Forum towarzyskie »

KLUB "STAREJ GWARDII" forum

nie, no kasa jest bardzo pomocna - zawsze, ale poczucie osamotnienia - i nie mowie tu o braku psiapsiulek i wszelkiej masci znajomych - mowie o braku tego drugiego czlowieka w naszym zyciu - moze odebrac wszelka chec do zycia lacznie z cieszeniem z tego wszystkiego co mozemy za nasze pieniazki miec lub doswiadczyc.. pewnie jest grupa ludzi ktorzy daja sobie z tym, lepiej lub gorzej rade, sama mam takie kumpele, ale mnie, podobnie jak Dodo, samotnosc nokautuje..wiec naprawde rozumniem co chciala nam powiedziec.. ale tez tak jak napisalam wyzej, poczucie stabilnosci finansowej  jest wazne, baardzo..
to takie gadanie, pod tytułem: czego sapiesz inni mają gorzej. Co z tego, że inni mają gorzej? Kiedy ja mam problem ze sobą, wewnętrzny i osobisty to nie jest dla mnie pocieszające to, że ktoś nie ma kasy/konia/faceta/cokolwiekcocieszy bo zwyczajnie mnie to nie obchodzi. Każdy jest odrębną jednostką i ma inne potrzeby do bycia szczęśliwym.
Każdy ma prawo czuć się zdołowany, jeśli mu czegoś brakuje, czego aktualnie potrzebuje. Tym bardziej, jeśli nie umie znaleźć czegoś w zamian, albo nie potrafi sobie wyobrazić, jak można żyć bez tego.
Przez 15 lat funkcjonowałam w stałych związkach ( szt. 2 ) i ani ja, ani większość znajomych nie wyobrażała sobie, że może być inaczej. Nie umiałam, nie chciałam, nie wyobrażałam sobie funkcjonowania w wersji single, bo przecież to nie była moja rola nigdy i ja się do tego nie nadaję. Efekt - tkwiłam w czymś niszczącym dla siebie o wiele za długo, bo nie umiałam zrozumieć, że nie tędy droga i jeśli najpierw nie zrobię porządku z sobą - nigdy nie zbuduję normalnej relacji z drugim człowiekiem.
Chciałam szukać kogoś, ale nie wiedziałam jak, zresztą w moim wieku "rynek" robi się coraz mniejszy. Słyszałam "zastanów się, może on jednak nie jest taki zły, bo co innego teraz sama zrobisz ". Na szczęście nie posłuchałam. Jestem sama i najprawdopodobniej już tak zostanie, ale nie jestem samotna, są Przyjaciele Kilkoro, ale są i wiem, że mogę na nich liczyć. Paradoksalnie jestem szczęśliwa, nie jestem samotna i jeszcze nie do końca mogę w to uwierzyć.
Znowu cieszę się z mnóstwa nieważnych rzeczy.

Dodo życzę Ci znalezienia drogi do spokoju, do takiego punktu, że będzie Ci dobrze ze sobą i garstką bliskich ludzi ( oby jak największą! ) do tego stopnia, że nie będziesz potrzebowała już niczego szukać i cokolwiek dostaniesz ponad to, będzie tylko bonusem. Nie napiszę, że jesteś silna i dasz radę, bo sama słyszałam to wiele razy i pamiętam, jak mnie to wkurzało. Jakby ktoś odmawiał mi prawa do czucia się źle tylko dlatego, że udało mi się w życiu osiągnąć jakieś tam rzeczy. Trzymaj się ciepło.
znam wielu ludzi, jednych którzy topią smutki w alkoholu i tych co sami sobie radzą
zdaję sobie sprawe z tego jakie mam szczęście bo mam to co mam i kogo mam
zasób portfela jest miły, bo nie martwi niewiadomym jutrem, a więc jeden problem mniej
razu pewnego, moja znajoma opowiadała mi o swojej znajomej, której nie pomagała żadna terapia u najlepszych specjalistów od deprechy, najlepszych bo ją było stać, dom, samochody, drogie wycieczki, ciuchy kupowane za granicą...ale szczęście w oczach kobiety gasło z dnia na dzień, marazm, brak celu...
no więc kobiety się spotkały pewnego razu, tak przypadkiem, od słowa do słowa potoczyła się rozmowa
moja znajoma, twarda baba, mocno stojąca na nogach nagle wpadła na dziwny pomysł, wsiadły obie do samochodu i pojechały do hospicjum dla dzieci, gdzie moja znajoma była wolontariuszem gdy tylko miała czas
czy była to najlepsza terapia, tego nie umiem powiedzieć, w tym wypadku tak
od 5 lat kobieta pomaga w tym hospicjum nie tylko jako wolontariusz ale też jako sponsor, wyznaczyła sobie cel i do niego dąży, jak sama określiła tego jednego dnia zrozumiała że jej problemem była ona sama, że musiała znaleźć cel który ja za sobą pociągnie, by mogła egzystować normalnie i cieszyć się z każdego dnia

depresja dopada wszystkich, tych bogatych i biednych, szczęsliwych i smutnych, każdego w jakimś stopniu wyniszcza, jednego do końca innego po łebkach, tylko zawsze ma inne podłoże, jest bowiem brakiem miłości, brakiem pracy, brakiem spokoju, czy też najzwyczajniej nudą lub strachem, za każdym bowiem razem jest inna i nie ma na nią złotego środka, leki tylko ją usypiają, każdy sam musi chcieć z nią walczyć, tak jak z alkoholizmem...
terapeuci? lekarze? słuchają, zapisują leki, ale czy pomagają?
tak jak ktoś tutaj już napisał że terapie grupowe są ok, otworzyć sie bowiem przed grupą to naprawdę wyzwanie
Heh. Cytat z książki, jako porzekadło psychiatrów: "Jesteś szczęśliwy? To oznaka abnegacji" 😀
Powiedzcie mi, czy to, że ktoś złożył CV do firmy, która zajmuje się sprzataniem pokładów samolotów i chce to robić (JA), znaczy, że ktoś aż tak nisko upadł? 😵 Rozmawiałam właśnie na ten temat z moją mamą, bo na Wigilii wyszło w rozmowie, że mamy przyjaciela syn pracuje na Okęciu i się zapytałam mamy czy ewentualnie mogłaby się dowiedzieć (ja syna mamy przyjaciela nie znam, z mamy przyjacielem rzadko mam kontakt) czy nie zna kogoś stamtąd, mnie na szybkim znalezieniu roboty zależy bardzo i żeby może się udało przyspieszyć chociaż rozmowę o pracę (ponoć porafią zadzwonić po 2-3 i więcej miesiącach). No i usłyszłam taki właśnie miły tekst od mamy:
- Aż tak nisko upadłaś, żeby sprzątać?
😵
Bischa, punkt widzenia zalezy od punktu w ktrym sie znajdujemy..  Praca to praca, jak potrzebujemy pilnie gotowki, chwytamy sie tego czego mozemy, co nam pasuje, co sie trafi. Najwazniejsze w tym wszystkim jest, aby Tobie bylo z tym dobrze.
Dokładnie, ja samoloty lubię, w sprzątaniu (co prawda w domu, ale mam) wprawę mam... Ciągle słyszę, znajdź na razie cokolwiek, a w międzyczasie szukaj pracy w zawodzie, lub chociaż czegoś lepszego. Nie chcę oczywiście iść do pracu za 5 stów, bo za to nie odciążę rodziców z płacenia za mieszkanie, wodę, prąd. Jeszcze muszę zwierzakom i sobie jedzenie kupować, bilet miesięczny i telefon komórkowy opłacić.
Ja wyznaję zasadę "Żadna praca nie hańbi", ale przykro jest takie rzeczy słyszeć od własnej mamy 🙁
Żadna praca nie hańbi. I dla mnie jest to bardzo sensowne przysłowie.
Edit - o widzę, że też znasz to przysłowie  😁
Bischa absolutnie o zadnym upadku nie świadczy a wręcz odwrotnie o zdrowym rozsądku. Jak trzeba będzie to ja sprzątać też będę aczkolwiek wolałabym pracę biurową🙂 no ale jak sytuacja nas zmusza do nie ma co wybierać, różnie w życiu jest.
pokemon, no proste 😉 Na pewno na jedną pracę, choćbym miała umierać się nie zdecyduję- jako prostytutka. Sprzedawanie własnego ciała, to dla mnie jedna z największych hańb.
Bischa, moi rodzice byli niemal obrazeni gdy rzucilam prace w banku, by pracowac... Na fermie strusi. A dla mnie to byla dobra decyzja, bo w banku sie dusilam.
Dla moich rodziców prof jest BOGIEM, ktoś bez studiów imbecylem, a nie daj boże matury nie zdał 🤔 A nie daj boże powiedz, że facet (nie ważne, czy z tytułem czy bez prof) powiedział, to są gotowi niemal oczy wydrapać, szczególnie mama, bo śmiałam inaczej powiedzieć, niż że prof prof powiedział, a przecież w luźnej domowej rozmowie, nie powinno to mieć znaczenia 🙄
Bischa, ktoś bez studiów imbecylem, a nie daj boże matury nie zdał  -> jakbym moja rodzinke slyszala!
najgorzej z babcia jedna jest - twierdzi ze ksiegowosc to praca marzen (sama jako ksiegowa robila), wiec ja sie tylko marnuje i mecze tu gdzie jestem.
zreszta wszystko co robie jest nie tak i wszystko moze byc powodem do nasmiewania sie ze mnie :/
nie zycze nikomu.
Bischa, współczuję. Rozumiem, że potencjalny kanrydat na zięcia np. mechanik odpada? Przykre. I często świadczy o własnym niedowartościowaniu.
U mnie to ja jestem ta gorsza, chociaż w dzieciństwie i potem w szkole to siostra (3 lata młodsza) rozrabiała, leniła się, opierdzielała się. Ale teraz zna dwa języki biegle (nie ważne, że ja jestem bez certyfikatów w stanie się bez problemu w tych samych dwóch dogadać, ważne, że nie mam Firstów), kończy drugi kierunek studiów (ja jednych nie skończyłam, przerwałam, wróciłam), ma dobrą pracę, fajnego faceta (ja obecnie jestem singlem z wyboru).
bera7, tak właśnie jest, a jak jeszcze facet nie pracowałby (nie ważne dlaczego, nie ważne że szuka np) 🙄 Pierwsze pytanie dotyczące potencjalnych zięciów, to jakie studia skończył i gdzie pracuje 🤔wirek:
Ja się ogromnie cieszę, że rodzice dali mi możliwość wyboru studiów, że nie zmuszali mnie i siostrę żebyśmy medycynę skończyły (mama jest po farmacji i w zawodzie pracuje, tata jest ortopedą, plus 3/4 rodziny lekarskiej), chociaż po iluś latach się dowiedziałam, że tata strasznie był zły, że żadna z nas nie poszła na medycynę (siostra filologia angielska, kończy politologię).
Strzyga ale obrazek dostałaś ! Zazdraszczam 😉

