Forum towarzyskie »

KOCHAM KINO :)

Wilk z Wall Street ma 5 nominacji do Oscara 🙂
Mnie w sumie najbardziej cieszy fakt, że po tylu latach w końcu Hollywood przypomniało sobie o Studiu Ghibli i nominowali w tym roku The Wind Rises w kategorii filmów animowanych.
Zoriczkowa Donnie Darko jest genialny! Oglądaliśmy z Konradem chyba z 6 razy i za każdym razem odkrywamy nowe szczegóły!
Donnie Darko jest rzecyzwiście świetny, ale S. Darko... Tragedia. Żałuję, że oglądnęłam.

btw jeśli padną wam serwisy to polecam pirata i torrenty 😉
Rul,  a S.Darko to jest jakaś osobna adaptacja czy "ciąg dalszy" w pewnym sensie? Nawet nie wiedziałam, ze ten film istnieje...
kontynuacja, historia w zasadzie ta sama, tyle, że bohaterką jest młodsza siostra. Nie polecam, można się tylko zrazić i popsuć sobie dobre wrażenie po d.darko
martva i magda - cieszę się, że ktoś ma podobne odczucia. "na żywo" wszyscy się zachwycają, sama uwielbiam Leo, ale to nie było to

edit - czytam komentarze na filmwebie i jest grupa "dorabiająca" ideologię - że niby chodziło o upadek moralny człowieka, że zezwierzęcenie i że opowaida "historię zdegenerowanego człowieka, który był wyprany ze wszelkiej moralności" i dlatego nie można powiedzieć, że był słaby.  😵
to ja też się dopisuję do tych bez większych zachwytów po "Wilku...". film sam w sobie niezły, gra Leo bardzo dobra, ale te krzyki, głośna muzyka, permanentne dziwki, sex i koks jakoś mnie nie zachwyciły... i zdecydowanie za długi...

z całego filmu najbardziej mi się podobało, że podsiadłam w kinie Muńka Staszczyka we własnej osobie 😁
e. Mały ratunek, wygląda prawie tak samo: http://kinoman.tv/seriale

Kinomaniaka juz nie bedzie. A co do identycznej "odslony" to jest jeszcze www.filmmex.pl  👀

Wilk z Wall Street - ogolem film bardzo fajny, podobal mi sie, smialam sie non stop. ALE rzeczywiscie pojechali troche z niektorymi scenami, jakbym miala w skrocie opowiedziec o czym byly te 3 godziny to jedyne co sie nasuwa na mysl to "ludy, dziwki, zarabianie kasy". Podobno to na faktach? Nie zmienia to faktu, ze gra Leo jest niesamowita, boska i najlepsza! Jest w tej roli FANTASTYCZNY  💘

Runner Runner - dawno nie widzialam takich nudow  😵 A Ben Affleck totalnie mi do roli nie pasował :/

Don Jon - nie zachwycil mnie, poczatek super, pozniej nudnawy...
Rany, ja bym w ogóle nie powiedziała, że Wilk z Wall Street to tylko "dziwki koks i kasa"! Za bardzo cenię Scorsese żeby móc mu coś takiego w ogóle zarzucić. Dla mnie film genialny i właśnie w całości jako metafora a nie historia sama w sobie.

Byłam dzisiaj na "Pod mocnym aniołem" Smarzowskiego - film o wiele lepszy niż się spodziewałam po trailerach. Nic a nic nie śmieszny, a jeśli już to tak jak "Wesele" - taki śmiech przez zaciśnięte ze strachu/zgrozy zęby. Brr, można sobie nim zepsuć humor, a jeśli ktoś ma w bliskim otoczeniu alkoholika to już w ogóle... Polecam, jednak co Smarzowski to Smarzowski 🙂
Ja z Wilka z Wall Street wyszłam z bananem na ustach, nawet nie wiedziałam, kiedy te 3 h minęły, tyłek mnie nie bolał od fotela (a to dziwne w moim przypadku, bo zazwyczaj tyłeczek mi zaczyna odpadać). Moim zdaniem każdy powinien obejrzeć, żeby sobie zdanie własne wyrobić.
We wtorek idę na "Pod mocnym aniołem". Zobaczymy.

