechało (a wcale nie lekko), widoki cudowne, aż tu nagle.. czy ja wyglądam na downhillowca?

Taki zjazd, że ja cię proszę.. Strooomy, dłuuuugi i cały w śliskich kamieniach. Ale jadę! Albo rozbiję głowę o kamienie albo zabiję się spadając w przepaść 😁
Jechałam sztywna jak deska, żeby z tego roweru nie spaść, można było na mnie wtedy orzechy łupać 😁 Ślisko, trzęsie, plomby mi dzwoniły. Jak zjechałam na płaskie i puściły mięśnie 😍 ja chce jeszcze raz! i jeszcze raz! Tylko roweru nie ma komu wprowadzać na górę 😁 Reszta drogi do domu była już bardziej bezpieczna chociaż równie stroma i śliska.
Później odbiłam sobie to na saunie, grzejąc stare kości. Miałam małe spa, wypilingowałam się nasionami malin za wszystkie czasy. Mieliśmy w planie iść jeszcze na Ślężę, bo była Noc Świętojańska na szczycie, ale wyszliśmy z sauny o 23, a 2h się wchodzi na górę.
Dała mi w sobotę popalić 😀iabeł:


Akurat te zdjęcia są z niedzielnego wyjazdu 😉
A na drugi dzień w niedzielę wybraliśmy się ponownie na rower, tym razem Hubert też jechał, a nie biegł. Czego żałowałam, bo musiałam o wiele, wiele, wiele szybciej pedałować 😁
Mieliśmy jechać do Mietkowa nad zalew, ja nie znam okolicy, więc nic nie mówiąc mi przeciągnął mnie o wiele dalej: pod górkę, z górki, płasko, pod górkę, z górki, płasko. W drodze tam jechałam, a z powrotem pod jeden podjazd rower pchałam 😁 miałam taką niemoc. W sumie to nawet nie spróbowałam podjechać.. 🤔 ale będąc wczoraj w takim stanie, w taki upał.. dziś mi się o wiele łatwiej mówi, że mogłam spróbować. Po powrocie do domu stwierdziłam, że biorę rozwód z rowerem na miesiąc! - to nie prawda, już dziś myślę gdzie by tu pojechać 😁

Opaleniznę przywiozłam jak z Bułgarii 😁

Mam nadzieję, że się nie pogniewa 😉
Moje 66kg/187cm 😉



Jedzeniowo przy Hubercie to koszmar. Ja serek wiejski i pomidor, a on: 3 parówki, kiełbasa, kromka chleba z salami, kromka chleba z serem pleśniowym, ogórki małosolne, płatki z mlekiem, ice tea itp. Na jedno posiedzenie 😁 Ja po prostu siedzę i ślina mi leci..
Chciałabym tak trzymać linię jak on 😁