Forum towarzyskie »

Do "ślepych" - okularnicy i soczewkowicze

Rtk dobre  😁

Melduje że air optixy się spisały. Spałam w nich 4 noce pod rząd i nawet przez chwile oczy nie były suche. Co prawda w dzień komfort noszenia troche mniejszy niż przy soflensach, zwłaszcza jak jest wiatr albo dymek w pomieszczeniu  😎
Od siebie polecam zabieg LASIK - przeszedłem przez niego już 2.5 roku temu i jak na razie wzrok perfekcyjny. Przedtem 20 lat noszenia okularów i 3 lata prób noszenia soczewek przemieszanych z leczeniem zapalenia spojówek - kompletnie mi się soczewki nie chciały przyjąć, jakbym ich nie pielęgnował.

Jak ktoś chce to mogę przekleić wrażenia po zabiegu, które publikowałem na innym forum na kilka dni po tym wydarzeniu.
Mój tato też miał ten zabieg, tylko u niego z -7 i -8 zeszli do -0.5, ale to było jakieś 4 lata temu, więc teraz na pewno większe wady korygują do zera. Ja muszę poczekać niestety, wada nie może się zmieniać chyba 2 lata czy coś takiego, już nie mogę się doczekać, mam już dość soczewek  🤣
to ja się ładnie uśmiecham o te opinie 🙂 w przyszłym roku lub trochę później czeka mnie coś takiego. -4,5 i -5,75.. chciałabym odzyskać pełną ostrość widzenia :/
ja ostatnio czesto nie zdejmuję soczewek ze względu na to że siedzę po nocy nad książkami lub przy komputerze a potem padam zmęczona nie myśląc w ogóle o tym żeby je zdjąć i na zmęczone oczy z uczuciem suchości mogę polecić krople Hyal Drop Multi.
Ja mam ok -1,25 - czy przy takiej wadzie wykonują operacje?
Z tego, co wiem to nie ma żadnych ograniczeń jeśli chodzi o wielkość wady, ja mam -2,5 i będę robić. Ogólnie jeśli chodzi o operacje, to jedzie się do kliniki rano, wraca się po zabiegu, jest bezbolesny. ogólnie jest tak, że się robi jedno oko, później drugie, bo trzeba nosić opatrunek na oku, ale jak ktoś chce można od razu na dwa, mój tato tak miał, bo wracał do pracy za granicę. Po zabiegu trzeba się co jakiś czas zgłaszać w tej klinice, nie pamiętam dokładnie jak to było z tatą, ale na pewno miał terminy ustalone. Jeśli chodzi o kobiety to moja okulistka mi mówiła, że najlepiej po porodzie robić, bo przy takim wysiłku może się coś tam zmienić w oku, ale raczej to rzadkie przypadki 😉
słyszałam że po jakimś czasie od zabiegu ogólnie powinno unikać się wysiłku fizycznego.
czytając fora zastanowiło mnie to:
KATAN napisał/a:
Mam szeroką źrenicę i słyszałem o efektach halo(haze,glare)??
Może znacie jakieś przypadki i lub ostrzeżenia?!


Mam tzw. "standardową" szerokość źrenicy i efekt halo (jasna obwódka wokół źródła światła) u mnie występuje. Nie jest to uciążliwe, jedyny problem to jazda samochodem w nocy poza miastem - samochody z naprzeciwka trochę bardziej oślepiają.
U moich znajomych, którzy przeszli przez lasik efekt halo nie występuje, więc może u ciebie też nie będzie występował.


jaki związek ma szerokość źrenicy z późniejszym efektem zabiegu? ja np mam dość szeroką źrenicę i czytając o tym efekcie 'halo' czy jak to sie tam zwie trochę się zaczynam obawiać.
Ale uprzedzam, to się w połowie zmienia w małe horror story, więc tylko dla tych o mocnych nerwach ;-) Ten tekst pisałem dzień po zabiegu, z perspektywy czasu mogę powiedzieć że po pół roku wszelkie efekty halo i inne (drobne!) niedogodności ustąpiły. Zrobiłbym to jeszcze raz gdybym musiał - to była jedna z najlepszych decyzji w życiu. To było - sprawdziłem - w sierpniu 2007, czyli dawniej niż myślałem, już 3.5 roku. Od tego czasu nie doświadczyłem żadnego nawrotu wady i wszystko jest super. W końcu mogę nosić latem ciemne okulary i pływać widząc co się wokół mnie dzieje...

