Forum konie »

kuć czy nie kuć?

[quote author=katija link=topic=209.msg315406#msg315406 date=1250090973]
nasze kopyta🙁...)


Wyglądają jak "nasze" kilka lat temu. Teraz leczymy...
[/quote]

🙄 takie wypowiedzi nieco zniechecaja do rozmowy. moze gdybys napisala co jest zle i co leczycie to by cos wnioslo.

dea porownawczych fotek nie mam, nie pomyslalam o tym wczesniej, a zle. ale mam podkowy sprzed i po  😉
mierzone bylo tak:


jak zmierzyc zrozumialam, tylko czy nie bedzie przeszkadzalo to, ze to bedzie z pokowa???
a teraz powiedz mi, co to robi zle, ze te pofaldowania sa i jak ich uniknac.  :kwiatek:
katija a jak długo u was trwało uzyskanie tego centymetra poszerzenia?

A przy okazji - masz może zdjęcia robione tak równo z przodu i boku kopyta?
morwa okolo pol roku. jak to jest rowno z przodu i boku???
a teraz powiedz mi, co to robi zle, ze te pofaldowania sa i jak ich uniknac.  :kwiatek:


Katija - pozwól, że ja się wypowiem (najwyżej Dea uzupełni)  😀 ... kopyto powinno swoją formą przypominać nachylony pod kątem ścięty stożek - wtedy rozkład sił jest równomierny, kopyto ma gładkie ściany puszki, a róg na całym obwodzie równomiernie przyrasta - kopyto takie właściwie nie wymaga (poza dużą dawką ruchu) żadnych specjalnych zabiegów (smarowanie, odżywki z biotyną itp.). Jeżeli z jakiś powodów zostaje zaburzony proces prawidłowego narastania rogu (mało ruchu, złe warunki higieniczne, nieodpowiednie żywienie, nieprawidłowe werkowanie lub zbyt rzadkie, nieprawidłowe kucie lub zbyt rzadkie przekuwanie), wtedy róg kopytowy ulega osłabieniu, rozluźnieniu podlegają połączenia listewkowate z kością kopytową, dochodzi do mikrouszkodzeń - najczęściej obserwowanych w postaci obrączek na kopycie. Wraz z pogorszeniem jakości połączeń kopyto zaczyna zmieniać swój kształt (dochodzi do rotacji kości kopytowej - może być to proces całkowicie niezauważalny, bezobjawowy, trwający nawet kilka, kilkanaście lat), wraz ze zmianą kształtu przestają działać w kopycie naturalne mechanizmy zachowania równowagi między rogiem ścierającym się a wyprodukowanym - kopyto zaczyna mieć miejscowe niedobory lub przerost materiału - w efekcie tam gdzie tworzywa jest za mało - koń może się podbijać, tam gdzie za dużo dochodzi do wynaczynień w wewnętrznych strukturach kopyta, tworzywo uciska przylegające tkanki - obserwujemy także wybrzuszenia (pofalowania) w linii korony kopyta (oczywiście ten proces może pojawić się także w zdrowym kopycie - gdy zostanie pozbawione możliwości samo-ścierania np. mało ruchu, podkowa).

Jak z tym walczyć - jeżeli koń jest bosy: dużo ruchu po stosunkowo twardym i elastycznym podłożu, odpowiednie żywienie (odp. bilans węglowodanów), higiena otoczenia = zdrowa strzałka i prawidłowe rozczyszczanie kopyta (terminy dopasowane indywidualnie do konia); jeżeli kuty: praca na elastycznym podłożu, odpowiednia dieta, higiena otoczenia, prawidłowe werkowanie (usuwające wszelkie przeciążenia w kopycie) i dopiero wtedy kucie (pozwalające kopytu pracować) z częstym przekuwaniem (nie rzadziej niż co 4 tyg.), dobrze jest konia raz na jakiś czas rozkuć...

...tyle z mojego pkt. widzenia (popartego doświadczeniem i wiedzą naukową zdobytą nie tylko na weekendowym kursie  😀iabeł: )

edit: nie wiem jak kopytko wyglądało wcześniej, ale nadal jest zacieśnione (spójrz na wąską strzałkę)
Z boku to np. tak jak dea wstawiała w TYM wątku i analogicznie z przodu ustawiając aparat na wprost kopyta (gdzieś to było ładnie opisane, ale nie pamiętam gdzie).
Ale to pytam z ciekawości.
królik jasno i obrazowo, dzieki. kopyto wygladalo wczesniej gorzej- strzalka byla wezsza i gnila. do do warunkow, o ktorych piszesz, wydaje mi sie, ze sa spelnione. zywienie, higiena itp. kon jest strugany i przekuwany regularnie, rozkuwany na zime. coz, bedziemy nad tym pracowac.
Aquarius dobry instruktarz  😉
morwa zrobie takie foty jutro i wstawie.

ps. pytanie do was zorientowanych (ale tych, ktore rozmawiaja a nie najezdzaja): co w przypadku kopyt zupelnie nie wysklepionych, podbijajacych sie, platfusowatych???