Bischa -
poniekąd wiem co czujesz i współczuje Ci mocno.

Żadna praca nie hańbi. I dla mnie jest to bardzo sensowne przysłowie.

Moja matematyczka bardzo mądry wykład na ten temat nam zaserwowała. Puenta, która bardzo mi się spodobała brzmiała mniej więcej tak :
"Co z tego, że znam języki, co z tego, że całki i inne matematyczne dziwadła nie stanowią dla mnie problemu, co z tego, ze wyrecytuję Pana Tadeusza z pamięci. Skoro w momencie gdy padnie mi samochód każdy mechanik jest dla mnie bogiem, bo ja to co najwyżej mogę biadolić po francusku, recytować Pana Tadeusza i rozwiązywać zadania czekając na ratunek. " Dalej nie pamiętam ale Matematyczka absolutnie nie odbierała prawa mechanikowi do znania Pana Tadeusza czy całek, chodziło o spojrzenie na wykształcenie z tej momentami bezużytecznej strony.


Dawno mnie tu nie było, święta pochłonęły mnie całkowicie.
po pierwsze się pochwalę, ze były cudowne. Kolacja z rodziną, "pasterka" z przyjaciółmi. Nawiasem mówiąc uwielbiam te pasterki, bo to jedyny moment w którym jesteśmy wszyscy razem. Każdy rozsiany po świecie za sprawią pracy czy studiów wraca na święta do domu, a potem idziemy wszyscy razem zjeść, napić się i wybawić do białego rana. Tym razem wróciłam "tylko" o 6:30 🙂
Od niezastąpionego chłop... znaczy aniołka 😉 dostałam swój pierwszy Lomo aparacik

Od razu wyjaśnię co to jest, jest to mały plastikowy aparacik na klisze, z kątem widzenia 170 stopni.
Generalnie idea takiej fotografii to "shoot before you think". Czyli spontanicznie, bez kadrowania, bez większego pomyślunku.
Na wszystkie wyjazdy będzie jak znalazł 😉 Koleżanka miała na naszym eurotripie taki, więc mam przykładowe zdjęcie :