Dopisuję- na Pod mocnym Anniołem idzie mąż z teściami , ja idę na Wkręceni. Więc będą 2 filmy 🙂
Jakie macie opinie o Nimfomance? Oglądał ktoś?
Też już widziałam "Pod mocnym aniołem". Jest w stylu Smarzowskiego, jest dosadny, kręcący w głowie, wcale nie śmieszny, tak jak pisze Dziąka. Ale jakoś mną nie wstrząsnął, i stawiam go niżej niż "Drogówkę"

Wilka jeszcze nie widziałam, ale za to mogę polecić "Kamerdynera"
"Nie dzisiaj" jeden z nielicznych ostatnio filmów który tak bardzo mnie poruszył, polecam.
szepcik muszę koniecznie zobaczyć, poza Małżowiną i Pod mocnym aniołem widziałam wszystkie filmy Smarzowskiego, wszystkie są dobre jednak najbardziej podobała mi się Róża. Trzeba mu przyznać, że jego styl jest niepowtarzalny, filmy są utrzymane w podobnym klimacie no i po prostu miażdżą, hmm, tak to jest dobre określenie, ja po obejrzeniu każdego z nich byłam zmiażdżona 😉
martva, ja byłam i jak dla mnie FATALNY :/
Uf, czyli takie same odczucia jak moje 😉 a już myslalam, ze jestem z tym sama!
ja juz widzialam wszystko Smarzowskiego,lacznie z dzisiejszym '...aniolem'. jak dla mnie ten film byl...obrzydliwy,sama mialam odruch wymiotny przy ktorejs juz takiej scenie... :/ tak jak w 'wilku...' widac tylko DiCaprio tak tutaj zdecydowanie film Wieckiewicza.
mery gdzie widziałaś Małżowinę, w necie? Bo ja jakoś nie mogę znaleźć 😉
nie 😉 bylam kiedys na specjalnym pokazie w kinie 🙂
Pod mocnym Aniołem
Wynudziłam się. Rozumiem, że mieliśmy zobaczyć zapętlające się, monotonne w gruncie rzeczy życie alkoholika. Ciągi balang i zgonów, poniżeń, detoksów. Ale ja jako widz nie miałam w sobie żadnej ciekawości, co będzie dalej. Może tak miało być: męcząco i nudno. Tylko nie wyszło angażująco.

Podobały mi się te okruchy, które pokazywały społeczny kontekst, w którym alkohol jest smarem w relacjach międzyludzkich. Na przykład mocna moim zdaniem scena wizyty potencjalnego zięcia u rodziców dziewczyny: ojciec rodu wesołkowatymi słowami zachęca do wypicia wódeczki (alkohol jest fajniutki), ale jak słyszy, że Jerzy jest alkoholikiem, to mu mina rzednie. Celnie pokazana społeczna schizofrenia w temacie...

Zabrakło mi trochę alkoholizmu "w dobrych domach". Po wyjściu z kina usłyszałam opowieść, jak to właśnie sąsiad znajomego spał na wycieraczce. Wrócił napruty, chyba bez klucza, utrzymać się na nogach nie mógł, więc dotarł na kolanach, a potem kimnął na klatce. Sąsiadów znam z widzenia i mieszkania obok: miłe młode małżeństwo, klasa średnia, zadbany pies, cisza, spokój. W filmie były tylko historie dużo dalej posuniętego problemu.

Jak dla mnie: opowieść o tym, że to społeczeństwo pije ludźmi. Kierowcami na granicach, celebrytami na rauszach, podrostkami na ławkach, większością na imieninkach, choinkach, spotkaniach rodzinnych.

Jeśli jakieś pytanie mi się pojawia po tym filmie, to: gdzie jest miejsce na wolę człowieka, na jakikolwiek wybór. Że przy rozwiniętej chorobie alkoholowej o wolną wolę trudno, rozumiem (chociaż przecież iluś alkoholików trzeźwieje?). Ale wcześniej? Przecież nie całe społeczeństwa się rozpijają. Kwestia przypadku, na kogo wypadnie, na tego bęc?

Bo ogólnie wrażenie: obejrzane, nie bardzo jest o czym myśleć po.
Z wcześniejszymi filmami Smarzowskiego tak nie miałam.

Nimfomanka
Tu się dla odmiany nie nudziłam.
I zdecydowanie dostałam materiał do przemyślenia.
To pierwsza część, zrobiła mi niejaki mętlik. Podejrzewam, że LvT szykuje nam jakiś psikus w drugiej części. Tzn. wiem, że będzie przejście od waniliowości do BDSM (czy czegoś w tym rodzaju), ale spodziewam się jakiegoś wystrychnięcia na dutka naszych przekonań, ocen, oczekiwań.

Z jednej strony patrzę przez pryzmat słów, że Joe robi wszystko tak samo jak "nomalna większość", tylko bardziej.
Dzieci odkrywają seksualność - Joe też, tylko bardziej.
Pierwszy seks często nie odpowiada wyobrażeniom o nim - u Joe też, tylko bardziej.
Nastolatki odkrywają, że działają na przeciwną płeć, że mogą dostać uwagę - Joe też, tylko bardziej.
Jest etap chłopaki vs dziewczyny - u Joe też, tylko bardziej.
Dorośli czasem prowadzą bujne życie singli - Joe też, tylko bardziej.
Dorośli się czasem zdradzają - Joe też, tylko bardziej.
Dobrane pary miewają problem z seksem - Joe też, tylko bardziej.
Wychodzi na to, że cała ta normalność, to tylko sztuka umiaru.

Z drugiej myślę, na ile to ona jest czarnym charakterem - wszystko było za zgodą obu stron. Chyba że znowu jak w Melancholii mężczyźni zostają tą słabą płcią, bezwolną, lękliwą.

Z trzeciej - uwiera mnie postać Seligmana. On tak łatwo wszystko wbudowuje w te swoje gładkie, eleganckie narracje. Te takie klisze oczytanego, w miarę wykształconego człowieka. Bach, liczby pierwsze, ciąg Fibonacciego - jest kulturalnie, ale nie za trudno, w wielu filmach już to mieliśmy. Coś gryzie (mnie) w tej uprzejmej, akceptującej postawie. Wcale nie umiem stanąć po w pełni po jego stronie. OK, przemocy w życiu seksualnym Joe póki co nie było, ale kłamstwa tak. O przedmiotowym traktowaniu człowieka się nie wypowiadam, bo te "przedmioty" chyba chciały nimi być...

Zdaje mi się, że te tropy typu "postać chłodnej matki", "uprzedmiotowienie podczas inicjacji seksualnej" itp., to też tylko takie kulturalne zmyłki. Mainstream psychologii na usługach opowieści.

Scena z Umą Thurman - urocza. Nie dziwię się, że cała sala wybuchała co chwilę śmiechem (w ogóle nierzadko w filmie było zwyczajnie śmiesznie).

Sceny szpitalne z ojcem - poruszające. Nie przez biologizm nawet (chociaż ten spokojny uśmiech na końcu?), raczej przez to, że na nic całe to nasze zagadywanie strachu... Co z tego, że ojciec twierdzi, że się nie boi śmierci, że z żoną już się spokojnie pożegnali, jak w głębi delirki (czy innego napadu) zaczyna wołać żonę, wyć z przerażenia... To też chyba jakiś klucz do filmu: słowa słowami, ale cały bagaż emocji, ciała, hormonów, licho wie, czego jeszcze - jest obok.