i dlatego ty, jako jedna z niewielu z tego "nurtu"  😉 jestes partnerem do rozmowy,jak dla mnie. masz duza wiedze i mozna sie czegos dowiedziec, a nie wysluchac impertynencji.
nasze kopyta:



Dość często zdarzało mi się wypowiadać tak , że Ty bierzesz to za impertynencję. Jednak w moim odczuciu i myślę, że w odczuciu tych z tego "nurtu" tak to nie wygląda. Też musicie nas zrozumieć - bo łatwo nam , a na pewno mi - nie było. naprawde szukałam wszelkiej pomocy medycznej i kowalskiej i to było dla mnie nadzieją - chociaż to było dość głupie - bo przecież koń przechodząc w ręce kowala był całkowicie zdrowy - więc dlaczego szukałam nadziej w osobie, która konia mi zepsuła? Kiedys tego nie wiedziałam , teraz się już troche nauczyłam i to jest naprawde krpola w oceanie, długa droga jeszcze przede mną zanim będe wiedziała na tyle dużo by powiedzieć, że wiem wszystko - chociaż wszystkiego nikt nigdy nie wiedział i nikt nigdy takiej wiedzy nie posiądzie.

Dlaczego nie popieram kucia? Tak naprawde nigdy za kuciem nie byłam bo nigdy to mi ani koniom nie było to do szczęścia potrzebne, ale też nigdy nie traktowałam kucia jak zło - ot ktoś kuł bo miał taką potrzebe, nie wiem jaką. po prostu był koń podkuty i nie przeszkadzało mi to.

Teraz gdy nauczyłam się już troche kopyta - wiem , że jest ono złe wiem też, że nigdy już konia nie podkuje. To jest moje zdanie i moja decyzja.
Pół biedy jeśli kon chodzi po miękkim , gdy kopyto ma możliwość podczas przerzutu zapadnięcia się czubkiem w podłoże, gdy nie jest narażone na potęzne wibracje siłą uderzenia o twarde podłoze - bo to jest naprawde ogromne przeciążenie w kłusie, o galopie po asfalcie nawet nie będe wspominać, bo na samą myśl boli mnie wszystko,  gdy podczas poruszania się po miękkim strzałka ma szanse dotykać podłoża i normalnie pracować - by koń nie chodził na samych krawędziach, gdy kowal jest prawdziwym fachowcem, któremu lezy na sercu tylko i wyłącznie dobro konia i zna absolutnie całą anatomię, budowę, prace kopyta i nie tylko kopyta - wie jak robic, co i po co - a takich jest naprawde bardzo mało - ja nie znam takiego żadnego, gdy kopyta są przekuwane jak najczęsciej, gdy kon jest rozkuwany chociaż na kilka miesięcy w ciągu roku.

Niestety kopyta Twojego konia nie podobają mi się - Dea napisała, że tragedii nie ma, byc może - ja widzę pofałdowane obrączki , które w ściane przedniej na godzinie 12-tej są niżej , dalej na godzinach 10-ta, 2-ga są wyzej i znów opadają
- przy koronce w tych miejscach gdzie jest wyżej tworzywo przyjmuje większe obciążenie niz reszta kopyta, za to w przedniej częsci kopyta tworzywo ucieka w dół - co dla mnie jes jednoznaczne z tym , że kowal zbiera więcej z centralnej częsci callusa (czyli podeszwy od spodu) - centralna ściana przednia chce wspomóc podeszwe pod kością, której jest za mało. To juz jest dla mnie tragedią. Bo wiem co się moze z tego zrobić - u mnie było podobnie i skończyło się tragicznie z tym , że z początku przy takim wyglądzie kopyt - jeszcze nie były podkute.

Ale podkucie wcale nie pomogło - jak mnie zapewniano - to był gwóźdź do trumny.

Nie łatwo mi było sprzeciwić się medycynie i kowalstwu, które ma za sobą kawał "tradycji".

Rewir wcale nie jest łatwo złapać za tarnik i coś zrobić z kopytem żywego , że tak powiem narzędzia na którym opiera się w przypadku mojego konia 650 kg - chociaż po interwencjach i radach medycyny i kowalstwa w tamtym roku o tej porze kon wyglądał jak kości w skórzanym worku. Z pięknego umięśnionego doskonałego konia zrobiła się zabiedzona chabeta.
Naprawde trzeba było ze skóry wychodzic by czegoś sie dowiedzieć o kopycie - bo nigdzie tego nie ma - wszystkie ksiązki jakie cokolwiek pisały o kopytach ograniczały sie do tego , że jest ich cztery i mają róg ciemny bądź jasny - że jasny jest słabszy i wymaga częsciej kucia - co jest bzdurą do kwadratu.
Nie łatwo było wziąć tarnik i piłować kopyto twarde jak kamień, ciągle chodzić w plastrach na palcach pozdzieranych nadgarstkach, odłupanych paznokciach bo tarnik poleciał za daleko i mimo rękawicy ciachną paznokcia odrywając go od skóry. Poobijanych nogach od wyrywania kopyt - bo po eksperymentach, pętaniach podczas kuć, werkowania konie nie dawały się dotykac często samą kopystką nawet.

Zabranie sie za kopyta to jest naprawde utrudnienie sobie życia - bo dużo łatwiej jest stać i nucić sobie pod nosem trzymając konia za uwiąz podczas gdy ktoś się poci by zrobic wiercącego się od owadów bądż strachu zwierzaka.

I najdziwniejsze stało sie to , że ja tę robote juz kocham mimo iż robie dopiero od roku i cholernie się przy tym narobie. Nie mam już czasu na jazdy , bo mam też niezliczoną ilość innych obowiązków - czasem  bym oddała tę robotę komuś choć raz na jakiś czas wtedy gdy jestem juz wykończona inną pracą , a kopyta zrobic trzeba. Ale komu? Chyba Dei, albo Wiwianie bo nikogo innego tak kompetentnego nie znam, komu bym mogła z pełnym przekonaniem konia powierzyć.

katija jeszcze wróce do kopyt Twojego konia - zdjecia właściwie niewiele mówią - kilkakrotnie pisane było by robić z boku z poziomu ziemi i z przodu też z poziomu ziemi. Wtedy można zobaczyć czy koronka nie jest horyzontalna, jak sie ma długość kątów wsporowych do ściany przedniej,  czy piętka jest leżąca czy stojąca , czy nie ma wybrzuszenia nad koronką i czy nie ma flar.

Szczerze mówiac pół roku to zdecydowanie za mało na rozszerzenie kopyta - ale to moje zdanie - to jest naprawde trudne do osiągnięcia, ale być może możliwe. Ja uważam , ze nie zwłaszcza w podkowie - dlatego, że kopyto w podkowie nie ma możliwości ruchu - ściany nie pracują na zewnątrz - bo trzyma je podkowa. Zaraz mi ktoś napisze, że bzdury pisze - trudno, ale nasze pogaduchy i tak nie zmienia faktu , że "na zewnątrz" pracuje tylko bose - niezaciesnione kopyto - a im twardsze podłoże tym większa praca.

Sory za długi post.

---------------
dopisuje


ps. pytanie do was zorientowanych (ale tych, ktore rozmawiaja a nie najezdzaja): co w przypadku kopyt zupelnie nie wysklepionych, podbijajacych sie, platfusowatych???

To , że kopyta są takie jak napisałaś jest niestety ewidentną winą kowali itp , którzy rozczyszczają.

Są to zazwyczaj kopyta zdrowe na początku, ale z tendencją do podkładających sie piętek gdy choćby odrobine przerosną. Piętki te pod ciężarem konia się wypłaszczają , podwijają do środka i wyglądają tak jakby tej piętki zupełnie nie było. I tak po kilku nieumiejętnych werkowaniach piętka sie coraz bardziej wydłuża i podkłada pod kopyto z tyłu jest coraz niżej , w miejscu gdzie normalnie znajduje sie ściana przedkątna jest podwójne przeciązenie ( bo jest właściwie dwie ściany - kąty wsporowe, które nachodzą jakby na ściany przedkątne)  koń w końcu zaczyna chodzić od palca. Bardziej ściera przód kopyta do tego dochodzi bezmyślne wycinanie callusa - podeszwy spod kości i dochodzi do tego , że kopyto w pewnym momencie nie pracuje zupełnie, ponadto wciąż próbuje nadbudować podeszwy i staje sie całkiem płaskie.
To tak najprościej w skrócie napisałam.

Co się robie w takim przypadku?

Skraca pazur, który zazwyczaj jest już zrotowany, absolutnie - wręcz pod groźbą zgilotynowania - nie wolno ucinać nic pod kością , bo tej podeszwy i tak jest tam jak na lekarstwo. Próbować powoli po trochu skracać te piętki, których rzekomo nie ma i pewnie wiekszość będzie nam wciskać , że tam tej piętki w ogóle nie ma, a czasem ma ona nawet 5 - 6 cm i próbować cofnąć kąty wsporowe do tyłu.
Im bardziej położone, długie piętki - tym większy platfus i kopyto ogólnie trudniejsze do wyleczenia.

na pewno trzeba werkowac bardzo często, pilnować tego kopyta jak oczka w głowie i cierpliwie czekać na jakąkolwiek poprawe, która nie nastąpi szybko. 

Znam taki przypadek że znajoma podkuła konia żeby mogła jeździć jak było gruda... 🤔wirek:

Podkowa miała chronić przed asfaltem..No i kopyto sie nie odłamywało  😤

Usiłowałam jej wytłumaczyć ża po co kuć konia który nie startuje..który cały dzień jest na padoku.

Tłumaczyłam ze na zime sie rozkuwa bo jest ślisko w podkowach. Moja np całą zimę przechodziła bez podków i byłam zachwycona.

Nie przekonałam ją, póżniej żałowałam że się odzywałam, tylko konia mi było żal.

Ja osobiście swoją tylko bym kuła na trawiaste parkury.
takie poglądowe - co do platfusów  😉 ...może komuś się przyda

kopyto przedstawione na wszystkich zdjęciach - to nadal stan patologiczny - ale kierunek zmian chyba widoczny...



1. kucie ortopedyczne (na NBS)
2. miesiąc później, dzień po wizycie kowala (w trakcie poprawek)
3. 4 miesiące po rozkuciu

Kopyto, ze względu na niby niskie piętki kute (tak naprawdę to są podwinięte), kucie jedynie pogłębiało patologię, w czerwonych kółkach zaznaczyłam wybrzuszenia ścian, które powstały w wyniku złego rozkładu sił (zwróćcie uwagę jak bardzo był przesunięty środek ciężkości kopyta, fot. 2 a 3).
Walka z takim kopytem jest bardzo długa, stan z 3 zdjęcia to dopiero początek drogi ku lepszemu (zresztą widać jakie jest jeszcze pofałdowane i chore). Podeszwa tego kopyta przez długi okres była wręcz wypukła (stan z fot. 2), później zrobiła się płaska z miejscowymi wypukłościami (tak wyglądała przy zdjęciu 3)...obecnie (czyli prawie 10 m-cy od rozkucia) kopyto zrosło w dół całkowicie - z zewnątrz wygląda wręcz perfekcyjnie (jak będę mieć aktualne foto to wstawię) - niestety podeszwa nadal zdradza mroczną przeszłość, dopiero teraz podeszwa zaczyna się wykruszać i nabierać kształtu wklęsłej miseczki (po cichu liczę, że jeszcze 3-4 m-ce i będzie idealnie).

co robiłam z tym platfusem:
-skrócenie pazura (ale w pionie, podeszwy nie wolno ruszyć)
-maksymalne, systematyczne wycofywanie kątów wsporowych (na początku co 2-3 dni), przy dość stanowczym wycinaniu ścian wsporowych
- dieta (ograniczony owies)
- ruch po twardym, masującym podłożu (tylko stęp, bez jeźdźca) + pastwisko do woli
- higiena (boksy czyszczony do zera codziennie), kąpiele kopyta w virkonie (walka z gnijącymi strzałkami)
Hmmm...

No to wygląda na to, że kopyto "poszerzyło" się mniej więcej tam właśnie, gdzie widać pofalowania i ewidentne odspojenia na ścianie...

Szkoda, że nie ma fotki od spodu bez podkowy, może odrobine więcej byłoby widać (ale niekoniecznie, jak pisałam wcześniej). Jak dasz radę w każdym razie w trakcie przekucia coś cyknąć, to może być przydatne.

Co do tego gdzie kopyto powinno być szerokie, a gdzie wąskie:

Z przodu, tam gdzie jest kość kopytowa, im mniejsze kopyto tym lepiej - dlaczego - to już dziewczyny pisały, a ja się produkowałam kiedyś o dźwigni na pazurze 😉 z obrazkami. Zaznaczyłam to na zielono. Tego rejonu nie poszerzysz, nie rozciągniesz, właśnie ze względu na kość. Ona jest twardą bazą dla tej części kopyta. Tak więc nie ma się co cieszyć, jeśli:
zielony łuk się poszerza (1), zielony łuk odsuwa się od tyłu kopyta(2), zielony łuk odsuwa się od strzałki(3).
(1) znaczy, że ściana odrywa się od kości
(2) znaczy, że kość kopytowa ją goni i opada do wnętrza puszki kopytowej (towarzyszy temu płaskostopie, o które pytałaś) i drugim objawem jest długa wąska strzałka (no trochę taką macie...)
(3) jest mniej więcej tożsame z (1) - tylko zależy, który region ściany bardziej się odrywa.
Ogólnie zwykle bardziej lub mniej dzieje się to wszystko naraz, jeśli coś nie gra.

Z tyłu kopyta są elastyczne struktury, które moga ulec kompresji albo być niedorozwinięte - chrząstki kopytowe (głównie) po bokach, a w środku, ponad strzałką, strzałka gąbczasta. Tak więc to niebieskie fragmenty ściany powinny się odsunąc od siebie, nie zielone. A odległość, która jest istotna, zaznaczyłam "swoją" czerwoną krechą - odległość między kątami wsporowymi (no i generalnie odległość między niebieskimi krechami). Druga rzecz, która jest sygnałem, że idziemy w dobrym kierunku, to poszerzająca się strzałka, z którą nie trzeba za wiele robić, żeby nie gniła (wystarczy konia nie trzymać w gnoju i wypuszczac na padok na dzień).

Najszersze miejsce kopyta powinno być z grubsza tam, gdzie kończą się ściany wsporowe - to będzie mniej więcej na granicy zielonej kreski i niebieskiej kreski.


