Forum towarzyskie »

Odchudzanie/rzeźbienie ciała- sprawozdania

Ja sama ogarniam co mogę jesc i ile. Po tylu latach roztrząsania tematu i w teorii i w praktyce, to ja nijakch diet od nikogo nie potrzebuję. Potrzebuje jedynie gdzieś należeć.
Dzis rano wróciłam z dyżuru, machnęłam trening siłowy. Cały czas leje, potem ma przestać, ale raczej żadnych aktywności już nie planuje. Dużo ostatnio biegałam i boli mnie śródstopie od spodu i bok palucha. Muszę dać stopie odpocząć.
Czy ktoś ma zegarek z opaską w tym stylu? https://www.decathlon.pl/zegarek-kardio-onrhythm-110-id_8301827.html trochę mi się to wydaje niewygodne... Byłabym wdzięczna za opinię  :kwiatek:.
Naturalsi, masz na myśli ten pulsometr na klatkę piersiową będzie niewygodny? Ja mam taki pulsometr do Tomtoma i wg mnie jest ok - podczas ćwiczeń i tak noszę swoje chomąto, inaczej zwane stanikiem sportowym, więc tego pulsometru nawet nie czuję. Nie przesuwa się też, nie przeszkadza ani nic - jedyne co, to przy obcisłych koszulkach go trochę widać pod stanikiem.

Ogólnie pomiar tętna z zegarka zawsze będzie mniej dokładny niż z klatki piersiowej. Przy bieganiu ta różnica nie jest jakoś super odczuwalna i jeśli bym tylko biegała, to by mi się nie chciało dopłacać jeszcze do paska. Natomiast przy ćwiczeniach siłowych bez paska tętno jest super przekłamane (tak samo jest w moim Tomtomie jak i było w moim poprzednim zegarku Xiaomi, więc tu nie chodzi o markę za bardzo). Generalnie im mocniej zaciskasz ręce, tym gorzej zegarek zmierzy Ci tętno - przy wyciskaniu na ławce płaskiej, martwym ciągu, OHP czy innych takich pokazuje już totalne bzdury, np. że mam tętno 90 kiedy właśnie sapię jak lokomotywa. Więc dla ludzi podnoszących ciężary na siłowni bez paska nie wiem czy jest sens w ogóle mieć zegarek mierzący tętno. Inne rzeczy typu trening obwodowy, ćwiczenia z Chodakowską itd. będą gdzieś pomiędzy tymi dwoma ekstremami, tzn. zależnie od czasu zaciśniętych rąk względem całkowitego czasu ćwiczenia pasek będzie więcej lub mniej pomagał w uzyskaniu w miarę adekwatnych pomiarów.
Dziękuję za opinię! Właśnie tego paska się obawiam... szukam zegarka do biegania, rąk nie zaciskam, dopóki nie biegnę pod górę  😁. A że potrafi mnie uwierać wszystko, stanik też właśnie, to nie jestem przekonana... Jak idę pobiegać dłużej, to potem już nawet opaska z telefonem uwiera.

Edit. Dzisiaj też pobiegane, 9.53 km w 1.05 h, wcześniej ćwiczenia z piłką. Jestem turbozmotywowana. I nie żrę w końcu  😁.
Ja dziś znów na 4, bo jeszcze dzisiaj nie byłam w stanie poćwiczyć. Jutro już powinnam się lepiej czuć i będzie zero taryfy ulgowej.
Zakupiłam sobie morwę białą do picia i mam też głóg. Głóg lepszy bo ma jakiś smak 😀 Dzięki ziółkom piję mniej kawy i może zdrowsza od tego będę, kto wie.
Jutro na obiad planuję zrobić pulpety z brokuła i soczewicy. Mam nadzieję, że mi starczą na 3 dni bo ostatnio nie mam kiedy gotować, a tak to do wtorku będę miała temat z głowy.
11.08
meise 1, vanille 4, viridila 4, majek-, szalonabibi 5, naturalsi 5, tunrida 5
..........
Mam dziś ostre zakwasy po wczorajszym treningu i tak se leżę i nie wiem co robić. Trening, biegać? Stopa nadal pobolewa. Nie wiem. Ale  coś bym porobiła bo wtedy mogę więcej zjeść.
edit- kończę swój trening siłowy, bieganie jutro
Naturalsi, jeśli tylko do biegania, to jest bardzo dużo opcji pulsometrów tylko w zegarku na rękę z rozmaitych półek cenowych, więc zawsze możesz wybrać któryś z nich 🙂.
buschTo poszukam, bo jestem tego HR szczerze mówiąc ciekawa. Tylko chciałam coś z tej półki cenowej jak ten decathlonowy  😁.