Kolejny klucz to dla mnie dialog (niedokładnie przytoczę):
Seligman: nie mogę uwierzyć w te kolejne przypadki, zbieżności
Joe: pożyteczniej będzie dla zrozumienia historii, jeśli uwierzysz
Taki cudzysłów do całej tej opowieści.

A jeśli chodzi o erotykę w filmie, to przez cały film zupełnie tego nie ma (w moim odczuciu). Dopiero w ostatnich scenach, cokolwiek erotycznego (a nie tylko seksualnego) zaczyna się pojawiać - i to akurat moment, kiedy Joe przestaje czuć. Interesujący zabieg. Ciekawe, czy gdyby więcej seksu było dyskretnie ukryte, "w domyśle", to nie byłoby właśnie bardziej erotycznie?

Cube
Trochę późno obejrzałam 😉

Mimo niedoskonałości, film ciekawy, też sobie mieliłam go trochę w głowie. Gdzieś mi myśli zbaczały w kierunku spotkań ludzi z ich wewnętrznymi demonami, ciemną stroną. Kto poległ w spotkaniu z cieniem - przegrywał. Kto przewalczył bestię - też często przegrywał na planie ludzkiej opowieści, ale wygrywał jakąś wartość, godność.

Lekarka i jej paranoiczne lęki, schematyczne widzenie świata. W pewnym momencie otwiera się, zaczyna w dotychczasowym "wrogu" widzieć człowieka, zaczyna słuchać drugiej strony.
Naukowiec, który wychodzi poza swoją bierność, chłodne patrzenie z boku.
Dziewczyna, która odkrywa swoją siłę, ale też staje oko w oko z własną omylnością.
Policjant i jego agresja. Wielka moc, która okiełznana może dawać przywództwo, motywację, charyzmę, a wyzwolona sieje zniszczenie.
A autystyk? W sumie ciekawe, że osoba bezradna dostaje najwięcej pomocy. Bezradność okazuje się siłą.

I pytanie "po co", "dlaczego" jednak trochę brzęczy potem w głowie. Chociaż nie mam poczucia, że jest kluczowe, że to wydestylowana historia tych 5 osób, a nie opowieść o świecie, w którym buduje się sześciany. Ale się nie upieram 😉
Teodora, aaale napisałaś, jestem po wrażeniem  👍 Pisz częściej w tym wątku, strasznie mi tu takich dyskusji brakuje  :kwiatek:

Dla mnie "Nimfomanka" w ogóle jest mało o seksie. Seligman wkurzał mnie na tyle, że o wiele bardziej pamiętam sceny z nim niż te z Joe. Poza tym, faktycznie jest tak, że mało się wierzy przez cały film w tą całą historię i słowa głównej bohaterki (o tym jak będzie pożyteczniej) świetnie mi to podsumowały. Strasznie mnie wkurzała forma tej ich rozmowy - kto tu w zasadzie opowiada historię, kto chce się wygadać, czy oni w ogóle są w kontakcie? On jej nie rozumie, ona jego - i mam wrażenie, że nikt nie chce zrozumieć, gadają sobie równolegle. I tak też miałam w kinie - Lars wymyślił sobie taki film i nie zadbał o to, żeby widz coś z tego właściwie miał, gdzieś poczuł że go poruszyło - takie sobie luźne pomysły wrzucone na taśmę, nie angażujące emocjonalnie, mimo ciężkich tematów. Ja jestem na nie.
Nie lubie von Trier'a. Ani jego, ani jego filmów.
Złodziejka książek śliczny, wzruszający film. Taki sam jak książka.
Dzionka, może tej teatralności rozmówi nie trzeba traktować jak wady? Po pierwsze umowność to też jakaś metoda. A poza tym może to jest opowieść o takim sposobie rozmawiania: słucham cię o tyle, o ile wpisujesz się w moje opowieści?

Może to moje zakłopotanie filmem to właśnie stąd, że to taka zbieranina różności. I że nie mam pewności, dokąd ta opowieść prowadzi. Tylko ja akurat nie mogę powiedzieć, że ten film nic we mnie nie poruszył. Może to poruszenie jest w większym stopniu "rozumowe" niż "emocjonalne", ale jest.
The Secret Life Of Walter Mitty -> wróciłam właśnie z kina 🙂 (z bananem na twarzy 😉 ) Przyznam że bardzo trafił w mój gust.

Film o facecie po trzydziestce, który nagle odbywa podróż życia - brzmi banalnie, prawda?? Dla mnie jednak nie jest to film jak tysiąc innych. Balansuje na granicy banału, ale na sekundę jej nie przekracza. Przede wszystkim cudownie sfilmowany (przepiękna Islandia 😀 ), idealnie wpasowana ścieżka dźwiękowa, wspominam o tym na pierwszym miejscu o tym, ponieważ to właśnie obraz i muzyka opowiadają tą historię na równi z bohaterem. Na tak odważne zabiegi zdaje się mieć ochotę co raz mniej reżyserów kina popularnego, a szkoda 🙁 Bardzo rozważnie poprowadzona fabuła, która nie wkłada w tą prostą i uroczą historię wydumanego patosu (kolejna moja bolączka kina dzisiejszego :/ )

Miałam pewne obawy związane z Benem Stillerem, ale okazał się bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Zagrał naprawdę dobrze, a wątki komediowe (może prócz jednej niepotrzebnej moim zdaniem sceny) nie miały w sobie tego durnowatego humoru charakterystycznego dla większej części dorobku aktora.
Nie będę twierdzić, że to arcydzieło, ale na pewno przyjemny, przemyślany i wizualnie dopracowany kawałek kinematografii, który mnie zaczarował na 1,5 godziny  💘

+uważam że ten trailer do tego filmu za najwspanialszy jaki w życiu widziałam ->


tyyyle wygrać w 2 minuty  😍
"Kapitan Phillips"
-  😲
Jestem w SZOKU. Jakim cudem trzech obdartusów może porywać tak wielki statek?? Amerykanie powinni się spalić ze wstydu.  😵
Tania, piractwo wciąż istnieje, właśnie w tamtych rejonach. Co prawda też nie wierzę w trójkę porywaczy (tak jak np. w scenę z World War Z jak Brad zapięty pasem siedzi dalej w samolocie mimo, że dwa rzędy za nim jest dziura, hi hi)  😎
A Kamerdynera nikt nie widział?
Według mnie bardzo ciekawy film, ale może dlatego że interesują mnie trochę te tematy, chociaż trochę się dłużył. Film w  stylu 'The help'.
Ja wiem, że sa piraci, ale zachowanie amerykanów jest/było szokujące. Pfff.... faktycznie jest o czym film robić.
Trzech głodnych somalijczyków kontra "Strażnik Świata". Żałosne.
Bez Stevena Seagala ani rusz.  😂
Ramires, mnie Kamerdyner bardzo zawiódł pod koniec. Przez pierwszą połowę się wkręciłam, kilka scen było naprawdę mocnych, ale potem to opadało... aż do końca, gdzie opadły mi witki 😁. Szkoda, że w końcowej scenie Obama nie odwrócił się na krześle w swoim gabinecie patrząc prosto w kamerę 😉. Trochę szmirka.
Tania, a co mieliby niby robić, przecież to było na statku handlowym  😉
Mnie Kamerdyner zainteresował też gdzieś do połowy, potem już poziom mojego zainteresowania opadł drastycznie.
To samo Don Jon, dużo hałasu o nic... Dobrze, że nie poszłam na to do kina.

Mogę polecić Tożsamość z Liamem Neesonem. Delikatny thiller.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się