Ja tak jeszcze nieśmiało... Pytanie nr 1 - o warszawiaka jeżdżącego na ostrym kole. Pytanie nr 2 - o pomoc, jakich rowerów poszukać dla rodziców... :kwiatek:
O, pytanie o jednobiegowca przypomniało mi moje własne 🙂 Tzn. pytanie i ew. prośbę. Może ktoś z warszawiaków ma fixie i dałby się przejechać? Chciałabym na własnej skórze poczuć, czym to się je.
I jeszcze mam pytanie nr 2. Rodzice szukają dla siebie rowerów (tzn. przymierzają się do szukania 😉). Potrzeby są takie: - będą jeździli na niezbyt długich dystansach (ale też nie mają wprawy, więc to się inaczej liczy) - drogi również przez las (ale nie off-road, tylko powiedzmy ubite leśne ścieżki, przy suszy bardziej piaszczejące), może trochę szosą/ścieżką rowerową - ma być wygodnie (żadna tam pochylona pozycja) - jak będzie lżejszy niż cięższy, to lepiej, ale obstawiam, że to nie priorytet - no i ma nie być drogi... Jakieś pomysły? Pomysły na źródła?
Ostre koło /fixed gear/ nie ma ani przerzutek, ani nawet wolnobieżki - to znaczy jak się koło kręci, to i pedały się kręcą, nie można sobie jechać i nogami nie ruszać. Takie bezpośrednie przełożenie.
Tak jak Teodora pisze, mój luby ma takiego rumaka, oczywiście bez hamulców ("Ostre z hamulcami to lamerka"😉 i do tego SPDy (wpina się specjalnymi butami w specjalne pedały na stałe - żeby się wypiąć musi szarpnąć nogą w bok, dla mnie to abstrakcja). Póki co nie widziałam jeszcze na żywo drugiego ostrego ze SPDami, w Rz-wie to chyba w ogóle nie ma drugiego takiego wariata 🤔wirek: A oto rzeczone ostre (przejechał nim m.in. 1250 km na Hel w 9 dni.. :emoty327🙂:
Martwię się bardzo o niego, bo szaleje na tym rowerze równo po mieście po ulicach, ale z drugiej strony nie może już jeździć na downhillu, to musi się jakoś wyładować. Wiem, że to jego pasja i nie zabronię mu..
Robiąc np. tzw. skida - blokuje się mięśniami nóg korbę i rower zaczyna sunąć tylnym kołem po asfalcie, aż się zatrzyma. Mój chłop zapierdzielał kiedyś z górki i stała się rzecz straszna - spadł mu łańcuch. Żeby ujść z życiem musiał hamować awaryjnie - butami szurać po oponie, aż wytracił prędkość, ale mówił, że trochę "śmierć w oczach" 😀 i buta ładnie z boku przetarł..
Teodora, ja jeździłam na tym żółtym potworze mojego chłopa, jak miał jeszcze noski, w SPDach bym się w życiu nie odważyła jechać. Raz z ciekawości założyłam te jego buty i wpięłam się jedną nogą, to potem się wypiąć nie mogłam 😵 ależ to trzeba mieć szybką reakcję, ja to bym na pierwszych światłach zapomniała o tym i poleciała jak długa sklejona z rowerem, waląc głową w najbliższy krawężnik 😁 A w noskach jechało mi się w miarę ok. Jechałam powoli, bo bałam się, że się nie zatrzymam (skidować nie umiem), poza tym on ma mega ciężkie przełożenie, więc i męcząco i jakoś tak chwiejnie. Wiem, że luby chciałby, żebym jeździła kiedyś na ostrym, ale ja się za bardzo boję i za dużo czarnych myśli mam w głowie. Ale tak sobie myślę, że takie ładne, babskie ostre z lekkim przełożeniem, noskami i hamulcami mogłoby mi się spodobać 🙂 Póki co mam singla, ale wystarczy koło odwrócić i będzie ostre. Tak czy siak, gratuluję odwagi i życzę powodzenia w testach! Napisz potem tutaj jak było 🙂
No właśnie ostatnimi czasy doszłam do wniosku, że w moim płaskim mieście nadmiar przerzutek jest mi zbędny. Od święta skarpa i tyle. Małe podjazdy pewnie by uszły jakoś, przy odpowiednio dobranym przełożeniu i gdybym się wzmocniła. To by chociaż wpół drogi było. Ale póki co przerzutki mam i pewnie w moim Szprotku zostanie, jak jest.
A mój rowrowiec namawia na próby z ostrym (z hamulcami), namawia, tylko jego rower daleko, więc nie wiem, czy mam mu odpowiadać: ne pasaran! czy niekoniecznie. Chyba się w pracy zaczaję pod budynkiem, to trochę fixów parkuje.
Że się chwieje smok, zanim się rozbuja, to wierzę 🙂
To może na początek singiel? Ja mam singla i generalnie bardzo sobie chwalę (dopóki nie ma stromego podjazdu, bo mam również dość ciężkie przełożenie) 🙂
Pewnie tak. Tylko tak myślę: wyobrazić sobie jazdę na singlu prosto - ot, wybieram przełożenie i się go trzymam (mylę się?). A wyobrazić sobie jazdy na ostrym nie umiem, bo nie jechałam. Więc bym chętnie to pod stopą poczuła, żeby wiedzieć, w co celuję... Porozważam.
Ja bym na ostre nigdy się nie przełamała. Muszę mieć hamulce 😀 Już mi wystarczy, że w moim lapierre nie mam zwykłych pedałów tylko te z butami. Sporo czasu minęło zanim nauczyłam się jeździć, a jeszcze do teraz zdarza się, że mam problem z wypięciem. Raz musiałam dzwonić do chłopaka, że ma wyjść mnie łapać 🙂
Ja od połowy zeszłego sezonu (kiedy to wreszcie znalazłam buty w numerze 36...) jeżdżę w SPD na moim MTB i szczerze mówiąc, nie czuję się jeszcze pewnie, a nawet powiedziałabym, że zaczęłam się mniej pewnie czuć odkąd w nich jeżdżę - nie odważam się już na tak strome zjazdy jak na platformach, kiedy to zawsze można się awaryjnie podeprzeć nogą. Na maratonie w Wiśle poleciałam raz na bok z rowerem gdzieś na zjeździe na kamelotach, miałam potem krwiaka na pół uda, nie poszłam do lekarza i teraz mam wgłębienie w nodze 🤔 a wszystko przez to, że się nie wypięłam na czas- bo taki upadek to ułamek sekundy. Jak się jest na platformach, to noga sama szuka równowagi, zaś w SPD niestety jest przytwierdzona do roweru i żeby ją odczepić trzeba wykonać świadomy ruch.
Pewnie tak. Tylko tak myślę: wyobrazić sobie jazdę na singlu prosto - ot, wybieram przełożenie i się go trzymam (mylę się?). A wyobrazić sobie jazdy na ostrym nie umiem, bo nie jechałam. Więc bym chętnie to pod stopą poczuła, żeby wiedzieć, w co celuję... Porozważam.
Jasne, warto się przekonać na własnej skórze jak to jest 😉 Ale dobrze dobrane przełożenie w singlu też potrafi dać w kość. A jak już chcesz ostre, to faktycznie dla kobiety raczej z hamulcami i najlepiej noski - dużo efektywniej się pedałuje, aniżeli zwykłe pedały 🙂 Na początku jest problem z trafianiem, ale przynajmniej od razu można wyjąć nogę i się podeprzeć. Ja bym nie mogła jeździć w SPDach, za bardzo się zapominam 🙂
asds - podziel się tym 🙂 Ja ostatnio jechałam sobie kawałek ulicą z pierwszeństwem i co ? Samochód włączający się do ruchu miał mnie za przeproszeniem w d%*#ie i przejechał mi przed samym nosem.
A ja właśnie przeczytałam w gazecie jaki jest nowy cennik mandatów dla rowerzystów - makabra 😵.
Teraz jest wysyp. Policja łapie rowerzystów na każdym kroku i za wszystko daje mandaty. Kasy brakuje, ludzie mandatów nie płacą, więc trzeba ich wystawić jeszcze więcej 😉
Za przejazd rowerem po przejściu dla pieszych czy jazdę obok innego rowerzysty na drodze trzeba zapłacić 200 zł. Kara za nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu i jazda po chodniku to z kolei 50 zł.
Ja mówię o mandatach wystawionych przez policję. Pracuje akurat w urzędzie skarbowym, w egzekucji. Codziennie przychodzi mnóstwo (500-1000) tytułów wykonawczych za niezapłacone mandaty, z samego Wrocławia.
Za przejazd rowerem po przejściu dla pieszych czy jazdę obok innego rowerzysty na drodze trzeba zapłacić 200 zł. Kara za nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu i jazda po chodniku to z kolei 50 zł. Jazda parami - wolno, kiedy nie utrudnia ruchu. Czyli tu chodzi o te momenty, kiedy utrudnia (szkoda trochę, że przepisy są takie uznaniowe). I tak sobie myślę - po co jeździć parami, zwłaszcza po jezdni? Jazda obok siebie to mi się tak spacerowo kojarzy, nie z poruszaniem się po mieście środkiem transportu pod tytułem rower.
Nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu - no to chyba słusznie? Ja tam nie lubię być rozjeżdżana (skutecznie czy nie)... Są określone sytuacje, kiedy można jechać rowerem po chodniku - a tak trzeba! ustępować pieszym.
Za nieustępowanie - mandat rozumiem. Z nadużywaniem jazdy po chodniku sprawa jest trudniejsza... Bo ścieżek mało, a jak są, to czasem idiotycznie pokawałkowane i w stanie, bywa, tragicznym. Bo pasów dla rowerów jeszcze mniej. Bo nie wszędzie kierowcy "widzą" rowerzystów. Bo nie wszędzie (delikatnie mówiąc) kierowcy przestrzegają ograniczeń prędkości.
Problem trochę wzmocniły miejskie rowery... Przybyło niepewnych/niewprawnych rowerzystów. Z braku infrastruktury przybyło ich na chodnikach.
PS.
I nie:
Kierowcy postanowili walczyć z plagą fotoradarów, poprzez zdejmowanie nogi z gazu i nie dają się już bezkarnie łupić na drogach
O! A ja mam taki problem, że jadąc z uczelni jadę przez park, bo obok mijam aleje, na których jest ograniczenie >50km/h I pokonując skrzyżowanie nie chcę kontynuować trasy na chodniku wzdłuż alei (jest to niewykonalne-ludzie, dziurawy wąski chodnik, parkujące samochody), więc jadę równoległą trasą między kamienicami. Trasa ta jest poszatkowana uliczkami jednokierunkowymi, więc siłą rzeczy muszę jechać chodnikiem, no więc co teraz-dostanę mandat czy nie? Nie ma alternatywnej trasy, na której bym nie nadrabiała dodatkowych 5-10min i jestem w kropce.
Wiecie co? Po dzisiejszym dniu mocno się zastanawiam nad tym czy niektórzy ludzie nie staneli w procesie ewolucji krok przd resztą z nas.
No bo jakim trzeba być IDIOTĄ żeby kraśc rower Venturillo w Warszawie 😵. A jakim trzeba być ignorantem do kwadratu żeby myśleć ze jeśli się zerwie reklamy z tyłu to nikt roweru nie pozna..... 🤦