Ostatnio wdałam się z koleżanką w dyskusję na temat osób, które dopiero po 40-50 roku życia zaczynają przygodę z jeździectwem. Czy według Was taka 'osoba w kwiecie wieku' potrzebuje większej ilości ćwiczeń rozluźniających czy należy stawiać na powolne wdrażanie do samodzielnej jazdy i pracy z koniem? Stanęło na tym, że powinno się zacząć głównie od ćwiczeń rozluźniających na lonży.
wszystko zalezy od ogólnej sprawności fiz. danej osoby i tego czy w ogóle chce jeździć i się nie boi.
jak jest to ktoś co był zawsze aktywny fiz i sie nie boi koni (a od tego naprawdę też dużo zależy, bo sporo osób jeździ mimo że się boi i sztywnośc to nic innego jak strach) to ja nie widzę większych przeszkód .
To w jakim tempie się dana osoba będzie uczyła będzie przecież widać i nie mozna przecież z góry załozyć że koniecznie ze wzgl na wiek czegoś więcej trzeba z nią robić.
znam kilka przypadków rozpoczęcia jazdy konnej po 40 tym roku życia, które wyszły bardzo dobrze, dlatego ze osoby te były wcześniej bardzo wysportowane
myślę ze to jest warunek konieczny, żeby się taki projekt udał w przypadku zacięcia sportowego takich osób (a czemu nie? 😉)
dwie osoby 50+ znam -radzą sobie super 😀 i uważam ze każdy może i wiek tu nie jest jakąś przeszkodą oczywiście Babci mojego męża lat 80+ bym nie ładowała na konia, choćby i bardzo chciała 😉
ogólnie nawet odnoszę wrażenie że obecni 40 latkowie są sprawniejsi niż np niektórzy 25 latkowie 🤔 raz nawet na jazde przyszło 10 cio letnie dziecko-które nie było w stanie wejść na kucyka szetlandzkiego 🤔, 14 latkę której nie mogłam wrzucić z ziemi na poniaka-bo nie była w stanie zgrać odbicia ze mną, a jak już ją tam wydźwigałam to kiwała się jak galareta (ja się nie wyśmiewam! po prostu zal patrzeć jak bardzo rodzice zaniedbują kondycję fizyczną dzieci!), ze nie wspomnę o innych przypadkach 🙁
e: ja zawsze takie osoby w "kwiecie" traktowałam normalnie, czyli lonża jak sobie radził to dalej samo szło...
u nas uczyl sie jezdzic pan w wieku.... 84 lat! jezdzil na najspokojniejszej klaczy, wchodzil na nia po 5 roznego rodzaju schodkach bo nie mogl za bardzo podnosic do gory nog. w koncu nauczyl sie nawet galopowac. mowil ze cale zycie nie mial czasu, a bylo to jego marzeniem i dopiero teraz mial czas.
Mój tata zaczął jeździć w wieku 50 lat. W jego przypadku nie było żadnych problemów, bo z wykształcenia jest trenerem lekkiej atletyki i całe życie uprawia wszelakie sporty, przez co ma ciało i kondycję fizyczną 30 latka. Bardzo szybko załapał, co z czym się je i świetnie radzi sobie w siodle, chociaż teraz już jazdy na maneżu nie uznaje - tereny to jest to 😎
Ja mam bardzo dużo klientów po 40, 50, czasem i po 60, którzy uczą się od zera i często jest tak, że idzie im o wiele lepiej niż dzieciom. Oczywiście wszystko zależy od sprawności fizycznej i tego w jakim stopniu kto się boi. Ja nie lubię uczyć dzieci, a dorosłych od zera uwielbiam i może też dlatego mam dużo takich klientów, bo ich podświadomie faworyzuję 😉 Jak ktoś zaczyna jeździć w takim wieku to bierze się za to porządnie i bardzo się stara. Może nie zrobi się z kogoś po 50 skoczka, ale doprowadzenie do brązowej odznaki, lub czegoś więcej w ujeżdżeniu nie powinno stanowić problemu.
W byłej już stajni jeździło państwo doktorstwo, którzy sobie całkiem nieźle radzili na koniach. Facet zazwyczaj brał młodą kobyłę (co uważałam za duży błąd, bo koń dopiero po zajeżdżeniu, zaczął chodzić skoki, a dr podczas jazdy bardzo wręcz nalegał by konina gnała, szczególnie w kłusie), małżonka dra bardzo pojętna była, ale często traciła w pewnym momencie pewność siebie i koń robił z nią co chciał (raz zaliczyła niekontrolowana kąpiel z kobyłą, która stwierdziła, ze chce się pławić 😁 ).
Uczyłam jeździć 70-latka i znam jeszcze kilka osób, które nauczyły się jeździć w zbliżonym wieku. Mówicie: kondycja fizyczna. Dodam: pojęcie o swojej osobie. 40-latki (młodszej ode mnie kobitki), która uważa się za schorowaną babcię - nie chciałabym uczyć.
Obserwuję nieraz naukę jazdy konnej dla dorosłych . Nie widzę jakichś szczególnych różnic zależnych od wieku. Ucząc - spytałabym chyba Panie w wieku post balzakowskim o ew.osteoporozę.
