ja pewne czynnosci zawsze wykonuje w rekawiczkachm zwlaszcza, jesli kon jest niepewny. mam cos robic z kobyla kolegi, i mowe, poczekaj rekawiczki sobie wezme. on- po co ci rekawiczi. ja- ja wiem po co. akurat, tym razem nie byly mi potrzebne. kolega poszedl z kobyla na spacer. przybiega kobyla. potem kolega. i mowi- hmm juz wiem po co ci rekawiczki. 😉
Ja parę lat temu - nauczona pracy przy milusich i sympatycznych konisiach poszłam do stajni koleżanki. Poprosiła mnie ona o pokazanie, jak powinna wylonżowac swoją klacz. Ponieważ lonżowaniem zajmowałam się codziennie, wydawało mi się to prościzną. Niestety, gdy tylko puściłam kobyłę, żeby zaczęła chodzic wokół mnie, ona odwróciła się i sprzedała mi kopa w klatkę piersiową. Na szczęście nie była za blisko, więc nie uderzyła mnie z całej siły. Nie zmienia to faktu, że nie mogłam oddychac i zemdlałam. W sumie nic poważnego się nie stało, ale przez jakieś 2 - 3 tygodnie nie oddychałam prawidłowo i wzdychałam cały czas. Cóż, brak doświadczenia i rutyna 🙄
Ze swoim własnym koniem najgorzej - traci się czujność. Swojego przecież już wiele razy wyprowadzałam z przyczepy, zawsze było bardzo spokojnie. No a tym razem zonk, nie wiem co mu się stało. Pokarała mnie rutyna. Ale przynajmniej nikt mi nie każe zmywać garów jak widzi moją rękę 😁
Ja zawsze do prowadzenia koni na pastwisko i z niego wkładam rękawiczki i buty ze stalowymi czubkami. Robię to na "rozkaz" swojego faceta, niejako wbrew sobie, bo mi się zazwyczaj "niesce" ubierać specjalnie. Wcześniej raz mi uwiąz lekko przypalił rękę, ale skończyło się na kilkuminutowym pieczeniu. Co do prowadzenia na uwiązie w dwóch rękach - zdarzyło mi się już wielokrotnie, że koń płoszy się, i jeśli go puścić całkowicie - idzie w długą, ale jeśli poluźnimy tylko jedną rękę, pozwolimy koniowi odskoczyć na długość uwiązu - uspokaja się. Buty, jeśli już nie z wzmacnianymi czubkami, to choćby porządne, typu sztyblety, są ważne, o czym ostatnio przekonała się koleżanka (forumowiczka Ewik), zakładając derkę mojemu. Koń po 1000krotnym w życiu założeniu derki ten 1001 raz wystraszył się zapinania na klacie (przyszczypnęło go, czy kie licho?) i standardowo tupnął wszystkimi czterema rozstawiając je na boki - oczywiście wprost na stopę. Auć 🙁 Jestem generalnie "wypłoszem" jeździeckim - nigdy nie wsiadam bez kasku itd. Jednak jeśli ktoś mnie prosi, by chwilę postępować, to oczywiście włażę z gołą głową... 🤬 Dodatkowo muszę się przyznać, że często sprowadzam z pastwiska 2 konie na raz. Oczywiście tylko te 2 oazy spokoju, ale one jak wiadomo są oazami zawsze, z wyjątkiem tego jednego dnia w roku, kiedy im odwala 😉 Jak na razie nie byłam nigdy świadkiem ich odpałów, zapewne chcą mnie wziąć z zaskoczenia 😁
Powiem wam tak - jestem jedną z tych co w tym wątku mówiła, ze sie zachowuje nieostrożnie przy swoim koniu, ale że znam na tyle swojego konia, że mogę sobie na wiele pozwolić. I dziś mój nie kopiący, koń-przytulanka, kopnął mnie tak, że mam nogę w udzie 2 razy większa niż normalnie. I ledwo chodzę. Owszem, nie celowała we mnie i chyba nie wie, że to mnie trafiła(może się domyśliła jak zobaczyła, że leże na śniegu i ryczę, bo podeszła do mnie :hihi🙂, ale wszystko było winą mojej nieostrożności i za dużej pewności siebie. Pokarało mnie 😤
Czyściłam ją przywiązaną do płotu od padoku, by widziała inne konie(jakbym ją zabrała czyścic do stajni to by była sama i sie denerwowała) i nie zauwazyłam jak podeszła kobyła przewodniczka z drugiej strony płotu i zaczęła kwiczeć do mojej kobyły. A że moja się grzeje i dostaje dużo żarcia, bo ją tuczę, to zaczęła robić coś alla piaff przy płocie. No i sie odwiązała(bo ja tylko przerzuciłam lekko uwiąz) i ustawiła się tyłem do mnie dalej kwicząc i skacząc do kobyły po drugiej stronie, ale tak jak to ona, niby cos tam się wkurzając ale bez żadnej agresywności. I ja zamiast ją obejsć i złapać od przodu, to podeszłam jak kretynka od tyłu i dostałam kopa, bo mój koń wymyślił że będzie walić z zadu w stronę płotu. Generalnie ona w takich sytuacjach NIGDY nie wali z zadu, w boksie to owszem jak jest karmienie to może sie wkurzac na sąsiadów i wtedy jestem ostrożna(choć też ostatnie 2 lata tego nie robi)ale w takiej sytuacji, żeby być na dworze zrobiła to pierwszy raz, odkąd ją znam, nigdy nie próbowała kopac innych koni na padoku czy które sa po drugiej stronie płotu( a znam ją ponad 10 lat). Ale jednak koń to koń, nigdy nie przewidzisz, myślałam że podejdę i ona będzie sobie tylko kwiczeć dalej i ją spokojnie złapię i się zdziwiłam.... Sama jestem sobie winna niestety, do obcego konia bym w życiu tak nie podeszła w takiej sytuacji, ale swojego myślałam, ze dobrze znam...
Prześwietlenia nei robiłam, wróćiłam godzinę temu do domu, na razie obłożyłam sie altacetem...
Albo w głowę... Boli jak cholera, z kazda chwilą coraz mocniej 🤔 a musze wyjsć z psem, bo do wieczora w domu nikogo nie będzie - chyba bedzie musiała tylko zrobić siku na trawnik pod blokiem i tyle... Jak będzie źle do wieczora to pojadę na pogotowie, ale wcześniej i tak nie ma mnie kto zabrać, poza tym myślę ze to jednak stłuczenie tylko - mocne, ale stłuczenie.
PS Powiem wam, że choć ja nigdy nie uderzam mojego konia za cokolwiek(zresztą nigdy nie mam powodów) to dziś jakbym miała wtedy miotłe pod reką to bym ją zdzieliła 😁 Może dobrze, ze nie miałam, bo by mi jeszcze oddała i dopiero bym była inwalidą, zresztą żałowałabym tego, bo to nie jej wina, tylko moja. Zdołałam tylko w nią rzucić zbitym w kulkę śniegiem co spowodowało, że zaczęła galopowac wzdłuż płotu 😁
Czuję, choć staram się nie chodzić, bo boli... No to może się wybiorę na to prześwietlenie... Zachciało mi się kurcze czyścić konia przy padoku, zeby sobie mógł popatrzeć na inne koniki 😵
kobieto lanie to sie tobie należy 🤬 i to solidne. Niestety nic tu nadzwyczajnego i złośliwego w stosunku do Ciebie konisko nie zrobiło. Z prześwietleniem nawet się nie zastanawiaj tylko śmigaj na pogotowie 🏇
branka, No to nie chcę nic mówić, ale możesz mieć nadpękniętą kość udową. (Sama miałam taki objaw po wyrżnięciu na lodzie 3 lata temu - efekt gips od pasa do palców u nogi :/ ) Bardzo nie fajnie, oj bardzo...
Nie wiem 😡 Ale mocno czerwone nie jest. I opuchlizna jakby troszkę zeszła przy altacecie. Może nie będzie tak źle? 🙄 Kurde a dzisiaj moj anajlepsza przyjaciółka miała robić impreze urodzinową, dobry sobie czas wybrałam na pokopanie, nie ma co.
E: Dobra jadę na to pogotowie, co prawda bez przekonania że coś mi jest powąznego, ale lepiej pojechać...
Lepiej niech obejrzą, niż coś przeoczyć. Póki co okładaj zimnym i trzymaj nogę poziomo, nie w dół. Pewnie końskiej glinki chłodzącej nie masz pod ręką?
Nie dam rady trzymac jej w poziomie, tylko jak jest w dół to nie boli masakrycznie, a tylko trochę. Glinki nie mam, przykładam póki co śnieg z parapetu. Brat będzie za 20 min to mnie sie przekonamy czy coś sie dzieje czy nie. Wciąż nie moge ze swojej głupoty im więcej o tym myślę, tym bardziej wydaję sie sobie niepoważna.
Pocieszę Cię, że jak mój chłop spadł 6 m z dachu to też najbardziej bolało go udo i trzymał się za nie i darł "k... złamałem, złamałem"(a on raczej z tych odpornych na ból, więc musiało go boleć masakrycznie), a skończyło się tylko na stłuczeniu, więc bądź dobrej myśli.
Branka- nie ty jedna. Ja jestem równie niepoważna i następna w kolejce. Również nie uważam przy swoim koniu, często się zapominam i lekceważę go i jego możliwości. Wiesz.....powiem Ci coś więcej. Znając życie i siebie, to obawiałabym się, że nawet ten wypadek dużo nie zmieni w Twoim podejściu. Troszkę tak, na początku, pewno będziesz ciut bardziej uważna, owszem. Ale nie sądzę byś nagle zaczęła stosować wszelkie zalecane przy koniach środki ostrożności. Zresztą....sama zobaczysz. 😉
branka, tak jest, jedź na pogotowie. Nawet jak Ci tam powiedzą "Pani, to tylko stłuczenie" to lepiej prześwietlić i wiedzieć i odetchnąć z ulgą, niż altacetować, czekać i się później zdziwić. Trzymam kciuki, że będzie dobrze :kwiatek:
[nie wiem czy to jest dobry wątek i pora, ale.... Tunrida, jak Twój ząb? ]
Ząb zrobiony, ale po wieeelu bojach. Korzeń był cały, więc dało radę nadbudować górę. Z tym, że najpierw wyszedł za biały, więc czekałam na nowe zamówienie z odpowiednim kolorem. Jak zrobiłyśmy drugi o dobrym kolorze, to się okazało, że wyszedł ciut za krótki. Jak poszłam dorobić go na długość, to dentystka tak mocno przycisnęła, że się to nadbudowane odkleiło od korzenia. 🤔
Miałam dość i myślałam, że chociaż do egzaminu tak z nim wytrzymam ( bo naprawdę nie mam teraz czasu na łażenie po dentystach), ale nic z tego. Tak się rozkiwał, że musiałam iść znów. Ostatecznie, po dzisiejszej wizycie dobrany i kolor i kształt i się trzyma. Jak na razie. Tfu, tfu, tfu
Mam nauczkę. Uszyję se u Deb kilka padów z kieszonkami i tych padów będę używać w tereny. Do każdej kieszonki włożę scyzoryk. Taki mam plan, a co wyjdzie? 😡
Branka pewno już w drodze. Myślę, że nic jej nie jest. Ale warto sprawdzić.
