Forum konie »

Kącik instruktora

[quote author=ewuś link=topic=41910.msg1180296#msg1180296 date=1320750449]
Jazdy dla dzieciaków nie są tak intensywne jak dla dorosłych. Dzieci zdecydowanie częściej mają przerwy i odpoczynki, sporo zabaw i ćwiczeń w stępie. Do tej pory mi się taka sytuacja nie zdarzyła z żadnym innym dzieckiem. Ja już nie raz rozmawiałam z jej mamą i proponowałam krótsze jazdy, ale Ona się nie zgadza.
[/quote]

Może to głupie co teraz napiszę ale wiem (z doświadczenia), że wielu dzieciakom mniej więcej po 30 minutach jazdy od siedzenia w siodle chce się siku (ucisk na pęcherz) albo boli je krocze i raczej się do tego nie przyznają tylko nagle wszystko na koniu co było fajne przez 30 min jest powodem dyskomfortu.
Może każ zsiąść - polecieć do toalety i wsiąść na końcowe 10 min stępa. Jeśli po tej przerwie na sikanie (danie tyłkowi odpoczć) będzie nadal niechęć to przyczyna leży gdzieś indziej.

Wileu rodziców jest nadgorliwych i np. ubiera dzieciom pod bryczesy niewygodne rajtuzy czy nieodpowiednią bieliznę i ileś tam dzieciak może wytrzymać ale potem jest ból wchodzących w tyłek, w pachwinę majtek, a żaden przecież nie poprawi sobie bezceremonialnie w tym wieku bielizny ze wstydu. więc trzeba im dać 10 minut samotności w toalecie😉
A to jest wcale nie głupie, tylko bardzo mądre co piszesz kotbury !  😀
Ja zawsze staram się sobie tak dzieci wychować, żeby zawsze, gdy "coś jest nie tak" podjechały do mnie i powiedziały mi na ucho co.
Z tym, że tu jest taka ulotna granica, między "na prawdę coś jest nie tak", a marudzeniem z byle powodu, na które też nie można sobie pozwolić 😉
Bo są dzieci, które wykorzystają to właściwie - czyli podjadą, żeby powiedzieć "chcę siku", albo prosić o poprawienie skarpetki... a są takie, które podjadą, żeby mi opowiedzieć co wczoraj powiedziała koleżanka w szkole...
No i co tu zrobić, jeśli dziecko uważa to za bardzo ważne...?  😉
Ale da się to zrobić, jak już się "swoje" dzieciaki dobrze pozna.
Julie, no wiadomo dzieci są mistrzami w wykorzystywaniu sytuacji.
heheh, może warto wprowadzić co 10 min ćwiczenie " a teraz stajemy w strzemionach i poprawiamy bieliznę - proszę wszyscy poprawiamy majtki!! Szybko i dokładnie każdy!!"
raz do pracy trafiłam z ogłoszenia. W innej zastępowałam koleżankę, która później w ogóle zrezygnowała, a w aktualnej zaproponowano mi przejście z poprzedniej, ale tu jazd nie prowadzę.
No i nie wytrzymałam - rozstałam się z moim uczniem, o którym Wam pisałam. Nie jestem z siebie dumna, bo powinnam się wg mnie bardziej przyłożyć, nie rezygnować, podejść indywidualnie etc. Ale niby dlaczego? Dla idei?
Młody znów marudził, znów nie chciał nic robić, bał się panicznie i konia i jazdy. Niestety stępował, nie próbował nawet zakłusować. Ani prośbą, ani groźbą.
Oczywiście za jazdę pieniędzy nie wzięłam, bo za stępowanie nie mam sumienia.Owszem, nie każdy będzie mistrzem świata, nie każdy musi galopować jeśli nie chce, czy skakać. Ale rodzice, którzy płacą, mają pewne oczekiwania, których ja nie jestem w stanie spełnić.
Mam nadzieję, że już do mnie nie wróci, a na przyszłość muszę się zastanowić, czy mam tyle energii żeby takie dzieciaki trudne uczyć.
Nie miej wyrzutów sumienia.
Jesteś od nauki jazdy konnej, a nie od niańczenia trudnych dzieci 😉
Julie, też prawda 😉