Żeby ocenić kopyto pod kątem zawężenia/poszerzenia, dobrze zrobić takie ujęcie:

Widać na nim, czy ściany tylnej części kopyta schodzą prosto w dół (nieźle, ale też nie dobrze - to jest kopyto zawężone), czy rozchodzą się równo lekkim stożkiem na zewnątrz (prawidłowo), czy wyginają się "dzwonowato" (źle - za długie i rociągnięte), czy może schodzą się do środka (BARDZO źle, kopyto mocno zawężone, które ciężko wyprowadzić). Czasem jedna ściana idzie tak, druga inaczej.

Ogólnie - nie mając porównania nie możemy Ci powiedzieć, czy kopyto idzie w dobrym kierunku. Idealne nie jest 😉 ale na co dzień widuję (niestety) dużo tragiczniejsze. Jeśli Cię to interesuje (dobry stan kopyt) to możesz robić fotki przy przekuciach albo tak po prostu, np. co miesiąc i obserwować. Wystarczy jedno z kopyt sobie obrać do takiego "eksperymentu".

Płaskostopie: dlatego pytałam Cię, czy mogłabyś zmierzyć głębokość rowka przystrzałkowego przy grocie strzałki - nie wiem czy to nieprawidłowe wnioskowanie, ale mam wrażenie, że zbyt wysklepione to kopyto nie jest... Ciężko ocenić z takich ujęć.

Co robić z takimi? Przede wszystkim podeszwa jest święta, nie wolno jej tykać. Trzeba odhodować poprawnie przyspojoną do kości ścianę, wtedy kość będzie mocno zawieszona listewkami na ścianie i nie będzie leżeć na podeszwie (bo tak naprawdę to własnie oznacza "płaskostopie"😉. Trzeba odhodować też samą podeszwę, której jest dużo za mało pod kością.
Zwykle wiąże się to ze skracaniem pazura na grubość (pionowe cięcie), nie na wysokość (poziome/skośne, zahaczające o podeszwę), żeby kopyto "nie szło do przodu". Musi być poprawnie ustawiona płaszczyzna piętek. W międzyczasie (w trakcie odrastania podeszwy pod kością i przyspojonej ściany) koń powinien miec ochronę na twardym/kamienistym podłożu (buty).
Tyle z "nurtu".
Czy da się coś zrobić kuciem, żeby płaskostopiec płaskostopcem być przestał - nie mam pojęcia i sobie nie wyobrażam za bardzo, co najmniej z dwóch przyczyn jest to trudniejsze niż u bosego (ściana musi być zrobiona na płasko i nie można jej zukosować z przodu, żeby odciążyć i umozliwić przyrastanie pod ostrzejszym kątem). No ale może się da jakoś, nie wiem, nadbudowując brakujący materiał tymczasowo? Używając podków z przesuniętym punktem odbicia?


OK, wracając do poprawnego kształtu kopyta. Polecam stronę http://www.all-natural-horse-care.com/Hoof-Education.html, a przede wszystkim ten obrazek:

Prawa dolna część - szare krechy to kopyto, które jest, zielone przerywane - kopyto, do którego dążymy. Gdzie się zwęża? Gdzie poszerza? Gdzie skraca? Naprawdę szczerze polecam się przyjrzeć, to najczytelniejszy schemat w tym temacie jaki znalazłam. Zresztą cała strona jest rewelacyjna, autorka ma dar jasnego tłumaczenia prostym językiem o co chodzi w kopytach 🙂

EDIT: królik dużo czytelniej wypisała opiekę nad płaskostopcem, ale jak widać litania podobna 😉 BTW: to jest dopiero dramatyczne kopyto 😲

Nie przekonałam ją, póżniej żałowałam że się odzywałam, tylko konia mi było żal.



No właśnie - przyjemnie nie było , prawda?
ja też bardzo często żałuje , że w ogóle się odzywam, ale i tak robie to bardzo rzadko, bo przyklejono mi już kilka etykietek , co miłe nie było. A odzywałam sie tylko i wyłącznie dlatego , że żal mi koni. To wszystko.

Ale z czasem zaczynam nabierać dystansu, bo przecież w końcu to nie mój cyrk i nie moje małpy.
BTW: to jest dopiero dramatyczne kopyto 😲


... o dziwo koń nie wykazywał bolesności na tę nogę, a kość kopytowa nie była zrotowana, co nie zmienia faktu że cała puszka kopytowa musi się przebudować (przesuną swój środek ciężkości o jakieś 3,5 - 4cm - a to bardzo dużo), w pewnym momencie strzałka rogowa prawie dotykała przedniej ściany (teraz ten rzekomy fragment - odpadł), a koń nie chciał pozbyć się starej podeszwy przez ponad pół roku - dopiero od kilkunastu dni coś drgnęło.
W tej chwili wygląda to znacznie lepiej (postaram się na dniach wstawić zdjęcia), koń porusza się od piętek (w końcu), od chwili gdy pazur został skrócony a kąty wycofane - przestał się potykać - więc cała "przygoda" powinna skończyć się happy endem  😀
[quote author=królik link=topic=209.msg315618#msg315618 date=1250118155]
a koń nie chciał pozbyć się starej podeszwy przez ponad pół roku - dopiero od kilkunastu dni coś drgnęło.

