POdpisuję sie pod tym ostrzeżeniem. Znam gościa (to niedaleko od nas) i też mam o nim złą opinię, popartą kilkoma doświadczeniami (na szczęście to doświadczenia "osób trzecich" więc nie będę ich opisywać)
I wcale sie nie dziwię kate że dała sie nabrać-koles umie robić dobre wrażenie!
W wakacje sprzedaliśmy 2 konie, facet przyjechał z drugiego końca polski razem z przyczepą . Podobno oglądał inne konie, ale takie jak my mamy bardziej mu się podobają. Sprzedaliśmy, nie udało mi się z nimi skontaktować przez długi czas, jednak w końcu się udało. Otóż to jest handlarz, który podobno sprzedał konie dla kolejnego handlarza, który konie sprzedaje w prywatne ręce do Niemiec. Zapewniał, że "tam konie mają takie warunki że ja p***nicze.." Pogrzebałam w internecie, podobno ten Pan ma gospodarstwo agroturystyczne, nastawione na kontakt z końmi, w woj. Lubuskim . Jeśli ktoś zna Pana Ignacego, proszę o kontakt, gdyż nie mam pewności co do tego człowieka.. Co miał na celu mój post? Ostrzec Was przed sprzedażą koni dla osoby którą pierwszy raz widzicie na oczy. :/ Do dziś bardzo żałuję, że tak to wyszło.
[quote author=Daniella_283 link=topic=87768.msg1365131#msg1365131 date=1333888868] W wakacje sprzedaliśmy 2 konie, facet przyjechał z drugiego końca polski razem z przyczepą . Podobno oglądał inne konie, ale takie jak my mamy bardziej mu się podobają. Sprzedaliśmy, nie udało mi się z nimi skontaktować przez długi czas, jednak w końcu się udało. Otóż to jest handlarz, który podobno sprzedał konie dla kolejnego handlarza, który konie sprzedaje w prywatne ręce do Niemiec. Zapewniał, że "tam konie mają takie warunki że ja p***nicze.." Pogrzebałam w internecie, podobno ten Pan ma gospodarstwo agroturystyczne, nastawione na kontakt z końmi, w woj. Lubuskim . Jeśli ktoś zna Pana Ignacego, proszę o kontakt, gdyż nie mam pewności co do tego człowieka.. Co miał na celu mój post? Ostrzec Was przed sprzedażą koni dla osoby którą pierwszy raz widzicie na oczy. :/ Do dziś bardzo żałuję, że tak to wyszło. [/quote]
no dobrze ale nawet, to co w tym handlu złego. Przecież nie poszły do rzeźni te konie.
ElaPe jesteś pewna ? Bo ja niestety nie . Owy Pan nic nie wspominał, że konie powędrują aż do Niemiec. Gdy do niego zadzwoniłam i się spytałam wprost, czy kupił on wakacjami 2 bułane kuce z podlasia, wszystkiego się wypierał i mówił że to pomyłka. Dopiero koleżanka z nim się skontaktowała i wtedy udało nam się jakoś porozmawiać. Dziwny Pan, jak dla mnie podejrzany, pisałam do niego e maile co tydzień i czekałam długo na odpowiedź, której się nie doczekałam. Nic ciekawego mi nie powiedział, tylko to, że zajeździł 3 latkę, że wywaliła się z nim na zakręcie, ale nic im się nie stało ..
[quote author=Daniella_283 link=topic=87768.msg1365224#msg1365224 date=1333894043] ElaPe jesteś pewna ? Bo ja niestety nie . Owy Pan nic nie wspominał, że konie powędrują aż do Niemiec. Gdy do niego zadzwoniłam i się spytałam wprost, czy kupił on wakacjami 2 bułane kuce z podlasia, wszystkiego się wypierał i mówił że to pomyłka. Dopiero koleżanka z nim się skontaktowała i wtedy udało nam się jakoś porozmawiać. Dziwny Pan, jak dla mnie podejrzany, pisałam do niego e maile co tydzień i czekałam długo na odpowiedź, której się nie doczekałam. Nic ciekawego mi nie powiedział, tylko to, że zajeździł 3 latkę, że wywaliła się z nim na zakręcie, ale nic im się nie stało ..