A macie jakieś sprawdzone ćwiczenia, które mogą być wstępem do nauki skoków?
Chodzi głównie o ćwiczenie umiejętności utrzymania ciała w odpowiedniej pozycji podczas skoku i przede wszystkim przy lądowaniu.
Jesteś od nauki jazdy konnej, a nie od niańczenia trudnych dzieci 😉



Tu się nie zgodzę. Nauka jazdy konnej to w moich oczach praca z koniem oraz z człowiekiem. Wybierając zawód instruktora wiele osób (nie odbierajcie tego personalnie, bo nie znam waszego stylu nauczania i nie mnie go oceniać) robi to z miłości do koni głównie. Może mam lekkie skrzywienie z racji wykształcenia pedagogicznego ale nauczanie czegokolwiek właśnie dzieci obarczone jest ogromną odpowiedzialnością. Przypomnijcie sobie swoje początki, jeśli zaczynaliście jako dzieci. Ja uczyłam się podstaw jako ośmiolatka daaawno temu😉 Instruktor był dla mnie autorytetem, idolem, guru i powtarzałam ślepo wszystko co tamten powiedział lub zrobił. Wiele dzieci traktuje swoich nauczycieli bardzo poważnie a instruktor to właśnie taki nauczyciel, który ma na nie ogromny wpływ. Wydaje mi się, że warto to sobie uzmysłowić, przed podjęciem decyzji o tej ścieżce kariery. Generalnie chyba chciałabym aby została wprowadzona specjalizacja dla instruktorów prowadzących zajęcia dla dzieci i młodzieży właśnie, bo prowadzenie zajęć w tej grupie wiekowej zwyczajnie różni się od nauczania dorosłych.
Może to także fakt, że niedawno sama zostałam mamą i zwyczajnie chciałabym żeby za tych parę lat, moja córka mogła uczyć się od osób kompetentnych w jeździectwie z fajnym podejściem do dzieci. Kurs instruktorski mam w planach i jak wszystko w miarę sprawnie pójdzie to jej edukacją jeździecką zajmę się sama... 😉
nymeria- ja też jestem po pedagogice, dwóch kierunkach i pracuję w szkole. Akurat nie trafił mi się przypadek, żeby kogoś "pogonić" , miałam jedna dziewczynkę, która panicznie bała się zagalopować i mimo, że kilka prób zagalopowania miała udanych to potrafiła się dalej blokować, może jestem mało ambitna, ale nie przeszkadzało mi to. Wracając do tematu w szkole pracuję nad wychowaniem dzieci, staram się analizować ich zachowania i pomagać, ale jako instruktor jazdy konnej od tego nie jestem. Jak dziecko ma problem niech idzie do psychologa.
nymeria, pedagogika - tak, ale pedagogika specjalna, terapia psychologiczna, rodzinna i... psychiatria to już niekoniecznie. Chyba że w ramach hipoterapii (wykształcenie instruktora + cena).
Kukułcza metoda podrzucania "na koniki" dzieci, które powinny trafić na jakąś specjalistyczną terapię - ma się dobrze, ale dobrych rezultatów nie przynosi - przejściowo, bywa, że pojawia się nawet nadzieja, poprawa - ale w perspektywie kilku lat - szkoda nerwów.
Nie, oczywiście nie posunęłabym się do terapii czy porad psychologicznych podczas nauki jazdy 🙂 Mam wrażenie, że czasami są instruktorzy, którzy czasami nawet nie bardzo lubią dzieci a biorą się za ten zawód. Podkreślę tylko moje stanowisko, że przygotowanie do prowadzenia jazd winno mieć głębsze podłoże pedagogiczne, tyle. marysia550 chwała za to, że zdarzają sie osoby łączące zawód nauczyciela z instruktorem. Dla mnie to niestety nieczęsto spotykany obrazek, więc może warto podkreślać na każdym kroku, że pracując w tym zawodzie oprócz koni ma sie do czynienia z ludźmi... różnymi ludźmi
