mils również trzymam kciuki! Ja dziś cały dzień bez stajni, jakoś mi tak... dziwnie. Na szczęście jutro już jadę! W niedzielę pójdę sobie na Harry'ego Pottera, tak się wszyscy moi 'przyjaciele' wymigują od wyjścia ze mną że zrobię to sama, nie będę się nikim sugerować. Nie to nie.
Arroch no to super! Pasujecie widać do siebie. 🙂 Hehe, dziękuję bardzo!
Hehe, wątpię 😁 Jest zupełnie innym koniem, niż mój B. i bardzo ciężko mi się przestawić, nie dość, że młoda to jeszcze miała mało świadomego jeźdźca i ma głupie zachowania, ale chce coś robić, jak ćwiczymy zagalopowania to po 2 razie już sama wie i wystarczy siąść w siodło, jak skaczemy to się wybija w górę jak na 140, ale jak się przytrzyma to ładnie skacze, nawet pokonałyśmy dzisiaj 50cm stacjonatę z galopu bez wskazówki 😁
Averis, dzięki, acz później dopiero to zobaczę, bo teraz tata śpi w pokoju, a i tak mu ciągle ciamkam chrupkami i się przewraca z boku na bok. 👀
Wiecie co, przed chwilą naszła mnie myśl''czemu tu wszyscy ciągle jeżdżą do stajni, robią jakieś zdjęcia koniom, mają swoje konie, dzierżawią?'' po chwili do mnie doszło, ze jestem na forum jeździeckim. 😂 Tak, udzielą się to, ze nie jeżdżę od roku.. 🙄
Tak się właśnie skapnęłam, że równo dwa lata temu (22 lipca 2009) dostałam Kodera do opieki... Jaka byłam zdenerwowana, że jednak mi go nie dadzą. Dla porównania - po lewej 2011 (ostatnie odwiedziny), po prawej 2009, pierwszy dzień razem 😉 Przez te 2 lata okropnie dużo się zmieniło, przede wszystkim to, że siła wyższa nas rozdzieliła. Ostatnio wpadłam do niego, bo sprzyjały temu okoliczności, i nie, nie chodzi o czas, chodzi o moją głupotę. Jeśli ktoś jest ciekaw o co dokładnie chodzi to zapraszam na pw.
Facella 2 zdjęcie, to jest lampa ale mam osobną lampę do aparatu i nie była ustawiona na oczy :P Także koń nie dostał po oczach lampą centralnie :P A ostatni kadr to tak jest jak chcesz zrobić fajne zdjęcie ogierkowi, a on jednak woli powąchać aparat :P
W sumie dobrze, że nie miałam tego aparatu. I tak pokazów nie było, bo deszcz lał. Ale koncert był. I seksobit. 😁 Nie słucham już hip hopu, ale bardzo fajnie było. I ten gościu taki pozytywny. Na początku wszyscy tacy nieruchawi byli, a on rozkręcił wszystkich. 😀
spadłam dzisiaj. wszystko, dosłownie wszystko się sprzymierzyło, żebym nie jechała dzisiaj do stajni. a ja się uparłam, pojechałam i... spadłam. pierwszy koń rewelacja, na drugiego nawet nie wsiadłam porządnie a już leżałam...
Facella, przecie normalne, że się 'od czasu do czasu' spada z konia. Bez jaj, nie przeżywaj tak. 😉 O ile nic się nie stało? A co się w ogóle stało, żeś glebowała?
Krupnik, w ciągu trzech lat jeżdżenia w tej stajni ani razu nie spadłam "nie po skoku". a tak to leciałam ze 4 razy w skoku/wyłamaniu/po skoku. nie żebym jeździła jakoś mega, ale nie miałam sytuacji sprzyjających spadaniu 😂 no to tak: miałam wsiadać na kobyłę, na której nigdy nie jeździłam. niby spokojna, "wsiadaj z ziemi sama, spokojnie, ja tak robię". no to ok, idę na padok i myślę, postawię w narożniku to nie zwieje. wsadzam nogę w strzemię, a kobyła łup! w lewy bok i w kłus, i to taki raczej szybszy. trzymać się trzymam, ale nogi nie przerzucę, zwłaszcza że się uparłam na hiszpana z mega wysokim tylnym łękiem. i wiszę. z nogą w strzemieniu. a kobyła zaczyna brykać, wyskakiwać z czterech nóg. myślę "kurde, tu gdzieś zaraz stoi kawaletka, obok jest ściana, albo spadnę na kawaletkę, albo mnie zostawi/rozsmaruje na ścianie". no to ewakuacja, puszczam strzemię i sobie normalnie zsiadam, jak w stój 😎 ale zabrakło mi równowagi i poleciałam najpierw na dupę, później na plecy, zatrzymałam się na lewym barku (aż mi nogi podwinęło w powietrze) i dołożyłam głową. wrażenie, jakbym spadała dziesięć minut i była sparaliżowana jakaś, myślę "idź w fikołka, energię strać, będzie mniej bolało" ale nie mogę się ruszyć, masakra. no i mnie ten bark teraz boli, chyba go stłukłam. ale ruszam, więc nie jest przestawiony. a kobyła "spokojnie" przefikała cały padok, zgubiła futro z hiszpana i zatrzymała się przy płocie. co jej odwaliło - nie wiem.
edit: wszystko się naprawdę sprzymierzyło. rano wiało, uparłam się, bo przestanie. przestało, okey. okazało się, że buty mam w drugiej stajni. a co mnie to, wezmę stare, niewygodne itd. później dostałam okresu i nigdzie nie było nospy. a pierwszy-drugi dzień baaardzo boli. myślę sobie, co tam, w stajni na pewno będzie. później był zamknięty kiosk i nie mogłam kupić biletu na powrót (jadę miejskim), bo automat przecież z banknotu mi nie wyda. no nic, pewnie mnie ktoś podrzuci. później się spóźnił bus, miałam już iść do domu, ale jednak przyjechał. później prezes stwierdził, że chyba nie zrobi jazdy, bo mokro. uparłam się, że nie, wcale nie tak mokro. jestem zbyt uparta 🤬
Ajajaj, to rzeczywiście nieciekawe trochę. 🙄 btw. mi zawsze jazda konna pomagała na bóle menstruacyjne. Nie wiem jak i na jakiej zasadzie, ale potem ból jak ręką odjął. 😁
Krupnik, mięśnie Ci wtedy bardziej pracują. jak mam okres, to nie mogę siedzieć/leżeć, muszę chodzić, zmieniać pozycje, żreć nospę i modlić się, żeby przeszło. no nieciekawie trochę, zwłaszcza że musiałam zrobić błąd i jej odpuścić, zbyt obolała byłam. zwłaszcza, że jakoś tydzień wcześniej koń mi się za szybko odbił przed przeszkodą i siłą rzeczy mnie szarpnął za wodze, naruszając mi właśnie lewy bark. chyba muszę się przejść do lekarza, bo na dzień dzisiejszy mam ograniczoną ruchomość. zobaczymy, co będzie w poniedziałek...
Nie widzę żadnego kocyka na horyzoncie. ;( Wczoraj byłam na zakupach... i nie mam pomysłu co zjeść. 😂 Nosz kurde, do tego ja to strasznie często mam. Ma lenia, nie chce mi się nic smażyć ani gotować, a kanapek mam dość. 👿