Podziwiam ludzi którzy mogą codziennie biegać 10tkę. Moje stawy się buntują. Dziś dzień regeneracji, tzn tylko rozciąganie i tylko ćwiczenia na piłce, delikatnie. Może spacer wpadnie też. Najgorsze, że jak nie biegam to mi się od razu jeść chce.  😵
Naturalsi, pomyśl sobie jak ciężko spala się te kalorie bieganiem 😀 u mnie zawsze jest najtrudniej zacząć ćwiczyć, jak zacznę to żarcie samo się reguluje bo mi szkoda mojego wysilku na podjadanie
Ja proponuję pulsometr na klatkę piersiową Polar H7, do którego jest bezpłatna aplikacja, gdzie pokazuje się sporo parametrów.. Kosztuje jakieś120-150 zł. Tętno mierzone z nadgarstka nie jest zbyt miarodajne.
Naturalsi, Xiaomi Mifit 2 wyszarpiesz w podobnej cenie. Ja go miałam chyba coś koło 2 lat i bardzo spoko sprawa wg mnie jeśli chodzi o taki "budżetowy" pierwszy zegarek.

Averis, zgodzę się że z nadgarstka zawsze gorzej niż z klatki piersiowej ale imho przy rekreacyjnym bieganiu te różnice pomiarów nie są jakieś zajebiste. Dodajmy do tego kwestię wygody, o której wspomniała Naturalsi i wg mnie akurat w tym konkretnym przypadku po prostu zegarek też może być dobrą opcją 🙂
busch dziękuję za XIAOMI Mi Band 2, wygląda fajnie i ma dobre opinie (sprawdziłam go w Empiku).
Averis na opaskę jednak się nie zdecyduję, wybieram wygodę kosztem dokładności pomiaru, przy długich wybieganiach to mi się każdy pasek na ciele odgniata.
vanille tak, to chyba jedyna metoda. Przeliczyć ile trzeba potu żeby spalić 500 kcal  😁. Jak się ruszam to też szkoda mi potem tego wysiłku na podżeranie, co nie oznacza, że rozpuszczony brakiem wcześniejszych ograniczeń żołądek się nie dopomina...
Znajoma ma tego Xiaomi Mi Band 2 i sobie chwali 😉 Z tego co zauważyła to zawyża nieco ilość kroków, ale poza tym na taki rekreacyjny użytek + pierwszy tego typu zegarek to mega spoko. Sama się nad nim zastanawiam w sumie 😉

Wczoraj 4, bo wpadła gałka lodów - ale było dobrze pojeżdżone rano, kobyła mnie nieco testowała, więc chwilę pokołowałyśmy. Dzisiaj wleci 5 - miska przytrzymana, a poza tym fajny dłuższy spacer z piesami + rekreacyjnie basen 😀 Jutro plan na siłkę + cardio, 4 posiłki i te minimum 1,5l wody - ciekawe czy się uda (najbardziej boję się tej wody, bo to moja pięta achillesowa) 😜
Wpadam się pochwalić, że po 100 latach przerwy wsiadłam na rower i zrobiłam 63,5 km. Na ciężkim rowerze teściowej... Dupa nie moja, w nogach też czuję jak diabli, ale super zadowolona jestem 🙂

Dietowo średnio, ale kurde, spaliłam jakieś 1400 kalorii. Więc na bank nie nadgonię (-:

We wt/środę jadę po raz pierwszy w życiu na Mazury. Mamy genialną miejscówę z prywatnym pomostem, ekstra luksusowy domek i nawet... konia. Arabek taki gniady. Podobno można na nim jeździć (kto umie oczywiście). I się zastanawiam mocno nad wzięciem sprzętu. Wsiadłabym wtedy po 2,5 letniej przerwie od wypadku pierwszy raz... Tylko nie wiem co to za koń, czy nie dzikus jakiś. Ale bryczesy i kask spakuję, zobaczymy 🙂


vanille tak, to chyba jedyna metoda. Przeliczyć ile trzeba potu żeby spalić 500 kcal  😁. Jak się ruszam to też szkoda mi potem tego wysiłku na podżeranie, co nie oznacza, że rozpuszczony brakiem wcześniejszych ograniczeń żołądek się nie dopomina...