nymeria, zdecydowanie się z Tobą zgadzam. Ja z wykształcenia jestem psychologiem. I dlatego zrezygnowałam z nauki tego dziecka, bo nie widzę sensu w robieniu czegoś na siłę, gdzie dzieciak boi się nie jazdy konnej (co można przezwyciężyć) tylko panicznie boi się koni.
Większość moich uczniów to dzieci, wiele z nich obawiało się pierwszej jazdy w zastępie, pierwszych galopów na lonży, potem samodzielnie itd. Ale obawiało się, a nie bało panicznie.
Ja wychodzę z założenia (pisałam to już wyżej), że jeśli ktoś przychodzi do mnie na jazdę i chce się doskonalić wyłącznie w kłusie, bo galopować się boi i nie chce tego robić, to pracujemy do tego momentu, do którego się da. Nic na siłę. Ale niestety przy strachu przed koniem i jazdą nie da się nauczyć niczego, a dzieciak był tak absorbujący, że przeszkadzał mi w bezpiecznym prowadzeniu zajęć.
opolanka, jak już wspomniałam, nie mogę oceniać tej konkretnej sytuacji. Chciałam tylko podkreślić ważną rolę podejścia do nauczania czegokolwiek. Może ktoś kto czyta a zastanawia się nad wyborem tego zawodu, weźmie pod uwagę fakt, że będzie miał do czynienia z dziećmi i że wiąże się to jednak ze sporą odpowiedzialnością.
Hej, ja tu pierwszy raz, powiem Wam szczerze, że przyglądam się Waszym wypowiedziom jakiś czas i powiem, jak wygląda to u mnie. Mam już jakieś doświadczenie w pracy z dziećmi i dorosłymi, faktem jest to, co pojawiło się już wielokrotnie nie można dać sobie wejść na głowę, ani rodzicom, ani dziecku. U mnie jazda trwa 60min od momentu dopasowania strzemion do momentu zejścia z konia, bez względu na to ile takowy delikwent ma lat. Czasem zdarza mi się pracować nawet w grupach 5-6 osobowych, mówię tu zarówno o zastępie, jak i nauce na lonży. Wiele zależy od charyzmy instruktora, nie jest on od wychowywania, od tego są rodzice, instruktor powinien jasno określić panujące zasady, są pewne zadania do wykonania i tego należy się trzymać. praca indywidualna jest genialna, można dostosować program nauki do dziecka, ale praca grupowa niesie za sobą wiele trudności, wiadomo nie dogodzi się każdemu, jeśli grupa zaczyna od 0 to powiedzmy, że wszystko gra, ale jeśli jeden anglezuje, drugi zna pomoce, trzeci trzyma się siodła i kopie konia to wtedy pojawia się problem. Ja mam prosta zasadę staram się zainteresować sobą, koniem i jeździectwem dzieci. Jeśli chodzi np. o rozładowanie napięcia to pytam o proste rzeczy:zainteresowania, ulubione potrawy, itd, ale w ramach bonusu każde z dzieci może zadać jedno pytanie instruktorowi, wówczas atmosfera robi się przyjacielska, instruktor schodzi do poziomu uczniów, ale w dalszym ciągu ma posłuch i akceptację. Jeśli chodzi o trudnych uczniów to mam chłopca z autyzmem, który jeździ ze mną od ponad roku, przez ten czas nauczył się jedynie anglezować, ale nie mam serca odmówić rodzicom współpracy, bo widzę, że jednak nie wolno się poddawać, mimo, że moi współpracownicy patrzą na mnie jak na dziwoląga, mówiąc "jak ona z nim wytrzymuje?" uważam, że wszystko się da, ale nic na siłę. ale się rozpisałam, ciekawe, czy ktoś zdoła przeczytać te bzdury 😉 A jak radzicie sobie z wyjazdami terenowymi, ile osób zabieracie ze sobą na wycieczkę, jak to wygląda u Was w stajniach?
nymeria, zdecydowanie się z Tobą zgadzam, że uczyć trzeba umieć. Gdyby tylko posiadanie wiedzy wystarczało to mielibyśmy o wiele więcej fajnych szkoleniowców. Znam wielu trenerów, którzy potrafią na koniu zrobić wszystko, ale jak mają przekazać, jak to zrobić, to jest kłopot. Dobrze czują jeździectwo, ale nie potrafią ubrać tego w słowa.

