ubiegałam. Nie byłabym sobą gdybym nie zrobiła znów 10 km. Było ciężko. Ostatnie 15 minut biegłam wysiłkiem woli. Ale właśnie dopiero po takim ściuraniu..kiedy potem ledwo idę do samochodu, jestem z siebie dumna. I czuję tego powera i satysfakcję. Teraz mogę leżeć 😉
Wy tu o pysznym jedzeniu, a ja tu 3 dzień na redukcji lecę - okrutne jesteście! 😁
Chodzę non stop głodna.. nie wiem o co chodzi, ale te przeliczone na mnie 5 posiłków (w sumie 1300 kalorii) to mnie zupełnie nie nasyca.. Piję wodę/herbaty ew. dojem jakimś ogórkiem/papryką żeby mnie nie ssało, ale.. mam szczerze mówiąc dość 🤔 Dieta-dieta jaką miałam do tego czasu bardzo mi odpowiadała. A ta redukcja (az do kolacji wigilijnej, wiec jeszcze 3 dni w sumie) to jakaś katorga 😵 Na szczęście później już normalna dieta, ale.. czy ja przetrwam te 3 dni jeszcze 🤔 Chyba, że to normalne na redukcji to przestanę - ale co jak głodna chodzę cały czas i to tak solidnie 🙁
Chciałabym tak lubić papki i zupy kremy. Dla mnie najlepsze jedzenie to wszystko, co chrupie! I nie - nie mówię o chrupkich warzywach (prócz ziemniaków w postaci czipsów). Za 10 dni wracam. Ostatnio na ściankę nie chodzę, na basen mi nie wolno, to chociaż orbitreka i bieżnię włączyłam. Uwielbiam to lekkie zmęczenie! 😀
Wstaje, w sumie jestem mocno aktywna. Mój dzień trwa średnio o 7-9 do późnej nocy i głównie wieczorami jestem po prostu głodna 🤔 Z ilością energii nie mam kłopotu, tylko to wieczne uczucie głodu jest irytujące.. 🙁
5 posiłków, z czego w sumie 1300 dziennie. W sumie redukcja bardzo krótka (raczej oczyszczająca, niż redukująca - może dlatego? 🤔 ), bo tylko do Wigilii. Plan jest taki: 6 dni redukcji, później aż do Nowego Roku ta moja dieta co sobie robiłam (stary plan żywieniowy), a nowy plan żywieniowy od stycznia. Nie zbijamy już wagi później, bo po redukcji jak zgubie ~1 kg w te 6 dni to będzie luz. Ważę 60 kg, odchudzać się mocno nie chce, ale wkurzają mnie boczki/brzuch i uda - a do tego wystarczy nie obżerać się jak prosiak słodyczami (bo inaczej tego nie nazwę w moim wykonaniu :hihi🙂.
Ogólnie, zastanawiam się czy sobie tej redukcji nie złagodzić - w sensie, nie dodać posiłku zwłaszcza takiego odpowiedniego na kolację ew. lunch. Tylko zupełnie nie mam pomysłu 🤔
A mnie znów po bieganiu plecy bolą. Ale NIE kręgosłup (dzięki Jolaa :kwiatek🙂 tylko raczej mięśnie pleców. W tyłek dostały. Bolą też nogi. Czuje prawy staw biodrowy i lewe kolano. Strasznie szybko się organizm odzwyczaja. Jak naginałam co dzień po 10 km nie miałam żadnych bólów stawów. Raczej mięśnie od przeciążenia się odzywały. A teraz stawy...zakwasy zwykłe..ciekawe, ciekawe...
Piję swoje 2 poranne kawy, potem śniadanko i koniem do lasu.
Viridila, ja Ciebie nie rozmiem. Oczyszczasz się dietą do Wigilii..? Czyli co, teraz się głodzisz, żeby w środę dopaść do stołu i sobie odpokutować..? Zupełnie to dla mnie niezrozumiałe. I nie powinnaś stosować wymiennie pojęć dieta redukcyjna i dieta oczyszczająca. Ta druga ma zupełnie inne cele i zupełnie inaczej się ją stosuje.
zen, taki zamysł dostałam od dietetyczki (dieta robiona na krótko, dosłownie kilka dni, żeby nieco zredukować + jelita wyczyścić, głównie na herbatach - i to się udało, nie narzekam). Nie głodzę się jakoś strasznie - po prostu chodzę głodna, a że nie lubię być nawet odrobinę głodna to mi źle. I jest to irytujące, nie przeczę 🤔 W Wigilię nie objadam się i nie mam nastawienia na zasadzie "napchać się, bo przecież ostatnie dni sobie odmawiałam" 😉 Tylko ciężko jest lepić pierogi w takim stanie 😁 Raczej zastanawia mnie czy normalne jest to, że na takowej diecie chodzę głodna np. max 1,5h po zjedzeniu obiadu? Bo na dotychczasowej to jednak te 3h na luzie były do następnego posiłku.
