też chciałam iść na radcowską, ale wszyscy straszą... kiedy zamierzasz zacząć się uczyć? ja przez wakacje nie będę pracować, teraz stawiam wszystko na jedną kartę, zobaczymy co z tego wyjdzie 🙁
U mnie radcowska tak troche po rodzinie (w zeszłym roku zapierałam się, że na żadną nie pójdę :hihi🙂 Można powiedzieć, że już się uczę. Ale to taka troche rwana nauka. Wychodzę o 6 do pracy, do domu wracam ok. siódmej wieczorem.
Co prawda zapisałam się na kurs becka ale niestety nie jestem z niego zadowolona. Chociaz to raczej kwestia grupy- nalegaja na przerabianie wszystkiego po kolei, efektem było tłuczenie grup dziedziczenia przez 2 godziny podczas gdy na spadkowe mielismy 5 😵 Z uwagi na małą ilośc czasu kurs powinien być powtórzeniem, zwróceniem uwagi na niektóre kwestie. Na wykłady czas był na studiach.
Koniec końców powtarzam trochę weekendami (po ogarnięciu konia). W sierpniu albo we wrześniu wezmę trochę wolnego i zobaczymy
ja mam o tyle dobrze, że mogę nie pracować i skupić się na nauce. No nic, zobaczymy co to będzie. Ja widzę mój egzamin w czarnych barwach... tego jest za dużo!
Ale nas dzisiaj w konia babka zrobiła, nie uwierzycie ! 😁
Malutka i drobniutka Pani profesor, wchodzi i prosi by nie ściągać, bo będzie wyrzucać, bo ma tylko jedną grupę więc wszyscy dostajemy identyczne testy, każe się rozsiąść by w ławce siedziała tylko jedna osoba. Kolos wyglądał tak, kilka pytań zamkniętych wielokrotnego wyboru, a potem kilka otwartych.
Wszyscy oczywiście od siebie nawzajem ściągali w zamkniętych, po czym się okazuje, że KAŻDY, KAŻDY z 30 osób miał inne pytanie tylko opcje odpowiedzi takie same. Było do wyboru np. Marks, Darhendorf, Locke, Simmel i każdy miał inne pytanie. Jedni mieli kto się urodził tego i tego dnia, inni kto był prekursorem tego i tego, jeszcze inni kto był profesorem jakiejś tam uczelni. 😂 A oczywiście większość jak zobaczyła, że ktoś zaznaczył np. a) Marks to kopiowała nie zastanawiajac sie nad pytaniem 😉
musze sie pochwalic-dzisiaj mialam pierwszy egzamin w sesji, pierwszy raz w calosci po wlosku ze Słynnym Pogromca Studentow i dostalam piekne 4,5 + pochwałę "molto bravo, veramente molto!" 💃
A ja dzisiaj znowu z chemią poległam ... po prostu nie mogę przy Gargamelu odpowiadać,bo dostaję zaćmienia mózgu. Dostałam 6 łatwych pytań ... I pisząc przestałam je umieć 😵 Jak się mnie Gargi przyczepił do jednego, tak już potem na NIC nie umiałam odpowiedzieć. Z nerwów zdurniałam, nie umiałam policzyć do 4 ! (serio , do 4 nie umiałam policzyć ...) , aż w tych nerwach się popłakałam ... Gargi chciał mnie wyrzucić, ale doktorantka twardo próbowała mnie wyratować... Mówiłam, że ja już mam dość, chcę wyjść, a ona kazała mi siedzieć i krok po kroku robiła ze mną jedną głupią reakcję ... Ostatecznie mam przyjść za tydzień w środę na dopytkę 😵 Muszę się przejsć w pon do kierowniczki zakładu i poprosić o zmianę pytającego, bo inaczej nie zdam ... 👿
I tak jestem w komfortowej sytuacji (teoretycznie), bo laska, która zdawała u Gargiego rano oblała i termin poprawki ma w czerwcu po I terminie egzaminu z nieorganów. 🙄
Te studia zrobiły ze mnie szalonego człowieka. Zamiast robić notatki drobnym maczkiem i zaznaczać ważniejsze zdania cienkopisem, zakupiłam mazaczki i szaleję, rysuję, maziuję, szaleństwo. Tonę w papierach, ale świetnie się bawię 😀
otwarcie mówię że szczerze mocno nie lubię moich studiów number two. mam dość. tylko 1/3 przedmiotów się do czegoś nadaje i jest ciekawie prowadzona. reszta to jakiś absolutny syf! i jeszcze zazwyczaj trafiam na jakichś popapranych psychicznie ćwiczeniowców! wrrr nie muszę mówić że nie zaliczyłam tej biochemii? 2 osoby na 15 u mnie grupie zaliczyły. no i oczywiście tylko na 3... 😵
A ja jednak nie - musiałabym zaczynać tworzyć te kolorowanki dobry tydzień przed każdym egzaminem, żeby zdążyć to jeszcze choć raz przeczytać. A takim czasem nie dysponuję.