Byłam, powiedzieli że to tylko stłuczenie i nie chcieli zrobić prześwietlenia. Ale chyba jutro się wybiorę do znajomego lekarza na dyżur niech mnie prześwietli, bo na tym pogotowiu to jest jakiś cyrk na kółkach(edit: własnie do niego dzwoniłam jak będzie miał chwilę to podjade jeszcze dzisiaj, a jak nie to kazał jeszcze raz jechac na pogotowie, bo powiedział, że skoro mam tak potężnego krwiaka to możliwe, że pod spodem jest jakieś drobne pęknięcie) . Wyobraźcie sobie, że pan na pogotowiu nie chciał obejrzeć nogi tylko powiedział, że to stłuczenie, tak o tylko słuchając, że koń mnie kopnął - a ja, że na jakiej podstawie? No to obejrzał nogę ale właściwie nic nie powiedział tylko kazał mi założyć bandaż uciskowy u pani doktor obok i sobie gawędził z jakąs pielęgniarką czy kimś tam, wkurzyłam się, ale moje wkurzenie zostało zignorowane. Nie umiem rozmawiać z takimi ludźmi 😵 No i dopiero doktor od zakładania bandaża uciskowego sie zainteresowała, powiedziała jak robić okłady, założyła bandaże, nie pozwoliła brac gorących kąpieli, kazała iść w poniedziałek do lekarza, bo krwiak jest potężny i może być konieczność usuwania go przez punkcję, jeśli zrobi się taki wodnisty. W razie czego mam skierowanie do chirurga...
Najgorzej, ze jutro mam poprawe egzaminu ciekawe jak ja wejde na 3 piętro gdzie ją mam, jak u nas nie ma windy w budynku...
ja na obozie dostałam kopniaka, ale w siodle. Siniak był na caaalutkie udo, chodzić nie mogłam, ale na następny dzień wsiadłam jakby nigdy nic 😀 Siniak od lipca do końca zszedł mi jakoś kolo listopada, a do grudnia go czułam. Przyznam szczerze, że nie myślałam, żeby gdziekolwiek z tym iść(wydawało mi się normalne, że boli skoro był taki duży). Ale teraz to już musztarda po obiedzie. Miałam więcej szcześcia niż rozumu. 🙂
Branka, marne te pogotowie :/ Ja wielokrotnie byłam na ostrym dyżurze w szpitalu ortopedycznym i zawsze miałam robiony RTG. Czy to było stłuczenie, złamanie, czy skręcenie - nigdy nie obeszło się bez prześwietlenia. Dziwię się, że tak olali Twój przypadek, co wiąże się z koniecznością wizyty u innego lekarza :/ Staraj się trzymać nogę trochę wyżej, na jakimś stołku, czy na kanapie, żeby ciśnienie nie powodowało bólu. Na stłuczenia mogę polecić maść z arniką lub hirudoid.
3 największe bezmyślności mojego życia: 1) Pan u którego miałam pracować, pierwszego dnia mojej pracy postanowił przetransportować konie ze stajni zimowej do letniej. Jako, że jeźdźców była wystarczająca ilość przenosiny odbyły się na końskich grzbietach,a nie przyczepą. Ja oczywiście pełnia szczęścia, banan na twarzy bo czeka mnie całodniowa wycieczka pięknymi pomorskimi terenami. Zero stresu bo przecież jeździec ze mnie najlepszy z najlepszych 😵 No i nie przyszło mojej głupiej łepetynie wypytać się o konia na którym miałam pojechać, a pan właściciel także nie raczył mnie poinformować, że koń... stał rok nie jeżdżony. Skończyło się tym, że w chwili szarpaniny z koniem całkowicie odmawiającym współpracy wpadliśmy na innego konia, przewracając go razem z jeźdźcem. Koleżanka na początku jakoś się wykaraskała- koń jej nie przygniótł, ale wstając dostała od mojego konia z dwóch kopyt prosto w brzuch i klatkę piersiową. Dziewczyna miała wielkie, wielkie szczęście, że skończyło się giga-siniakiem i pękniętym żebrem. 2) Miałam kiedyś pod opieką ślicznego, młodego ogierka arabskiego. Ogierek był mega spokojny, przyjacielski i miziasty. Szykując go pewnego razu do jazdy zapomniałam wziąść z siodlarni kasku. Jako, że się spieszyłam, a do siodlarni był tylko kroczek...przywiązałam osiodłanego konia wodzami do kraty boksu. Wychodząc z siodlarni zobaczyłam tylko jak machając łbem nadziewa się na wędzidło, przestraszony staje dęba, zrywa ogłowie i wali się do tyłu przewalając potylicą w ścianę. W życiu nie przeżyłam takiego strachu i przypływu rozpaczy, słysząc ten potworny huk myślałam, że już po koniu. I znowu moje wielkie szczęścia bo koń się tylko lekko otarł. Ulga niesamowita. 3) Krótko. Wlazłam na padok do obcego ogiera. Koń wielki jak stodoła. Broniąc "swojego" terytorium złamał mi dwa palce u stopy. Nie stało się nic więcej bo zdążyłam wskoczyć na ogrodzenie i zwiać. Nie jestem w stanie powiedzieć co ja sobie wtedy myślałam, czysta głupota!
