Myśmy zdawały na srebrną w październiku i podczas gdy tym, czego najbardziej się obawiałam było ujeżdżenie, a najbardziej spokojna byłam o skoki, zadziało się zupełnie inaczej. 😵 Ujeżdżenie udało się zdać, jednak na skokach... miałyśmy wyłamanie! Na ostatniej przeszkodzie (okser w szeregu), koń "spłynął" i dupa blada.
Żałuję, że mama nie nagrała, ale w tym czasie odsypiała w aucie... 🙄
Oczywiście za drugim razem najechałyśmy i poprawiłyśmy, ale sędziowie uznali, że to za mało. Szykujemy się więc na wiosnę! 🏇
Pomijając, że cały dzień koń był prze-podekscytowany ilością koni, atmosferą. O ustawieniu można było pomarzyć. Ale prowadzenie na skokach o dziwo było o wiele łatwiejsze jak na ujeżdżeniu. No ale proszę. Nie był nasz dzień po prostu 🙂 A szkoda, bo na treningach naprawdę było super.
I dalej nie mogę odżałować, że zamiast zrobić koniowi normalną jazdę dzień wcześniej, to pojeździłam 20 minut, bo na drugi dzień miała mieć trochę więcej wysiłku... Mogłam pojeździć normalnie, przynajmniej koń na drugi dzień miałby trochę mniej chęci do dokazywania. 🙄

Pierwszy człon

I tu wyłamanie... (ta drastyczna stopka nie miała być karą, po prostu... reakcja była trochę niekontrolowana i "w szoku" 😡 był duży zawód, ale zagalopowałam jeszcze raz, opanowałam, najechałam równo, wysiedziałam do końca, po pierwszym członie wróciłam szybciej w siodło... i dało się, trochę późno, bo za drugim razem, no cóż.)
A tak było za drugim razem: