Forum konie »

stawanie dęba, końskie bunty itp. niesubordynacje...

Ale to na maneżu w końcu chodzi ok, czy nie. Bo raz piszesz z bryka i ponosi, a raz, że jest ok.

A jeżeli chodzi o sam fakt brykania i ponoszenia, to najpierw sprawdźcie dopsaowanie siodła i ewentualną bolesnośc kręgosłupa. Do tego sprawdźcie dopasowanie kiełzna. A następnie popracujcie z nią ujeżdżeniowo pod czyimś konkretnym okiem, bo dobrze ujeżdżony koń jest do opanowania.
Sprawdzaliśmy, siodło jest w porządku - nie idealne, ale nie uwiera jej nigdzie (nie mam możliwości zmiany na idealnie dopasowane - to nie mój konik i nie mogę się tak wtrącać i być upierdliwa). Macałam jej grzbiet i nie wykazuje oznak bólu, patrzyłam też jak chodzi i nic nie wskazywało na jakieś bóle. Ogłowie też jej pasuje.
Młoda chodzi dobrze, jeśli ma ochotę, potrafi iść jak osiołek. Może to przez to, że "jest w ciąży" - oznak żadnych, a "ma rodzić w połowie maja" - od grudnia ma luzy bo tu było ślisko, tam nie było czasu.. może się rozbestwiła baba 🙂 Wiem, że po kupnie tj. czerwiec do niedawna chodziła genialnie w porównaniu z tym.. bo teraz mojej koleżance nie daje się osiodłać, ani wsiąść - dzisiaj zobaczę jak będzie ze mną.
Główny nasz problem taki, że nie możemy sobie pozwolić na trenera..
Dwie nastolatki przyjeżdżają do pewnego gospodarstwa i usiłują coś popracować z dwoma młodymi końmi - tak właśnie jest i wiem jak to wygląda, staramy się to ogarnąć. Na okrągło czytam, pytam, przyglądam się kiedy gdzieś jadę sesje robić to słucham co trener mówi itd., ale chyba wszyscy wiemy, że czytać sobie mogę i słuchać 🙂

pozdrawiam.
Może to przez to, że "jest w ciąży" - oznak żadnych, a "ma rodzić w połowie maja"


Ta klacz jest źrebna? Jesli tak, to termin ma za kilka dni, bo juz prawie polowa maja. A w takiej sytuacji pracowac pod siodlem nie powinna, mozna jezdzic na spokojne spacerki na oklep. Jesli źrebna, to nie ma sie co dziwc, ze tak sie zachowuje, moze ja cos boli.
nie chodzi pod siodłem od.. chyba miesiąca, albo i więcej.
wygląda jak zawsze i brzucha nie ma - sądzę, że nie jest źrebna, widziałam kobyły z terminem na maj z brzuchami do ziemi, a ona miała tylko leciutko zaokrąglony przy czym jak to powiedziałam właścicielowi to chyba sam już nie jest pewny. wet był.
pytam, bo chcę wiedzieć co robić, kiedy już będzie można wsiadać.
jedziemy sobie spokojnie kłusikiem i nagle koniowi odwala i pędzi prosto przed siebie
Wyrwane z kontekstu, ale na ten aspekt chciałam zwrócić uwagę. Rzadko się zdarza, żeby był super spokój, koncentracja na człowieku, komunikacja - i NAGLE robiła się katastrofa. Jak się konia zostawia na autopilocie, może być trudno wychwycić wczesne sygnały, że koń bardziej kieruje się swoim widzimisię (albo innych koni), niż komunikatami z wierzchu. Warto się zająć podtrzymaniem komunikacji w porę. Jeśli koń wydaje się trochę "nie taki", to można w zależności od warunków zrobić kilka kroków ustępowania, poprzeplatać chody co kilka kroków, objechać kilka drzew slalomem - cokolwiek, co upewni, że da się z koniem pogadać.
No to fakt, że wtedy się zagadałyśmy, młoda miała dość luźne wodze i zaczęła głupieć.. może to faktycznie dobry pomysł  🙂 w każdym razie dzięki, że ktoś odpisał.
Również borykam się z problemem stawania dęba, lecz to nie jest zwykłe stawanie dęba. Koń zawiesza się na pysku, nie mam możliwości go skręcić, szarpnąć ani nic, ponieważ nie czuje. Jeżeli chcę go "bujnąć" do przodu, to na dodanie łydki reaguje jeszcze wyższym dębem. A jak staje dęba to robi w ciągu 15s 5-6 skoków do góry w tym ruszenie do przodu na dwóch nogach i z dwoma w górze jak w filmie "Zorro".
Koń bryka góra dół, unosi lekko zad, że mnie wyrzuca do przodu a potem stójkę do góry, ze do tyłu i tak latam po tym siodle.
Zrobił mi tak 3 razy w ciągu 4 miesięcy bodajże i tu jest to dla mnie mało zrozumiane, ponieważ raz zrobił to przed wyjazdem w teren ale to było dość łagodne i chwilę nie chodził więc rozumem, drugim razem na ujeżdżalni robił seryjki wzięłam na lonże wyszedł cały mokry, ale tez nie do końca mu przeszło (potrafił zatrzymać się z galopu  to zrobić) i trzeci raz wczoraj, na jeździe chodził spokojnie jest ogierem ale chodził z kobyłą bardzo fajnie. Skończyliśmy jazdę i z koleżanką chciałyśmy iść na groblę je występować, tylko ja go przeprowadziła przez kostkę brukową, bo ma strasznie wrażliwe kopyta i wsiadłam. No i się zaczęło góra dół, góra dół, a ze było ślisko nogi mu podjechały i się wywaliliśmy. Całe szczęście nic nam się nie stało, tylko mamy trochę tyłki poobijane.
Myślałam, że mu zaczęły hormony buzować, ale jednak nie bo zamiast do kobyły to pobiegł w kierunku stajni, ja zagwizdałam od przeszedł do stępa i czekał.

