Gillian, i mnie to wkurza od jakiegoś czasu 😤 Do podstawowej pracy pełnowymiarowej dorzuciłam dwie fuchy. Ale co z tego, że ja nie wyrabiam na zakrętach i jestem terminowa, skoro firma nie płaci... A z racji tego, że priorytet miało to zlecenie, to opóźniłam oddanie drugiego, z którego kasa byłaby mniejsza, ale przynajmniej na czas.
Gillian pasztet pomidorowy z puszki o wiele lepszy niż masło! Mnie to w ogóle wkurza brak wystarczającej ilości pieniędzy, zawsze mało bo zawsze coś...
Gillian, bułki i masło to średnio oszczędne jedzenie (dla mnie na przykład, jak byłam świeżo po przeprowadzce na samodzielne utrzymanie się, to był luksus i ciągnęliśmy z chłopakiem miesiącami na chlebie z serkiem topionym, takim w "kiełbasce"😉. A masło to już w ogóle wersal, serio.
Ej, a ta "bułka z masłem" to nie metafora taka? 😉 U mnie oszczędną wersją żarcia na koniec miesiąca jest własnie ten serek "w kiełbasce" - w tesco po złotówce za jeden a sporo kromek można nim posmarować! 😀 Tylko, że mój facet buntuje się, że dlaczego mam tak jeść, skoro on może mi pomóc. Jestem na etapie uczenia się przyjmowania tej "pomocy" i coraz rzadziej traktuję to jak pomoc, a coraz częściej jako normalny element naszego życia. Ale nie zmienia to faktu, że wkurza mnie fakt, że latam z roboty do roboty, a i tak efekty mocno średniawe 😵
Pewnie, że nie masło masło. Jakaś ciapka najtańsza. Posoli się i nawet dobre. Bułki są po 30gr 😉 serki są obleśne, w ogóle mi nie wchodzą 🙂 no i to fakt, trochę metafory w tym było bo nie podołałabym energetycznie na takim jedzeniu 🙂
aż mi się przypomniało "pasztet, bułki i parówki i przeżyjesz za dwie stówki" 🙂
Żyłam kiedyś jakiś czas w ten sposób (choć zamiast parówek była szynka z kurczaka bo po parówkach mam odruch wymiotny) i jakoś było 😀 Ale ja we wszystkim widzę dobre i złe strony, no dobra, prawie we wszystkim 🙄
_Gaga, no i w porządku. Mięsa i ryb prawie nie jem, więc dla mnie warzywa, które wybieram są drogie, ale takie wybieram świadomie i pozwolę sobie na tym zakończyć.
Mi finanse bardzo dieta warzywna uszczupla. Wydaje sie, ze tanie- bo kalafior tylko 3zl, brokul tylko 4, marchewka raptem 1,5zl... ale sumujac jak ide tylko po warzywa to lekka reka bez ekstrawagancji idzie 50zl. A to sa warzywa na 3-4dni bo potem zaczynaja gnic. I to same warzywa- a gdzie sniadanie, kolacja, dodatki do warzyw? I to tylko jedzenie dla mnie, a jeszcze musze nakarmic chlopa i dziecko. Kiedys kupilam paczke frytek za 3zl i na caly dzien mialam 😎 albo chleb, wedline najtansza i ogorka- 10zl na 2 dni. Tylko coz- ani to zdrowe, ani odchudzajace. Choc przezyc sie da.
Ja jakiś czas temu jak miałam poważny dołek finansowy, to żyłam na naleśnikach i wszelakich takich placuszkach 🙂 Do tej pory bardzo lubię podpiec sobie chleb z dwóch stron i wylać na ten chleb roztrzepane jajko z przyprawami i jeszcze przypiekać, tanio, ale niestety kaloryczne.
O matko, chleb z jajkiem. Wendetta, dziękuję! Już wiem, czym się będę żywić jutro. Mnie też wkurzają finanse. Gaz płać, prąd płać, wodę płać, teraz mi jeszcze rachunek na 360 euro przyszedł od tych pajaców od radia 😵