Z tego co sobie liczyłam, to aby utrzymać wagę muszę zjadać ~2200 kcal. Więc odejmując te 800-1000kcal, wychodzi w okolicy 1200-1400kcal. 🤔
Dietetyczka mi to wyjaśniała, wszystko było logiczne - jedyny minus to to, że się nie najadam tym 1300 dziennie. I o ile 1 i 2 dzień był w miarę, tak wczoraj tragedia. Maksymalnie mam się jej trzymać do Wigilii. Byłam zdeterminowana żeby dobić do 24.12, ale dzisiaj dałam spokój - wracam do swojej.
Przykładowo na dzisiaj miałabym: Śniadanie: surówka z kapusty pekińskiej i pomidora (1 szklanka), po 2 plasterki polędwicy, kiełbasy krakowskiej i szynki drobiowej + herbata bez cukru (i tak już nie słodzę, a jeszcze niedawno słodziłam 3-4 łyżeczki). 2. śniadanie: 200g twarożku z jogurtem naturalnym (4 łyżki) + szklanka wody niegazowanej. Obiad: 150g minjata/dorsza gotowanego w ulubionych warzywach (robiłam na wywarze marchew+pietruszka+seler), 3/4 szklanki kapusty kwaszonej z marchewką + szklanka herbaty bez cukru. Podwieczorek: szklanka startej surowej marchewki + szklanka wody niegazowanej. Kolacja: Zapiekanka z warzyw (1,5 szklanki) + szklanka herbaty zielonej bez cukru. Śniadaniem, drugim śniadaniem oraz obiadem się najadałam nawet - gorzej wieczorem, gdzie leciały warzywa same po prostu 🤔 Miara w ilościach szklanek jest orientacyjna - ciężko mi po prostu co do g sobie wyliczać, stąd prosiłam o takie uproszczenie, ale już nadrobiłam i mam wagę kuchenną 😡 Mogłam dojadać surowymi warzywami ile chcę - tylko aż tak warzyw nie lubię i mam dość po prostu. Potrzebuję ryżu/kaszy/ziemniaków, bo inaczej chyba się nigdy nie najem.
Ale z racji tego, że na śniadanie zjadłam owsiankę to cóż.. 🙄 Wracam do swojej starej - tylko pomysłu na rybę szukam, bo mintaja odmroziłam 😁
ja też tego nie kupuję... teraz jesz mało by za chwilę jeść więcej... nie chcę Cię zmartwić, ale zaczniesz tyć, bo Twój metabolizm właśnie zwalnia, a organizm koduje sobie, by magazynować na czarne godziny.
a mi się należy solidny kop w dupę... rano nie chciało mi się jeść.. zjadłam dopiero o 12😲0 2 kromki orkiszowego chleba z wędliną (nie swojską :/) i sałatą i 2 pierniczki domowej roboty
dopiero o 17😲0 pół talerza rosołu z połową paczki brązowego ryżu...
mało piłam, ale wyciągnęłam 1,5 l wodę i nadrabiam, na razie 1l wody za mną i mała kawa z mlekiem.
Nie chce mi się jeść, wpycham w siebie, jakoś kiepsko się czuję.
Virdiloa, Ty nie jesteś na diecie redukcyjnej, tylko eliminacyjnej, w ogóle nie widzę węgli w tym zestawie. Jakieś głodowe porcje wypisałaś, tyle to ja jem między na dwa posiłki, no, może bez kiełbasy. I tak, nic dziwnego, źe chodzisz głodna. Taka dieta nie nadaje się na tę porę roku, kiedy jest zimno, a Ty sobie jeszcze organizm wychładzasz dodatkowo. Jedz normalnie, bez przegięć, spaceruj, biegaj..
Gonię na siłkę! Za 45 dni lece do Polski także jestem podwójnie zmotywowana, wstyd pokazac się z takim bebechem. Jutro w końcu mam czas na pójście do lekarza, trzymajcie kciuki, bo ta woda w organiźmie mnie dołuje na maxa.