Więc proszę o pomoc, co robić w sytuacji w sumie bez wyjścia, bo zawieszenie na pysku, dodanie łydki no nic nie działa : <
Może ktoś miał podobny problem i z tego wyszedł.
drobna, On musi być tym ogierem?
Teraz ma licke to raczej tak, ale to nie jest sprawa tego, bo nie gnał do kobyły, która stała koło niego  ani nic, tylko do siebie do stajni.
ostatnio zaliczam bunt Pana Konia. Już kiedyś sie pojawił. Przy zatrzymaniu lub mocniejszym pociągnięciu za wodze stawał deba. raz byłam totalnie nieprzygotowana i jeszcze bardziej go pocignełam i zleiałam  😵
na szczeście wtedy problem zniknął, jednak znów się pojawia;/ KOń chodzi super swietnie dopóki nie zacznie sie nakrecać. Wtedy go musze mocniej przytmymac lub zrobić kilka przejsć do stój, a wtedy zaczyna sie buntować i skakać w górę lub cofać sie.... Na szczęście respektuje bata, i na dotknięcie batem zadu idzie do przodu.. Jedyny sposób na wyciszenie go to drążki w kłusie na ciasnej ósemce.tylko jeśli bedziemy w takim tempie przełamywac bunt, to nas koniec świata nastanie  😵
JSBach, Na mojego działa coś innego. Jak mu nie dam się nakręcić, nie każę mu stać, nie nadużywam wodzy przy zatrzymaniu czy przejściu w dół, to nie wspina się. Jak się zdąży zdenerwować i już-już czuję, że jeszcze chwila i koń zrobi świecę, to przechodzę do stępa i robię zwrot na przodzie albo jakieś ustępowanie, w kłusie "najwolniejszym jak się da" wolty kręcę i jakoś idzie. Już się gościu nie wspina.
drobna, Aaaaha. Pytanie pro-forma, sporo ludzi lubi sobie ogiery bezlicencyjne trzymać. 😉 Z logicznego punktu widzenia: skoro on wiesza się na wodzy przed "całą zabawą", to może by najpierw zająć się tym wieszaniem? wyczuć, kiedy on się wieszać zaczyna i wtedy go czymś zająć? Tylko tyle mi przychodzi do głowy, ale nie wiem czy dobrze kombinuję, bo ja to taki jeździec bez głowy wśród pól i lasów.
Sankaritarina- to nie jest takie proste jak sie wydaje, próbował już różnych sposobów, ale on się zawiesza w ułamku sekundy, on nawet potrafi sie zawiesić w locie w skoku, może jak przerzucimy się na hackamore to będzie lepiej i to stawanie dęba on nie robi, ze mnie ostrzeże, żę będzie stawał tylko nagle i to takie świece wali, że modle się żebym nie spadła. A co do wieszania próbuję go tego oduczyć ale poprzedni własiciel jeździł na czarnej non stop i ciężko go tego oduczyć, na jeździe tak nie robi bo ciągle jest czymś zainteresowany, a jak już to zrobi to na drążki go lub coś w tym stylu.
drobna a nie miał jakiejś niemiłej przygody w terenie?

Mi sie zdarzyły takie sytuacje po tym jak miałam bardzo nieprzyjemną przygodę dla konia w ternie. Po tym wydarzeniu nawet jak chciałam podjechać spod stajni na plac - koń się wspinał - ewidentnie bał sie odjechac spod stajni. Również jak z placu chciałam wyjachać poza teren występować - to samo. Trwało to jakieś dwa tygodnie, poradziłam sobie w ten sposób, że prosiłam kogoś żeby stał z batem z ziemi i w momencie jak kon się buntowal - tylko postraszył - działało, najpierw chodziłam na krótkie spcerki, zeby koń widział stajnie, potem dłuższe i dłuższe, chwaliłam go jak grzecznie poszedł - i problem zniknął.

Może to być jeszcze objaw buntu przed pracą - jak mój koń miał własną opcję na trening - próbował mnie tak zastrszac.
Jeśli mogę Ci cos poradzić - spórbuj przez jakiś czas wsiadać zawsze z osobą na ziemi z batem która jak koń zacznie kombinować  - postraszy go a nawet jak trzeba - tryknie. Oczywiście musi to być osoba zmyślna, skupiona na Tobie tylko - wiadomo że musi zaregować w momencie kiedy koń zaczyna kombinować (zanim się wespnie) bo jak już sie wespnie to wiadomo że lepiej nie robić nic.
Ja mam problem z pewną klaczą. Staje dęba. A było to tak - koń spokojny normalnie zaczęło się zajeżdżanie. Pewnego dnia koleżanka poszła z nią na hale (bodajże konia 3 jazda)i chciała sobie wyrównać strzemiona. Druga koleżanka jej pomaga. W pewnym momencie konikowi coś odwaliło. Stanęła dęba i na plecy. Koleżanka miała połamaną miednice. Kilka miechów w szpitalu. Ja brałam ja na ląże. Oczywiście w czasie siodłania była pokazówka ze stawaniem dęba w czasie podciągania popręgu. Ja stałam spokojnie. Koń sie uspokoił i od tamtego czasu dęba nie stawała w czasie siodłania. Po 2-3 miesiącach chciano na nią wsiąść to jak tylko wkładano nogi w strzemiona było stawanie dęba. szef zakazał siadania na nią. Koń nie barny na lążę, na jazdy stał sobie i jadł jak wczesniej. Dwa miesiące temu przyjechał do nas instruktor i zaczęłam z nim klacz zajeżdżać od poczatku. Wsiadł na nią, ona nic. Potem ja wsiadłam, również nic. Bunty wszelkie kończyły się na cofaniu się. Nie wykazywała żadnych chęci stawania dęba. Po pewnym czasie już sama na nią siadłam, a ona nic nie robiła. jakieś 2 tygodnie temu przed jazdą(stoi w stanowisku) ubrałam ją i chciałam wyciagnąć ze stnowiska. Nacisnęłam na jej pierś dwa razy by wyszła, ta stanęła dęba i na plecy (czyli na ściankę stanowiska która ją odbiła) po czym ja wyszłam szybko z jej stanowiska poczekaliśmy chwile aż się uspokoi, ściągneliśmy z niej wszytsko by zobaczyć czy czegoś sobie nie zrobiła. Niestety cały kłąb miała zdarty. Konik chodził na ląży od tego czasu na pasie. 2 dni temu gdy zobaczyłam ze wszystko sie zagoiła wzięłam ją na jazdę. Najpierw ląża potem na nią wsiadłam.Stała spokojnie jak nigdy, niczego się nie bała, szła równo(tylko stęp i kłus). Jednak boje się zaczynać z nią pracy bo stanie dęba i wiadomo - upadnie na plecy. Jak ją tego oduczyć? Co mam robić gdy staje dęba? Czemu ona to robi? Jak ją karać?
toltek - nie miał, w teren chodzi zawsze jako czołowy, jest odważny i się nie płoszy, a to ostatnie stawanie dęba to było po treningu.
Ale mimo wszystko spróbuję z  tym bacikiem. Dziękuję bardzo :kwiatek:
Koń zawiesza się na pysku, nie mam możliwości go skręcić, szarpnąć ani nic, ponieważ nie czuje. Jeżeli chcę go "bujnąć" do przodu, to na dodanie łydki reaguje jeszcze wyższym dębem. A jak staje dęba to robi w ciągu 15s 5-6 skoków do góry w tym ruszenie do przodu na dwóch nogach i z dwoma w górze jak w filmie "Zorro".
Koń bryka góra dół, unosi lekko zad, że mnie wyrzuca do przodu a potem stójkę do góry, ze do tyłu i tak latam po tym siodle



