Miałam tam coś napisać ale... pieprzę to. Choćbyśmy spisały tam całą biblię rozsądku, nie dotrzemy do ludzi którzy "tak wiedzą i już bo widzieli smutne zwierzątko". Filmik jak to konie stoją. Po prostu stoją, a komuś tam "łzy się cisną do oczu". W ogóle, czy promowanie wizerunku targów jako wielkiego pośrednictwa dla ubojni jest uczciwe? Sami mają na yt relacje wolontariuszy, jak to umykają z padoku przed agresywnym koniem bo przecież "nie będą konisia stresować" - co świadczy dobitnie o tym, że sobie nie radzą z koniem jako takim, ani w pojedynkę ani w grupie (a zapanować nad koniem można i bez bicia przecież). To co, wszyscy mają umykać przed agresywnymi końmi? Nakupować sobie każdy po 50 niechcianych, i oglądać jak biegają po dzikich stepach. I tu pojawia się kilka bardzo przyziemnych problemów. Ilość dzikich stepów jest ograniczona, o ile nie lepsze byłoby określenie "znikoma". Ilość ludzi których na to stać jest jeszcze mniejsza. Sens takiego przedsięwzięcia jest żaden. Dobro konia jako gatunku udomowionego - żadne. Więc PO CO? Uratować 1000, miłosiernie uśmiercić dziesiąt tysięcy, i udawać że rynek wcale nie zapełni tej pustki tworząc masową produkcję koniny w innym rejonie? Co poza wzrokiem to nie istnieje? Pamiętam że jako dziecko miałam papużki. Gdy im się zakryło klatkę, były przekonane że jest noc i spały. Oczywiście, konie na takim targu czasem się denerwują, czasem o coś podrapią, czasem jeden drugiego kopnie lub dostanie batem, ale ... do cholery, tylko na targu? Jak fundacyjne konie są wypuszczane na pastwiska to nigdy żaden żadnego nie kopnął, o nic się nie zdrapał, nie potknął? Nigdy koń konia pod wiatą nie kopnął ani nie ugryzł bo ten mu wszedł z pyskiem w jego rewir? Na raz za bramami fundacji tracą instynkt, przyzwyczajenia, całą swoją naturę? Komu ten kit?
Nigdy nie byłam w Skaryszewie, ale... miałam okazję wczoraj wsiąść na konia, przywiezionego stamtąd w poniedziałek. Koń mieszanka, ślązaka z czymś tam, nie jeżdżony od 3 lat co najmniej, wygląda jak ulęgałka, nie wyglądał na zmaltretowanego, zabiedzonego, chorego etc. wsiadłam na niego na w obcym miejscu, na łące bez ogrodzenia, wsiadałam i pojechałam... I taki wniosek mi się nasunął, że jakby poprzedni właściciel się na nim znęcał, to chyba nie byłabym w stanie wsiąść sobie o tak o i pojechać, po kilku latach bez pracy... Więc chyba, nie taki Skaryszew zły jak go malują.
Mnie w ogóle śmieszy przekonanie, że do Skaryszewa jadą konie, nad którymi ktoś się koniecznie znęcał. Przecież ktoś kto ma konia za 30 tysięcy i ubiera w same eskadrony, też może się znęcać, a ktoś kto ma darmową 20 letnią szkapę, może kochać ją nad życie. No i to głupie przekonanie że tam jadą konie przeznaczone konkretnie na rzeź. Komu i w imię czego miałoby się opłacać tyle szarpać z potencjalnym mięsem? Normalne konie, jak wszędzie. Przecież na ubój trafiają też wierzchowce, nie tylko zimnioki i nie tylko gniade. Przecież, jeżeli jak podają fundacje faktycznie większość potencjalnego mięska jedzie za granicę, to co da zmiana kwalifikacji konia, prócz utrudnienia, czy wręcz uniemożliwienia prowadzenia takiego biznesu na miejscu? To że wszystkie konie zaczną jeździć za granicę? Chyba że zakażemy koniom w ogóle przekraczania granicy, na wypadek gdyby ktoś ośmielił się je sprzedać na ubój... To jakieś nierealne.
Luna_s20, dokładnie. Poza tym, na co komu wieźć konia 100 czy więcej kilometrów, skoro handlarze skupujący konie rzeźne są wszędzie? Za to sprzedać konia hodowlanego czy roboczego dziś już nie jest tak łatwo. Za to dla kupców koni tego typu to raj, bo ma wiele koni do wyboru w jednym miejscu.