[/quote]
Jeśli konie sprzedałaś w cenie przewyższającej cenę rzeźną, to na pewno nie trafiły do rzeźni.
[quote author=Daniella_283 link=topic=87768.msg1365224#msg1365224 date=1333894043] ElaPe jesteś pewna ? Bo ja niestety nie . Owy Pan nic nie wspominał, że konie powędrują aż do Niemiec. Gdy do niego zadzwoniłam i się spytałam wprost, czy kupił on wakacjami 2 bułane kuce z podlasia, wszystkiego się wypierał i mówił że to pomyłka. Dopiero koleżanka z nim się skontaktowała i wtedy udało nam się jakoś porozmawiać. Dziwny Pan, jak dla mnie podejrzany, pisałam do niego e maile co tydzień i czekałam długo na odpowiedź, której się nie doczekałam. Nic ciekawego mi nie powiedział, tylko to, że zajeździł 3 latkę, że wywaliła się z nim na zakręcie, ale nic im się nie stało .. [/quote] Nie jedzie się z drugiego końca Polski po 2 kuce celem sprzedaży ich do rzeźni, bo się zwyczjanie NIE OPŁACA... Co do handlu końmi - niestety podpisując umowę sprzedazy przestajemy mieć wpływ na dalsze losy konia - takie jest prawo rynku. Nowy właściciel nie ma ani obowiązku trzymania konia na dożywociu, ani informowania sprzedającego o dalszych losach konia... Kto się z tym nie zgadza, nich koni nie sprzedaje.
Tak , ale mowa tu o koniach które idą nawet poniżej ceny mięsa i właśnie wyłapywanie takich okazji pozwala na przejazd z jednego końca kraju na drugi , często w umowie jest zaznaczone ze koń idzie na dożywocie , lub będzie wymagał podjęcia leczenia i właśnie niska cena ma mu zapewnić te umówione warunki . Nie tylko chodzi o konie stare , po kontuzji , ale i źrebaki ,wszystkie te konie łączy jedna mocna wartość , udokumentowane pochodzenie i często mocny papier.
Tak , ale mowa tu o koniach które idą nawet poniżej ceny mięsa i właśnie wyłapywanie takich okazji pozwala na przejazd z jednego końca kraju na drugi , często w umowie jest zaznaczone ze koń idzie na dożywocie , lub będzie wymagał podjęcia leczenia i właśnie niska cena ma mu zapewnić te umówione warunki . Nie tylko chodzi o konie stare , po kontuzji , ale i źrebaki ,wszystkie te konie łączy jedna mocna wartość , udokumentowane pochodzenie i często mocny papier.
Jedyną radą jest nierozdawanie koni za darmo/za bezcen w niesprawdzone ręce ale ich sprzedaż za cenę przewyższającą cenę rzeźna.
Innym rozwiązaniem jest niestety eutanazja konia który się już do niczego nie nadaje a widoków na dobre ręce nie ma a nie chcemy by trafił po długiej i męczącej drodze do włoskiej rzeźni.
Jak ktoś uczynił z takiego procederu możliwość wykorzystywania okazji w celu jak widać , to właśnie to jest do nagłośnienia i potępienia , a ze są ludzie z właściwym podejściem i chętnie wezmą konia po przejściach ,to jest rzecz oczywista i nie trzeba zaraz wszystkich wrzucać do jednego wora .
