Wiesz Halo miła jesteś dla Planty teraz, wszyscy wiemy, że zdrowie jest najważniejsze, ale bardzo proszę wypowiedz się co się dzieje z głową końską, mózgiem, kiedy walnie o niski sufit?
kokakola, zapytaj konia. Albo lekarza weterynarii. To nie niski sufit wali konia w łeb, tylko Koń wali łbem o sufit. Nikt koniowi nie każe. A gdyby który był tak... głupi, tak pozbawiony instynktu samozachowawczego, żeby uparcie próbować zrobić Sobie krzywdę - to nie polecałabym takiego konia do jakiegokolwiek kontaktu z ludźmi. Czyli tak czy siak - dla Takiego konia źle by się to skończyło. Na szczęście konie to z reguły mądre i normalne zwierzęta i błyskiem się orientują gdy coś im zagraża i/lub nie jest przyjemne. Ponadto musiałby być to jakiś przedziwny układ, gdyby koniowi udało się uderzyć mózgoczaszką a nie mięśniami przy potylicy czy chrapami, i, przy niskim suficie, mieć choćby 20 cm na "nabranie prędkości". Raczej jest to odpowiednik zdesperowanego ucznia walącego głową w ławkę. Tak czy siak, nie oduczysz konia wspinania się inaczej, niż fundując mu dyskomfort większy niż ten, przeciw któremu się buntuje. Jasne, możesz usunąć dyskomfort - i Nigdy nie wprowadzać konia do stajni, gdy jakiś inny jest na pastwisku. I oby zacny konik nigdy nie doznał kontuzji, bo wtedy to będzie Dopiero bieda 🙁. Choćby USG czy RTG kiepsko się robi na pastwisku pełnym koni.
Wkurza mnie rodzina. Mam 7 koni w przydomowej stajni i zero wsparcia. Tz. Brat (11 lat) i kuzynka (17 lat) totalnie ignorują konie zamiast pójść, pogłaskać, pojeździć. W siodle sobie całkiem nieźle radzą, oboje poruszają się swobodne w 3 chodach. Kilka razy w roku na siłę na konia wciągne, podoba im sie, jest fajnie jakiś teren im robię czy coś, a potem znowu na nie 🙁 szukałam osób z zewnątrz do pomocy w zamian za jazdy, ale zadupie totalne, autobus 3 razy dziennie o kijowych godzinach, rowerem dużo i stromo pod/z górki, ogólnie bez auta ciężko, z sąsiednich miejscowości kawałek, od większego miasta ok 20 km. I osoby zainteresowane pojawią się kilka razy a potem mówią że jednak dojazdy za trudne 🙁 zwłaszcza że to do tej pory sami niepełnoletni, których rodzice wiadomo nie będą ciągle podwozili 🙁 Chów naturalny, bezstajenny, na hektarach 24 na dobę więc w zasadzie jedyny obowiązek to zmiany ułożenia pastwiska, obserwacja stanu wody, wiaty, samopoczucia koni, itp. Z tym sobie radzę, ale mam poczucia że zwierza dziczeją
Tak, ale siedzą cały dzień przed komputerem, nic tylko by grali zamiast wyjść na dwór ze zwierzakami się pobawić. Oczy podkrążone, u brata już lekka nadwaga. Mają możliwość ruchu, no ale zachętą ni groźbą 🙁
Nika666, to ale to raczej obowiązek rodziców rozwiązywać takie problemy i już na pewno nie zmuszając do interakcji z końmi, która ewidentnie im nie odpowiada. Na ich miejscu to Ty byś mnie wkurzała,że każesz mi robić coś, na co nie mam ochoty. W ten sposób tylko jeszcze bardziej ich zniechęcisz. Skoro sama sobie nie radzisz to chyba znaczy, że masz tych koni zwyczajnie za dużo ale wkurzanie się, że bogu ducha winne rodzeństwo Ci nie pomaga jest absurdem o_O
Dla mnie to konie mogą nawet tylko chodzić po pastwisku i jeść 😀 może źle napisałam, wiadomo ze nie biegam z widłami po domu 😀 rodzinie na rękę bo dac komputer i spokój jest, a ja bym jednak chciała żeby sie poruszały, na ryby, w góry, na konie. Mają możliwości a nie chcą. A jak ktoś chce to znowu zadupie i dojazdy do kitu 🙁 to jest wkurzające, bo do żali jest ten wątek, a nóż ktoś doradzi jakiś sposób na zachętę bo ja jednak jak widać z dziećmi kiepsko sobie radzę 😀
Nika666, jak ktoś nie chce to nie chce, nic nie poradzisz. Jedyne co wg mnie możesz zrobić to zasygnalizować rodzicom, że dostrzegasz problem a nie się wkurzać, że brat nie lubi tego, co Ty lubisz...
