Ja mogę wystawić recenzję Wintecowi Isabell Werth po miesiącu używania. Tak wygląda pod moim szlachetnym odwłokiem rozmiar 17 cali (moim zdaniem idealny):


Wintec został wybrany ze względu na konia - tylko to siodło się na gniadej trzymało w jednym miejscu, zamiast zjeżdżać na przód. Nie znaczy to, że jest dobrane idealnie, gdyż (jak widać na załączonym obrazku) muszę się posiłkować podkładką korekcyjną. Zatem jeśli myślicie, że dzięki wymiennym łękom i powietrznym poduchom isabell pasuje na wszystkie konie, to źle myślicie. Podobnie, jak wszystkie inne siodła, musi być przed kupnem przymierzona i sprawdzona, żeby nie było potem brzydkiej niespodzianki i szybkiej sprzedaży 😉 . Niemniej wymienne łęki dają nieco swobody i dzieki nim siodło będzie pewnie statystycznie pasować na więcej koni 😉 . Sama wymiana łęków jest oparta na łatwym mechaniźmie, do zrozumienia którego nie trzeba nawet instrukcji obsługi - jednak mimo to codzienna wymiana łęków (żeby siodło pracowało pod dwoma innymi końmi) musiałaby stać się z czasem wyjątkowo upierdliwa 😉 . Albo upierdliwa przynajmniej dla mnie- trudno jest wkręcić śrubki za pierwszym razem na prosto. Od częstego zmieniania łęków w zasadzie nie powinno się nic psuć, nawet śrubki dają zapasowe do łęków w razie jakiejś nietypowej awarii.
Powietrzne poduszki też nie są takie zupełnie bezużyteczne. Wbrew opniom, które pojawiły się na podlinkowanym anglojęzycznym forum, poduchy nie robią się twarde pod wpływem ciężaru jeźdźca. Zarówno bez balastu na górze, jak i z nim, są bardziej miękkie od tradycyjnych. Gniadej bardzo przypadło to do gustu bo z niej to w ogóle taki delikatesik jest 😉
Moim zdaniem kontrowersyjne są klocki kolanowe. Ja dostałam ze swoim siodłem te duże i do teraz nie mam bladego pojęcia, jak poprzedni użytkownik zmieścił je na tym siodle razem ze swoją nogą. Co prawda przestrzeń pokryta rzepem (do której można przyczepić te klocki) ale mnie to nie pomogło w ogóle - ewentualnie kogłam mieć kolana na klockach, albo w sąsiedztwie klocków i przez nie podniesione. Mam do dyspozycji szerokiego konia i w połączeniu z tymi klockami już ćwiczyłam szpagat - i wydawało mi się fizycznie niemożliwe skierować palce nieco w nieco mniejszym stopniu od konia. Być może mniejsze dałyby radę, chociaż bardzo w to wątpię. Zresztą całkiem bez klocków jeździ się miło i przyjemnie - i palce też da się skierować równolegle do konia (caroline wspominała, że miała z tym trudności - ale czy jeździła z klockami?).
Tybinka nie jest ani specjalnie długa, ani przesadnie krótka. Można sobie na załączonych wyżej zdjęciach poobserwować, jak wygląda na nodze raczej standardowej długości i niestandardowo dużej szerokości (baletowych nóżek zdecydowanie nie mam, na szczęście sztylpy je optycznie wyszczuplają 😁 ). Dla mnie w sam raz, ale w przypadku długonogich radziłabym to sprawdzić przed kupnem bo powierzchni może czasem zabraknąć.
Sam materiał też w opiniach często jest określany jako kontrowersyjny i utrudniający jakiekolwiek ruszanie się w siodle. Moim zdaniem ten zamsz w połączeniu z pełnym lejem może nieco zdziwić swoim większym współczynnikiem tarcia 😉 . Ja po miesiącu zupełnie się już przyzwyczaiłam i nawet polubiłam ten materiał - zwłaszcza, że mnie osobiście nie przeszkadza specjalnie mocno w przesuwaniu się po siodle. Osobom chcącym ograniczenia przez siodło też powinien przypaść do gustu; ostatecznie taki zamsz daje mniejszy poślizg, więc i też trochę pomaga w usadzeniu ludziom jeżdżącym po innych siodłach.
Poza tym zamszem raczej nie odczuwam 'ortopedyczności' tego siodła. Lubię siodła dające swobodę i to też polubiłam; szczególnie, że mój model nie ma żadnych klocków kolanowych 😀
Ushię denerwował dodatkowy pasek przytrzymujący tybinkę (zapinany tak samo, jak popręg, tylko wychodzący z dołu tybinki). Moim zdaniem ten pasek poprawia estetyczne walory siodła, przynajmniej obserwowanego z ziemi (w sensie że nie ma jeszcze pasażera). Nie to, żebym lubiła nadmiar pasków - po prostu bez dodatkowego wspomagania tybinka trochę odstaje. W moim popręgu znalazło się dla niego miejsce na samym środku, pomiędzy jednym zapięciem, a drugim - w związku z czym dodatkowy pasek nie przeszkadza mi w dopinaniu popręgu również z grzbietu konia.
Podsumowując: mogę z czystym sumieniem wystawić wintecowi isabell pozytywną recenzję - ale potencjalny kupiec też powinien przetestować to siodło. Jak już kiedyś w tym temacie (albo innym siodłowym?) podkreślałam: każdy ma indywidualny tyłek i niepowtarzalnego konia. To, co mnie i gniadej się spodobało, może się zupełnie nie spodobać innym.