Przez całe moje jeździeckie życie popełniłam mnóstwo mniejszych i większych błędów. Większość z nich wynikała z głupoty, zbytniej wiary we własne możliwości, rutyny i została popełniona w wieku nastoletnim.
Ech, tak to czytam i nakręcam 🤔 Jak pomyśle ile ja głupot przy koniach robiłam to mnie zgroza ogarnia 😵
Może zaczne od jazdy w kasku. Mój kask mi w ciągu miesiąca(może dwóch) uratował życie. Pojechałam sobie w teren na stępa. A co tam, koń-towarzysz spokojny, mój troche gorzej, ale nic tam, nie ma strachu 🤔 No i jak już wracaliśmy, to koń na którym siedziałam zaczął tak wywalać z zadu, że myślałam, że juz po mnie... Najgorsze przesiedziałam, pod koniec z premedytacja mnie zrzucił :/ Ziemia była BARDZO twarda, zamarźnięta, i ubita. A ja oczywiście z całej siły walnełam głową w ziemie, dzięki Bogu z kaskiem na łbie... A koń pogalopował szczęśliwy do stajni 🙄 , a ja ledwo żywa sie podniosłam i musiałam biec za nim :/ Albo na skokach. Wszystko było dobrze, do czasu gdy koń się nie potknął i nie wrzucił mnie na scianę...Zostałam noga w strzemieniu, obijając się od ścian i jego nóg 😵 I znów dzięki Ci Boże za kask na głowiex.x Mimo wszystko, do czasu aż nie przeczytałam tego wątku, żyłam w przekonaniu, ze musze wsiasc bez kasku, no bo...no własnie bo fajnie 🤔wirek: Ale już na szczęście mi przeszło 🙇
Klapeczki przy koniach... 🙄 Od wakacji Mam problemy z paluchem, bo czyściłam znanego sobie dobrze konia.. 🙄
A co do "nie wizyt w szpitalu" to na obozie spadłam z konia w terenie, poważnie skręcając kostkę i palec. Z kostką jak baniak nie dosć ze nigdzie nie pojechałam, to jeszcze jezdziłam, a skonczyło sie to tak, ze mam mega problemy ze sciegnem achillesa 😤 ktore odzywaja sie przy kazdej okazji, a mienelo juz pol roku...
I przeraza mnie to jaka jestem nierozwazna 😵 Jezdze na młodym koniu, delikatnie mowiac dosc bezczelnym, i kucam, miziam przy nim jak przy starym...A derke zakladam w sposob CONAJMNIEJ niepoprawnym 🙄 a najgorsze jest to, ze wiem ze raczej tego nie zmienie 😵
Ollala-tez mialam faze na "szpitalowi mowie NIE" po tym jak mnie potraktowali po pewnym upadku, do tej pory mam cos nie tak z reka, ale teraz juz nic z tym sie nie zrobi 🙄
a glupote tez popelnilam, ogromna, zaczynalam jezdzic, spadlam z konia na mega zmarznieta ziemie, przywalilam kregoslupem, pierwszy raz w zyciu widzialam, zeby komus kregoslup spuchl, baniaka mialam chyba z miesiac, chodzilam doslownie jakbym kij polknela, nie moglam nawet glowy odwrocic, przed rodzina udawalam, ze nic sie nie stalo, chociaz zwijalam sie z bolu i co? i okazalo sie, ze mialam przestawiony kreg, po 3 latach...aktualnie nie jezdze, bo w koncu zaczelam sie rechabilitowac, w ogole nie powinnam jezdzic, jesli juz to delikatne ujezdzenie, mam za swoje nie ma co, teraz tego tak cholernie zaluje 🤔