Chyba miałam identyczny problem.
Zwlekałam idiotycznie z wycięciem folbluta, nie wiadomo po co. Pojawił się problem taki jak twój - zawieszanie się na ręku i podnoszenie. Nazywałam to "delfinki". Nie było sposobu - oddanie ręki powodowało odpał bez kontroli kierunku, pysk uciekał do przodu. Jakiekolwiek zadziałanie ręką to było to na co czekał: opierał sie na ręku, podnosił na dwie nogi i zabierał susami do przodu i w górę. Najpierw pojawiło się toto w terenie, tam gdzie dość bezmyślnie zawsze w tym samym miejscu robiłam galopy. Potem sprawdził czy działa na placu i działało. Doszło do tego, że wsiadałam przed stajnią, przekładałam nogę przez siodło, lekko zbierałam wodze, a koń już się podnosił na dwie nogi - nie na maksa, lekko, tak żeby na tych dwóch nogach się przemieszczać, a nie wywrócić do tyłu.
Wsiadali różni doradcy i zsiadali. Być może byłam wtedy za mało doświadczona żeby sobie poradzić, ale i dziś nie wiem co bym zrobiła.

Otrzeźwiałam po awanturze na hali, która skończyła się wywrotką na bandę. Uświadomiłam sobie czym ryzykuję.
Ponieważ dojrzewałam do kastracji tego konia, a narów delfinków pojawił się razem z wzrostem zachowań ogierzych, to rozwiązanie nasuwało się samo: ciąć. Albo będzie lepiej, albo tak samo, gorzej być nie może.

Wsiadając pierwszy raz po kastracji miałam pełne gacie strachu. Miałam nadzieję, że może będzie lepiej o 10%, a potem o 20 i stopniowo sprawa się załagodzi. Ale nie liczyłam na zupełne wycofanie się narowu. A tu zonk: koń nie zrobił nic! Nic. Chociaż był wystany, i minęło zaledwie te dwa tygodnie od zabiegu. A jemu już przeszło! I nigdy chwała Bogu nie wróciło. Może z 10 razy przez kolejne 10 lat znajomości z tym koniem zdarzyło mu się dla żartu - wyraźnie dla żartu, nie dla sprowokowania konfliktu, jak kiedyś - zrobić małego delfinka, pojedynczego. Ale wtedy wystarczyło lekko puknąć batem w zad. Ponieważ kolejnym z jego narowów było oddawanie na bato, to puknięcie zmuszało go do przeniesienia na moment ciężaru ciała na  przednie nogi, i po małym baranku wracał na pomoce.
Jednak skala tych zabaw była nieporównywalna z tym, co działo się przed kastracją. Tamto to było coś, nad czym nie panowałam, a koń zdawał sobie z tego sprawę. Brr.

Życzę Ci, żeby te akcje też stały się dla Ciebie tylko wspomnieniem.
dempsey- no rzeczywiście problem taki sam, jak od 2 dni powaznie zaczełam się zastanawiać nad wycięciem, ale dosał teraz licencje i mi szkoda bo jak się wywaliliśmy to jak wspominałam nie gnał do kobyły tylko do boksu do stajni. Ale jeżeli zdarzy się jeszcze raz taka sytuacje trzeba będzie podjąć "męską" decyzję i wyciąć.Wole już mieć wałacha ale uratowane życie 🙂

:kwiatek:
Nie jestem pewna czy w tym temacie piwnnam pisać, ale spróbuję.
Moja klacz na ujeżdżalni nie chce galopować w prawo-ani na lonży, ani pod jeźdźcem.Ma 9 lat, chodziła kilka sezonów w rekreacji, ale od niecałych 2 lat chodzi tylko pode mną. Jeśli chodzi o lonżę-to dzięki pracy pod siodłem wie już , co to jest koło-i nawet je już utrzymuje. Lonżowałam ja tylko kilka razy-właściwie dla sprawdzenia, jak się bedzie zachowywać, bez żadnych patentów, w ogłowiu, ale na kantarze. W lewo szła nawet dobrze, przy pierwszych galopach trochę się kładła do srodka, ale przy następnych odnosiłam wrażenie ze mniej. Natomiast w prawo był stęp, kłus( co jak dla mnie ruch w prawo na lonzy już był sukcesem), ale po pierwszych krokach galopu była stopka i zmiana kierunku. No ewidentnie nie chciała.Oczywiście zawracałam ją z powrotem w prawo, ale już bez galopu.
Po jeźdźcem kładzie się na prawą łydkę, wygieta w lewo i włącza dopalanie.
W terenie zawsze patrzę na którą nogę galopuje i całkiem czesto jest to galop na prawą nogę, więc nie wiem o co chodzi.Fakt, że w terenie jest to galop zazwyczaj po prostej, a na ujeżdżalni to już nie za bardzo. Mało tego-czasami daję sygnał do galopu z lewej( galopujac w lewo po ujeżdżalni), a ona zagalopuje na prawą nogę, bez tego kładzenia się na prawą łydkę . Ktoś cos rozumie z tego? Bedę wdzięczna za wszystkie sugestie :kwiatek:


Chyba miałam identyczny problem.



super, że tak pomogło, a co poradzicie na podobne zachowania u klaczy ?  🙄
drobna, jeśli będziesz mieć trochę szczęścia, to mu przejdzie  🤔 Trzy konie widziałam, którym, po przypadkowym (?) wywaleniu się na twardym przeszło jak ręką odjął. Może będziesz miała farta. Jeśli nie - to fakt, jakoś jądra ze wspinaniem "idą w parze". Co jeszcze? Nie bardzo rozumiem - dlaczego jeździsz na wędzidle, na którym nie masz żadnego wpływu na konia? Co to znaczy - nic - nie da się zrobić? Trudno mi powiedzieć, co się robi w tej mini-sekundzie w każdym (odmiennym przecież) przypadku, ale "coś" powinno dać się zrobić. "Odangażowanie" zadu? Da się łydką przesunąć zad? Ustępowanie ma opanowane? Powinnaś też "dysponować opcją" wygięcia szyi - w każdej chwili. Koń wygięty nie ma szans się wspiąć. Dlatego tez bałabym się założyć haka na dębującego konia 🙁, bo możliwość silnego wygięcia szyi jest ograniczona.
montana, a to nie ma nic wspólnego z rują? Bywają klacze, które, gdy się grzeją, okropnie reagują na łydkę - nawet nie musi działać, wystarczy, że "smyra". Na jednej takiej można było jeździć w czasie rui, ale praktycznie bez łydki, i uważać, żeby się nie cofnęła (łydka) w stronę słabizny. Ta sama "panna" miała też... wagę? w grzbiecie? Ktokolwiek cięższy - i leciała na plecy. Z punktu. I weź tu zgadnij - kto akurat za ciężki  🙄 Więc chodziła pod dziećmi  🤣 - i był spokój.
Zawsze pozostaje pytanie, do jakiego stopnia koń został znarowiony (zawsze mi zimno, gdy myślę, co się musiało dziać kiedyś, żeby doprowadzić do stanu kompletnej anty-współpracy). Bo jeśli problemem jest bunt-bo-bunt, i kiedyś został przez konia "wygrany", raz i drugi, to "wyleczenie" z jednego narowu zazwyczaj nie pomoże  🙁 Pojawi się inny  🙁 Mamy w stajni klacz, która wspinania się (groźnego) zaprzestała dość szybko. Co z tego? Skoro włączyła stój? STÓJ, z którego nie rusza absolutnie nic, ani marchewka, ani bat  🙁 Każdy sposób (a niektóre przemyślne) "uruchomienia" rozgryza piorunem - skutkuje ze trzy razy i STOP. Kiedyś w terenie! stanęła właścicielce i STAŁA 40 minut, mimo, że koń prowadzący odchodził - i wracał - i odchodził. Ech, przynajmniej stoi się bezpiecznie  😀iabeł: (czego np. o cofaniu bez opamiętania nie da się powiedzieć :/)
halo - a jej nic fizycznie nie dolega? Przecież jak koń tak na wszelakie sposoby, często niewygodne (no, co najmniej obrywa regularne wkroje batem przecież!) próbuje uniknąc współpracy z człowiekiem, to musi być zdesperowany... Ja bym powiedziała, że coś go, jeśli współpracuje, boli bardziej, niż jak nie współpracuje. Nie wierzę we wredne konie, albo inaczej: nie wierzę w konie, które wolą obrywać "bo tak" - one mają powód... poważny, w ich świecie. Trzeba go znaleźć, jeśli się nie chce być gwałcicielem.
halo - jak już wspomniałam on zawiesza się na pysku, nie mam wtedy nad nim żadnej kontroli, na każdym wędzidle robi to samo, dodanie łydki powoduje jeszcze większego dęba, na chwilę obecną trochę zmądrzał, jest ostrożny i potulny jak baranek 🙂

