Spoko tunrida, nie musisz tłumaczyć. Ja opieram się po prostu na własnych doświadczeniach i badaniach. Po długotrwałych głodówkach metabolizm spowalnia o kilka %, to są wartości rzędu 100-200 kcal 🙂 Natomiast co się dzieje ze zdrowiem to już inny temat, a raczej dramat.
Ja też lubię swoją sylwetkę i proporcje, jedyna pięta Achillesowa to jak dziewczyny wyżej pisały - pampuchy u samej góry ud. Będzie mi to bardzo ciężko zgubić. Bardzo. Musiałabym przejść na restrykcyjną dietę... No ale każda z nas ma inny słaby punkt. U mnie zawsze najmocniejszym punktem był brzuch. Uwielbiam go, nie ćwiczę wcale, a mięśnie się rysują. Szkoda, że biodra i nogi to taki problem do wyrzeźbienia.
infantil, coś tam juz faktycznie widać 😀 tez chudzinka jesteś
Ja chciałam zapytać co to znaczy "coś tam" 😀 w sensie - ja jestem fanką sześciopaka, ale te chude laski co czasem pokazujecie jako przykład to moim zdaniem mają brzuchy jak infantil. Stąd pytanie kiedy jest coś tam a kiedy jest już super 😀 mam nadzieję że nikogo nie uraziłam, pytam z ciekawości 😉
Dla każdego co innego będzie super. Ja o swoich preferencjach pisałam bodaj stronę lub dwie temu. Na pewno infantil ma bardzo ładną sylwetkę, jest szczuplutka i ma ładny brzuch, na który sobie zapracowała. Dla większości kobiet taka figura to spełnienie marzeń. Ale jest też grupa osób, którym się podoba inny typ sylwetki, nie taki zwiewny i eteryczny a raczej mocny, umięśniony. Ja należę do tej grupy, tzn może nie jestem zwolennikiem aż tak wielkich ud jak dziewczyny podsyłały (ale nie oceniam tego, rozumiem, że komuś się to może podobać i doceniam wkład pracy, bo sama nigdy bym sobie takich ud nie zrobiła - nawet jak bym bardzo chciała) ale jednak sama dla siebie wybrałabym raczej umięśnione łapsko a nie patykowaty przeszczep, jaki mam obecnie 😀 . infantil jest dumna ze swojej sylwetki i jest to zupełnie zrozumiałe, bo jest śliczna i włożyła w to dużo pracy. Osiągnęła i dalej osiąga swoje cele i to jest godne podziwu. Więc ostatecznie nie kształt sylwetki ma tutaj znaczenie, a własnie dążenie do celu, niezależnie od tego jaki on by nie był.
Więc to trochę śliski temat bo może się okazać, że np. w oczach infantil moja sylwetka nigdy nie będzie super. Bo ona by takiej w życiu nie chciała. I nie ma w tym nic dziwnego. Nigdy się nie osiągnie stanu, w którym się będzie dla wszystkich super, więc jakakolwiek próba dążenia do tego jest z góry skazana na niepowodzenie. Nie ma co w ogóle zaprzątać sobie tym głowy, trzeba odkryć samemu czego się chce i iść w tym kierunku, nie zważając na to czy w cudzych oczach dostrzegamy aprobatę czy nie.
Mam nadzieję, że infantil nie poczuła się zbagatelizowana moim wpisem, miał raczej charakter żartobliwy, że faktycznie coś jej tam wyłazi zza skóry i cieszę się razem z nią 😀
vanille dzięki za odpowiedź 🙂 w sumie to mi ten temat nie wydaje się śliski skoro wrzucamy tu swoje zdjęcia (ja co prawda wrzucałam x lat temu, ale cóż, teraz już nie ma się czyn chwalić :wysmiewa🙂 to jednak pewnie chcemy wiedzieć co inni mają do powiedzenia na ten temat. Dlatego właśnie pytałam kiedy dla Ciebie jest "coś" a kiedy jest super, musiałam nie zauważyć Twojej wypowiedzi o brzuchu 2 strony temu, przepraszam 🙂
vanille coś Ty, sama przecież napisałam, że pewnie dla tej mocno trenującej części z Was to tego nawet nie będzie można nazwać mięśniami 😁 I też otwarcie mówię, że ja natomiast nie jestem fanką takich mocnych, silnych sylwetek. Każda z nas ma inny cel i to jest chyba najciekawsze w tym wątku - że mimo różnic, każda sobie kibicuje i pomaga w razie potrzeby.