Moja wada to było -4.5 na jedynym oku i -5 na drugim, plus dość znaczny astygmatyzm. Zniwelowane zostało do zera. OK, zatem poniżej moje wrażenia tuż po zabiegu....



10.08.2007

No cóż, nie byłbym sobą, gdybym sie nie podzielił wrażeniami po wczorajszym zabiegu LASIK. Dla niewtajemniczonych - to jest laserowa korekcja wady wzroku, polegająca na ukształtowaniu prawidłowego profilu rogówki za pomocą lasera. Temat więc jak najbardziej technologiczny  Ostrzegam - osoby, które źle reagują na samą myśl o dotykaniu oka, niech nie czytają - to jest pełen hardcore 

Do tego tematu wracałem myślami od jakichś 2 lat, jednak dopiero niedawno zdecydowałem się na wsadzenie głowy pod laser. Dzięki temu wczoraj po 23 latach ciągłego noszenia, nareszcie pożegnałem się z okularami. Ale może po kolei.

Zabieg poprzedzony jest badaniami kwalifikującymi. W zasadzie jak typowa wizyta u okulisty, z tym, że nieco więcej badań: oprócz zwykłego pomiaru wady wzroku (na komputerze i na tablicy świetlnej) i badania dna oka, mierzona jest grubość rogówki i wykonywana jest mapa jej kształtu. Dodatkowo, przy badaniu dna oka, nie żałują atropiny - jest zapuszczana 4 razy, co kilka minut... takiego światłowstrętu jak żyję, jeszcze nie miałem. Zakwalifikowałem się, termin zabiegu wyznaczono na "za miesiąc" - czyli w przyszły czwartek. W międzyczasie zwolniły się jakieś miejsca, więc zaproponowano mi przeniesienie terminu na wczoraj - na co się zgodziłem.

A więc wyglądało to tak:
- najpierw trafiłem do sali przedoperacyjnej, gdzie pielęgniarka dała mi sterylne szpitalne ciuszki (łącznie z szałową zieloną beretką  ), zapuściła krople znieczulające, przemyła oczy strumieniem wody, dała jeszcze raz kropelki - i zaprosiła do sali zabiegowej. Operacja jest wykonywana na leżąco, głowa jest unieruchomiona, nad głową wisi laser. Najpierw podawane są ponownie krople znieczulające, potem na powiekę zakładana jest rozpórka, która zapobiega mruganiu (i rozciąga powieki do granic wcześniej mi nieznanych), potem jeszcze chirurg oczyszcza oko i przygotowuje do zabiegu. Cały czas mam za zadanie patrzeć wprost w migającą diodę na urządzeniu.

Przechodzimy do części masakrycznej. Za pomocą specjalnego przyrządu odkrawany jest cienki płatek rogówki (dla niewtajemniczonych - wierzchniej warstwy oka). Nie do końca - na górnej krawędzi w dalszym ciągu jest on połączony z resztą rogówki, co tworzy taki jakby zawias. Jeżeli wszystko idzie dobrze, to w tym momencie ten płatek rogówki jest odchylany, lekarz kalibruje laser i rozpoczynany jest zabieg, polegający z grubsza na odparowaniu fragmentów rogówki. Potem z powrotem miejsce operacj zakrywane jest płatkiem rogówki, lekarz ustawia go na swoim miejscu - i już. Cały zabieg trwa ok. 3 minut na każde oko. Jeżeli wszystko idzie dobrze.

No cóż, ja tyle szczęścia nie miałem. Okazało się, że mam mocno ukrwioną rogówkę i po odcięciu płatka zaczęło się krwawienie. Zanim można było robić coś dalej, trzeba było je zatamować. A więc byłem na zmianę polewany kroplami znieczulającymi i adrenaliną która przyspiesza krzepnięcie krwi, i uciskany jakimiś narzędziami chirurgicznymi po powierzchni oka, aby dodatkowo zatamować krwawienie. Totalna masakra - leżałem i nie mogłem myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, żeby to się w końcu skończyło. Nie wiem co było gorsze - ta zabawa z gałką oczną, czy ucisk rozpórki na powiekach, który po 15 minutach (bo tyle zajęło każde z moich oczu) był już po prostu nie do zniesienia.