Jak to po co? Żeby go bić, podstawiać mu nogi, dolewać octu do wody i ciągnąć za ogon. No też pytanie 🙂 No i żeby "trzymać na krótkim sznurku i wysłać na śmierć" - przecież to jest właśnie powód, dla którego ktoś przez rok, dwa, pięć, karmi, utrzymuje i wychowuje konia.
[quote author=Karla🙂 link=topic=65714.msg2500302#msg2500302 date=1456067819] Marysiu skad masz te dane, bo ja mam inne [/quote] nie mam danych. Widzę. A jak masz dane, możesz udostępnić?
A np na Pajęcznie wydaje mi się, że odwrotna sytuacja. Ale też mogę się mylić.
niestety są to dan służbowe w skrócie: najwięcej koni wraca do domu stety/niestety. Dwa lata temu był bum na kuce miniaturowe i generalnie kuce- ich sprzedano najwięcej. Rok temu bardzo dużo klaczy i ogierów z licencją wyjechało za wschodnią granicę do hodowli ( do dziś mam kontakt z 1 z hodowców, który w tej chwili w swoim stadzie ma praktycznie tylko polskie konie z). Również polscy hodowcy zrobili spore zakupy. Na bazach eksportowych z roku na rok koni coraz mniej- to świadczy, że więcej trafia na ubojnie w kraju, mniej jedzie zagranicę. Nie wiem jak w Pajęcznie.
Karla- tak wiem, że najwięcej wraca do domu, bo czasem się jedzie 🙂 i wraca z koniem :P Ale ja napisałam, że "sprzedanych koni". Po prostu mnożąc ilość koni na tirze przez ilość tirów nie wydaje mi się, żeby tyle samo wyjechało mniejszymi transportami, biorąc pod uwagę, że niektóre konie wracają z hodowcą. Ot, stąd mój wniosek, takie proste rozumowanie 🙂
marysia550, Ale po czym widzisz? Biegniesz za koniowozem i sprawdzasz? Robisz notatki i spisujesz, kto kupił którego konia? Ja mam takie dane, że konie jeżdżą z prywatnych gospodarstw - szybko i sprawnie, bez mrożenia sobie tyłka na jakichś targach przez właściciela, szarpania się z załadunkiem pod fundacyjnymi kamerami, szczotkowania i eksponowania. Nie twierdzę że w ogóle nie jeżdżą na ubój, ale komu opłacałoby się przepłacać dwu lub trzykrotność ceny mięsnej? Jeśli hodowca jest gotów puścić konia za 3 tysiące, to ten koń ma większe szanse trafić pod nóż z ogłoszenia w necie niż z targu, bo jednak widząc zwierzę, czując jego zapach, potencjalny kupiec reaguje inaczej niż oceniając na zimno fotki w sieci.
w tym roku kupa tirów wróciła pusta ze Skaryszewa sezonowe skupy teraz dominują, terenowi handlarze, pośrednicy itp. do Skaryszewa praktycznie przestało się opłacać jeździć
Luna_s20, wyobraź sobie, że tiry po załadowaniu stoją. I nie muszę biegać. Po co ten prześmiewczy ton? Karla🙂, od nas mimo wszystko sporo jedzie na targ, nie wiem w sumie czemu czekają na Skaryszew, jak Bodzentyn blisko i co tydzień. Może chodzi po prostu o to żeby tam być.
No fakt, może za daleko poleciałam, ale mówiłam wyżej że temat mnie mocno wkurza. Chyba za mocno. I mogłabym się założyć, że podobnie zareaguje każdy kto miał do czynienia z "miłośnikami" - kopiącymi psa pod stołem, których boli że koń na deszczu stoi. I im się nie wytłumaczy że koń sam poszedł sobie postać w deszczu. Będzie szczęśliwy na pewno w dziesięciometrowym boksie i z kokardkami w grzywie. I widzę, że z roku na rok robi się coraz groźniej. Już nie chodzi o bicie, już nie chodzi o zaniedbywanie. Już nie chodzi o warunki transportu i uboju. Teraz chodzi o to by w ogóle z koniem nie robić niczego, na co koń nie ma ochoty, nie używać do niczego prócz ładnego wyglądania na łące, nie mnożyć, nie sprzedawać, nie przewozić, odbierać każdego konia który nie wygląda dość radośnie - a to zagraża i hodowcom, i jeźdźcom, i samym koniom.