Mi się strasznie podobają i to duży fun. Jeśli coś daje się połączyć ze skojarzeniem, rysuję to. A że częściowo jestem wzrokowcem, potem mam to przed oczami.
Nalle - tworzy się je o wiele szybciej niż zwykłe notatki =) I szybciej zapadają w pamięć.
Strzyga wygląda super ale jestem z Nalle, czasowo by mnie to zjadło.
tworzy się je o wiele szybciej niż zwykłe notatki =)
Możliwe ale "zwykłe notatki" tworzę przez cały semestr, wychodzi po dziesiąt stron na przedmiot, nie przepisuje tego tylko ucze się z tego co przez semestr napisałam, jakbym to miała zmieniać, kolorować, przepisywać to by mi życia brakło 😉
Od lat polegam na cudzych, więc powiedzmy, że tego typu zależność nie zachodzi. 😉 Inna rzecz, że system, który sprawdza się w przyswajaniu treści humanistycznych niekoniecznie musi równie dobrze funkcjonować w przypadku nauk ścisłych czy przyrodniczych.
Hmm, studiuję nauki przyrodnicze (no dobra, teraz to kamieniarsko-glebowe :P) i mi system Strzygi - że na kolorowo wypunktowuję sobie najważniejsze rzeczy, a potem już "sam idzie" ciąg skojarzeń logiczno myślowych, działa mi od dawna super. Alem ja też wzrokowiec, to co napiszę, zwykle pamiętam, więc nie wyobrażam sobie uczenia się z cudzych notatek, w dodatku napisanych cudzym charakterem pisma.
Nalle, ja tam nikogo nie namawiam, nie przyszłam w żadnym wypadku was "nawracać", tylko się pochwalić. Przy ścisłych funkcjonuje równie dobrze, zwłaszcza jeśli chodzi o biologiczno- chemiczne sprawy.
Alem ja też wzrokowiec, to co napiszę, zwykle pamiętam, więc nie wyobrażam sobie uczenia się z cudzych notatek, w dodatku napisanych cudzym charakterem pisma.
Moon - z koleżanką dzielimy się przedmiotami na pół i każda na innym pisze, po tych 3 latach prędzej rozczytam ją niż siebie 😂
subaruMacie wykładowcę-Gargamela? Wyobraziłam sobie Gargamela w okularach siedzącego za biurkiem w tej swojej sukience czarnoksiężnika i słuchającego odpowiedzi studenta w białym uniformie i niebieskiej skórze.... 😁 Nie no, pewnie Ci teraz nie jest do śmiechu, ale przynajmniej tyle, że tylko dopytka 🙂 Może jakaś melisa przed wejściem czy coś.
ninevet, Łoł, ale sprytna kobita! A jak pytania otwarte? Ratowały ?
Strzyga Mam podobnie z kolorami, tylko ja sobie koloruję w notatkach. Pamiętam potem na której stronie co było, odtwarzam w głowie i coś tam kojarzę
a ja skończyłam esej.... jeszcze gramatyka... W ogóle, stwierdziłam, że te moje studia to przekraczanie granic. Na I roku nie wyrabiałam z czytaniem wszystkiego od deski do deski, bo powolny i ciotowaty ze mnie człowiek był i jeśli już coś robiłam, musiałam dokłaaadnie, powoooli..... 50 stron tekstu teoretycznego+notatki + jakaś "literatura przedmiotu" w jeden dzień to było za dużo. Jedną pracę musiałam pisać z tydzień razem ze zbieraniem materiałów, żeby było wszystko ładnie. Posiedzenie do 1 w nocy nie wchodziło w grę. A teraz? 200-300 stron w jeden dzień, materiały zebrane&praca napisana w 6 godzin, zrobione zadanie; jak potrzeba, to i do późnego wieczora posiedzę i jeszcze zdążę coś dla przyjemności poczytać. Poszukam jakichś kabelków przyczepionych do głowy.... może mi ktoś gdzieś duracella podłączył. 🤔wirek:
ninevet, Łoł, ale sprytna kobita! A jak pytania otwarte? Ratowały ?
Mnie moje akurat uratowały, nie wiem jak z innymi 😉 No... może poza jednym które było dla mnie zupełną nowością, w żadnych notatkach i z żadnej literatury nie przypominam sobie tego pojęcia 😉
A co do nauki to miałam to samo, pierwsza sesja mnie zabiła, a następne były coraz łatwiejsze chociaż ich poziom trudności wcale nie malał 😉 Chociaż jak pomyśle o tej aktualnej i co mnie czeka przez następne dwa tygodnie to czuje się jak małe, zagubione, 4 letnie dziecko któremu kazano przeczytać, zrozumieć i streścić Boską Komedię Dantego w kilka godzin. 🙄