ElaPe ja miałam kobyłę do sprzedania ze świetnym papierem, zależało mi na sprzedaży do hodowli. Jednak za cenę, która nieznacznie przekraczała cenę mięsa nikt nie chciał jej kupić. Czekałam 2 miesiące, po nich zdecydowałam się na sprzedaż za marne grosze albo oddanie za darmo i spotkało mnie to co spotkało. Więc koni tak łatwo niestety się nie da sprzedać 🙁
niestety nie ma się wpływu na dalsze losy takiego sprzedanego konia.
No właśnie, a może jednak da się zrobić jakiś zapis w umowie, np. zapewnić sobie prawo do pierwokupu (np. w tej cenie, w której sprzedajemy) albo że sprzedajemy konia pod warunkiem (nieużytkowania do sportu, użytkowania w celach hodowlanych) itp? Np. sporządzić taką umowę u notariusza - nie da się tak? Orientuje się ktoś więcej w tym temacie?
Isabelle, człowiek normalny = (dla mnie) człowiek trochę podejrzliwy. Ja nie wyobrażam sobie sprzedać swojego ukochanego konia obcym ludziom, nie oglądając wcześniej stajni, do której ten koń miałby jechać. A mi BARDZO nie spodobałoby mi się, gdyby ktoś obcy od razu przyjechał z przyczepą... Chociaż zgadzam się, to wina oszusta, że oszukał. I dobrze, że takie sprawy są nagłaśniane.
Gracja, No właśnie, a może jednak da się zrobić jakiś zapis w umowie, np. zapewnić sobie prawo do pierwokupu (np. w tej cenie, w której sprzedajemy) jasne, wszedzie są chetni ludzie, żeby odkupić konia za 10 tys. utrzymywać 3-4 lata, włożyc w trening czas i pieniądze, i np osiągnąć granice umiejetnosci i mozliwosci konia, a chieć się rozwijać i tego samego konia, tylko zrobionego ileś klas wyżej, sprzedać za 10 tys ;/
Ja nie wyobrażam sobie sprzedać swojego ukochanego konia obcym ludziom, nie oglądając wcześniej stajni, do której ten koń miałby jechać to przepraszam, kupując od Ciebie konia, powinnam konsultować zmiany stajni?
A mi BARDZO nie spodobałoby mi się, gdyby ktoś obcy od razu przyjechał z przyczepą...
a czyli jak dajesz ogłoszenie o sprzedaży, to najpierw (żeby konia z ogłoszenia kupic) powinnam wystosować kilka listów zapoznawczych, odwiedzać i przywozić podarki, by wolno byłoby mi przyjechać z przyczepą? sorry, ale nie wyobrażam sobie jechać na drugi koniec kraju, bez przyczepy i weta ze sobą. jest ogłoszenie = jest kupiec. nie mam czasu ani ochoty najpierw poznawac sprzedającego i robić puste 1000 km z jednego konca polski na drugi, żeby konia zobaczyc i poznać się z włascicielem... jak mi ogłoszenie odpowiada, odpowiadają mi warunki, kon ma badania, mam filmy z ruchu- od razu jadę z przyczepa, po co mam dygać kilka razy bez niej? wzlędy praktyczne.
ilu już kupujących odwiedzałaś i ile koni w ten sposób sprzedałaś?
Isabelle a z innej strony patrząc, na ile rozsądne jest kupowanie konia którego się nie zna? pojedziesz mając badania i filmiki od razu z przyczepą i przywieziesz sobie konia jednak nie spełniającego oczekiwań ptrzykładowo charakterowych. Dużo lepiej jest znaleźć coś bliżej i mieć okazję konia i jego otoczenie trochę poznać - dużo mniejsze ryzyko wpakowania się w kota w worku.
powiem Wam tak - oddając konia za darmo, domagam się wizyty "przedadopcyjnej". jak ktoś się pofatyguje i przyjedzie, obejrzy, wsiądzie (jeśli to koń zdatny do pracy), to taki ktoś zyskuje w moich oczach. jak ktoś szuka konia do jazdy i nawet nie spróbuje go pod siodłem czy też nie wykazuje takiej chęci, to od razu zapala mi się lampka: "handlarz/laik". bo jeżeli ktoś chce mieć jednego jedynego konia do jazdy, to musi zdawać sobie sprawę z tego, że nie z każdym koniem się zgra. i koniec tematu.
