Dodofon, na razie chyba nie musisz się tym przejmować, jeśli konie mają łąkę i nie muszą być w treningu.
Ale sie martwię bardzo. Stara ok, na tego konia mozna wsiąść po pól roku i jechac od razu w teren. Zero spisy, zero nerwów. Muł. Ale spadnie kompletnie z grzbietu - zostanie kręgosłup i bebzol. Przy koniu starym to słabo. Młoda ? Wyładowana kopa kasy w zajezdzańie, naprawę, itd... a za pól roku- rok bedzie surowa od nowa.... Czyli jeszcze raz ładowanie kasy od początku.
Dodofon - konie... poczekają. Ja kiedyś po upadku z konia nie wsiadałam półtora roku... koń spadł z mięśni, no spadł, od początku trzeba było rozluźniać, gimnastykować... ale wszystko da się nadrobić. Równie dobrze może się trafić poważna kontuzja konia, problemy rodzinne czy finansowe powodujące, że dla konia nie ma czasu. Póki ma zapewniony byt, padok, żarcie - będzie dobrze. Jak zaczniecie znowu pracować to ani się obejrzysz a wszystko wróci do starej dyspozycji. Szczególnie w przypadku młodego konia - odstawienie na pół roku nie spowoduje "zapomnienia" wszystkiego, niektórzy wręcz tak planowo robią. Będzie dobrze 🙂 Ze starszym koniem trudniej fizycznie, to fakt, ale o ile nie jest to koń typu - koń ze szpatem czy czymkolwiek innym przy którym musi codziennie stępować, to krzywda się nie stanie. Choć rozumiem frustrację, ja jestem w sytuacji w której wiem, że już nie będę pracować z moim koniem - i wiem, że jak będzie mieć 20 lat to będzie pewnie wyglądać niekorzystnie - ale myślę sobie trudno, tak wygląda niepracujący, starszy koń, taki będzie i takiego będę kochać 😉 Najważniejsze zdrowie - swoje i zwierząt też - ale samo odstawienie od pracy wielkiej krzywdy im nie wyrządzi, więc.... myśl na razie o sobie :kwiatek:
Napisze to tutaj, bo wiele osób do mnie pisało a nie wszystkim odpisywalam. 😉 Mama dzisiaj przyjechała do ciotki zeby gdzieś mnie zabrać. Zabrała mnie do mieszkania, było juz wszystko spakowane. Powiedziała, że to tylko i wyłącznie jej decyzja. Mam nadzieje, że teraz juz będzie dobrze. Dzisiaj tylko jak będę w stajni pójdę wykraść psa. Dziękuje Wam wszystkim za wsparcie. :kwiatek:
Sonkowa znaczy mama mieszkać bedzie z Tobą?? Czy załatwiła ci mieszkańie i pomoże finansowo? Ty gdzieś sie wybierasz na studia??
Btw, dziewczyny, ja sobie poczekam, nie jeździłam jak byłam w ciąży i po - rok, nie jeździłam jak oślepłam i miałam operacje oka - kilka miesięcy. Ja mam czas. Nie mam 19 lat, ze wszystko muszę miec tu, teraz, zaraz. Myśle ze najlepsze chwile w siodle jeszcze przede mną. Ja nie zrezygnuje z koni nawet kosztem tego, ze będę wiedzieć ze np. paraliż w razie czego. Dla mnie rezygnacja = śmierć.
Sonkowa, cieszę się, że tak to się skończyło, jednak mama zauważyła, że coś jest nie tak 😉 Dodofon, strasznie Ci współczuję, mam nadzieję, że operacja pomoże i przestaniesz cierpieć...
Dodofon, czyli nie masz się czym martwić. Konie dadzą sobie radę, jeśli mają swobodny ruch, to dla nich świetnie. Potem możesz zacząć myśleć co z nimi, na razie zajmij się sobą i NIE NADWYRĘŻAJ SIĘ!
A ja mam taką refleksję z dni ostatnich, że jak się człowiekowi zaczyna powodzić i jest dobrze, to tak dla równowagi zaraz potem się coś psuje 🙁 tak jakby nie mogło być dobrze, a potem jeszcze lepiej....
A ja mam taką refleksję z dni ostatnich, że jak się człowiekowi zaczyna powodzić i jest dobrze, to tak dla równowagi zaraz potem się coś psuje 🙁 tak jakby nie mogło być dobrze, a potem jeszcze lepiej.... [/quote]
Ale mogłoby choć tak 2-3 tyg być dobrze... tak bez zmartwień, stresów, smutków. Po prostu spokojnie i pogodnie. Nie chodzi mi o drobne smuteczki czy zmartwienia, bo wiadomo że takie to zawsze będą (np aktualnie zapchlony kot w mieszkaniu 😁 i pchiełki w dywanie :hihi🙂, ale kurcze, mój organizm potrzebuje odpoczynku, bo stres go wyniszcza 🙁 dzisiaj bezsenna noc, 2 krwotoki z nosa, obolałe plecy, teraz boląca głowa, ech. I co z tego, że w pracy było dobrze, konie fajnie współpracowały, jak nie umiem być z tego w tej chwili zadowolona :/
Pojechałam dziś autem do,pracy. To nie był,dobry wybór... Po 200 M na dwupasmowce chciałam porzucić pojazd i położyć sie na pasie zieleni i ćwiczyć zen... Wmawialam sobie, stojąc w korku, ze jestem japońskim samurajem popelniajacym harakiri, zolnierzem AK, któremu bomba urwała nogę, himalaistą zmiażdżonym przez lawinę a także facetem za szklanej pułapki, który musi uratować świat pomimo ran cietych, kłutych i postrzałów. Niestety moja noga ńie chce sie dostosować....
Dodofon- twój opis mnie rozwalił. 😉 Przepraszam, nie powinnam się śmiać w takim momencie, kiedy jesteś samurajem lub facetem ze szklanek pułapki, ale.. nie umiem. 😁 Dbaj o siebie i uważaj!!
niczym samotny Ronin na czarnym koniu dziś znowu odważyłam sie na przyjazd do pracy ;-) niestety nie było miejsca koło pracy, wiec odcinek 200m od postoju do biura zajął mi z pół h - lezenie na ławce w parku, oparcie o budynek, skakanie na 1 nodze ;-) jest moc...
Dodofon, z jednej strony Cię rozumiem, bo tez nie umiem leżeć w łóżku Z drugiej mam szczerą ochotę Ci nastukać (chociaż przy Twoim bólu pewnie ciężko by było do Ciebie dotrzeć 😉 ). Musisz jeździć (do pracy, stajni, etc.)? 🤬
Ale nie będę się mądrkować. Sama po porządnym wypadku popylałam do stajni zagipsowana "po uszy"... no dobra, trzeba było mnie trochę pchać, bo się sama nie toczyłam... i do pracy też w takim stanie poszłam... ale mnie tak nie bolało.
Tylko się boję zwyczajnie o Ciebie, bo Ty bardzo fajny człowiek jesteś... 🙁