No właśnie nie wiem czemu tak jest, narciarstwo, bieganie, siłownia, po niczym mnie tak nie brało, a wszystko robiłam mega intesywnie. :/ lepiej się czuje jak zdrowo jem, no ale nie umiem no 🙁 pływam sprinty (50 i 100m) delfinem i kraulem. A taki aquathlon brzmi fajnie, tym bardziej jeśli biegasz, trzymam kciuki żeby się czas znalazł 🙂
Zaczynam 5-ty dzień na 5. Tłuszczyk miększy, ale w obwodach nic się nie zmienia. Nie lubię tego uczucia, kiedy się staramy, staramy, robimy, robimy, a tu nic. Wiem, że muszę czekać, ale wkurza mnie to i już. Na razie poranne kawy.
Laski, spadek wagi z 62,2 na 60,8 w ciągu kilku dni, to redukcja wody czy czego? 🤔 Jakoś tak... szybko to leci 😀
A co do mojego odchudzania, to ćwiczeniowo gorzej, jedyna aktywność to bieganie po mieście, załatwianie pierdyliarda spraw i noszenie ciężkich zakupów, ale za dietowo jestem z siebie dumna, bo byłam w weekend u rodziców i mamuśce nie udało się wcisnąć we mnie potężnego, dwudaniowego obiadu, kolacji prawie wigilijnej, ani szarlotki 🏇 No to walczymy dalej 🙂
U mnie im bliżej do celu, tym trudniej. Staram się jakoś motywować, robię zdjęcia, kupuję małe ciuchy... Ale co tu się oszukiwać, jestem łakoma i tyle 🙁
9 września minęły 4 miesiące, w ciągu których udało mi się: - schudnąć 22,7 kg - pozbyć 16% tkanki tłuszczowej - zgubić 21 cm w talii - zgubić 20 cm w biodrach - zgubić 10 cm w udzie.
Jolaa 🙂, w 4 miesiące 22,7 kg mniej? Babo, gratulacje! Masz powalający (mnie, odchudzaniowego laika) wynik na swoim koncie, teraz może i trudniej, ale pomyśl, ile już za Tobą :kwiatek: Zdradzisz, jak to osiągnęłaś? Dieta i jakieś ćwiczenia?
mundialowa zapisałam się do Gaca Centrum. Wyszło zupełnie na spontanie, poszłam z siostrą na wykład informacyjny i tak już tam zostałam... Co 2 tygodnie dostaję dietę i rozpisane treningi. Na początku miałam tylko rower, potem doszła bieżnia i brzuszki, potem lekkie ćwiczenia siłowe. Teraz trening mam już dość rozbudowany, na siłownię chodzę 3 razy w tyg. i spędzam tam ok. 3 godz. Bardzo to lubię i W KOŃCU ćwiczenia sprawiają mi radość 🙂 Oczywiście dietę mam odpowiednio dobraną do tak rozbudowanego treningu. Chciałabym zrzucić jeszcze trochę pozostałego tłuszczyku i zrobić rzeźbę. Oby się udało.
Ascaia niektórzy wybierają karczek, ale nie jest on na smalcu, tak jak piszą w Internecie. Ja nie jadam ani mięsa ani ryb, więc jestem cały czas na diecie metabolicznej. W ogóle z tego co obserwuję to dieta Gacy z Internetu ma się nijak do diety Gacy w Centrum Gacy.
wilczyk, sio do dietetyka i to zajmującego się sportowcami! I szacun - za ogarnianie takiego trybu życia! Podziwiam sportowców, ja bym chyba nie wytrzymała tylu godzin treningu, nie lubię musieć 🙂
Jolaa 🙂, gratulacje dotychczasowego efektu! Jest pięknie, a będzie tylko lepiej! 🙂
Ja od dziś mam kategoryczny odwyk od słodyczy. Uzależniłam się od cukru 🤬 codziennie były ciasta, batoniki i inne słodkości. Na szczęście nie mam w domu nic ze słodyczy! W zamian za to zabieram się za marchewki i brzoskwinię właśnie. Za 2 tygodnie dostanę kartę multisport, więc wracam na basen i do innych aktywności. Bo jak mam kontuzję (jak teraz - nadgarstek) to przestaję się ruszać z braku motywacji i możliwości.
Wiecie, że ja nawet nie wiem kiedy schudłam? Nic takiego nie robiłam, trzymałam się diety i ćwiczyłam. I mam wrażenie, że nagle obudziłam się w nowym ciele. Jeszcze to do mnie nie dociera. Przede mną jeszcze sporo pracy, ale wiem, że warto.
magda, to jest duzy sukces, z czasem bedzie latwiej 🙂 ja teraz widze ile cukru zjadalam. Wchodze do sklepu i na szybko do zjedzenia moge kupic banana, ewentualnie bulke :/ Anaa, fajny link! 🙂
ja o 10😲0 owsianka z bananem i orzechami 13😲0 jajecznica z 4 jaj i kromka razowca z masłem
i do jutra już nic. Przez tydzień, żarcie papkowe.. Wyrwałam 8, ból nieziemski. Na noc mam Ketonal, a teraz poratowałam się 2 ibupromami, bo jestem sama z dziećmi i chyba zaraz oszaleję. Normalnie chce mi się płakać.
Cierp1enie, bida. :przytul: Kup sobie jogurty, duuuużo jogurtów. Bardzo dobre jedzenie po ekstrakcji. Bierzesz z lodówki, nie trzeba gryźć, a dodatkowo chłodzi. Mówię Ci to ja - istota pozbawiona już wszystkich ósemek, wszystkie usuwane operacyjnie. Miałaś wyrywaną czy wydobywaną operacyjnie z dziąsła?
