masakra 😉 pogadaj z tym dietetykiem, dokształć się w temacie i powodzenia :kwiatek: moim zdaniem, w takiej sytuacji, w jakiej jesteś, to bez nauki liczenia kalorii ciężko ci będzie. Najprościej zapoznać się z tabelkami kalorii w necie. ja lubię stronę www.ilewazy.pl Masz tam wiele produktów spożywczych. Na początek wygodnie jeść produkty z wyraźną, policzoną ilością kalorii podaną przez producenta. Np- na twarogach, serkach, jogurtach masz kalorie, na chlebie masz kalorie, na makaronie, kaszy. Na wędlinach paczkowanych. Gorzej z robionymi przez siebie kotletami, plackami itd. Na początku bez wagi kuchennej ciężko będzie rozsądnie ogarnąć temat.
eit- 3 placki- 85x3= 255+ śmietana? Ile?- 2 łyżki stołowe na wszystko?- 100 kcal- razem 350 Półtora bułki kajzerki to 300 kca+plaster szynki- 50 kcal. Ile zjadłaś? 2? 100 kcal. ser- plaster- 80 kcal- cuinia zwro, ketchup zwero- razem- ok 500 kcal. Po dodaniu- 850 kcal. Mleko do kawy- 20kcal? Miód- 50 kcal? Razem- 950-1000 kcal.
I ty chcesz biegać przy tym?
DIETETYK!
edit- przy twojej pracy przy koniach wyszło mi, że twoja podstawowa przemiana energetyczna to ok 1300, oczywiście duże mniej więcej, bo nei mam wszystkich twoich danych, ale jedząc ponie 1000 na pewno schodzisz poniżej podstawowej przemiany twojego organizmu. Nie wolno ci.
Placki jak coś to bez mąki 😉 śmietany 10% łyżka stolowa. A bułki to były takie małe połowa kajzerki. Plaster cukinii ja zakrywal. Plaster szynki jeden na to poszedl.
Dietetyk na pewno. Serio dzięki za te posty, bo mocno mi to uzmysłowilo co jest nie tak. I mam chyba teraz więcej motywacji do wzięcia się za siebie.
21.12 sanna? tunrida-5 ElMadziarra-? galop-5- ............. Dziś nie biegam. Po wczorajszym zawiałam sobie ucho, znów drapało mnie w gardle, bałam się, że się rozłożę ( wszystko przez tani soft shell z Biedry, opisywałam w wątku biegacza) Ale termofor, Neosine uratowały sytuację. Teraz prawie zdrowa. Wracam zaraz z dyżuru do domu, ale nie biegam. Bo mąż mnie zabije za głupotę. 😉 Odwalę wizytę, popakuję prezenty,, podskoczymy do sklepu i znów wracam na dyżur. Jutro pobiegam.
Jezu probowałam jesc wiecej. Jak zjem śniadanie to na obiad nie moge patrzec. Wmusilam ten obiad, teraz powinnam juz dawno zjesc kolacje, a czuje sie jak bym zjadla pol prosiaka... 🙁 Czy to jest mozliwe zeby zoladek byl tak maly?
Dzień na 4, za dużo żarcia wpadło. Zostawili w robocie różne produkty na dojedzenie dla dyżurantów. Przez to wyszłam wczoraj kalorycznie na zero. A dziś..zaraz wracam do domu i mam wolne. Chciałam pobiegać z rana,a tu pokazują, że ma padać deszcz. słabo 🤔 bo potem to już nie będę miała czasu na bieganie
Ja nie umiem nic napisać poza "idź do dietetyka w realu", bo to tak jakby Eskimos miał razić Murzynowi jak sobie radzić z narastającym upałem powyżej 50 stopni C. 😁
Ok, dam znac. Wczoraj chcialam zjesc wiecej, zeby jej powiedziec jak sie czuje po tym. A czuje sie tak ze dzis jestem nadal na kawie i nie jestem glodna 🙁
Dlatego moim zdaniem jeść bardzo często a mniej. Dojść do 6 posiłków nawet. Na tyle niewiele jeść i lekko strawnie, by organizm zdążył strawić. Ale na tyle kalorycznie by osiągnąć efekt "nakarmienia" organizmu. A po to tak często by ciągle pobudzać soki do produkcji.
