Puchnę bo mój kucyk tak bardzo się zmienił w ciągu roku. Był koniem dzikim, histeryzującym, czasem niebezpiecznym..
Jedyny koń w ostatnim czasie, który dosłownie zmieszał mnie z błotem.
Hodowca zajeździł go w stylu "hejadoprzoduwestern" ale jeździł tylko po roundpenie i na kantarze.
Gdy go kupiłam nie dawał sobie dotykać chrap,
każda próba operowania w okolicy pyska kończyła się odsadzaniem i histerycznym rzucaniem głową.
Pierwsze założenie derki, to był galop w kółko po boksie, koń uciekał przed siodłem, przyłożeniem łydki, dotknięciem strzemienia.
Gdy już udało się nauczyć go przyjmować wędzidło, to każda próba najmniejszego wypięcia na lonży kończyła się rzutem na plecy...
Teraz koń chodzi na kontakcie w trzech chodach, jest przekochany w obsłudze.
Czasem jeszcze odpala od mocniejszej łydki ale ogólnie jest bardzo grzeczny.
Pierwsze dwie fotki jeszcze u poprzedniego właściciela.


Reszta fotek z dzisiaj:

