a ja o tym, ze nadal jestem chooora 🙁 i wcale nic nie wskazuje na to by mialo byc lepiej. nikt w domu tez nie chce do mnie podejsc, wszyscy sie boja ze sie zaraza 🙁
jak mnie wszystko wkurwia. Bolą mnie ramiona-starość nie radość. Rwie mnie w krzyżu, bo w końcu prosto usiadłam- i to nie jest nic fajnego, bo mam niewyrobione mięśnie. Nie mogę spać, bo mam sny rodem z horroru klasy ZET. Mam na lekcjach babkę, która mnie irytuje.
I mogłabym tak wymieniać i wymieniać i wymieniać....
o tym, że mam wszystkiego na prawdę dość 😵 o tym, że ta pogoda mnie dołuje o tym, że wszyscy wymagają ode mnie żebym była "wesołą nastolatką", a ja nie mam na to ochoty ani siły
o tym, że znów jestem chora - a przecież 2009 + 2010r. to już 6 raz jestem chora, leki nie pomagają, i mam już tego serdecznie dość o tym, że jutro jest wycieczka do kina, i nie wiem czy rodzice mi pozwolą - a tak bardzo bym chciała o tym , że jak cholera ciągnie mnie do stajni 🏇 o tym , że pogoda mnie przeraża
tata wystartował do mnie z łapami, bo powiedziałam mu,że pozbywanie sie chorego zwierzaka (zamiast leczenia go) jest żałosne. pierwszy raz zdarzyło sie takie coś. Zastanawiam sie znowu, po cholere przeprowadziłam sie spowrotem do domu..
i zastanawiam sie jeszcze, dlaczego przełożyłam mój dzisiejszy wyjazd. Miałam jechać dziś, przełożyłam na jutro żeby być na taty urodzinach.. ale chyba jednak zwinę się stąd dziś, mam dosć..
Myślę o forumowiczce adriannie32 (czy jakiś tam numer). Wniosek mam jeden. Oto on: Powinna być zapisana do Księgi Rekordów Guinessa za największą liczbę spotkanych lekarzy, doradców, osób i nie wiem kogo jeszcze, które doradzały jej w jej życiu i są debilami, idiotami, nieprofesjonalnymi ludźmi itp. (epitety są moje, bo nie chcę wertować całego forum żeby odnaleźć jej bliskie spotkania i opowieści o tym). Co chwilę wpadam na wypowiedź tejże forumowiczki jak skarży się, że ludzie, których spotkała na swojej drodze są delikatnie mówiąc "nienormalni" a ona sama jest niczemu winna. 🤔wirek:
O tym, że roztopy mnie przerażają. I nie wiem, jak dojdę te 300m z domu na przystanek w tej powodzi kałuż. Nie mówiąc o tym, jak ujeżdżalnia wygląda teraz, jak opcjonalnie będzie wyglądać za tydzień i za miesiąc, i jak w związku z pogodą wyglądają moje plany budowy lonżownika. Robić z koniem cokolwiek zacznę pewnie w czerwcu, jak nie w lipcu. -_____-
o tym, że warto się ruszyć do konia, ale jest fatalna pogoda i boli mnie kręgosłup. Jednym słowem, ze nic mi sie nie chce. A przy okazji mam z tego powody wyrzuty sumienia, bo miałam dzisiaj wsiąść.
o tym ze gardlo mam spuchniete jakby mnie pszczola urzadlila, bo znow mi sie uaktywnila zatoka i ledwie oddycham oraz kaszle az milo. Oraz o tym, ze jutro OSTATNI dzien kiedy moge sobie polezec w lozku, a w poniedzialek MUSZE isc na zajecia chocby nie wiem co. i we wtorek niestety tez. a we srode moja impreza urodzinowa - jakos nie widze za bardzo, ze moglabym wyzdrowiec. Nienawidze byc chora.