A ja dzisiaj rozpoczęlam 3 tydzień na 5 🙂 Efektów wizualnych jak na razie dużych nie ma, ale to dopiero początek. Jestem własnie po ćwiczeniach z Shaunem, szał ciał, umieram 😍 I jestem z siebie dumna, wczoraj ze znajomymi w pizzerii, wszyscy wcinali wieeeelkie pizze z dużą ilością dodatków, a ja wzięłam wielkość dla dzieci, z samym warzywkami i co najważniejsze - bez sera. Najlepsze w tym to, że była bardzo smaczna, mimo, że nie byłam do końca przekonana co do takiego eksperymentu 😀
No to kończę 5-ty dzień na 5. I co? I na razie NIC !! Jedno wielkie nic. No...może tłuszczyk mam mięciutki...ale liczyłam, że może jednak coś.. a tu nic. Pewno ze 2 tygodnie trzeba czekać aż drgnie. Tak czy inaczej..dałam radę. Jutro następny dzień walki.
Ja też dziś 5. Nawet nie mam się kiedy wam spowiadac , czas na konia będę tteraz wyczarowywac. Ile waze to już nie wiem zwaze się dopiero w weekend.
Jak byłam grubsza i mogłam jeść więcej to miałam powera do tego wszystkiego. A teraz jestem flakiem. No i chyba dochodzę do wniosku że... Byłam wtedy szczesliwsza, choć brzydka.
UUu.... Escada...to może daj sobie na spokój już z tym zarzynaniem się? Skoro tak... Przecież najważniejsze, to być szczęśliwym. Ja tam będąc gruba, nie umiałam poczuć się szczęśliwa. Wiadomo, że odpowiednia waga nie zapewni szczęścia, bo to tak nie działa! Ale mi nadwaga przeszkadzała czuć się szczęśliwą.
Zaczynam 6-ty dzień na 5. Chyba już raczej nie powinnam zaliczyć wpadek. Chyba najgorszy okres za mną i powinnam już się trzymać.
escada, nie fajne co piszesz. Chyba powinnaś zaparzyć sobie wieczorem herbatkę, usiąść spokojnie w fotelu i pogadać sama ze sobą jaką siebie potrzebujesz. :kwiatek:
Może niektórzy uznają, że to mało ambitne z mojej strony, ale zaczęłam się czuć całkiem nieźle w swoim ciele. Chociaż do wysportowanej sylwetki mi brakuje. Gupia, gupia, gupia 5 z przodu za nic nie chce się trzymać na stałe. Z powietrza, z wody, ale mój organizm sobie zaraz wyciąga, byle mnie utrzymać w 60kg. 😉 No dobrze, nie z wody, nie z powietrza, ale np. z wieczornego spożycia węglowodanów, a czasem tego trudno uniknąć. Działać muszę, żyć muszę. Nie umiem być taka konsekwentna, ostra dla siebie jak niektóre - jestem człowiekiem, jestem wygodna, lubię różne smaki, muszę patrzeć na finanse. Tak naprawdę to i tak zaliczam niewiele wpadek, nie jem nadprogramowo i nie jem dużych ilości niczego. Tak jak jem w tej chwili jest mi dobrze, jest mi "po drodze" z tym rytmem, ze smakami. Wyglądam chyba całkiem nieźle, bo ostatnio sporo komplementów w różnych sytuacjach zbieram. Mi po prostu pasuje lekka krągłość. Nic na razie nie mam zamiaru zmieniać. Będę dokładać ćwiczenia w miarę możliwości mojej (nadal pobolewającej jednak) kostki. Jeśli uda się zejść jeszcze z kilogramami i centymetrami to super.
Zjedzona owsianko-otrąbianka z żurawiną. Do pracy jogurt i marchewa. W planach zupa pomidorowa i grzanki francuskie.
escada, a co to czas na konie? 😁 Nawet nie wiesz, jak doskonale Cię rozumiem z tym brakiem czasu! Nie wyrabiam na zakrętach, przez co wczoraj znów nie poćwiczyłam, ale dzielnie trzymam się diety. Od tygodnia jem śniadania (przez ponad pięć lat nie jadłam śniadań!), w pracy nie przegryzam batoników, cukierasków i innych słodkości (niemal całkowicie odstawiłam słodycze, co też jest mega dokonaniem z moim uzależnieniem od słodkiego), po pracy jem obiad (ale mniejsze porcje, niż wcześniej i bez tłustego) i później właściwie nic. Jak sobie przypomnę, to jakiś serek wiejski czy jogurt, ale od kilku dni zapominam nawet o pójściu spać, więc i jedzenie wieczorne spadło w priorytetach. Ale organizm nie buntuje się, chyba mu dobrze zasypiać z pustym żołądkiem i dzięki temu codziennie mam ochotę na śniadanie, więc jak dla mnie zmiana na plus.
Dziś z rana 60,3 kg. I choć zdaję sobie sprawę, że to woda ze mnie zeszła, to i tak cieszy mnie zmiana liczby na bliższą 5 z przodu 😀
Mundialowa ale teraz ja niestety muszę ten czas znaleźć, koń po kkontuzji musi chodzić praktycznie codziennie.
Tunczyk ja za cholerę nie chce być znów gruba. Nie mogłam na siebie patrzeć. A z drugiej strony miałam w tylku turbine i tyralam całe dnie z uśmiechem na mordzie. Teraz do uśmiechu się zmuszam, jestem ciągle zmęczona i obolala, nie mogę wyjść z domu bez tapety bo nie wyglądam. Do konia się zmuszam. I tylko nie wiem czy tak mi daje w palnik dieta czy przestało mi się podobać moje życie.