tegoroczna internetową "akcje skaryszew" pominęłam z braku dostępu do internetu, ale za to byłam osobiście. od ok 2 w nocy do poznego popołudnia.
ale towarzysze oznaczyli mnie na zdjęciach, wiec tak czy siak byłam jako sadysta komentowana i dostałam pogróżki na pw. nawet sam guru naturalsizmu do mnie napisał...
wrażenia? piękniejszych bardziej zadbanych (choć i zatuczone z lekka się znalażly) zimnioków nie widziałam. oczywiscie i lepsze (oj! nie mogłam oczu oderwać! co za perszerony!) i bardziej zwykle - ale i tak - swietne. do lekkich też nie bylo sie co czepiac - choć takich akurat było b. mało i raczej kiepskie pokroowo (ale zadbane), podobnie mala stawka kucy (ja sie za miniaturowym rozgladalam i nic nie bylo...no 2 dosc male, reszta spora...).
troche za mało miejsc pod wiatami (+ za wąskie w 2 korytarze - dużo przeciskania) bo nie wszytskie się pomieściły. ale za to widok zimnego roczniaka z kurtka na grzbiecie (padało) - bezcenne 😉 mogliby kolejne dobudować jak tak fajnie się rozwija.
ogólnie bardzo profesjonalnie, spokojnie i miło, porządek.
animalsi (oznakowani przepaskami na ramieniu) w liczbie kilku szt. krążyli w ciszy i nie mieli się czego czepiać. na bank zawiedzeni.
jesli jakieś dantejskie sceny i widoki są poza targiem (gdzie?) albo wcześniej - to tym bardziej targ powinien być rozpromowany jako wzór do naśladowania.
jedyny zgrzyt to ułani i te ich zaniadbane, paskudne konie i takiż sprzęt (moze to subiektywne - ale nie...no odstawały od standardu "paradności" bardzo... bardzo... raczej jak zaraz po trudach wojny wyglądali ... no rozumiecie). szczegołnie pan starszy ktory na takim niskim, zatuczonym poobcieranym (transport? robaki?) tarancie spacerował w tłumie (a był bardzo gęsty). po co to ja się pytam? ani oni paradni, ani nie było potrzeby (mógł jechać z boku po łące), że fajnie ryzykować, ze kogoś nawet niechcący nadepnie, kopnie? że miło ludziom po kupach chodzić? że koń lubi jak ludzie mu się za ogon uczepiają? w tłumie dostawać szturchańce i hałasie chodzić? i ludziom tez fajnie być prze konia taranowanym? (powoli jechał, nie widziałam, zeby kogoś staranował mocno, ale wiecie o co chodzi - tlum, ze ledwo czasem idziesz a tu jeszcze kon z jeźdźcem się przepycha...) ani to fajne, ani bezpieczne ....
animalsi (oznakowani przepaskami na ramieniu) w liczbie kilku szt. krążyli w ciszy i nie mieli się czego czepiać. na bank zawiedzeni.
albo zadowoleni, że po iluś tam latach, dzięki ich działaniom udało się na tyle poprawić sytuację na targu, że już "nie ma się czego czepiać" 😉 [/quote]
A gdzie tam! Tam ciągle jest piekło i bestialstwo:
W skrócie: to płaczliwe wyznania pani, która była na Wstępach i bezrefleksyjne spisanie tego przez autorkę tego gniota. Długie to, wierszówka chyba zacna była.
Skopiowałabym, gdybym wiedziała, że to zamkną jako "wartościowe dziennikarstwo".
animalsi (oznakowani przepaskami na ramieniu) w liczbie kilku szt. krążyli w ciszy i nie mieli się czego czepiać. na bank zawiedzeni.
albo zadowoleni, że po iluś tam latach, dzięki ich działaniom udało się na tyle poprawić sytuację na targu, że już "nie ma się czego czepiać" 😉 [/quote]
ja zawsze to powtarzam. że zrobili kupe dobrej roboty przez te wszystkie lata (15? 20?) i powinni być z tego dumni. szkoda, że nie są. że szukaja teraz afer tam, gdzie już ich nie ma i robia zamiast dobrej, paskudnie złą robotę.