[/quote]

ha

u mnie juz rok minął i dopiero niedawno coś niecoś drgneło, ale tylko wokół strzałki coś się po trochu kruszy.

Podeszwa wokół ściany przedniej wciąż się nadbudowuje, a i tak jej wciąż brakuje do pełni szczęscia.
Koronka biegnie jak - hmm - jakby to nazwać - z przodu tworzy taki lej - patrząc z boku jest już fajna prosta , a docierając do przodu  w centralnej części przodu kopyta - koronka wpada w kopyto niżej. Nie wiem czy wiadomo o co chodzi.

w każdym razie w porównaniu z sierpniem 2008 to już  jest nic. Prawie niewidoczne. Za  2 - 3 mesiące , góra 4 nie powinno być śladu po ochwacie, płaskości, rotacji i może po postawie szpotawej - oby.
Wtedy może nawet przyjdzie czas na to , żeby już zdrowa kobyłka, kopneła w dupe (przepraszam wrażliwszych) tych co jej to zafundowali. 
Jolu, byłoby dobrze gdybyś wstawiła dokumentację zdjęciową z etapów leczenia swojego konia - zdjęcia najlepiej przemawiają...

...a tak w ogóle, to Twoja historia oraz zdjęcia i posty m.in. Dei - przekonały mnie do podjęcia konkretnych działań i rozpoczęcia walki o lepsze kopyta u mojego konia (konia, którego spisano na straty) ... i w tym miejscu DZIĘKUJĘ WAM  :kwiatek:

do Rewir...a co do samodzielnego werkowania - niestety w wielu przypadkach wiedza kowala jest znacznie mniejsza od wiedzy "panienki po weekendowym kursie" zwłaszcza, że kowalem może ogłosić się każdy osiłek z tarnikiem w ręku (który ledwo podstawówkę skończył). Realia są takie, że prawdziwych kowali (posiadających wiedzę z zakresu anatomii i fizjologii oraz biofizyki, dokładnych i solidnych, dokształcających się, potrafiących myśleć logicznie) jest bardzo mało, większość przedstawicieli tego zawodu to marni naśladowcy, samouki.
Smutne jest, że tak bezgranicznie ufamy tym ludziom - nawet lekarze weterynarii ograniczają się do wydawania dyspozycji co do sposobu leczenia, kucia, ale już nie nadzorują pracy kowala  (przynajmniej większość) lub nie są w stanie jej ocenić (bo np. nie uważali na ćwiczeniach z ortopedii - inna sprawa, że jeżeli w grupie jest 18 studentów i jedno kopyto, to ciężko oczekiwać od tych młodych ludzi odpowiedniej wiedzy i praktyki).
Nie twierdzę, że każdy powinien chwycić za pilnik i brać się za kopyta, tak jak wcześniej pisały dziewczyny - jest to zajęcie wyjątkowo praco- i czasochłonne, wymagające determinacji i konsekwencji, na pewno też zdolności manualnych..., w każdym razie uważam, że każdy odpowiedzialny właściciel konia powinien mieć rozeznanie w tej tematyce, powinien mieć podstawową wiedzę na temat budowy i mechaniki kopyta.
Gdybym miała możliwość korzystania z usług rzetelnego kowala, na pewno bym to robiła (ból w plecach, otarcia od pilnika - nie sprawiają mi przyjemności) - niestety, lokalne sławy (kujące konie chodzące GP) doprowadziły kopyta do stanu z fotgrafii kilka postów wyżej...

Co do kucia - w uzasadnionych sytuacjach może być wskazane (zwłaszcza gdy koniecznie chcemy konia użytkować), natomiast dla lansu (bo są i tacy) lub z niewiedzy - wg mnie niedopuszczalne.


Nie łatwo mi było sprzeciwić się medycynie i kowalstwu, które ma za sobą kawał "tradycji".


I jeszcze mieć przeciw sobie całą "resztę świata"  😉 czyli czytać kąśliwe uwagi pod swoim adresem.
Mimo, że  pozytywne wyniki własnej pracy widać na koniach , to człowiek zaczyna wątpić w to co robi. 🤔



Naprawde trzeba było ze skóry wychodzic by czegoś sie dowiedzieć o kopycie - bo nigdzie tego nie ma - wszystkie ksiązki jakie cokolwiek pisały o kopytach ograniczały sie do tego , że jest ich cztery i mają róg ciemny bądź jasny - że jasny jest słabszy i wymaga częsciej kucia - co jest bzdurą do kwadratu.


To prawda.
Dlatego jestem bardzo wdzięczna wszystkim osobom z tego forum, które zechciały pomóc mi w poszerzeniu swojej wiedzy i przede wszystkim kucowi już konkretnym struganiem.