od 2 lat próbuję wyadoptować/sprzedać folblutkę, ale jak na razie każda próba kończy się niepowodzeniem, bo rzucają się na nią osoby, które nie zdają sobie sprawy z tego, czym jest folblut. folblut z jednym okiem, klaustrofobią, jakimiś przejściami, kiepskimi nogami. i na tyle się zaparłam, że naprawdę wolę tyrać nadgodziny, żeby utrzymać ją, niż oddać kobyłę pierwszej lepszej osobie. jednak trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, jakie mamy priorytety. czy chcemy zwierzęcia się pozbyć, czy chcemy zapewnić mu jak najlepszy możliwie byt w przyszłości.
poza tym należy się liczyć z faktem, że z momentem wyjazdu konia z naszej posesji - tracimy kontrolę nad jego dalszym losem. żadna umowa nie zabezpieczy nas przed wypadkami zwierzęcia czy też jego dalszą sprzedażą "na lewo" (w przypadku, kiedy obwarujemy się różnymi zapisami w umowie kupna/sprzedaży). wszystko się może zdarzyć, a my - nauczeni doświadczeniem - możemy jedynie zakładać wątki o nieodpowiedzialnych/nieuczciwych adoptujących/kupujących, tak na kształt tego tematu właśnie.
Met, ale zupelnie inaczej wygląda cała procedura, gdy konia się adoptuje, jest to kon po przejsciach, niż jak się kupuje konia.
co innego, jak ktoś szuka "konkretnego" konia, nierzadko za grubsze pieniądze, trasę ma 1000 km w obie strony łącznie, to juz naprawdę lepiej wziąc od razu ze sobą przyczepę (zwłaszcza, jak się ma swoją), zobaczyc konia na miejscu, i od razu podjąć decyzję, jeśli kon nam odpowiada itp to wraca z nami, jeśli nie-koszta powrotu z przyczepą sa naprawdę niewiele wyzsze niż powrotu na pusto.
Isabelle, jasne, wszedzie są chetni ludzie, żeby odkupić konia za 10 tys. utrzymywać 3-4 lata, włożyc w trening czas i pieniądze, i np osiągnąć granice umiejetnosci i mozliwosci konia, a chieć się rozwijać i tego samego konia, tylko zrobionego ileś klas wyżej, sprzedać za 10 tys ;/
Zgadza się, to byłby interes życia 🤣 pytam przede wszystkim o to, czy jest w ogóle w Polsce możliwość zrobienia takiego zapisu, w sensie czy on będzie działał "prawnie". Bo jeśli jedna strona sprzedaje a druga kupuje i podpisują umowę, to jakby nie patrzeć, obie godzą się na warunki zapisane w tej umowie. Nawet jeśli miałyby prowadzić do tak absurdalnych sytuacji, o których mówisz. Myślałam o tym raczej w kontekście takiej sytuacji o jakiej traktuje ten wątek - chcę (hipotetycznie) komuś sprzedać starego, chorego konia na dożywocie i nie chcę, żeby ktoś go odsprzedał dalej, ale w razie np pogorszenia się jego (kupującego, nie konia😉 ) sytuacji finansowej miała pewność, że koń wróci do mnie.
to przepraszam, kupując od Ciebie konia, powinnam konsultować zmiany stajni?