Mi sie wydaje,ze sami robia tzw.niedzwiedzia przysluge tym koniom.... 🙁 Plac w Skaryszewie zostal w polwe zmniejszony,ogrodzony...czesc koni czeka w przyczepach lub poza placem...gdzie tu jakas logika??? 🤔
Monic, to nie jest takie proste. Łąki koło cmentarza to tereny prywatne. Tam nie można zrobić nic, a właściciel tylko dzięki dobrej woli (i opłacie z UG) udostępnia ten plac do podeptania przez konie, auta i ludzi). Gmina nie może gdzie bądź sobie stawiać wiat, to musi być działka gminy o odpowiednim przeznaczeniu. Wiaty poza Wstępami też mają swoją rolę. To są zmiany z ostatnich 3 lat, myślę, że trzeba spokojnie obserwować i patrzyć jak to się rozwija fajnie. Problem teraz to brak środków UE, bo nie są rozdysponowane na projekty oraz zawirowania na stanowiskach. Nie można nic zbudować, jak są ciągłe roszady na stołkach we wszystkich instytucjach.
https://www.facebook.com/298099306502/photos/?tab=album&album_id=10152692267381503 odnalazłam taki kwiatek, szukając zdjęć z zeszłorocznego Pajęczna... Pusty śmiech to jedyny trafny komentarz do tych gorzkich żali w komentarzach. Wymienionej w opisie albumu "gehenny" dopatrzyłam się jedynie na dwóch zdjęciach przedstawiających koszmarnie zaniedbane kopyta. Na 34 zdjęcia w albumie, zaledwie dwa dokumentują karygodny stan rzeczy. Skoro tak, to skąd autor opisu wytrzasnął "tragedię" i "gehennę"? A komentujący gdzie wypatrzyli to o czym piszą?
Ja jezdze tam często. Różne konie przywożą, u bardzo duzej ilosci kopyta są niestrugane, po ochwacie, wycięte dzien wcześniej przez gospodarza itp. Ale gehenna to tam jest jesli chodzi o dokumentację koni. Służby mogłyby spokojnie kazdego na wjezdzie sprawdzic, badz juz na miejscu. A tam sobie kwitnie lewizna
marysia550, oooo tak! To akurat prawda. Kiedyś musiałam zrezygnować z przecudownego ogierka bo pan sprzedający- bagatela żaden tam gospodarz, trener z ośrodka jeździeckiego, z którego pochodził ogierek i kilka innych przywiezionych roczniaków- nie potrafił mi konkretnie odpowiedzieć, który paszport należy do interesującego mnie ogierka. Ba, sugerował mi, że paszportem ogierka będzie ten, w którym pochodzenie matki najbardziej mi się spodoba (ojciec był w każdym ten sam a data urodzenia różniła się kilkunastoma dniami)- zrezygnowałam bez dopytywania o to jak obejść numer czipa niezgodny z paszportem. Taka sytuacja trafiła mi się raz. A mniej spektakularnych- kiedy po prostu w rozmowie wychodziło, że koń nie ma paszportu- trafiałam mnóstwo. Z początku pytałam jak udało im się wjechać (na wjeździe trzeba pokazać paszporty koni, które się wwozi)- teraz już wiem, że wjeżdżają sobie na paszporcie od jakiegoś innego konia- ochrona na wjeździe nie weryfikuje czy koń na przyczepie zgadza się z dokumentem a jedynie czy liczba wwożonych koni zgadza się z liczbą pokazanych im paszportów.
Wczoraj fundacja zamieściła post informujący, że jacyś ludzie znaleźli na swojej posesji konia (na marginesie, wygląda on na dobrze odkarmionego) lecz nie mają gdzie go trzymać. Do tego proszę o rzeczy dla zwierzęcia oraz pieniądze. Organizacja się zainteresowała, chce pomóc. Weźmie konia, utrzyma i w międzyczasie spróbuje znaleźć właściciela. Odpowiedź odmowna, bo znalazcy chcą TYLKO pieniędzy bądź rzeczy. Dla mnie jest to przykład zwykłego przekrętu ludzi pazernych...
Cierpienie to o czym piszesz zaczyna być małą plagą. Ja na swojej "tablicy" widzą coraz częściej płaczliwe apele związane z tą akcją i tłum osób, które więcej jadu umieszczają w komentarzach niż niejedna żmija właściwie ma.