Met a to zależy. Dla osoby wierzącej wypowiadającej się o swoim bogu właśnie "Bożego". Dla osoby niewierzącej lub wypowiadającej się o innym bogu - "bożego". Pisząc o Bogu, w którego wierzę, napiszę "Boży", ale pisząc np. o Zeusie, napiszę "boży".
śmieszy mnie tak samo, jak pisane przez niektórych "Ja" (w środku zdania, wielką literą).
wybaczcie, dlaczego jeden bóg od drugiego ma być lepszy? nie, nie, nie. jako 'imię', dobra. ale boży? cieplej mi się zrobiło, a przy aktualnych temperaturach to już niezdrowe 😉
nie wydaje Wam się, że takie podejście zalatuje fanatyzmem, hm?
niemodne to będzie, ale w aktualnej dyskusji najbardziej skłaniam się ku wypowiedziom halo, chociaż ja deklarowany niewierca
Met jako forma wyrażenia szacunku wobec istoty, którą wypowiadający się uważa za najwyższy absolut. To nie chodzi o "lepszość" danego boga, ale o wyrażenie własnej wiary za pomocą zapisu. Osobiście nie widzę w tym nic dziwnego ani niewłaściwego.
Met, szkoda nerwów, serio. Skłaniając się ku agnostycyzmowi staram się na co dzień olewać kościelność naszego kraju. Byle tylko nikt mi nie próbował nic wcisnąć. Obawiam się jednak, że jesli będę miała dziecko i ktokolwiek np. w szkole będzie je próbował nawracać, to wtedy mogę nie wytrzymać.
yegua, to z doświadczenia mogę powiedzieć: szkoła, znajomi, sąsiedzi - nie są żadnym problemem. problem tkwi w... babci! czyli mojej mamie, która "jezuski" wciska młodej na każdym kroku, a ja potem tłumaczę... 8-latce już trochę łatwiej, gorzej było jakiś czas temu 🙂
epk, oczywiście, priorytety ważna rzecz. szczerze: gorzej, jeśli ktoś ich nie ma. nie mówiąc już o wzorcach moralnych. ale oburzenie na forum, że przymiotnik małą literą napisany? ponad moje siły 🙂
mój kosmos nie gniewa się, jakkolwiek bym go nie pisała.
śmieszy mnie tak samo, jak pisane przez niektórych "Ja" (w środku zdania, wielką literą).
wybaczcie, dlaczego jeden bóg od drugiego ma być lepszy? nie, nie, nie. jako 'imię', dobra. ale boży? cieplej mi się zrobiło, a przy aktualnych temperaturach to już niezdrowe 😉
nie wydaje Wam się, że takie podejście zalatuje fanatyzmem, hm?
niemodne to będzie, ale w aktualnej dyskusji najbardziej skłaniam się ku wypowiedziom halo, chociaż ja deklarowany niewierca
Bóg - jeśli chodzi o tego kolesia z brodą to IMIĘ/ jeśli chodzi np. o bogów innych mieli oni swoje imiona np. Zeus czy Posejdon - wtedy to nie imię jeno nazwa jak np Karol wiec jest gniew Boży (gniew Karola) ręka Boża (ręka Karola)
Met a z ciekawości, co mówisz córce, jak babcia jej mówi o "Jezuskach"? Też mi się wydaje, że szkoła to nie problem, jeszcze za moich czasów mieliśmy w klasie osoby z rodzin ateistycznych, które nie chodziły na religię, i nikogo to jakoś nie wzruszało specjalnie.
Dodofon, a on nie jest Jehowa czy inny Jahwe, jeśli o imię ściśle chodzi? naprawdę nie mam nic przeciwko temu, żeby ktoś pisał "gniew Boży". jednak sprzeciw we mnie się budzi, kiedy krzyk jest podnoszony w tej sprawie.