Ja po[s] lewej[/s] prawej ! 😉 Mam ochotę wycykać cały film, bo nieprzyzwyczajona jestem do tego, ze nie widzę efektów od razu  😜
Reszta dni świątecznych minęła mi na jedzeniu, spaniu, jedzeniu, spaniu jedzeniu i jedzeniu 😉
Chyba po prawej? 😎 Naszej prawej 😁
Kurde zawsze miałam z tym problemy !😀 Racja 😀  😂
Co do wykształcenia - to byłam niedawno na wywiadówce. W "elytarnym" liceum. Myśl przewodnia była: "Niech państwo IM COŚ powiedzą! ONI zupełnie nie chcą się uczyć!"
Se siedziałam i myślałam (tyle już lat chodzę, że wiem, że odzywać się nie należy 🙂😉: "Bo to inteligentni młodzi ludzie. PO CO mają się uczyć? No PO CO?"
Bischa, moi rodzice byli niemal obrazeni gdy rzucilam prace w banku, by pracowac... Na fermie strusi. A dla mnie to byla dobra decyzja, bo w banku sie dusilam.


Tak jak ja uciekłam z Banku do ....budowy dróg. Dziś inaczej do tego podchodzą. Martwią się, że praca w terenie, że ciągłe wyjazdy, mróz, nerwy. Ale wolę to niż posrane banki z pieprzniętymi planami do wykonania.
Bishia, ja swego czasu latałam z ulotkami. Marny grosz ale rachunek opłacony. Długi nie rosły. Ktoś dał mi szansę (własnie w tej branży, co pracuję), nauczył zieloną ekonomistkę i dziś mam pensję co miesiąc na koncie. Nie jest to może szczyt marzeń ale mamy z czego jeść chleb, za co opłacić kredyt i rachunki.
nine, niech dobrze służy, ja mam białego fiszaja
Bischa - przecież nie jest to praca docelowa - chcesz robić cokolwiek - wiec to sie chwali! Skończysz studia to i o innej pracy pomyślisz!

A ja widzę wywołałam swoimi dywagacjami burzę - nietety "dół" dopada każdego - niezależnie od wieku, płci czy statusu finansowego
dragonnia, to było w czasach, gdy plany dopiero wchodziły. I zaczynało wchodzić nazewnictwo "produkt bankowy". Ja czułam się jak pani na PP co wali stemplem. Czułam, że się uwsteczniam, co było do zdobycia w zasięgu moich możliwości w oddziale to zdobyłam. A zarobki relatywnie malały.
Nie zawsze to co rodzicom wydaje się dobre dla dzieci faktycznie takie jest. Dziś pewnie przyznali by mi rację, ale wtedy ze 3 lata byli oburzeni co ja zrobiłam. Że zamiast hodować paznokcie za biurkiem wolę obserwować strusie, konie i z nimi spędzać całe dnie.
Bischa - przecież nie jest to praca docelowa - chcesz robić cokolwiek - wiec to sie chwali! Skończysz studia to i o innej pracy pomyślisz!

A ja widzę wywołałam swoimi dywagacjami burzę - nietety "dół" dopada każdego - niezależnie od wieku, płci czy statusu finansowego


Bischa szczerze? Szczerze to mam mieszane uczucia. Chwali Ci sie ,ze chcesz pracowac i chcesz odciązyc finansowo rodziców ale...ja jako matka chyba tez bym nie chciala aby moja córa sprzatała samoloty. Poki mnie stac na jej utrzymanie, poki sobie jakos radzimy to.....niech lepiej mi pomoże. Po co ja mam placic jakies osobie za sprzatanie domu czy stajni. Chętnie jej dam zarobic a przynajmniej bedize sprzątala nasze brudy. Jest coś takiego w  rodzicach, ze swojego czasu starali sie bardzo aby dzieciak skonczyl studia, znał jezyki obce i...no jakby to ladnie powiedziec dziecko jest taką osobą ktora powinna spełnic niespełnione ambicje swoich rodzicow. Mama, tata zawsze marzą aby ich dziecko mialo w życiu lepiej niz oni, aby zajmowalo lepszą pozycję społeczną od nich. Nic na to nie poradzisz tak jest i juz. To nie oznacza ,ze przestaje sie kochac dziecko gdy to nie spełni pokładanych w nim nadziei, nie kocha sie nadal ale rodzic  (szczególnie faceci) lubią byc dumni ze swoich pociech, lubią sie chwalic ich osiągnieciami w szkole na studiach a pozniej chcą sie cieszyc ich karierami zawodowymi.
Dlatego rozumiem Twoich rodziców, sama mam corke ktora w tym roku skonczy 27 lat, przez ponad rok nie mogła znalesc pracy.Córa dorabiała korepetycjami, przygotowywała młodzierz do matury itp itd żal mi bylo patrzec na nią jak wysyłała kolejne cv, szła na kolejną rozmowe i znów-nic.Czy byłabym zła na nią gdyby poszla na sprzątaczkę, dozorce itp. Napewno nie ale wolałabym jak kazdy rozdzic aby powodziło jej sie lepiej w życiu.No cóż podłe czasy, nikt nie chce zatrudniac młodych niedoswiadczonych- trzeba jakos sobie z tym poradzic i wierze ,ze Twoim rodzicom minie ten okres rozczarowania - dla nich bedzie sie przede wszystkim liczyło szczęscie własnego dziecka.
ps- tez lubię ludzi wykształconych , dązacych do pogłebienia wiedzy choc w żaden sposob nie gardze, ba szanuje ludzi o kazdym statusie społecznym

Dodo- masz rację i ja nie znam czlowieka który nie miałby  choc raz w życiu 😀oła"
Faza, ale ja zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę. Rozumiem ich troski, chęci, myśli jak ja sobie poradzę, że czemu to i to itp, itd. Tak jak napisała Dodo, jest to praca tymczasowa, nie docelowa, bo potrzebuję już teraz, dlatego szukam czegokolwiek. Kończę studia w tym roku akademickim, chcę się jak najszybciej obronić (do końca lipca/września), mam dalekosiężne plany na następne dwa lata (chcę się bardziej dokształcić w wybranym kierunku, pt żywienie i dietetyka zwierząt, niestety SGGW nie daje mi takiej możliwości i chcę wyjechać na magistra do Krakowa), być może będę też mieć możliwość wyjechania na 2-3 miesiące do pracy do Holandii (przy krowach/koniach, może nawet tym i tym), ale wszystko będzie zależeć od tego kiedy się obronię. Chciałam wyjechać po obronie w lipcu, zostać do grudnia, ale nie wiem czy w lipcu zdołam się obronić, więc nic nie wiadomo. Rodzice o planach co do Holandii wiedzą, na temat Krakowa jeszcze nie (generalnie muszą wiedzieć o moich planach, żeby na ten czas jakoś zagospodarować moje mieszkanie w Warszawie), do Krakowa będę chciała koty i królika zabrać. Studia magisterskie zaczynają się od lutego w Krakowie, więc mam jeszcze czas...
Kurcze, Faza, byłam pewna, że masz max 40 lat 🤔 A tu córka prawie w moim wieku (w marcu 3 dychy skończę) 😁

A moje dzisiejsze plany wzięły w łeb 😵 Miałam w planach pojechać do salonu Orange, przedłużyć umowę, wymienić telefon i zmienić numer. Potem do biblioteki do siebie na uczelnię, a następnie na 16:40 do dentysty. No i rano o 7:30 obudził mnie budzik, nie wiem kiedy zasnęłam, obudziłam się, a tu...14:36 😵 Wczoraj po 5 zasnęłam grubo, ostatnimi dniami nie mogę spać. Dobrze, że nie obudziłam się o 16 (dentysta na 16:40 dzisiaj), bo porzebuję godziny na dojazd 🤦

Orange też załatwię, ale po dentyście, salony do 20-22. Bibliotek jutro i we czwartek musowo.
U mnie na odwrót. Przez Święta przeszłam samą siebie jeśli chodzi o długość spania. W dzień nie mogłam nigdy spać, nawet jako małe dziecko, a teraz - bez problemu, leżakuję sobie popołudniami... Dziwne, może zapadam w przerywany sen zimowy 😉

Dzisiaj przyszły mi poszukiwane od ponad pół roku buty  😍 Zaraz przetestuję  🏇
ja dzisiaj po jednym "wigilijnym" pogrzebie, do końca tygodnia jeszcze jeden, jak pomślę o rodzinach tych ludzi ...
cieszę się ze swoich nudnych świąt
tez bym se pospala w dzien :/
zamiast sie uczyc siedze i ogladam zdjecia z wypraw rowerowych  🙄
zoladek mi odmawia wspolpracy, dzis nie wiadomo o ktorej z pracy wyjde (oby jednak o czasie..) a rano na pobieranie krwi musze  🤔 ciekawe czy zemdleje jak zwykle.. i bardzo ciekawa jestem co mi wyjdzie, mam nadzieje ze nie bede miec bardzo slabych wynikow
ogurek, o matko 😲 Powypadkowe?
Ja się nalatałam po Warszawie, w necie nieaktualne informacje o salonach, część pozamykana o porze otwarcia (żadnej informacji, że w tym dniu będzie krócej) 😵
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się