Ale na szczęście zabieg się powiódł. Takie komplikacje zdarzają się podobno raz na kilkudziesięciu pacjentów, ale nie stwarzają żadnych problemów - poza oczywiście zwiększonym dyskomfortem pacjenta. Trudno, na kogoś musiało wypaść...

Co potem? Opatrunek na oczy, godzina w poczekalni - zapłakany, bo oczy silnie łzawią po zabiegu, nic nie widzący, po odchyleniu opatrunku widziałem tylko jasną, rozmazaną plamę... jeżeli w ogóle udawało mi się otworzyć "pełne piasku" oczy. Po godzinie - badanie, mające na celu sprawdzenie, czy płatek rogówki utrzymał się na swoim miejscu. Wszystko gra! No więc dostałem kropelki które mam zapuszczać co 2 godziny i wróciłem do domu.

Pierwsze godziny po zabiegu - męczarnia. Uczucie piasku w oczach, więc odruchowo chce się zaciskać powieki. Te z kolei bolą jak jasna cholera po walce z rozpórkami - przecież to naturalny odruch zamknąć oczy, gdy ktoś w nich grzebie, więc wszystkie mięśnie wokół oka miałem obolałe, ponaciągane, z zakwasami (serio!).

Ale z każdą kolejną godziną i porcją kropel było coraz lepiej. Wieczorem mogłem zdjąć opatrunek (powinienem rano, ale i tak miałem non-stop zamknięte oczy, dość samokontroli żeby ich nie trzeć, a opatrunek tylko dodatkowo podrażniał - więc się go z ulgą pozbyłem). Po pół godzinie mogłem już normalnie otworzyć oczy i się rozglądać - wciąż obraz był nieco rozmazany i zamglony (ten efekt się utrzymuje intensywnie przez kilka dni, a zanika całkiem po ok. 2 tygodniach, a ból niemal ustał.

W zasadzie większość czasu od powrotu do domu, do teraz, przespałem. Rano: widzenie całkiem ok, już wiem że ostre, mimo ciągle utrzymującej się jeszcze mgiełki. Wygląda na to. że będę miał perfekcyjny wzrok - zero wady. Lewe oko, które mocniej krwawiło, ciągle jeszcze trochę pobolewa - ale to już jest nic i szybko powinno przejść. Jestem w stanie napisać ten tekst na komputerze, nie reaguję już na ostre światło (wczoraj było nie do zniesienia), mogę patrzeć i widzę. Wyglądam przez okno i widzę liście na drzewach kilkadziesiąt metrów ode mnie. Coś pięknego... Koło południa czeka mnie badanie kontrolne - chyba będę w stanie już pojechać tam samochodem 

Podsumowując: Zabieg nie był przyjemny, ale było warto.
🤔 aż mnie wzdrygnęło jak to czytałam..
aż mnie tu telepie jak czytam ten opis, fuuuj. Mimo, że ja mogę sobie w oku grzebać dowolnie to nie wiem jak bym zniosła to, że grzebie mi tam ktoś inny. I to jeszcze skalpelem  😲  trochę żałuję, że nigdy mnie na ten zabieg nie będzie stać, bo wadę mam potężną i przydałoby się coś z tym zrobić.
słyszałam że po jakimś czasie od zabiegu ogólnie powinno unikać się wysiłku fizycznego.
Prawda, pani doktor od razu mnie uświadomiła, że będę musiała pożegnać się z jazdą konną na jakiś miesiąc - dwa. Chodzi o to, żeby wszystkie cięcia dobrze się zagoiły, bo mogą nam szwy popękać.

Z tego, co wiem to nie ma żadnych ograniczeń jeśli chodzi o wielkość wady

Z tego co ja wiem, to ograniczenia są tylko przy operacji zeza, czyli to co ja będę miała za 1,5 tygodnia. Zez koryguje się operacyjnie gdy kąt jest większy niż 15 stopni.
Gillian to nie skalpel tylko laser 😉 skalpelem to i ja nie dałabym sobie oka pociachać, mało precyzyjne ustrojstwo jak na taką ważną część ciała
no mniejsza o to, chodziło mi o moment odkrawania płatka rogówki 🙂
Z tego co ja wiem, to ograniczenia są tylko przy operacji zeza, czyli to co ja będę miała za 1,5 tygodnia. Zez koryguje się operacyjnie gdy kąt jest większy niż 15 stopni.