Murat-Gazon, wszystko zależy oczywiście od sytuacji. najświeższą mamy ze śmiercią mojego taty, czyli dziadka młodej. pogrzeb, we mszy nie uczestniczyliśmy, przyłączyliśmy się do pochodu przed kościołem. trumna idzie do grobu, ksiądz mówi coś na kształt, żeby nie płakać, bo wierzący w Jezusa spotkają się jeszcze. Alicja płacze i krzyczy: ja wierzę w Jezusa! wielu tym wzruszyła. tylko co to znaczy w ustach dziecka? ... wracamy do domu. wszystkim jest źle. młoda pyta: - to kiedy odbędzie się ta walka Jezusa z Szatanem, żebym mogła znowu spotkać dziadka? a mi się serce na kawałki rozpada. przełykając szybko ślinę wyrzuciłam: - a może dziadek jest już między nami? - jak to? - może jest kwiatkiem albo kotkiem? może czeka, aż go znajdziesz, żeby mógł znowu z Tobą zamieszkać. a może to ta chmurka tam wysoko.
szczerze? bardziej pomogło niż obietnica pośmiertnego spotkania. koncentrujemy się wtedy - z uśmiechem! - na poszukiwaniu dziadkowej iskry w przyrodzie.
nie dążę nigdy do konfrontacji poglądów przy dziecku. nie rozmawiamy o wierze. ale jak pyta, dlaczego nie chodzimy do kościoła, a babcia chodzi, to mówię szczerze - każdy wybiera swoją drogę. babcia chodzi do kościoła, my chodzimy na spacery na łąkę, dzięki temu każde z nas czuje się lepiej, to jest to, czego potrzebujemy do szczęścia. jak jest smutno, szukamy rozwiązania. i cały czas powtarzam, że może robić to, co jej w tej chwili odpowiada. jeżeli chce iść z babcią do kościoła, niech idzie.
Met bardzo mądrze :kwiatek: chciałabym, żeby więcej dzieci miało taką możliwość wyboru. W sumie wychodzi na to, że dobrze być dzieckiem niewierzących rodziców, bo ma się wybór, a nie konieczność przyjęcia z góry narzuconych poglądów. I też z obserwacji moich znajomych - zauważyłam, że dzieci niewierzących rodziców mają często większą wiedzę o religiach (różnych, nie tylko katolickiej) niż dzieci wierzących.
Small Bridge, zgoda, tylko chyba jednak ksiądz jest najpierw człowiekiem, potem księdzem 🙂 Dotychczas spotykałam się z postawą "jak z Łomży", choć chyba nie każda świątynia - nie każdego wyznania chrześcijańskiego jest traktowana tak samo, KK ma swoje "ustalenia ekumeniczne", a to czy wizyta w meczecie zostanie "policzona" jak udział we mszy, to już nie wiem 🙂.
Murat-Gazon, dziękuję za zrozumienie!
met, ciekawe, Twoje poglądy też są mi bliskie 🙂 Ale nie odebrałam sprawy "boży" "Boży" jako aferę, że "boży" to źle. Tylko jako coś takiego: ty napisałabyś boży, ja - Boży. Tak jak dodo wspomniała, dla mnie Bóg to imię (jedno z imion) Jedynego, a bóg to np. Zeus. Czy Ares. A tak przy okazji, w tej chwili przyszło mi do głowy, że jednak cieszę się, że ludzie nie dają psom imion Bóg, ani Jahwe, przynajmniej nie jest to powszechne 🙂
Ja mam psiego pacjenta co sie zowie Dzizaz, i celowo go tak nazwal wlasciciel. Bylam w protestanckich kosciolach jak bylam w katolickiej Irlandii, jedyne dostepne zasiegiem czasowym. Niszczycie moje ostatnie pozytywne przekonanie, ksiadz to po pierwsze ksiadz. A jak tylko czlowiek wykonujacy swoj zawod, to ja osobiscie takim nie dam sie lajac moralnie, wiecej wiary w Boga i madrosci zyciowej mam w postaci babci swojej wlasnej.
halo, oczywiście, pisz Boży - mi nic do tego. jak jednak koleżanka burzy się, że z małej literki to świętokradztwo, już mi się głupawy nastrój włącza.
niestety ja mam kota, co się zwie: Kotu Jezu - miał być jeżem, okazało się, że to kociątko. pół żartem, pół serio: jak wiemy, że żartować nie można, oczywiście przedstawiamy Kota Jeża 🙂 jednak nawet w kartotece wetka wpisała Jezu i... podoba mi się to! jakby nie patrzeć, boską cząstkę posiada, nawet jeśli nie ma nieśmiertelnej duszy (tutaj kwestia dyskusyjna).
wiecie, o co mi chodzi? nie lubię obnoszenia się z... hmm... inaczej - nie lubię religijności na pokaz. o!