Ja uważam, że nie każdy nadaje się na naukę jazdy konnej, podobnie jak ktoś, komu "słoń na ucho nadepnął", nigdy nie będzie śpiewakiem. I proszę bardzo - może się uczyć, śpiewać pod prysznicem i nikt mu nie zabroni, podobnie uczeń może jeździć wyłącznie kłusem bo nie chce galopować. Jeśli sprawia mu to radość, to ja nie chcę nikogo uszczęśliwiać na siłę, że koniecznie zawodnika z niego zrobię.

Ale jeśli widzę strach, paniczny strach przed koniem, to nauka takiego dziecka jest niebezpieczna. Mam trochę żal do siebie, że nie dałam tej współpracy kolejnej szansy, ale z drugiej strony wiem, że nie mam warunków i możliwości, żeby się temu jednemu uczniowi oddać w całości, bo jazdy mamy w grupach i każdy zasługuje na tyle samo uwagi instruktora.

poprostuja, ja podczas zajęć, np. na początku czy na końcu podczas stępa staram się z jeźdźcami rozmawiać o koniach i jeździectwie, wplatając zagadnienia na odznakę brązową. Robię to w ramach pytań, albo quizu, dzięki czemu nie ma atmosfery przepytywania, a jest rozmowa o ciekawostkach z życia koni. Dzięki twemu moi uczniowie dzielą się wiedzą, którą mają i nabywają nową. W ogóle moja grupa bardzo się zaprzyjaźniła, dziewczynki się lubią i spotykają poza stajnią, chętnie też przyjeżdżają do stajni na dłużej, żeby pobyć z końmi i pomóc. Wydaje mi sie, że to jest cenne.



opolanka, pytania z wiedzy końskiej zawsze staram się wplątywać taki element, z resztą uważam, że dobrze podpierać praktykę teorią i odwrotnie, bo przecież jazda konna to nie tylko mówiąc kolokwialnie "klepanie tyłka w siodle", ale przede wszystkim bogata teoria, która przedstawiona w ciekawy sposób może procentować.
nymeria: Ja się z Tobą teoretycznie zgadzam.
Instruktor bezwzględnie musi być dobrym pedagogiem, może nawet psychologiem. Ale są pewne granice.
Instruktor nie jest nauczycielem w szkole, ani psychologiem szkolnym. Do szkoły chodzić trzeba, a na naukę jazdy konnej nie 🙂
Jeśli dziecko ma jakieś problemy psycho-emocjonalne, to można je zapisać na hipoterapię, tam się nim zajmą fachowo i będą wozić godzinę stępem, albo stać w miejscu i robić ćwiczenia  "a uśmiechnij się do konika, bo jak nie to konikowi będzie smutno, a dosięgnij do uszka, a pogłaszcz po zadku... bla bla bla..."  😉
Moim zdaniem nawet jeśli instruktor jazdy konnej jest świetny w niańczeniu dzieci, to nie do końca od tego jest.
Oczywiście każdy przypadek bojącego się, czy marudzącego dziecka jest inny i nie można tu generalizować.
Ale tak jak już powiedziałam: Są pewne granice.