I właśnie dlatego ja muszę łazić z zezem  😂
Zonk, współczuję, wiem jaki to ból 😉 W sumie, to nawet cieszę się, że aż tak schrzanił mi się kąt i mogę mieć tą operację. Nawet w najlepiej dobranych soczewkach jak się zamyślę, zapatrzę, czy mam zmęczone oczy, wyglądam jak osoba z jakąś chorobą psychiczną i źle mi z tym 😉
No właśnie, ja jak robiłam sobie kiedyś badania miałam 10 stopni, później chodziłam na takie specjalne ćwiczenia, było lepiej, przestałam chodzić i wróciło niestety, do tego nie mam zeza cały czas tylko jak się gdzieś zapatrzę, czyli w ogóle nie kwalifikuję się do operacji  🙁
Ja tez chodzilam na cwiczenia ortoptyczne. Jak sie teraz okazalo g... mi daly, bo teraz mam 18 stopni, czyli dokladnie tyle co przed cwiczeniami i pierwsza operacja.
Nie sądziłam, że kiedykolwiek odwiedzę ten wątek, a tu masz babo placek.

-0,75  🤔wirek: i obowiązkowo okulary do auta. Starość  😵

Czym najlepiej czyścić szkła? Słyszałam u optyka o płynie do mycia okien, ale nie wiem, czy to jakiś żart nie był ...
Czyszczę zwykłą chusteczką higieniczną i jakoś moje szkiełka żyją, źle się nie mają, a smug nigdy nie widać.  😁 Specjalne szmatki do okularów, jak na złość, są gorsze dla mnie od chusteczek.
u mnie najlepiej sprawdza się własny rękaw  🤣 mam specjalne szmatki do szkła, ale zawsze jakoś leżą za daleko  😁
Irchą najlepiej. Jak dotąd to najbardziej się u mnie sprawdziło. Kilka pociągnięć i szkła są czyściuteńkie i piękne.
Aczkolwiek za elegancko to ta szmatka nie wygląda. 😉
Lena, witaj w klubie. Mam do komputera, nauki i prowadzenia samochodu. O.o
Starość! :P Ma czyszczę ściereczką z mikrofibry, którą dostałam z etui - całkiem fajna ;-)
Ja mam od tygodnia soczewki. Nareszcie. Po tylu latach nie widzenia tablicy, ludzi i ogólnie wszystkiego. 😎
Lena, -0,75 to juz na codzien bym nosila. niby nie duzo, ale jak sie przyzwyczaisz to zobaczysz, ze bez bedzie gorzej.

czyszcze mokrymi chusteczkami do okularow, w Schlecker maja dobre. specjalna szmatke od optyka tez mam, ale to juz nie to.
Mam pytanie do kupujących soczewki przez internet - czy znany jest wam allegrowy sprzedawca soczewki_4U ; http://allegro.pl/my_page.php?uid=12279174 ?
Bardzo zachęcające ceny, ale mam wątpliwości.
ktoś nosił soczewice BIOFINITY?
Mam pytanie do kupujących soczewki przez internet - czy znany jest wam allegrowy sprzedawca soczewki_4U ; http://allegro.pl/my_page.php?uid=12279174 ?
Bardzo zachęcające ceny, ale mam wątpliwości.


poczytaj komentarze neutralne i negatywne i porównaj koszty przesyłek.
Ja się dopiszę do grona osób, którym zachciało się poprawić sobie wzrok laserem. 😉 U mnie była to metoda PRK. Wada wyjściowa -6. Zabieg miałam 25 sierpnia i na chwile obecną z całego serca żałuję, że się zdecydowałam. Widzę dobrze, zostało mi jakieś -0.5, proces gojenia i przystosowywania oka wciąż trwa, ale... Od dnia operacji dokucza mi światłowstręt i łzawienie oczu.