Pewnie racja, każdy opiera się na swoim doświadczeniu, ja się jako dziecko bałam, ale jak miałam 8 lat wsadzili na tego konia i w drugą stronę poszło 😀 i do wielu smaków jedzenia typu oliwki czy sery też długo sie zmuszałam żeby jeść a teraz są najlepsze. Faktycznie, nie ma co sie wkurzać o pierdoły 😀 pewnie oni na innym forum skarżą się że turniej online a tu ktoś dupe zawraca. Ale skuteczni jesteście bo właśnie dotarło do mnie jaka musiałam być upierdliwa dla nich 😀
rzepka, do tego trzeba byc pełnoletnim, mieć kurs wychowawcy kolonijnego, dobrze ułożone konie, ubezpieczenie, miejsce do mieszkania dla dzieci, trzeba je wykarmić, zorganizować inne atrakcje i pewnie jeszcze masa innych rzeczy 🙂
Jestem już od dawno pełnoletnia i robiłam kurs instruktorski (już zresztą zbędny z tego co słyszałam) ale rekreacji już nie prowadzimy, słaby zarobek z tego, są lepsze źródła dochodu 😀 a konie dalej zarabiają kosząc trawe, dotacje na łąki 😉 ale mimo wszystko fajnie jakby coś tam pochodziły ot tak, dla kondycji. Dlatego szukałam kogoś do pomocy, zabaw z ziemi, lekkiej jazdy. Rodzina jak czytaliście bezużyteczna w tym temacie, chyba się znudzili. Rodzice uważają że skoro sie nie wyprowadziłam z domu to mam chociaż się młodszym opiekować stąd moja frustracja była
Trzydziestoparoletni rodzice mnie wkurzają.Dzieci neostrady, które mają własne dzieci i wszystko kuur.. wiedzą lepiej.A chodzi o to, że wiedzę o koniach czerpią ze stron fundacyjek i wędzidło, lonżę uważają za czyste zło i znęcanie się nad koniem.A każdy koń, wg. nich po sezonie trafia do rzeźni. I nie przetłumaczysz.A mimo to przychodzą i wydziwiają. A ja to już jestem demon na Ziemii, bo znowu zaczęłam polo trenować, tzn. na razie sama w piłeczkę trafiam , bo moja babska drużyna poza Polską.Zdaje się z moim ogłowiem do polo trafiłam na fejsbuczka jako dyplomowana sadystka.No chyba , że się czepiam i jestem przewrażliwiona. P.S. Sytuacja z dzisiaj i mnie jeszcze telepie.
Czuej sie sporo lepiej, zwlaszcza z lekami na zawroty glowy. Ja tez nei mam wsparcia. Ma na poczatku chcial konia, entuzjastycznie odnosil sie do idei, ze bedziemy jezdziec razem, rodzinnie. Potem szukal jedynie pretekstu, zeby nie wsiasc, nawet na piec minut na lonzy. W sumie, kiedy Jerry byl w dobrej formie, w ciagu pol roku przjechal na nim mniej niz godzine, wlasnie po kilka minut.
W zdrowiu i chorobie, to ja opiekuje sie konmi. Po operacji zerwanych miesni i sciegien w prawym biodrze (dzieki, Jerremu 🙄, ktory stalam mi na piecie kiedy robilam krok naprzod obracajac sie jednoczesnie zeby zamknac brame), w trzecim dniu maz zostawil mnie z nimi sama, bo jak stwierdzil, skoro na kulach moge doczlapac do kuchni zeby zrobic sobie herbate, to na lodzie i sniegu dam rade dojsc 100 metrow do stajni i nakarmic konie, a nastepnie wypuscic je z korralu. Oczywiscie musialam tez napelniac pojemnik na pasze, czyli pdonosci i oprozniac worki. Z kulami, a nawet z jedna, to jednak duza sztuka. Po czym slyszalam wyrzuty, ze po co ja to robie, opozniam zagojenie sie, a koniom nic sie nie stanie, jak dostana jesc raz dziennie,w ieczorem (byl koniec listopada, a maz nie mogl znalezc tyle samozaparcia, zeby wstac wczesniej i samemu nakarmic konie przed wyjazdem do pracy). Teraz tez, po wypadku zajmuje sie nimi, jak zwykle. Troche pomaga mi corka, ale jak duzo mozna wymagac od drobenj 9 latki? Nie powierze jej karmienia, bo choc konie sa w miare dobrze zachowujace sie, moga ja popchnac i przewrocic. Jezdziectwo przeszlo mu zupelnie, gdy spadl konia w roundpenie i zlapal palec w rece oraz uszkodzil bark. Konie oglada raz na tydzien, przy weekendzie, z daleka, czasme przyjdzie poklepac Jerrego, bo inne konie wieja, traktujac go jak obcego.Jerremu jest wszystko jedno, jesli masz cos dla niego w kieszeni 🤣
Od trzech lat, kiedy mamy konie przy domu, maz dwukrotnie wyczyscil korral i stajnie. Wprawdzie 3 konie to nie siedem, ale jesli kazdy robi prawie taczke obornika dziennie, trzeba to zebrac i zawiezc na pryzme. Zbieram tez z pastwisk, bo mam maly areal i gdybym to zostawiala, nie byloby nawet jak co urosnac spod grubej warstwy odchodow.
Tez probuje znalezc kogos, kto pomoglby rozruszac konie, mozliwosc jaz za darmo, ewentualnie za pomoc w czyszczeniu pastwiska raz na jakis czas. Mlode malzenstwo przychodzilo , owszem, chetnie, i jezdzili, ale chlopak jezdzil jak kowboj, bardzo brutalnie i po pierwszej i ostattniej jezdzie, gdy zobaczylam krwawiacy, otarty ze skory kacick pyska Babe, zabronilam mu jazd. Ona-z checia, ale bez siodlania i rozsiodlania oraz czyszczenia, tylko na gotoowego, czekajacego konia. Mialam dosc, bo wymagala duzo pracy i obecnosci non stop, a ja mam na glowie caly dom, duzy ogrod wymagajacy duzo pracy, trzy konie, trzy psy, dwa koty i corke. No i meza, ktory oczekuje podanego posilku, gdy przyjedzie po pracy.
Tak wiec Niko, rozumiem Twoje rozzalenie i lacze sie w bolu :grupa:. Nie jest latwo znalezc odpowiedzialna osobe, ktora bedzie jezdzic, a jednoczesnie nie zepsuje lub nie uszkodzi Twojego konia.
No zostawienie konia też nie gwarantuje sukcesu, mam w stajni klacz(nie moja), lat ok.25. Serce jej siada i tylko po łąkach łazi.Koń poszkółkowy, dzieci nie cierpi i od nich ucieka.Dlaczego ja z nią join-upu nie robię.No jak można tak konia zaniedbywać!!!Jak na to patrzę (a mam porównanie z niemieckimi stajniami), to widzę dlaczego Polska nigdy, może nie potęgą, ale sensownym jeździecko krajem nie będzie.O medale i takie tam mi chodzi. Za to kwiat rodziców uważa, że dla konia "wykupionego z rzeźni"(cokolwiek to oznacza), najlepszą jest praca w hipoterapii.Tak sobie fundacyjki pomagają. Hucułka po 5 godzin chodzi po 120 kg dorosłymi z zespołem Downa.I nie widzą,że to dla tego konia tortura. Planta, dobrze rozumiem, kilka lat temu zajmowałam się stadem krów, końmi, dziećmi mając złamaną nogę.Wszystko było obrządzone, nakarmione, a ja wyglądałam jak chore zombie. Wyprowadzka ze wsi i rozwiązała problem.Z tym,że to wychowanie na Matkę Polkę i Stryjenkę Niemkę, robi swoje i kobiety urodzone i wychowane w Polsce lubią sobie komplikować życie, być lepszymi niż w rzeczywistości i zbawiać świat.Czyli znowu jestem w kieracie.