I dzięki dziewczyny za te miłe słowa :kwiatek: 😡 Pierwszy raz w życiu zaczynam się sobie naprawdę podobać i to daje niesamowitego kopa motywacyjnego. Wreszcie czuję, że jestem na fajnej drodze i rzeczy, które wydawały mi się niemożliwe kiedyś, teraz są w bliskim zasięgu. Aż mam ochotę odpalić stary telefon i znaleźć zdjęcia sylwetki sprzed 10 miesięcy, kiedy byłam w swojej najgorszej formie i wydawało mi się, że tak po prostu musi być 🙂
Pierwszy raz w życiu zaczynam się sobie naprawdę podobać i to daje niesamowitego kopa motywacyjnego. Wreszcie czuję, że jestem na fajnej drodze i rzeczy, które wydawały mi się niemożliwe kiedyś, teraz są w bliskim zasięgu.
A co do tematu głodówek i metabolizmu to przy długim i znacznym ograniczeniu kalorii nie ma opcji, żeby czlowiek nie schudł. Aspekt zdrowotny takich poczynań to już zupełnie inny temat. Wydaje mi się, że te przestoje i spowolnienie metabolizmu dotyczą wyłącznie sytuacji, w których niedobór kalorii jest niewielki i możliwy do skompensowania przez organizm. Tak jak z krążeniem krwi. Nawet jak mamy jakąś niewielką niewydolność serca, albo niewielki stopień odwodnienia, albo jakiś inny mały kłopot, to organizm jest w stanie uruchomić mechanizmy kompensacyjne i nie dopuścić do zapaści. Człowiek żyje i funkcjonuje całkiem nieźle. Ale jeśli problem się pogłębia to w pewnym momencie wszystko siądzie i człowieka odetnie. I może tu jest tak samo. Jak ktoś stosuje głodówkę to nawet jeśli organizm spróbuje to sobie jakoś skompensować, np. przez spowolnienie metabolizmu, to guzik mu to da. Bo te mechanizmy są zbyt słabe, żeby móc zahamować proces tracenia wagi, one są w stanie działac tylko do pewnego momentu. Ale jeśli ktoś jest pod kreską 100-200 kcal to pewnie nie jest to dla ludzkiego ciała jakiś wielki problem i potrafi zrobić tak, żeby nic nie oddać. No i tu już się pojawia zupełnie inny temat, tzn co zrobić, żeby organizm z tego stanu oszczędzania wytrącić.
Dokładnie tak jest jak piszesz. Takie 200-300 kcal to idzie spokojnie z tego ruchu w ciągu dnia. Ja na redukcji od razu zwalniam, wolniej mówię, więcej siedzę, a mniej stoję. Na masie nie byłam w stanie wytrzymać przed TV 40 minut 😂 Musiałam posprzątać, nastawić pranie, pobawić się z psem, itp.
Swoją drogą ja nie wiem jak się napinać, żeby było widać mięsień 😁 nigdy nie robiłam masy i nie będę, ale kurczaki na zywo widać, że wcale tych rączek nie mam takich marnych, a na focie NIC.