Po trzech tygodniach od zabiegu lekarz stwierdził, że to być może alergia, kazał odstawić wszystkie leki, przepisał mi inne krople, kontrola za kilka dni. Zero poprawy, czułam się wręcz gorzej. Nie mogłam dopchać się na wizytę (doktor przyjmuje tylko w czwartki), więc poszłam na konsultację do innego. Nawet w pomieszczeniach miałam na nosie ciemne okulary, bez tego nie dawałam rady... Drugi lekarz przepisał mi inny zestaw lekarstw, po kilku dniach nastąpiła pewna poprawa, ale polecił mi jak najszybszą wizytę u lekarza, który operował. U niego byłam w środę, a w międzyczasie udało mi się zapisać do swojego na czwartek, więc następnego dnia poszłam.

Obejrzał mi oczy i powiedział, że nabłonek, który odrasta (podczas zabiegu się go ścina), nie przylega do rogówki tak jak powinien, ale poza tym nic się z okiem nie dzieje. Leki miałam przestać stosować, zostawić tylko nawilżacz. Założył mi soczewki opatrunkowe, żeby ten nabłonek miał lepsze środowisko do narastania i kazał zadzwonić po kilku dniach.

Niestety nie poprawiało się ani trochę, doktor ręce rozkładał, że on nie widział jeszcze takiego przypadku i zaprosił mnie do kliniki do Katowic. Pojechałam. Porobili mi badania, przeskanowali oko z góry na dół - nie ma nic - oczy czyste, nabłonek prawidłowy. Soczewki mi zdjęli. Powiedzieli, że rzadko, ale zdarza się, że niektóre osoby bardzo długo cierpią na podobne objawy, że taka wrażliwość organizmu itd. Jedna pani doktor miała pacjenta, który pół roku zmagał się z taką nadwrażliwością...

W Katowicach byłam na początku października, tydzień później miałam jeszcze jedną kontrolę u siebie, w Krakowie i doktor zapewnił, że nic się nie dzieje i trzeba czekać aż to przejdzie samo.

Dzisiaj mamy już listopad i przez ten ostatni miesiąc niewiele się zmieniło. Nie ma mowy, żebym wyszła na zewnątrz bez okularów, a jak jest ostre słońce to nawet w okularach jest bardzo ciężko, łzy od razu lecą, a ja nie mogę patrzeć. Nie mogę dłużej niż kilkanaście sekund skupić wzroku na czymś, bo od razu płaczę. Jedyna pozycja w jakiej jest mi dość wygodnie, to patrzenie w podłogę... Studiuję wychowanie fizycznie, w obecnej sytuacji jest mi bardzo trudno, ale jakoś daję radę. Na zajęciach sportowych jak się czymś zajmę i nie myślę o oczach, to nie jest najgorzej. Na wykłady nie chodzę, bo nawet światło rzutnika mnie razi i nie jestem w stanie wysiedzieć 1,5 h. Strasznie jestem tym wszystkim podłamana, ciężko tak żyć.

Wkurzyłam się i byłam wczoraj u jeszcze innej lekarki. Ogólnie oczy po zabiegu są ok, ale całkowity proces zagojenia przy PRK trwa ok. pół roku (czego mi nie powiedziano przed operacją). Mówiła coś o przejrzystości czegoś tam, że jeszcze nie do końca to wygląda jak powinno, ale że nie powinnam mieć aż tak silnych objawów po takim czasie. Dodatkowo mam podrażnione spojówki i to wszystko może spowodowane alergią, słabą tolerancją na typ lasera jaki zastosowano, złym wydzielaniem łez (jeżeli ktoś ma niewłaściwe wydzielanie, to jest przeciwwskazanie do zabiegu, a ja nie miałam takiego badania na kwalifikacji...), albo problemem z nerwami, które się nacina przy zabiegu, jeśli dobrze zrozumiałam...

Dostałam nowe leki, pierwszą dawkę wzięłam wczoraj wieczorem. Zobaczymy czy to coś da, mam nadzieję, że tak. Jeśli nie, to nie wiem co zrobię, coraz bardziej tracę nadzieję, że mi to minie, bo od miesiąca wszystko stoi w miejscu...
kurczę Pursat starszna kicha  :przytul:
Ja tez mam juz sporą wadę ktora cały czas postępuje ale operacji się zwyczajnie boję. Czasem tylko taki żal ogarnia że rano po przebudzeniu się "nie widzi", trzeba okularów szukać, potem soczewki zakładać. Nie zapominać pilnować, nie trzeć oczu itd.

przyszła mi do głowy pani doktor Madej - można ją łapać na Galla
może ona coś poradzi?
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się