A najciekawsze jest to, ze kiedy mialam zalamanie nerwowe i bardzo gleboka depresje, bo nie dawalam juz sobie z tym rady, zaproponowalam mezowi, zeby znalezc Jerremu dom. Bo kon jest bardzo przymilny, lubi ludzi, lazi za nimi jak pies, ale jest ochwatowcem, wymagajacym duzo opieki (tez bylam sama gdy musialam podawac mu leki 3 x dziennie-pod koniec kostykajac wial na moj widok; trzeba mu bylo zakraplac leki na gnijace strzalki od stania w stajni na mokrym-nie nadazalam sprzatac bo sikal pod siebie, i tez bylam z tym wszystkim sama. Zakladalam mu opatrunki, on przy probie podnoszenia ochwatowego kopyta walil sie na mnie; kilka razy skonczylam ledwie uskakujac. Ile razy sie opieral na mie a potem lezalam plackiem bo tak kregoslupp bolal, nie zlicze. Nie reagowal na szturchanie, na inne proby odepchniecia; walil sie jak worek ziemniakow przy kazdym podnoszeniu kopyt. Maza sie nie zgodzil. Bo "on kocha Jerrego i nie wyobraza sobie, zeby go oddac". Corka tez bardzo emocjonalnie podeszla do pomyslu. No i mamy (mam?) te trzy konie do opieki....
Verificationcat Jestem cały sercem z Toba :kwiatek: Też uważam, że internet i brak autorytetów (a może raczej autorytety wirtualne) to bardziej przekleństwo niż zbawienie (i to nie tylko jeździecko). Po prostu nie umiemy korzystać z netu.
Do organizacji obozów -fakt, dużo zachodu. Ale ja mam zarejestrowane gospodarstwo agroturystyczne, mam konia i może każdy, kto do mnie przyjedzie na wczasy -jeździć na moim koniu za opłatą. Takie są przepisy w agroturystyce i nikt sie nie czepia. Żadnych dodatkowych papierków nie trzeba. Oczywiscie OC rolników musi byc opłacone. W zeszłym roku moja Dziunia chodziła pod małymi dziećmi codziennie. Córka jest instruktorem i hipoterapeutą, ja instruktorem. I tyle. A mam chętnych na jazdy w teren, ale z 1 koniem niewiele zdziałam. Z kolei -kiedy miałam 2 konie, to nie było chętnych na jazdy, więc 1 konia wzięła córka i teraz mam spokój 😁
Verificationcat,Planta,Nika666, a kupując konie nie zdawałyście sobie sprawy ile przy nich pracy? Mając konie pod domem również pracowałam przy nich chora, czy kontuzjowana - takie życie... i o ile bywało ciężko o tyle skoro wzięłam na klatę posiadanie koni to i konsekwencje tego wyboru też biorę na klatę 😉 i szczerze pisząc nijak mnie to w jeździectwie nie wkurza 😁
_Gaga, o to to. Ja też wiedziałam 'w co się pakuję'. Rodzina wiedziała, w co się pakuje (ja w wieku szkolnym, oczywiste było, że przyjdzie liceum, studia - nie będę non stop na miejscu i obowiązek spadnie na nich). Nikt nie marudzi, że trzeba konie nakarmić czy się zająć jak są chore. Naprawić ogrodzenie, dolać wody, zamówić siano. Tak samo jak nikt nie marudzi i nikogo nie wkurza, że trzeba pójść do garażu po worek z chrupkami dla psów czy dolać im wody albo wyczesać na lato. Chciało się zwierzaki to się człowiek musi liczyć z tym, że będzie trzeba przy nich wykonywać pracę.
no ewentualnie zatrudnić kogoś kto tą pracę wykona ... i tu zaczynają się schody bo - pomijając oczywiste kwestie finansowe- znależć kogoś uczciwego i rozsądnego do pracy przy koniach niełatwo .... i żeby jeszcze nie robił po swojemu argumentując : dziadek tak robił , ojciec tak robił i konie zdrowe były 😉
Ivet: o to to. A poza tym mi nie robi ciężaru zwierzyna i potomstwo, tylko wizyty w ARiMR, Finanzamt, u.skarbowym,U.Wojewódzkim etc... Ogarnia mnie uczucie,że jestem ich dodatkowym i darmowym pracownikiem.