Po pierwsze, raczej nie grozi Ci kupno konia ode mnie, bo mam nadzieję, że nigdy nie będzie on na sprzedaż😉 Po drugie - nie pisałam o konsultacjach dot. zmiany stajni. Jeśli chciałabym sprzedać komuś konia (mówię tu o "jedynym, ukochanym" a nie o sytuacji, gdy ktoś zajmuje się tym zarobkowo) to tak, pojechałabym obejrzeć tę stajnię - bo to by mi już coś powiedziało o potencjalnym kupującym (a, stety albo niestety, doświadczenie w wyborze stajni mam). Bo jeśli stajnia wyglądałby ok, tzn konie miałyby wodę, siano, sucho i czysto w boksach i bezpieczne pastwiska itd - to nie mam powodu podejrzewać, że nawet jeśli kupujący zmieni stajnię, to koń nagle pojedzie do "syfu" (pewności oczywiście też nie mam). Ludzie od których kupiłam Karą nie jechali ze mną oglądać jej nową stajnię. Bo ich to nie obchodziło. Ich wybór.
a czyli jak dajesz ogłoszenie o sprzedaży, to najpierw (żeby konia z ogłoszenia kupic) powinnam wystosować kilka listów zapoznawczych, odwiedzać i przywozić podarki, by wolno byłoby mi przyjechać z przyczepą? sorry, ale nie wyobrażam sobie jechać na drugi koniec kraju, bez przyczepy i weta ze sobą. jest ogłoszenie = jest kupiec. nie mam czasu ani ochoty najpierw poznawac sprzedającego i robić puste 1000 km z jednego konca polski na drugi, żeby konia zobaczyc i poznać się z włascicielem... jak mi ogłoszenie odpowiada, odpowiadają mi warunki, kon ma badania, mam filmy z ruchu- od razu jadę z przyczepa, po co mam dygać kilka razy bez niej? wzlędy praktyczne.
ilu już kupujących odwiedzałaś i ile koni w ten sposób sprzedałaś?
Dlaczego wyjeżdżasz do mnie od razu z taką ironią? Piszę o swoim odczuciu. Nie musisz go podzielać. Z tym, że w poprzednim poście cały czas odnoszę się do sytuacji konia z historii, którą przedstawiła kate - jest stary, po kontuzji i NIE NADAJE się do jazdy pod siodłem - to po co Ci wtedy zdjęcia w ruchu?
I tak, wyobrażam sobie, że GDYBYM miała sprzedać komuś jedynego, ukochanego konia (nawet do jazdy) to oczekiwałabym od potencjalnego kupca, że przyjechałby najpierw obejrzeć, wsiąść i dopiero decydował, a nie "bo mu się na obrazku koń spodobał".
Ile? Żadnego. Bo się tym nie zajmuję. Ale jak kupowałam Karą, to jeździłam do niej kilka razy, ileśset km przed kupnem.
Ludzie sa rozni, jedni odwiedzaja konia kilka razy przed kupnem, a znam tez takich (i to wlasciciele sporych stajni), ktorzy kupuja konie przez internet, uzgadniajac szczegoly tylko telefonicznie.
sytuacja z "konikiem dla wnuczki" wydarzyła sie ostatnio i w naszej okolicy 🙁 smutna bo dla sprzedanej klaczy skończyła się rzeźnią.. 😕
scenariusz byl prosty.. konik dla wnuczki, taki bardziej do ozdoby .. to może Pan zejdzie z ceny.. no i kolega tę cene opuścił, bo klacz miała iść na swego rodzaju emeryturę, sprzedana poniżej ceny rzeźnej okazała się jak widać świetnym materialem do zarobku :/ nikt domu nowego nie sprawdzał bo kolega ma sporą stajnię, sam też trochę handluje i zwyczajnie robił miejsce w stajni, ale nie tak to się miało zakończyć :/
co ciekawe ten sam człowiek przyjechał kilka dni później pytając o drugiego konia.. że niby do towarzystwa.. na szczęście został przegnany w diabły 🙂
Ja nie wyobrażam sobie sprzedać swojego ukochanego konia obcym ludziom, nie oglądając wcześniej stajni, do której ten koń miałby jechać to przepraszam, kupując od Ciebie konia, powinnam konsultować zmiany stajni?