tutaj znowu przytoczę historię rodzinną:
moja babcia, mama taty. nalegała, żebym zameldowała się u niej w mieszkaniu, jak tylko skończę 18 lat. bo to mieszkanie dla mnie, żeby nie przepadło, skoro spółdzielcze. bo ktoś będzie musiał babci myć okna, kiedy ona będzie już stara. głupia... zgodziłam się.
i teraz taka sytuacja. kupujemy gospodarstwo, wszystko jest w toku. ja w ciąży. generalnie wariackie papiery. Alicja się urodziła i z automatu dostała taki sam adres, jak mój. czyli u babci. co kobieta robi w takiej sytuacji? idzie do mojej mamy i mówi, że bezprawnie zameldowaliśmy dziecko na jej adresie (to naprawdę dzieje się automatycznie, z urzędu), przez co ona będzie 7zł miesięcznie więcej płaciła za wywóz śmieci. nie życzy sobie takiego postępowania i wszyscy mamy się gonić. rodzice chcieli załagodzić, ja jednak uniosłam się honorem. w połogu załatwiałam zmianę meldunku dla siebie i dziecka - bez samochodu, bez pomocy w gospodarstwie, żyjąc na wsi, z której do urzędu trzeba jechać dwoma busami. żal mam. chyba nawet spory, bo do dziś nie odezwałam się do Pani Babci, a minęło 8 lat. ona nie próbowała załagodzić sytuacji. oczywiście świętoszka w kościele jest codziennie.
że nie wszyscy tacy są? oczywiście, też tak uważam. jednak tacy mnie mierżą. i osoby przystępujące do sakramentów "bo wypada"... cóż... niestety też.
Ja mam psiego pacjenta co sie zowie Dzizaz, i celowo go tak nazwal wlasciciel. Bylam w protestanckich kosciolach jak bylam w katolickiej Irlandii, jedyne dostepne zasiegiem czasowym. Niszczycie moje ostatnie pozytywne przekonanie, ksiadz to po pierwsze ksiadz. A jak tylko czlowiek wykonujacy swoj zawod, to ja osobiscie takim nie dam sie lajac moralnie, wiecej wiary w Boga i madrosci zyciowej mam w postaci babci swojej wlasnej. Ja też uważam że ksiądz to po pierwsze ksiądz. Niestety bywają również tacy, którzy wykonują swój zawód i od takich trzymam sie z daleka.
Wracając do pisowni Nie miałam pojęcia, że zdarza mi się kochać po Bożemu 🙂
Tak serio - słowo "Bóg" piszę zawsze wielką literą ale na litość Boską 😁 czepiacie się 😀iabeł:
Pamiętam, że jako dzieciak zawsze zastanawiałam się skąd dobiega gong w czasie mszy. Babcia mi tłumaczyła, że to Bóg zstępuje z nieba. No i wypatrywałam tego Boga na suficie.... aż pewnego razu zobaczyłam, że mały ministrant uderza młoteczkiem w gong. I od tej pory moje drugie imię to ...Zwątpienie. 😁
Na religię chodziłam aż do końca liceum. Maturę też zrobiłam ale zawsze miałam masę wątpliwości i pytań uważanych przez katechetów za durne. Nigdy nie pojmowałam dlaczego umierające dziecko, które nie miało styczności z chrześcijaństwem nie trafi do nieba. Czemu kochający Bóg pozwala umrzeć milionom z głodu. Czemu kochający Bóg zabrał mi ukochanego dziadka. Wątpiąca jestem. Ten typ tak ma. 😉
Dziewczyny, no dobra, ale nie zwalajmy może wszystkich ludzkich wad i przywar na kościół katolicki (ani żaden inny). Uważam, że ludzie zasadniczo są tacy, jacy CHCĄ być. Jeżeli ktoś chce być dobrym człowiekiem, to nim będzie, niezależnie, czy jest wychowany w religii katolickiej, prawosławnej, buddyzmie czy w ogóle wierzy w Latającego Potwora Spaghetti. Religie pokazują drogi, ale to ludzie wybierają, czy tymi drogami pójdą, czy wybiorą coś wręcz przeciwnego. Wolna wola - dotyczy również tego, czy przestrzegać zasad własnej religii. Prawda jest natomiast taka, że dobrym człowiekiem trudno być. Bo ludzie są słabi i łatwo poddają się negatywnym wzorcom, wchodzą na ścieżki postępowania, na których jest łatwo i przyjemnie im samym. Trudniej być dobrym. I chyba dużo mniej opłacalnie. Nie jest winą religii, że człowiek wybiera, że dobrym nie będzie. W przypadku religii katolickiej jest jeszcze ten problem, że wszyscy jesteśmy "katolikami z urzędu", bo nas ochrzczono. Nie przekłada się to nijak na znajomość katolicyzmu, znajomość zasad własnej religii, już o jej historii czy pismach nie mówiąc. Dlatego nie wieszałabym psów na katolicyzmie za to, że ktoś będący katolikiem jedynie z nazwy nie jest dobrym człowiekiem. Trudno jest naprawdę wierzyć, naprawdę żyć w zgodzie ze swoją wiarą. I tak, to napisała "katoliczka-na-papierze", bo w głębi serca już nie.