Tak w ogóle, to zauważyłam, że za granicą jazdy dla dzieci są prowadzone zupełnie inaczej niż u nas.
W Anglii, Irlandii i we Włoszech widziałam dobre przykłady. Mam na myśli takie dzieci poniżej 10 lat.
Przede wszystkim osobne godziny dzieciowe, nawet osobny mniejszy maneżyk, narozstawiane jakieś drążki, slalomy i zabawki... instruktor ma nawet kilka asystentek, które w razie potrzeby trochę poganiają kucyki, albo prowadzą je w ręku...
Tak to powinno wyglądać.
Moim zdaniem mieszanie małych dzieci z dorosłymi jeźdźcami to pomyłka.



Może mam lekkie skrzywienie z racji wykształcenia pedagogicznego ale nauczanie czegokolwiek właśnie dzieci obarczone jest ogromną odpowiedzialnością. Przypomnijcie sobie swoje początki, jeśli zaczynaliście jako dzieci. Ja uczyłam się podstaw jako ośmiolatka daaawno temu😉 Instruktor był dla mnie autorytetem, idolem, guru i powtarzałam ślepo wszystko co tamten powiedział lub zrobił. Wiele dzieci traktuje swoich nauczycieli bardzo poważnie a instruktor to właśnie taki nauczyciel, który ma na nie ogromny wpływ. Wydaje mi się, że warto to sobie uzmysłowić, przed podjęciem decyzji o tej ścieżce kariery. Generalnie chyba chciałabym aby została wprowadzona specjalizacja dla instruktorów prowadzących zajęcia dla dzieci i młodzieży właśnie, bo prowadzenie zajęć w tej grupie wiekowej zwyczajnie różni się od nauczania dorosłych.


Ja też jestem za. Powinni być osobni instruktorzy od małych dzieci. Ich umiejętności jeździeckie mogą być zerowe, muszą być bardziej hipoterapeutami i przedszkolankami.
Jak ja zaczynałam jeździć, jako ośmiolatka, to chyba było to jeszcze dawniej temu, bo za komuny.
Dzieci prowadziły lonże dzieciom, zjawisko zwane falą gorsze niż w wojsku, po lonży jazdy w korytarzu, a do grupy którą uczył już prawdziwy instruktor dotrwali tylko najsilniejsi  😀
Nie było mowy o marudzeniu i nie wykonywaniu poleceń instruktora.
I wiesz jak można podsumować to "dawniej i dziś"?
O tak:


Nie myślcie, że uważam, że za komuny było lepiej. Wtedy było po prostu przegięcie w jedną stronę, a dziś w drugą! 😉



A tak w ogóle, to przypomniała mi się pewna historia  😀

W pewnym znanym ośrodku jeździeckim w okolicach Torunia, wiele lat temu miał miejsce wypadek. Opowiadali go nam na kursie instruktorskim, ku przestrodze:
Jazda dla małych dzieci na kucykach, na specjalnym, małym placyku. Instruktor, kaski na głowach, kochane, grzeczne kucyczki...wszystkie zasady bezpieczeństwa dopięte na ostatni guzik, profesjonalne przygotowanie.
Ale jedno dziecko sobie spadło jakoś tak dziwnie, że zawisło z nogą w strzemieniu, ale nie po stronie tego strzemienia, tylko po drugiej.
Dziecko zaczęło wrzeszczeć i piszczeć jak zarzynane prosię. Normalnie najspokojnieszy na świecie kucyk, wystraszony wrzaskiem zaczął uciekać w kółko, dziecko wrzeszczało co raz głośniej, kucyk leciał co raz szybciej... Założony przez rodziców kask (ich własny) okazał się za duży lub za luźno zapięty i spadł.
Dziecko wisiało po zewnętrznej i waliło głową w metalowe słupki ogrodzenia placyku. Na skutek odniesionych obrażeń głowy dziecko zmarło.