to trochę nie tak. Isabelle, chodzi o UKOCHANEGO konia, którego trzeba z jakiśtam względów sprzedać. Nie o handel, bo masz koni kilkanaście i na ich miejsce przyjdą nowe. Naprawdę byłoby Ci wszystko jedno w jakie warunki trafi Twoja ruda? czy będzie stała w normalnej stajni czy może na półmetrowej warstwie gnoju i bez padoków? jeśli tak, to podziwiam 😉
ja Was nie rozumiem to jest "hard life" - jak ktoś sie decyduje na sprzedaż "ukochanego" konia po jednym telefonie za niską cenę - to po pierwsze ten koń nie był taki "ukochany" a po drugie chyba jest naiwny - że ktoś po jednym telefonie przyjedzie z kasą i przyczepą i od razu konisia z kontuzją czy chorego weźmie i będzie "pielęgnował" ja nie widzę nic dziwnego w zachowaniu tego Pana - żyje z handlu i już, metoda na wnuczkę jak każda inna bardziej dziwi mnie ktoś, kto sprzedaje konia od ręki pierwszej osobie, jaka się nawinie - bez badań weta, rozmów itd.
Dodofon tylko kupujac konia za 3 tys nikt nie bierze weta i nie robi badan za polowe wartosci konia. Jest jednak wiecej transakcji koni do wartosci 5tys, bo kon nas zauroczyl i biore go bez sprawdzania co w nim dokladnie siedzi. Znam mnostwo osob, ktore kupily konia bez badan i nikomu nie wydalo sie to podejrzane. Sa to ludzie jak i konie rekreacyjne, do przejazdzek po lesie i samej uciechy z posiadania zwierzaka.
Gillian, mając jednego konia i szukając mu dobrego domu na emeryturę, to konia oddaję. i wtedy prześwietlam w prawo i w lewo "nabywcę", ale jak konie się sprzedaje, kupuje, są to konie do startów, oczywista jest rotacja, zwłaszcza u juniorów (junior chce startować, ma konia do P, wiecej szkapinka nie da rady- kupno konia z wiekszymi mozliwosciami), nie ma możliwosci, żeby kupując i sprzedając konie, każdemu sprawdzać "dobry dom" zwłaszcza, jeśli są sprzedawane po "normalnej cenie".
mnie uderzyło traktowanie kogos, kto przyjezdza razem z przyczepą od razu, jak oszusta, handlarza i osoby "nie godnej" KUPNA konia.
Mając tego jednego, nie planując kariery a człapanie, ukochanego konia, który np miał kontuzję i trzeba mu poszukać nowego miejsca, konia bym oddała w dzierżawę mając wpływ na jego dalsze losy, albo oddała i prześwietliła warunki, robiła naloty, zwariowałabym. ale takie rzeczy robi się, gdy konia się oddaje, a nie gdy się sprzedaje. bo i tak sprzedając konia nie mamy opcji dalej kierować jego losem. np jedziemy oglądać miejsce, w którym kon bedzie stał. będzie stał na pensjonacie, konia sprzedajemy. nowy własciciel wstawia go od razu do ciemnej szopy i szuka nabywcy, a wczesniejsza stajnia była tylko "pokazówką". nic nie możemy zrobić. to już nie jest nasze zwierzę, i nie mamy prawa nim rozporządzać.
jeśli byłabym zmuszona oddać ukochanego konia- przeswietlam warunki, bardzo dogłębnie. ale oddaję i mam ciągle wpływ na konia losy. jeśli daję ogłoszenie i sprzedaję, to nie ma się co dziwić, że się obcy zgłoszą, zwłaszcza z bukmaną 😉
Gillian, właśnie dlatego, że się bałabym gdzie trafi, to nie mam w planach jej sprzedawać, mimo, że kupców juz miałam(swoją drogą jakie to dziwne, żadnego ogłoszenia, kilkanaście zainteresowanych meili, kilkanascie telefonów :/ ). Ewentualnie oddałabym komuś, kogo znam, jestem pewna podejscia tej osoby, i wiem, że kon miałby dobrze. właśnie po to, żeby kontrolę nad losem babci mieć 😉
mnie uderzyło traktowanie kogos, kto przyjezdza razem z przyczepą od razu, jak oszusta, handlarza i osoby "nie godnej" KUPNA konia.