Viridila, masakra, porcje od dietetyczki głodowe. Warzywa to są znikome kalorie - w podstawowym rozkładzie powinnaś liczyć białka, węgle i ew. warzywa skrobiowe i strączki. Jeśli zapotrzebowanie masz 2200 to chudnąć będziesz na 1800... Wybacz, ale nic dziwnego że chodzisz głodna - ta dieta to kretynizm.
Vidrilla - weź zmień dietetyczkę. Dziewczyny już chyba wszystko tu powiedziały.
Ogarnęłam się, wypiłam 1,5 l wody, więc mam już 2,5 l i kawa, która mi trochę wypłukała. W planach na pewno duży kubek zielonej herbaty. Na kolację planuje 2 jajka na twardo i kromka razowca z domowym pasztetem drobiowym. Do tego sałata i rzodkiewka.
zen, dzisiaj już jem normalnie, bo sama doszłam wczoraj do wniosku, że zwyczajnie bez sensu - tutaj dostaje potwierdzenie tego co myślałam od osób dużo bardziej w temacie 🙂 Cierp1enie, tyć raczej nie zacznę jak znam siebie i obserwuję od lat.. Może to dziwnie zabrzmi, ale bez znaczenia czy jem odpowiednio, czy praktycznie nic, czy objadam się 10 czekoladami dziennie to stoję pomiędzy 59-62 kg (z czego 60kg przekroczyłam dopiero w zeszłym roku; wszystkie badania w normie). Anaa, na szczęście cała reszta od dietetyczki jest już w pełni normalna i się świetnie wtedy czuję (bo gdyby tak nie było, to bym definitywnie zrezygnowała - a tak to jeszcze zostały mi 2 konsultacje, więc zobaczę). Choć teraz faktycznie nie rozumiem zamysłu dietetyczki w tym - dopytam jak się z nią będę widzieć po świętach, bo może coś pominęłam i faktycznie wychodzi mi masakra (ale nie sądzę).
Dzięki za taki odzew - wyciągam wnioski :kwiatek:
Ogólnie na co dzień kalorii nie liczę (pilnuje ilości białka, węgli i reszty do posiłku). Do tej pory pisałam swoje posiłki i chyba było ok. Te ostatnie 3 dni jedynie takie no.. 🤔 Od początku listopada z osoby niejedzącej prawie nic (pisałam chyba kiedyś.. puste kalorie szły w tysiącach ze słodyczy, a śniadanie często jadłam dopiero o 17 będąc od 6-7 rano na nogach 😡 po prostu nie byłam głodna, a jak byłam to batonik/ciastka/czekolada :icon_redface🙂, a obecnie jem (poza tymi 3 dniami masakry) 5 fajnych posiłków dziennie, a bez śniadania nie wyobrażam sobie wyjść z domu.. Więc i tak jest spory skok jak dla mnie 😉
Cierp1enie, w styczniu 22 lata.. a na pomiarach w lipcu wyszło, że metabolizm 29 latki.. 🙁
To tak zapytam jak to jest - skoro dajmy na to ktoś ma przyjmować 2500 kcal normalnie, a do tego ma jakiś tam wysiłek fizyczny (bez dużych obciążeń jednak) to ile się kcal odejmuje? Robiłam sobie (zanim poszłam do dietetyczki i zaczęłam regularne treningi) to: http://potreningu.pl/kalkulatory/bmr Obecnie wychodzi mi 2400kcal (60kg wagi, 163cm, ~22 lata i duża aktywność). Na 1. stronie wątku jest, że na redukcji odejmuje się 800-1000kcal - ale mówicie, że 1800kcal to będzie wystarczyło. Ciekawi mnie jedynie ta rozbieżność - nie będę eksperymentować już z tymi 1300 kcal itp. :kwiatek: Jak ktoś nie w temacie (jak ja) to można zgłupieć 😡
Viridila, IMO to co jest na pierwszej stronie wątku jest nie do końca słuszne 😉 800-1000kcal to za duży deficyt IMO. Szczególnie jeśli czyjeś zapotrzebowanie to ok 1800-2000 kcal na utrzymanie wagi - wtedy oznaczałoby to, że ta osoba ma jeść 1000kcal, co jak wszyscy chyba w tym wątku potwierdzą - jest piramidalną bzdurą 😉 Wystarczy 300-400 i będzie leciało, może wolniej ale zdrowiej.