Dlatego nie lubię małych dzieci na koniach.
Oczywiście, nie chodzi o to, że dzieci nie mają jeździć na koniach. Niech jeżdżą. Instruktor musi sprawdzać kask i trzeba mieć bezpieczne strzemiona-koszyczki.
Tylko, że rodzice muszą się liczyć z tym, że koń to zwierzę, a dziecko to dziecko.
Któremu można powtarzać milion razy, że na koniu nie wolno wrzeszczeć. Ale dziecko nie jest w stanie w takiej sytuacji myśleć i kontrolować emocji.
Nad koniem jesteśmy w stanie zapanować, nad dzieckiem nie zawsze.

To tyle w temacie.
Jak się ktoś opatrzy na wypadki to zaczyna myśleć. I dlatego moje dziecko sześcioletnie bywa jedynie oprowadzane, ewentualnie spacer w ręku w teren. Amen.
hej , czy jest moze ktos na forum kto pracuje w UK w jakiejs stajni ? chodzi mi o doradzenie sie kilka rzeczy itd . bede bardzo wdzieczna za odp .
Julie, Dobrze, że przytoczyłaś przykłady z innych krajów. Może ktoś prowadzący szkółkę przeczyta i spróbuje wdrożyć taki system godzin dzieciowych u siebie. Wydaje mi się, że ok 30-40% kursantów stanowią dzieci do 13 roku życia więc grupa docelowa jest. Pozostali klienci też chyba odetchnęliby z ulgą jeśli podczas ich zajęć instruktor, nie musiałby większości czasu antenowego przeznaczać na najmłodszych. Kwestia organizacji i dobrych chęci.

hostka: A co chcesz  zapytać? Ja już od dawna nie mieszkam na wyspach, ale znam dobrze brytyjskie zwyczaje.
Kilka osób mieszkających w UK jest na forum. Zajrzyj o wątku "re-voltowicze za granicą..."
A jak to jest z odpowiedzialnością karną? Jeśli ktoś spadnie i będzie miał trwały/nietrwały uszczerbek na zdrowiu podczas prowadzenia jazdy przez instruktora, to instruktor ponosi odpowiedzialność za to, tak?
Nie. Jeśli było wszystko zgodnie z zasadami "sztuki" to jak może ponieść odpowiedzialność?
Dlatego instruktorzy oraz osrodki powiny mieć wykupione ubezpieczenie.
Czy można jakoś przyśpieszyć wydanie uprawnień IRR i instruktora szkolenia podstawowego?
Dodam tylko dla informacji, że kurs robiłam we wrześniu.
ciura trzeba dzwonic męczyć i sie pytać, jak po moim kursie cos tam im sie opozniało w drukowaniu legitymacji IRR i dzwoniło kilka osob do nich to w koncu przysłali nam takie pisma, w których była inf o ukonczeniu kursu, nadaniu uprawnien i numerze legitymacji - jeszcze zanim ona przyszła, ale to było chyba wyjątkowo bo wtedy jakis problem z drukiem mieli, a tak to nie wiem czy da się cos przyspieszyc.
ciura, i już chciałabys legitymację? 😉
Ja dostałam legitymację po 3 mies od ukonczenia kursu. Pomijając juz, że na złe nazwisko.
I kartkę informującą o ukonczeniu kursu etc też.
wiem, chciwa jestem 😉 ale przydałaby się już!
a taki filmik kiepskiej jakosci ale z mojej stajni 7-8 latki i konie
Jak oduczyc patrzenia sie w dol!?


Powtarzanie co sekunde nie dziala,  zderzenie sie na hali z innym koniem nie poomoglo, wylamania  nie ucza... Moze sie nagram i puszcze im w radiu?
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się