Ale chyba mój problem ze stawaniem dęba po weekendzie będzie rozwiązany. Trenerka podesłała mi link do wątku o wilczych zębach i co się okazało... Konie również przez zęby stawały dęba, rzucały głową, brykały itd. U mojego właśnie 2 tyg temu zorientowaliśmy się , ze ma wilcze ale, u nas na stajni zawody w tym tyg, wet też odkładał termin i wkońcu będzie miał po weekendzie. Mam nadzieję, ze dzieki temu wszystko się wyjaśni.
Polecam przeczytanie wątku o wilczych zębach i sprawdzenie ząbków naszych pociech.

Pozdrawiam 😉
dea, dolega jej... ciągle co innego, czego jakoś nie daje się zdiagnozować konkretnie 🤔. Wszystko posprawdzane. Z ziemi - anioł. Na padoku - królowa życia. Właścicielka już spokojnie mogłaby chód sportowy uprawiać po setkach już chyba kilometrów spacerów w ręku (no i kupić ze dwa konie za wet-rachunki 🙁) Na wszelkie ew. dolegliwości powinna mieć... spokojny ruch pod siodłem... w rozluźnieniu 🙁 - co, niestety jest a-wykonalne. A batem nie obrywa, bo to kompletnie bez sensu - ze dwie próby podjęto, i wystarczy. Ktoś gdzieś, kiedyś, do takiego stanu doprowadził, być może właśnie lekceważąc poważną dolegliwość, lub... stosując pipipi "metodę" "dobrze unieruchomić i lać", lub jedno i drugie. Dlatego pewnie trafiła na pastwiska (i do hodowli), skąd kupiła ją obecna właścicielka, zachwycona wyglądem, ruchem, rodowodem, potęgą skoku i przyjaznością w obejściu  😜 I tam (na pastwiska) z powrotem trafi.
Nie jestem pewna czy w tym temacie piwnnam pisać, ale spróbuję.
Moja klacz na ujeżdżalni nie chce galopować w prawo-ani na lonży, ani pod jeźdźcem.Ma 9 lat, chodziła kilka sezonów w rekreacji, ale od niecałych 2 lat chodzi tylko pode mną. Jeśli chodzi o lonżę-to dzięki pracy pod siodłem wie już , co to jest koło-i nawet je już utrzymuje. Lonżowałam ja tylko kilka razy-właściwie dla sprawdzenia, jak się bedzie zachowywać, bez żadnych patentów, w ogłowiu, ale na kantarze. W lewo szła nawet dobrze, przy pierwszych galopach trochę się kładła do srodka, ale przy następnych odnosiłam wrażenie ze mniej. Natomiast w prawo był stęp, kłus( co jak dla mnie ruch w prawo na lonzy już był sukcesem), ale po pierwszych krokach galopu była stopka i zmiana kierunku. No ewidentnie nie chciała.Oczywiście zawracałam ją z powrotem w prawo, ale już bez galopu.
Po jeźdźcem kładzie się na prawą łydkę, wygieta w lewo i włącza dopalanie.
W terenie zawsze patrzę na którą nogę galopuje i całkiem czesto jest to galop na prawą nogę, więc nie wiem o co chodzi.Fakt, że w terenie jest to galop zazwyczaj po prostej, a na ujeżdżalni to już nie za bardzo. Mało tego-czasami daję sygnał do galopu z lewej( galopujac w lewo po ujeżdżalni), a ona zagalopuje na prawą nogę, bez tego kładzenia się na prawą łydkę . Ktoś cos rozumie z tego? Bedę wdzięczna za wszystkie sugestie :kwiatek:


Uważam, że problem z galopem leży w braku "podstaw" w utrzymaniu przez konia równowagi w ruchu po okręgu. Jeżeli klacz nie może zagalopować poprawnie na lonży - nie licz, że zrobi to pod siodłem. Ruch pod siodłem wymaga od konia większej umiejętności w trzymaniu równowagi niż na lonży.
Lonża pokazuje symptom głębszego problemu z brakiem rownowagi konia w chodach zarówno bez jak i z jeźdźcem na grzbiecie.
Z tym brakiem równowagi musisz się zmierzyć.
Jak do tego się zabrać?
Na pewno nie przez siłowanie się z galopem konia już teraz, na tym etapie. Wróć do niższych chodów. Sięgnij po ćwiczenia w stępie i kłusie na ugięcia boczne, na wzmocnienie mięśni grzbietu. Ogólne - na dwie strony konia. Konsekwentnie - przez kilka tygodni-miesięcy.
Zapomnij na razie o galopie.  Poszukaj, poczytaj, spytaj się doświadczonych na miejscu. Z czasem, jak koń się powyciąga i wzmocni mięśnie grzbietu, poprawi się również jej równowaga, a w konsekwencji galop. Zauważysz, co wcześniej było problemem nie do przejścia - teraz samo się rozwiąże. Jestem tego pewna.


Drobna życzę powodzenia,ale moim zdaniem wilczaki nie mogą być przyczyną aż takich zachowań.Bynajmniej jak się akurat nie spotkałam. Moja xx miała różne odpały,szczególnie w czasie zawodów - w domu anioł, ale ząbki były oki.
Bardziej bym szła  w stronę hormnów jednak i może kastracji...a Twój argument że ogier nie pobiegł za kobyłą nie musi mieć z tym nie wspólnego.
Ja zauważam u młodych ogierów raczej nie chęć do bzykania płci przeciwnej, a chęć popisów i bicia się z kolegami bardziej.
Współczuję i kibicuję żeby to były jednak zębiska.
damarina Ogromne dziękuję za komentarz :kwiatek:.
Jestem podobnego zdania co Ty, ale ponieważ nie mam w tym temacie takiego doświadczenia jak pewnie większość z Was, wolałam zapytać. Bo gdyby wogóle był problem z galopem na prawo, to w terenie też by się pewnie ujawnił. Jednocześnie trochę mnie dziwi fakt, ze 9-letni koń moze mieć aż taki problem z równowagą na kole.
Galopów  w tej chwili robię bardzo mało, póki co postanowiłam skupić się na utrzymywaniu konia prostego na linii, na kole w stępie i kłusie, dużo wolt, półwolt, jakieś serpentyny, częste zmiany kierunku.
Zastanawiałam się właśnie czy tych galopów nie odpuścić, poradzono mi, zebym robiła krótkie serie-po parę fule i przejscie do stępa lub kłusa. W lewo jest całkiem całkiem, chociaż w zakrętach muszę mocno trzymać zewn. wodzę i najlepiej jak mocniej obciążę zewn. strzemię.
W galopie ma również tendencję do pędzenia, ciężko jej się skrócić, chociaż było już kilka wolnych i spokojnych galopów, w czasie których czułam bardzo duży komfort z jazdy.Tak się tylko zastanawiam, czy jestem w stanie poprawić jej równowagę jeżdżąc niestety dwa razy w tygodniu-resztę czasu klacz spędza na pastwisku.

Ale skoro przejechanie KOŁA stało się już możliwe, to może jest dla nas jakaś nadzieja... 🙇
Palemko, mój kań się tak zachowywał, gdy miał przestawioną, mówić oględnie, miednicę.
Cejloniara  jak to miał przestawiona miednicę? możesz coś więcej napisać?
Nie umiem Ci tego fachowo wyjaśnić niestety. Ale był tu jakiś wątek o tym. Ja tak dość ogólnie i obrazowo to nazwałam. Przyjechał wet, sprawdził, że "zad krzywy" (guzy biodrowe na różnych wysokościach), nastawił, dał plan ćwiczeń i koń jak nowy. Nagle się okazało, że i patatam galop umie i jakoś równowaga lepsza. Więcej teraz nie mogę, bo zmykam w drogę 🙂 może ktoś inny coś dopisze 🙂
Kurcze, mam nadzieję że u mnie jednak to nie jest to 🤔.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się