moje drogi oddechowe powoli się odtykają. spróbuję dzisiaj poćwiczyć, właśnie się zbieram powoli. znów rzucam słodycze, bo wśród depresji, presji i innych takich trochę ich zjadłam. no ale generalnie, wcięcie w talii jest, żebra czuć, źle nie jest, będzie lepiej 😉 jedzeniowo niezbyt bo w domu w lodówce jest albo mięso, albo nabiał, albo ryby, czyli wszystko to, czego nie jem 😉
Ok, rozumiem już 🙂 Dlatego nie dziwiłam się na te 1300 kcal (i dziwiłam, że chodzę głodna) w spisie, bo wydawało mi się ok wg tego co na 1. stronie - a tu bum 😀
A teraz inne pytanie - jak zrobić kaszę jaglaną? 😡 Bo w dwóch źródłach czytałam, w jednym jest że trzeba przelać wrzątkiem (przed czy po gotowaniu?) żeby nie było gorzkawego smaku? Nigdy nie jadłam jaglanej, a chciałabym spróbować 🙂
Viridila, ja kupuję kaszę jaglaną w torebkach po 100g - wrzucam wg instrukcji do wody na 15 minut i gotowe 😉. Nie płuczę i nie bawię się z nią w żaden inny sposób. Nie jest gorzka. Z jaglaną jest raczej problem w drugą stronę - ona sama w sobie dla mnie nie ma jakiegoś specjalnego smaku. Chyba nawet zwykły biały ryż ma bardziej jak dla mnie wyrazisty smak. Jest to jednocześnie zaleta jaglanki, bo możesz ją przyprawić jak Ci się podoba - na słodko, na słono, na ostro, bo wszystko przyjmie bez protestu - w przeciwieństwie do gryczanej, która ma konkretny smak i trzeba uważać z dziwnymi połączeniami 😉
Tak swoją drogą, czy ktoś oprócz mnie tutaj przepada za brukselką? Ostatnio u babci jadłam i od tego czasu każdego tygodnia jest na obiad dwa razy 😀. Przepis babci nie jest specjalnie dietetyczny, więc nie będę się wyrywać przed szereg i go tu wrzucać :P. Gdyby ktoś jednak miał jakieś fajne pomysły na brukselkę, to chętnie przyjmę! Brukselka teraz konkuruje z brokułem o pierwszeństwo jako moje ulubione warzywo 😀
kasza jaglana: podprażasz na patelni, aż zacznie pachnieć, ale uwaga, bo łatwo się przypala, a potem wsypujesz do wrzątku w proporcjach 1:2. ja nie płuczę, bo za dużo zachodu, no i przez sitko mi przelatuje 😉 nie miesza się jej podczas gotowania, po wchłonięciu wody warto zostawić jeszcze na jakieś 10min pod przykryciem. możesz na słodko, możesz z warzywami, możesz zrobić z niej praktycznie wszystko. pomysłów jak mrówków: http://www.jadlonomia.com/search?q=jaglana [[a]]http://sojaturobie.blogspot.com/search/label/kasza%20jaglana[[a]] http://kaszomania.blogspot.com/
madmaddie, oo, brukselka z czosnkiem, to jest myśl! 🙂 Tylko te dwie rzeczy robisz, czy do brukselki coś jeszcze? Bo sama brukselka ma jakieś znikome ilości kalorii, więc musiałabym coś jeszcze chyba domontować do tego, żeby powstał obiad 🙂.
Pasta wygląda świetnie! Ja często na obiad jem brokuła z fetą, ziołami prowansalskimi i kaszą gryczaną (lub zamiast gryczanej ziemniaki), uwielbiam to połączenie, więc ta pasta na pewno mi zasmakuje 😉
Zrobiłam jaglaną - faktycznie, ryż ma chyba więcej smaku. Ale dobre w sumie - z jogurtem naturalnym i.. akurat były rozmrożone wiśnie, więc dodałam trochę i jest nieco "na słodko". Jutro ogarnę coś lepszego z nią, bo teraz to była improwizacja 😁
bush- ja lubię brukselkę. Ale najpierw ją nakrawam nożem w poprzek a potem mrożę. A podczas gotowania dolewam mleka do wody. Wtedy pozbawia się ja w sporej mierze tego dziwnego aromatu i zostaje go tak tylko w sam raz.
Odnośnie wskazówek z pierwszej strony wątku. Te 800-1000 to się odejmuje, jak ktoś ma do zwalenia z 15 kilo nadwagi, a nie 2-3 kilo. Poza tym...wszystko zależy. Jak ktoś jest niski, szczupły i wychodzi mu mało kalorii do życia, to se przecież 1000 nie odejmie.