Mi dlatego ciężko zaczynać od diety, choć zawsze tak robię. Ale dopiero po włączeniu ćwiczeń tak naprawdę zaczynam ogarniać w 100% żarcie, bo wtedy mi po prostu szkoda tego mojego wysiłku.
A co do żołądka to rozumiem Cię kochana, bo mi wystarczyło zawsze kilka dni rozpasania, żeby się rozciągnął i burczał wtedy, kiedy nie powinnam być głodna. Bo głowa głodna nie była, ale żołądek pusty i dopominał się o swoje. Ale najgorzej przetrwać początek, potem z każdym dniem jest coraz łatwiej
Ja dziś tylko 40 km rowerów z mężem, ale sił nie miałam, pod wiatr było sporo, uda mam zmęczone, chyba na redukcji jestem.
BARDZO BARDZO pomaga mi zapisywanie zjadanych i spalonych kalorii. A że nadal jadę na diecie pudełkowej 1500 to wpisuje tylko co zjadam ponadto, więc łatwo idzie.
Jutro przed pracami planuję bieganie, więc teraz leżę z udami nasmarowanymi rozgrzewającym mazidlem owinięta folią.
No... podsumowując .. daje radę i planuję to utrzymać  🏇
Czytam jak tam dziś u Was i bardzo fajnie mieć taką grupę wsparcia  :kwiatek:. No i wstyd dać ciała jak Meise tak ciśnie np  😁.

U mnie dziś dieta utrzymana choć najgorsze dopiero przede mną bo mi się jeść chce najbardziej wieczorem. A dwa biegi pod rząd mnie wytyrały i dziś ledwo co na piłce poćwiczyłam. Brakuje mi rollera (o ile można napisać "brakuje" o rzeczy której się nigdy nie posiadało :hihi🙂. Niemoc a jutro powinnam biegać podbiegi... Lubię to bieganie ale w takim ślimaczym tempie, po np. 20 km w 2 h 15 a jak mam przebiec 100m szybko to umieram. No ale bez biegania pod górę, bez biegania interwałów nigdy nie zrobię przyzwoitej formy na długie dystanse. Już nie mówiąc o tym że teraz bym tej 20tki nie przeczołgała. Nigdy więcej przerw, bo szkoda.
U mnie też wieczór najtrudniejszy. Ale się trzymam. Musimy. I tyle. Nie ma wyjścia. Jesli się nazremy to stracimy efekty z tego biegania.
Ja dzisiaj super. Byłam z koleżanką na spacerze i przeszłyśmy minimum 8km, a później poćwiczyłam godzinę w domu.
W kwestii jedzenia to zjadłam lody, ale ich sobie nie żałuję 😀 Poza tym przez te spacery późno wróciłam do domu i właściwie nie było już czasu i na obiad i na kolację, więc jeden posiłek mi całkiem wypadł. Na tą obiado-kolację zrobiłam sobie kotlety z brokuła i soczewicy zapijając białą morwą. Może to placebo, ale po tych ziółkach naprawdę mam poczucie, że jakoś nie jest mi ciężko i szybciej trawię 😀

Naturalsi, podziwiam. Ja swego czasu dużo biegałam ale nie próbowałam więcej niż 10-12km. 2h to naprawdę dużo.
Naturalsi, to pozory, aż tak nie cisnę 😉 teraz pewnie następny rower za dwa lata  😁
Btw jakie średnie tempo Ci wychodzi na tych 20 km?

Wczoraj był dramat. Dlatego dałam sobie 1. 0 ruchu. Tona słodyczy.
Rano zimne risotto bianco z lodówki, poprawione lodami. Potem słodkości przywiezione z Dojczlandii przez mojego chłopa. Rittery i jakieś inne kulki/praliny. Spożyte hurtowo... Potem wegański burger batatowy z toną sosu czosnkowego (w knajpie). Potem lody, chipsy Pringles o zapachu śmierdzących stóp i zupka instant. No i na koniec alko, dwa piwa.

Taki to był dzień. Dramatyczny wręcz.