Serdecznie jeszcze raz  dziękuję :kwiatek:


Nie łatwo było wziąć tarnik i piłować kopyto twarde jak kamień, ciągle chodzić w plastrach na palcach pozdzieranych nadgarstkach, odłupanych paznokciach bo tarnik poleciał za daleko i mimo rękawicy ciachną paznokcia odrywając go od skóry. Poobijanych nogach od wyrywania kopyt - bo po eksperymentach, pętaniach podczas kuć, werkowania konie nie dawały się dotykac często samą kopystką nawet.

Zabranie sie za kopyta to jest naprawde utrudnienie sobie życia - bo dużo łatwiej jest stać i nucić sobie pod nosem trzymając konia za uwiąz podczas gdy ktoś się poci by zrobic wiercącego się od owadów bądż strachu zwierzaka.



Też mogę potwierdzić, że niełatwo.


Nie tylko fizycznie ( naprawdę ciężko) ale i psychicznie trzeba przełamać się- z powodów o których wyżej pisałam.

Ja nie strugam, tylko tarnikuję od czasu do czasu .
O ile z kucem łatwiej fizycznie, bo mogę kucnąć i kopytka małe, to z dużym koniem o twardych kopytach już duużo trudniej.
Kręgosłup boli, oj boli i te znienacka wyrywane ciężkie kopyta.


Ale jak patrzę na Jolantę, to jestem pełna podziwu i aż mi wstyd , że tylko karcę kuca głosem,  trzymam za uwiąz. 😡


Co do platfusów , to już pisały dziewczyny.
Mój kuc nie dość, że ochwacony , to przez ostatni rok okropnie podbijał się , bo płaska podeszwa.

Teraz chodzi już normalnie , bo ja laik, więc oceniam go głównie po ruchu.

Stawia nogi z piętek , po trawie już swobodnie kłusuje i galopuje.
Jeszcze ma zahamowania po twardym, kamykach , ale nie maca.

Jestem szczęśliwa patrząc na niego , widziałam nawet jak celowo przeszedł po sporych kamieniach- chyba też sprawdza, czy może  😀

Choć jestem ciągle przerażona, że tyle krwiaków wychodzi na podeszwie, która już trochę zgrubiała , ale czy rzeczywiście musi urosnąć aż 2 cm?

Przecież on ma małe kopytka - długości teraz to chyba z 8 cm.

Szczęściem kopyta nie były zacieśnione ,  może dlatego, że nigdy nie zgadzałam się na propozycje podkucia go.


Myślę sobie w duchu , że we wrześniu pójdzie już na swój pierwszy spacer w teren- bez jeźdźca i chyba jednak w butach.

Mnie jako właścicielowi takiego konia, też nie jest zbyt łatwo 🙂

To ciągła obserwacja, chodzenie z tarnikiem w ręku , no i częste struganie, które zajmuje sporo czasu ( w całości)
i tez na początku wątpliwości, czy podjęłam słuszną decyzję.
dea, królik dzieki, wiedze nabyta, bede teraz sobie ukladac. a platfusy to nie moje  😉
JolantaG jak widac mozna sie wypowiadac normalnym tonem, wypowiedz twoja skierowana bezposrednio do mnie, nie byla impertynencka, za to na pewno cos wniosla. czyli, ze sie da. a tym bardziej jesli to co robisz traktujaesz jak swego rodzaju misje- bo tak to rozumiem. warto wtedy nie zniechecac ludzi  do siebie, a raczej budzic ich zaineteresowanie jak robi to wlasnie dea czy królik. choc spotkalam sie z krytyka, nie poczulam sie ani razu obrazona, co spowoduje, ze napewno przemysle to co pisza.  nie przekonaja mnie raczej do rezygnacji z kucia, ale na pewno na podstawie tego czego sie dowiedzialam, zmodyfikuje sposob strugania i kucia.
dziewczyny zdjecia uzupelnie ale nie dzis. rozkute kopyto zrobie, ale to gdzies za 3 tyg. dziekuje za przyspieszony kurs  😉  :kwiatek:
[quote author=królik link=topic=209.msg315623#msg315623 date=1250123808]

...a tak w ogóle, to Twoja historia oraz zdjęcia i posty m.in. Dei - przekonały mnie do podjęcia konkretnych działań i rozpoczęcia walki o lepsze kopyta u mojego konia (konia, którego spisano na straty) ... i w tym miejscu DZIĘKUJĘ WAM  :kwiatek:

[/quote]

królik  i są lepsze , zdecydowanie.  😉

guli  a ja tam bym się wcale nie wstydziła, nic a nic - cierp ciało jak żeś chciało  😀iabeł:, pozatym robienie kuca to czysta przyjemność, wiecznie mi czapeczke pożera, "podcina" włosy i oszczędzam na fryzjerze dzieki temu  😎, a nawet jak się wyrywa to nic strasznego sie nie dzieje, krzywdy mi tym nie zrobi. Ja się nie dziwie , że się czasem wyrywa.
Jak pisałam wyzej - po kowalskich eksperymentach moja nie dawała sie kopystką dotykać.