Tunrida Tez tak mysle. Ale musze sie wyedukowac w temacie tego wszystkiego. Bo narazie to nie wiem nic 😉 No ale zobaczymy co mi powie S. w tym temacie.
Wczoraj tylko na 4. Za dużo zjadłam mimo biegania, nie uratowało mnie ono. Dziś znów ubiegane. I to nawet 12 km. W ciemnościach. Tak ja lubię. Normalnie uwielbiam biegać w takim klimacie.
Dostałam fitbit pod choinkę! Mrrow mrrow, ale mnie zmotywowal! Już pojezdzilam na moim rowerku, w planach jeszcze wieczorna przebiezka/rower Póki co, trzymam się jakoś. Jeszcze 👀 🤣 Radosnych Świąt wszystkim!
No wiec dietetyk mi doradzil przede wszystkim wizyte u lekarza to raz. I jedyne co mi zalecił na chwile obecna w temacie przyspieszenia metabolizmu, to postarac sie zjesc poki co trzy posilki dziennie , jesli wiecej niendaje rady. Zrezygnowac z kawy na czczo (co dzis zrobilam i dzieki temu zjadlam super sniadanie ). I nie chciala mi nic wiecej polecac poki, nie zrobie badan krwi, hormonow itp. Poza tym porozmawialysmy o tym co najlepiej jesc, jak jesc itp. Ogolnie stwierdzila ze jestem ciezkim i niespotykanym przypadkiem.
Dzięki KaNie za info. :kwiatek: U mnie Wielkie Żarcie. I nic na to nie poradzę. Plan na kolejnych kilka dni to nie przytyć za dużo. A jak się to wszystko skończy, to zabieram się za siebie po raz sto piętnasty. 😉 Ze sportowych spraw dostałam nowy soft shell do biegania, komin, opaskę- zamierzam to wszystko jutro rano wypróbować. 🙂 No i kolejne hantle- żeby nie musieć co chwilę podczas treningu rozkręcać tych co mam
Ubiegałam o świcie 10 km po lesie. Zjadłam już 7 pierogów, 4 rogaliki drożdżowe z dzemem, 6 skrzydełek z kurczaka w sosie chilli z miodem (skrzydełka są mega kaloryczne), sporo chipsów. A teraz ciasta z kremem za 800 kcal. A jest dopiero 13😲0. Nie chcę podliczać kalorii razem bo się zapłaczę.
Ja się dzisiaj, póki co, trzymam. Zjadłam moje "normalne" śniadanie, zrobilam 2 minuty 😁 workout i spaliłam 5 cal 😁 ale zrobiłam też 30 minut roweru (w deszczu!) i teraz rozgrzewam się musem na bazie buraczkow, selera i takich tam. Jeśli już jecie to ruszajcie się, będzie łatwiej wrócić do normy po świętach :kwiatek:
Ja ze słodyczy tylko makówki bez buły, za to z masą bakali - mamunia specjalnie dla mnie zrobiła. Mega kaloryczne, ale przynajmniej zdrowe (słodzone miodem).
edit./ Kaczki i klusek nie mogłam se dziś odmówić. Ale ogólnie bezglutenowo, zdrowo, ino kalorycznie bardzo. Jutro jadę do teściowej. Ominę ciasta i ciastka (a robi meeeeeeega, jej rurki z kremem rozwalają system), bo bezglutenowo musi być, ale wpadnie rosół (z ziemniakami 🤣 ) i karczek, który spokojnie może konkurować z rurkami 😍
Ja chyba też od jutra powoli zacznę wracać do diety. Mam dość jedzenia chyba. Wszystko na czym mi naprawdę zależało zostało zjedzone. Chyba mogę już sobie darować żarcie.