Isabelle, uderzyło Cię, bo widocznie wyrwałaś jedno zdanie z mojej wypowiedzi zamiast potraktować ją jako całość - ja wyraźnie napisałam, że mam na myśli konia UKOCHANEGO, a nie konia do sportu 😉 Gdybym miała całą stajnię koni na sprzedaż, nie zdziwiłoby mnie ani nie oburzyło przyjechanie z przyczepką. Rozumiesz już? 😉 :kwiatek: Mam dokładnie takie samo podejście jak Ty odnośnie sprzedaży konia UKOCHANEGO - też bym prześwietlała - ale zakładam, że nigdy nie będę postawiona w takiej sytuacji... na szczęście mam ten komfort, że mam kilkoro znajomych gdzie mam 99,9% pewności, że koniowi byłoby dobrze i albo płaciłam jak za łąki albo wcale. Albo oddałabym w dzierżawę, jeśli koń nadawałby się do lekkiej jazdy pod siodłem 🙂
Dodofon, zgadza się że to trochę dziwne oddać rzekomo ukochanego konia pierwszej lepszej osobie, ale nie usprawiedliwia to w żaden sposób takiego oszustwa! Przypomniał mi się taki temat na szczurzym forum, gdzie ludzie opisywali oszusta - faceta, który wmawiał ludziom, że adoptuje ich małe szczury (za darmo albo drobną opłatę) bo je lubi i będą miały dobrze, po czym szły na karmę dla węża. Na forum dla właścicieli węży dokładnie opisywał, jak się zachowywać, by nie wzbudzić podejrzeń - jedni byli zachwyceni, inni oburzeni. I w tym przypadku nie chodziło o sam fakt karmienia węży żywymi szczurami, ale o to, że ktoś oddawał wyhodowane przez siebie zwierzę w dobrej wierze, po czym kończyło ono... no właśnie. Dla mnie oszusta nic nie usprawiedliwia. Ale lekkomyślnego działania też nie...
I chyba zrobił nam się mały 🚫 bo dyskusja zeszła na tor kupno/sprzedać konia na łąki-konia do sportu 😉
i ja się wtrace - rzeczywiście, bez sensu jest od razu dymać przez pol kraju z przyczepa, po to tylko, by na konia wsiasc, sprawdzić i zrobić badania, po czym koń nam z pewnych wzgledow nie pasuje, nie decydujemy sie na kupno i wracamy z pusta przyczepa. ale jeszcze wiekszym nonsensem jest pojechanie bez przyczepy, kiedy konia kupimy (nawet jeśli o tym jeszcze nie wiemy), a potem powrot kolejne 500 km po przyczepe i z powrotem do tej stajni przez Polske 😁 przypominam, ze paliwo jest drogie, a i utrzymanie tego konia troche nas wyniesie, takze po co robić sobie dodatkowe wydatki juz na wstepie? ja na szczescie nie miałam takich problemów jak kupowałam mojego Brzydala, bo chłopak zawiozl mnie do rolnika (niedaleko btw), u którego koń był trzymany i wziełam konia a) za oczka 😡 b) z litości 😡 c) bez badań 😡. okazalo sie, ze ze zwierzakiem jak najbardziej wszystko w porzadku, ale rownie dobrze moglo tak nie byc i wtedy bym bulila- dlatego troche sobie teraz pluje w brode, że nie zrobilam badań, ale cóż, "ten jedyny" i te sprawy przewazyly, i nawet gdyby miał połamane nogi bym go wziela 😂