warto wtedy nie zniechecac ludzi  do siebie, a raczej budzic ich zaineteresowanie jak robi to wlasnie dea czy królik.


jak zaczęłam tu pisać, starałam sie robić tak by nie zniechęcać, tylko zachęcać. Ale nie minęło dużo czasu od razu dostałam łatke szamana fanatyka itp. Więc wcale nie tak łatwo zachować spokój gdy ktoś obrzuca mnie błotem.
rozkułam - po 6 latach chodzenia w podkowach - mojego Kluska. Na razie jest kiepsko, chodzi pomału i maca na twardym. Na miękkim w miarę.
Mam nadzieję, że szybko się przyzwyczai  😅
Mój rozkuty w marcu śmiga aż miło - teren, skoki pełen serwis😉
Mój rozkuty w maju, ostatnio wygląda że przestał macać na bruku przed stajnią. W czasie jazdy na naszych podłożach nigdy nie miał problemu. Po ostatnim rozczyszczeniu przez Sławka Leśniaka pozytywnie zmienił mu się ruch przodem.
Chcialabym wrzucic swoje trzy emat "sekciarstwa" metod naturalnych, otoz mozna odniesc takie wrazenie jak sie na to patrzy z boku, a juz jak szczegolnie czyta sie, ze wszytskie problemy, od ochwatu przez trzeszczki po nieprawidlowa postawe znikna, jesli kopyto wroci do swojej naturalnej formy, co teoretycznie jest bardzo proste i dostepne dla kazdego.
No, wiec jak sie to czyta i slyszy, ze kucie tylko pogarsza sprawe a wszyscy kowale to kretyni i partacze, to faktcznie mozna sie przerazic. Ja tez jechalam na kurs jakby to byly zajecia z bioenergoterapii. Ale przezylam bardzo pozytywne zaskoczenie i po jakims czasie bardzo wciagnelam sie w kopyta.
Bo tak naprawde zeby robic z kopytami trzeba sie mocno natrudzic, poswiecic teorii mnostwo czasu o praktyce nie wspominajac, przezywajac kryzysy jak cos idzie nie tak i wreszcie czuc nutke satysfakcji, jak kopto choc troche odpowiada na nasze niesmiale zakusy.

Co mi bardzo odpowiada w tej metodzie to to, ze jesli stosuje sie ja prawidlowo, to po prostu nie mozna koniowi zrobic krzywdy, no nie da sie, za to mozna pomoc.

A tak naprawde, to wiekszosc osob, ktore wypowiada sie z taka niechcecia o metodach naturalnych nie ma zielonego pojecia o mechanice kopyta i patrza na to z pozycji pacjenta, ktory woli sie oddac lekarzowi (kowal) niz zaczac kuracje biopradami (met naturalne). A to wlasnie nie jest tak! To czesto "kowale" ucza sie swojego fachu z dziada pradziada i robia jak ich ojciec uczyl nie majac pojecia o tym, co jest w srodku i jak to wszystko dziala!!! I potem sa podbicia, bliskie spotkania podeszwy z koscia itd.

Nie mowie, ze nie ma dobrych kowali, ktorzy potrafia wyprowadzic kazde kopyto. Sa. Tylko tu, w mojej dziurze takich nie ma, sa za to partacze, ktorzy doprowadzili kopyta mojego konia do takiego stanu i nie wiem, czy uda mi sie to naprawic...  🙁 😕
Freddie, nie przesadzaj, na pewno się uda, widziałam pipdziesiąt dużo gorszych kopyt od forestowych. Dacie radę 🙂
Dzieki dea... staramy sie jak mozemy.
Znalazłam w sieci bardzo fajny pdf pokazujący "success story" leczenia za pomocą kucia 🙂 Niestety jest w postaci pdfa i na stronie niedostępnej "dla ludu". Nie mam pomysłu jak się nim z Wami podzielić, jakieś pomysły? Ktoś użyczy może ok. 750kB na swoim koncie na serwerze?

Bardzo ciekawy przypadek, bardzo ciekawe rozwiązanie i wygląda na to, że konia uda się wyleczyć 🙂

UPDATE: dzięki uprzejmości EliPe możecie już pooglądać:
http://www.elapedersen.com/club.pdf
WOW! Robi wrażenie!
Wiesz może ile czasu trwało wprowadzenie takiej zmiany?
piekne!! warto wiedziec, ciekawe rozwiazanie. tradycyjna metoda by sie nie dalo chyba bez uszkodzen stawu i sciegien.
A wiadomo, dlaczego doszło do takich zmian? Miał zaniedbany przykurcz, coś innego?
Takie zmiany miał Unikat - przypadek opisywany w pierwszych Światach Koni.
Nic więcej nie wiem o tym przypadku, niestety... ale obawiam się, że to jedna z takich historii, gdzie trzymanie się na siłę "bosaka" byłoby ze szkodą dla konia.

Tak dla przemyślenia 😉

PS. historyjka ściagnięta z mojej ulubionej grupy dyskusyjnej... bosokopytnej. Za to ich właśnie lubię 🙂
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się