I chcę jeszcze dopisać, że moje przygody z księżmi oceniam na: REMIS. Trafiałam na nieludzkich i całkiem normalnych. Jakoś co prawda lepiej pamiętam tych nieludzkich ale ..... sprawiedliwość nakazuje pamiętać o tych drugich.
szemrana, ja jako niewierząca zastanawiałam się wiele razy nad taką sytuacją: mamy dwie osoby. jedna jest wierzącym zbirem, mordercą i żyje ogólnie rzecz biorąc źle. Druga osoba to ateista, dobry dla ludzi, za bardzo nikomu krzywdy nie robi. Ogólnie nic do zarzucenia. No i sobie umierają. Okazuje się, że upsi istnieje życie po śmierci i BÓG sędzia sprawiedliwy (?). Zbir-morderca na łożu śmierci będzie żałował za winy, wyspowiada się ze swoich okropnych czynów i będzie ,,czysty" (do rozważenia są tutaj jeszcze te jego grzechy na lekkie i ciężkie). Biedny dobry ateista też umiera i co teraz? Zbir żałujący i wierzący będzie miał profity z tego, że wierzy? A co z biednym dobrym ateistą? Zostanie zesłany do piekieł (:hihi🙂 za to że był dobry tylko nie wierzył?
I jeszcze wracając do dyskusji o biblii. Znajomy czyta teraz przekład z orginalnej hebrajskiej wersji na angielski. to co zostało pozmieniane i dopasowane rzez lata żeby kosciołowi było wygodnie sterować owieczkami w głowie się nie mieści 😉
galopada ja myślę, że Bóg ocenia czyny i uczucia, a nie deklarowane wyznanie. Nieważne zatem, czy deklarujesz wiarę, czy jej brak, ważne, jak żyjesz. Co do tego, czy szczery żal za grzechy jest w stanie je zmyć - nie wiem, co na to katolicy. Ja mam inne wyjaśnienie, ale to zupełnie nie ta religia. 😉
ja to dopiero do piekła pójdę ! Bo ja w grzechu żyję od 30 lat. A przez pierwszych, wspólnych lat 18 nie mieliśmy ślubu w ogóle. I co z tego, że z mężem stanowimy zajefajną rodzinę. Że, się szanujemy, przyjaźnimy, kochamy. Że, mój mąż wychował MOJE dziecko jako własne. Zarabiał, dbał, uczył jeździć na rowerze i na nartach. Pokazywał świat. Że mogłam przez lata nie pracować, że byłam wspierana w moich pomysłach. Mamy tylko ślub cywilny a to oznacza, że bramy niebios przed nami są zamknięte. Niedoczekanie, żebym za ten grzech żałowała. Nigdy !! Musiałabym wyprzeć się samej siebie i wspólnych chociaż bezbożnych 30 lat.
Murat-Gazon ale problem w tym, że to nie Bóg nas ocenia. To ludzie nas oceniają ......chociaż w moim przypadku to .....chrzanić ludzi i ich opinie 😁
szemrana, czyli czeka mnie takie samo jak Ciebie... moja mama na wieść, że nie będę absolutnie brała ślubu kościelnego bo nie jestem hipokrytką popłakała się jakbym zabiła puszystego kotka na jej oczach 😁 😂
Galopada Przywyknie 🙂 Moja mam przywykła.....Trochę to trwało 🙂 W zamian daję jej to, co może córka dać starej matce. Opiekę, miłość i szacunek, bo jest najcudowniejszą osobą pod słońcem. Ona daje miłość i słowa ......."cokolwiek postanowisz będzie dobrze. To Twoje życie". Moja mama mi ufa. To jest najlepszy dar jaki mogłabym otrzymać od niej.
PS Moja mama jest wierząca chociaż beretu nie nosi. 😁