Zdjęcie sprzed miesiąca, ale nie jest gorzej (a mam nadzieję, że lepiej)
Może muszę mieć lepszy aparat. Albo po prostu tych miesni nie ma 😁
A jeszcze co do tego wrzucania zdjęć. Odkąd tunrida podesłała tutaj pewną grupę fb o odchudzaniu, to w niej sobie trwam bezmyślnie. Czasem mignie mi jakiś post, czasem zdarzy mi się poczytać komentarze. I taka sytuacja - laska wrzuca zdjęcie, na którym wygląda normalnie. Tzn na oko wygląda na osobę, która waży mniej więcej tyle, ile powinna do swojego wzrostu, ale ma np. zupełnie nieukształtowaną sylwetkę, tzn jest taka miękka, bez mięśnia. I pisze w komentarzu do zdjęcia, że np. zrzuciła 10kg a teraz jej celem jest wyrzeźbienie, że chce trochę popracować nad brzuchem albo nogami, że zależy jej na mięśniach grzbietu albo jeszcze jakaś inna historia. I w komentarzach co? 'Ja bym się dała pokroić za takie ciało, nic już nie rób', 'Po co chcesz robić coś więcej, ja nawet jakbym miała te +10kg to bym była szczęśliwa, bo obecnie mam 50kg nadwagi'. Albo jeszcze lepszy motyw - laska wrzuca zdjęcie przed i po. Przed ma jakieś 5kg nadwagi, ot takie kobiece kształty, ogółem ładna babka mimo kilku nadmiarowych kg. Zdjęcie po - -10kg, zarys mięśni na brzuchu, mięśnie w udach, większa łapka - komentarze? 'Mi się przed bardziej podoba', 'Wcześniej byłaś bardziej kobieca', 'teraz jesteś za chuda' .Albo laska wrzuca zdjęcie siebie szczupłej, a obok siebie po konkretnym, wielomiesięcznym treningu, gdzie ma pewnie minimum +10kg i naprawdę solidnie zbudowane mięśnie. 'Przedtem było lepiej', 'Teraz wyglądasz jak facet'. 😵 Tu na szczęście nie ma czegoś takiego ale jednak trzeba mieć zawsze w głowie, czemu coś robimy i jaki jest nasz cel. Nie patrzeć na innych. Oczywiście zawsze jest miło być przez kogoś pochwalonym, nie ma co ukrywać. Ale jeśli nawet ktoś nas nie pochwali to nie ma co z tego powodu rwać włosów z głowy, o ile to, jak wyglądamy nam odpowiada (nie mówię o skrajnościach)
I dokładnie tak jak tulipan pisze, musi być odpowiednie światło, które ukaże zarysy mięśni 🙂 To tak jak z cellulitem, w jednym świetle go nie widać, a potem w łazience jest światło od góry i załamać się można...
amnestria dużo lepiej widać Twoje mięśnie na zwykłych zdjęciach na fb ze wspinania, czy nawet na takim zwykłym jak idziesz z koleżanką. Może po prostu nie musisz się prężyć żeby było widać? 😀
vanille grupy na fb są dość specyficzne i chyba często stworzone tylko po to żeby ludzie mogli się dowartościować dogryzając innym 🙂 widzę to i na grupach freeridowych, i o tatuażach, i o rzęsach.. Rzęsy są chyba najbardziej radykalne 😂
ozzy dzięki, zachęcam do udzielania się! :kwiatek:
Ależ się ożywił wątek, zdjęcia, dużo nowych babek, super 🙂
Ja na wieczór planuję gumki, jogę na plecy i stretching. Bieganie odpada przy tym wietrze...
Jeszcze mam takie foto z maja zeszłego roku. Wciągam na nim trochę brzuch, widać, że nogi nie jak u gazeli 😉 Pal licho, że są mocne, ale żeby jędrne były...
amnestria, jestem na dwóch takich grupach, chyba obie to te, które były tu kiedyś podane 😀 Sama z siebie się do żadnych o tej tematyce nie wpisuję. Nie śledzę ich dokładnie, ale czasem jak mi wywali na tablicy jakieś ciekawe zdjęcie albo widzę jakąś jatkę w komentarzach to czytam 😁 może stąd też moje zdanie na temat tych grup, bo wyłącznie takie wpisy widuję? Może te rozsądne mnie jakoś omijają bo nie zwracam na nie uwagi 😀
Tak piszecie, że nie nadążam więc przepraszam jeśli nie odpowiem na jakieś pytanie.
Ogólnie rzecz biorąc jem sporo kalorycznie, bo 1800-2000 kcal dziennie w zależności czy mam siłkę w danym dniu czy nie. Oprócz siłki mam dużo fizycznych obowiązków, sprzątanie stajni, lonżowanie koni, jazda konna, robienie jazd dzieciakom... Boje się wiec zejść za bardzo z kcal, bo potrzebuję energii bo nie wydolę. Mąż często wyjeżdża i wszystko jest na mojej głowie. Wysypiać się wysypian, ale czasu na odpoczynek kompletnie nie ma. Do tego sama wyjeżdżam często na weekendy i mam dużo nauki więc wyzwań dla organizmu jest dużo i boję się osłabienia. Może jak ten najbardziej gorący okres minie to coś ruszy. Ale zastanawiam się może przez tydzień spróbuję zejść z kaloriami ostrzej. Mąż teraz wraca to może to wykorzystam. Jeśli chodzi o to ile spalam to jak jestem na siłce, to jestem 2 godz. 45 minut maszeruje i biegam a potem robię trzy-cztery serie na całe ciało. Ćwiczenia pod kontrola trenerów. Niby jestem grzeczna ale to za mało 🙁 Muszę dietę ogarnąć, bez tego ani rusz. Co byście sugerowały na ten przyszły tydzień?? Uciąć ostro kalorie? Głodówka trzydniowa? Nigdy nie robiłam, może to dobry pomysł.
Przepraszam za chaos ale znowu jestem w drodze, w pociągu 😉
Se se se... Przez chwilę miałam głupią myśl jak zobaczyłam kolejne zdjęcia - że Wam wstawię siebie. 😉 Żebyście zobaczyły co to znaczy "mocne" "grube" "okrągłe", itd. 😉 Taki chwilowy impuls. Bo jak czytam jak się jedna z drugą broni rękami i nogami przed określeniem "szczuplak" to... 😉 Jesteście szczupłe. Może nieidealne w swoich oczach, może nieidealne w oczach innych. Nawet jak macie gdzieniegdzie nieco więcej tkanki tłuszczowej pod skórą to nadal jesteście szczupłe. Szczupłe nie oznacza ości. 😉
Atea, jak liczysz kalorie? A druga sprawa to wydaje mi się, po sobie, że organizm się przyzwyczaja nie tylko do diety, ale także do aktywności. Powtarzalne czynności, powtarzalny w formie wysiłek przestaje aż tak zżerać energię. Ciało się wytrenowuje w tych konkretnych ruchach. Bez względu na to czy dane z mojej opaski są mniej czy bardziej dokładne, czy ktoś będzie je podważał, to ja jednak naprawdę sporo chodzę. Nie - spaceruję, chodzę, aktywnie i szybko maszeruję, wchodzę na górki, szarpię się z psem, "rzucam" psem, itd. Często jestem lekko zgrzana po powrocie do domu. A jednak to nie ma jakiegoś specjalnego wpływu na realne spalanie tłuszczu. Za to śmiem twierdzić, że w sumie trochę mięśnia pod tłuszczykiem to mam.
Sorki, ja też nieskładnie piszę, bo z pracy, na raty.
Kiedy mi nie idzie, to zawsze mi działa spisywanie. Bo się okazuje że 1) tu skubne, tam dxiubne i 400 kcal wpadnie a to jest akurat te 400 które zaważały na to, by być na redukcji. Albo 2) trzymam się cały tydzień, a w weekend się nazre i ostatecznie zjem tyle, że cały tydzień walki szlag trafia. A mam poczucie, że " ciągle na tej diecie i ciągle walczę"
Atea = 2 tys kalorii syfu podzielone na 2 posiłki dziennie - a 2 tys kalorii dobrego żarcia w 5 posiłkach co 3 godziny = to nie to samo. Zależy co jesz, w jakich odstępach czasu, ile w tych 2 tys kal jest węglowodanów a ile np. cukru a ile warzyw. Jak zjesz 2 tys kalorii w batonach to nie bedzie to samo jak 2 tys kalorii w surowych warzywach
Atea ja bym spróbowała przyciąć jak tunrida pisze do 1700, ale jeżeli nie jesteś do końca pewna ile jesz to zacząć ważyć i liczyć na to 1800 co do grama. A jak po tygodniu dalej będzie stać to bym weszła na tydzień na 0 i potem kolejny tydzień na deficyt. A jakie masz zapotrzebowanie na utrzymanie? No i właśnie to podjadanie potrafi zepsuć wszystko, albo weekendowe wpadki. To jest czysta matma - jak od poniedziałku do piątku wyjdzie Ci deficyt 1500 kcal, a w sobotę wpadnie nadprogramowe 1500 (co nie jest jakąś dużą ilością) to po redukcji.
Ascaia chyba mnie natchnęłaś, żeby wrzucić swoje foty dla równowagi 🤣
A'propos kalkulatorów. Zerknęłam na to, co podlinkowała Madmaddie. Znam też kilka innych samoliczących internetowych. Każdy jest jednak obarczony bardzo dużym marginesem błędu. Trzeba samemu określić intensywność aktywności. Albo wybrać kalorie NEAT z zakresu. Zawsze to jest takie "około".
Jestem po kilku miesiącach spożywania 2800 - 3000 kcal dziennie 🙂
Jeśli chodzi o kalkulatory to ja dawno temu obliczyłam swoje zapotrzebowanie i to był pierwszy i ostatni raz. Później to już tylko pomiary, obserwacje i modyfikacje.