Ja jestem pełna podziwu dla mojej mamy, osoby w wieku 72 lat, która postanowiła uczyc sie jezdzic konno.Nawet była na paru lekcjach. Niestety planowana operacja (tętniak i wszczepiane bajpasy) przerwały lekcje. Ale... cały czas lekarzowi i rehabilitantowi mówi aby szybciej ja leczyli i pyta od kiedy bedzie mogła jezdzic konno.Cały czas o tym marzy. Poprostu suuuper.
"Mój" przypadek obiecał mi, że po 85. urodzinach spuści z tonu i nie będzie już skakał. Po czym zaraz dodał, że skoki przez zwalone drzewa w lesie się oczywiście nie liczą. Jeździć zaczął 6 lat temu, a naukę jazdy - 4 lata temu.
Problemy: - spowolnione reakcje jeźdźca często nieczytelne dla konia - w pewnym stopniu brak stałej świadomości ruchu swojego ciała (podrywanie rąk, uciekanie łydkami) - dłużej trwające trudność w osiągnięciu właściwej równowagi w pełnym rozluźnieniu
A jak przyszła równowaga - półsiad stał się najnaturalniejszą rzeczą pod słońcem, a uskoki konia w bok czy bryknięcia w 90% przestały kończyć się upadkami. Na chwilę obecną starszy pan przesiadł się ze statecznego, wielkopolskiego 12.letniego "limuzyna" na 4.letnie zawadiackie "ferrari", ściga się w terenie z nastolatkami jeżdżącymi w pobliskiej stajni i jeszcze w te wakacje nieodwołalnie jedzie na kilkudniowy rajd konny na Hucułach.
(a tak wyglądało omawianie potencjalnych trudności na takim rajdzie: - a czy tam się dużo skacze? - nie, z zasady się w ogóle nie skacze. Chyba, że nagle zastana sytuacja nas do tego zmusi. - ale przeszkód do skakania w wodzie nie będzie? - 😲 ?? - bo takich to ja bym się jednak bał skoczyć. To znaczy teraz, bo takich nie skakaliśmy nigdy. Ale może ustawimy sobie jakiś płotek w jeziorze i na wszelki wypadek poćwiczymy?)
Do nas przychodzi Pan Marek, gość spokojnie kole 60, chyba nawet z małym hakiem. Jeździ już u nas drugi rok, a zaczynał od zera. Naprawdę dobrze mu idzie.
Poza tym Pana Marka lubią wszyscy. Ja preferuję zazwyczaj samotne tereny, ale jak słyszę, że będzie teren z Panem Markiem, to się częstą podpinam. Na którymś takim zimowym terenie jechałam za nim. Jak widziałam co qń pod nim wyczynia i jak Pan Marek to znosi ze stoickim spokojem i po prostu siedzi, to mi szczena opadła. Powiedziałam mu, że jestem pod wrażeniem jego równowagi na koniu i pewności dosiadu, a on mi na to: "Bo zanim zacząłem uczyć się jeździć, to chodziłem pół roku na teakwondo, żeby równowagę i świadomość ciała poprawić".
[ on mi na to: "Bo zanim zacząłem uczyć się jeździć, to chodziłem pół roku na teakwondo, żeby równowagę i świadomość ciała poprawić".
O ❗ 🙇
I w tym tkwi przewaga osób starszych 😀 Mają świadomość własnych ograniczeń , więc przygotowują się najpierw. Mają też znacznie więcej doświadczeń 😉 i znacznie więcej empatii-przynajmniej jeśli chodzi o kobiety 😜
Choć świadomość własnych ograniczeń bywa też przeszkodą. Moja "połowa" ma lęk wysokości i próbuje go przełamać już prawie dwa lata - bezskutecznie jak na razie :/
A z drugiej strony twierdzi , że musi najpierw zrozumieć konie, żeby móc wsiąść . Tu ma rację - choć myślę, że to też dobra wymówka 🤣 Raz udało mi się go namówić i wsiadł , ale śmierć miał w oczach. Chyba jednak nic z tego nie będzie 🙁
W poprzednie wakacje jeździłam w prywatnej stajni, a tam w pensjonacie konie trzymało starsze małżeństwo. Jakoś po 70. Mieli dwa wałaszki, całkiem sporych gabarytów. Nawet ja poproszona kiedyś o przegalopowanie jednego z nim miałam problem, żeby się na niego wdrapać 😂 A oni jak gdyby nigdy nic wskakiwali na konie i najczęściej jeździli w tereny. Podobno jeszcze do niedawna Pan Marek startował w zawodach. Poza jazdą konną, codziennie biegają, a w zimie jeżdżą na nartach. 👍
osoba starsza, która chce sie nauczyć jeździć konno na ogół CHCE- sama z siebie, chce zdobyć wiedzę, słucha, nie jest zarozumiała, przygotowuje sie do lekcji
a np. dzieciak czesto jest nakierowany przez rodziców, albo wynika to z potrzeby dziecka bo koniki sa koffane i piękne... do tego wie lepiej od instruktora i ma fochy