Dziś trochę lepiej. Ale gdyby nie rower to by była pewnie 3-ja z minusem.
Dobrze, że zajrzałam teraz do wątku, bo właśnie miałam zejść do kuchni zrobić sobie kolację (drugą  😵 ). Gdyby nie wieczory to byłoby super. Ja sobie nie żałuję i słodkiego i niezdrowego (nie, żeby to było moje główne pożywienie), bo bym nie zdzierżyła... Tylko ilości muszę pilnować. No i dołożyć jakąś aktywność do koni,bo tego mój organizm nie traktuje jako dużego wysiłku.
Żeby u mnie brzuch domagał się żarcia to bym go łatwiej spacyfikowała - u mnie niezależnie od wypełnienia brzucha głowa domaga się jedzenia nieustająco, nawet jak brzuch pełny po brzegi  🤔wirek:
SzalonaBibi, ja potrafiłam się strasznie objadać, z nudów po prostu. Siedzenie w domu mi nie służy, bo wtedy mogłabym bez przerwy chodzić do lodówki. Dlatego staram się tego unikać i być jak najwięcej poza domem 😀 Wieczory bywają trudne no ale ja też głównie wieczorami ćwiczę, a ćwiczenia mnie motywują do działania i zniechęcają do marnowania efektów żarciem. I tak się jakoś kula
Meise średnio wtedy miałam 6.31 więc to tuptanie. A teraz znowu mam ponad 7 min na km i się czoooołgam. Wszystko przez głupią głowę, przez którą ciężko wstać z kanapy. I są przerwy, które niszczą efekty.

Czy są jakieś środki na powstrzymanie apetytu? Zioła, suplementy, leki, cokolwiek. Wywar z kombuchy trochę na mnie działa, ale muszę poczekać aż nowy nabierze mocy.  😁
Ooo.. czyli nie tylko ja mam tak, że "głód mentalny" potrafi bardzo utrudnić trzymanie miski? Mnie pomaga na niego trzymanie się 'stałych' pór posiłków. I to trzyma mnie od dłuższego czasu, panuje nad moim 'mentalnym łakomstwem'. Nie liczę kalorii, ale pilnuję 'wielkości' porcji (potrafię zjeść bardzo dużo na raz, z łakomstwa... i tak 2-3 razy dziennie to nie jest problem) + żeby wpadało sensownie. Staram się nie przekraczać granicy jedzenia po 21. Daję sobie czasami ten 'luz' ze słodyczami, ale no.. jeden kawałek ciasta na 2-3 tygodnie nie zrobi różnicy 🙂 A poza gorzką czekoladą (1, na gorszy dzień/na zaś) nie trzymam w domu słodyczy - to stanowczo pomaga! 😁

Naturalsi, zaczęłam testować babkę jajowatą (łupiny). Ciężko mi coś więcej na tą chwilę powiedzieć, bo zaczęłam ze względu na błonnik + lekkie problemy jelitowe, a nie 'sytość'.
12.08
meise 4, vanille 5, viridila 5, majek 2, szalonabibi 4, naturalsi 4, tunrida 5
...........
Wypije kawę, porozciągam bolące po nocy plecy i jadę do lasu pobiegać.
ja poprosze o zbiorowy oprdl za wczoraj.

Jedyna pozytywna sprawa, to to, ze pojechalismy nad morze... a tam byl food festival.  🙇
U mnie dobre 4. Nie chciałam zapeszać i wysyłać przed kładzeniem się spać a potem coś nie miałam internetu. Ale nie zjadłam drugiej kolacji! Wątek działa!
drugiej kolacji...  😂

W sumie ja wczoraj zjadlam trzy obiady. I to w ciagu godziny.
Ech to morskie powietrze.
Mnie za to dzisiaj coś.. nie chce się nic 😡 Póki co wszystko ok jedzeniowo, ale mam takie 'Trening.. łeeeee' - no, ale się spakowałam i po pracy twardo idę, od razu. Nie ma, że boli - boleć to mnie będą oczy jak popatrzę na zdjęcia z urlopu (a zostało mi ~6 tygodni, żeby jako tako jeszcze wyglądać - nie będzie to forma marzeń, ale nie będzie też 'baleronika' jak 2 lata temu :hihi🙂.

Wczoraj wpadło w sumie 47 basenów żabką (tj. 47x 25m = ~1175m), w jakieś 50-kilka minut. Całkiem spoko, ale dzisiaj nieco w plecach czuję - choć się nie zmęczyłam jakoś bardzo mocno 😀 Tylko na moje 2 baseny żabką, mój facet robił ok. 4 basenów (kraulem głównie; co się zgadzało, bo jego zegarek pokazał ponad 2km, kiedy moja ilość basenów to nieco ponad 1km) - miałam motywację, żeby nieco przycisnąć + chyba wolę pływać niż biegać, moja głowa lepiej to znosi 😁
ja poprosze o zbiorowy oprdl za wczoraj.

Jedyna pozytywna sprawa, to to, ze pojechalismy nad morze... a tam byl food festival.  🙇

Ja tam dałabym sobie 6 wtedy 😁
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się