Forum towarzyskie »

Kto/co mnie wkurza na co dzień?

halo moje problemy też są błahe, nawet bardzo błahe 🙂 Ot co, zwyczajna nastolatka która buntuje się przeciw wszystkiemu i wszystkim, aczkolwiek coś mi tam ci moi rodzice do łba wpoili, na to co chcę, muszę zapracować, odkąd pamiętam miałam masę obowiązków, rzadko z domu wychodziłam bo po prostu nie mogłam, rodzice mają wiele oczekiwań odnośnie mnie, które staram się jakoś tam wypełniać. Bunt chyba jest normalny po takim czasie takiej roboty, tym bardziej że NIGDY nie usłyszałam słowa pochwały, głupiego dziękuję czy chociażby proszę. Ale to bardziej sprawy na PW jeśli już, a nie na forum.
Podsumowując wszystko to co napisałam powyżej-po prostu nie rozumiem ludzi którzy mają wszystko podłożone pod nos, w głębi serducha im zazdroszczę. Stąd może i ta złość.
Jeśli zastanowię się głębiej to moje problemy nawet nie mogą zaliczać się do tych Problemów przez duże "P", aczkolwiek czasem emocje, hormony, złość i zmęczenie dają górę, stąd też biorą się posty w których narzekam na wszystko i wszystkich. 😉
Myślę że dość sensownie to wytłumaczyłam.
Wkurza mnie to, że nie widzę swoich błędów w postępowaniu od razu. Przyjechała dziś kuzynka do miasta (przywoziła siostrę i jej koleżanki na mecz), a mi nie chciało się pojechać z nią zobaczyć. Ani nie zaprosiłam jej do siebie. Czyste chamstwo.
Tak jest z wieloma sprawami: czasem coś kupię, a potem żałuję, że to zrobiłam. Innym razem nie kupię i też się wściekam.
Albo jak coś pięknie ładnie zaplanuję, a z tych planów nic nie wychodzi. Nienawidzę się za to  😫
anioleczek.97, wytłumaczyłaś 🙂
aniołeczek- ja miałam zawsze obowiązki, jak tylko chciałam na konie jechać, bo
1) bardzo mi na koniach zależało, więc coś co mama mi wymyśliła zazwyczaj wypełniałam
2) może konie miały mi się źle kojarzyć (???)

I tak pamiętam ( prócz obowiązkowego sprzątnia swojego pokoju) mycie łazienki zamienione później na odkurzanie całego domu i mycie boazerii w przedpokoju od święta. Dopóki w sobotę rano tego nie odwaliłam nie wyszłam z domu.
Normalne obowiązki to było utrzymanie stopni na wysokim poziomie, ale to jakoś mi przychodziło bez trudności.


A co do rowerów ( jeżdże ostatnio dość często i bardzo uważnie, bo z dzieckiem): jadę do pracy autem, wyjeżdżam ze skrzyżowania, rozpędzam się i widzę kobietę, która przechodzi przez przejście z rowerem ( w każdym razie gdzieś w pobliżu przejścia, bo stricte pasy to nie były) z rowerem, więc obliczam sobie, że jak tam dojadę to juz jej na pasach nie będzie. Tymczasem kobieta doprowadza rower do drugiego pasa ( którym się poruszam) zatrzymuje się, przekłada torby z zakupami przez kierownicę, i usiłuje utrzymać równowagę żeby odepchnąć się nogą i odjechać.  👀

Ostatnio jadąc z mężem wyjeżdżamy zza górki, a za górką skrzyżowanie, z lewej strony, jakby na nas czekał pojawia się rowerzysta i wyjeżdża na środek, gdyby jeszcze dążył do pobocza!!! Ale nie, on wjeżdża sobie spokojnie na nasz pas. Pisk opon, a dziadek nawet nie przyspieszył, nie wzruszyło go to do zjechania na pobocze. Uratowało go to, że drugim pasem nic nie jechało. A jechaliśmy może z 60km/h.

Starszym ludziom rowery powinni poodbierać.
author=marysia550 link=topic=20214.msg1762000#msg1762000
Starszym ludziom rowery powinni poodbierać.


🤔 Aż nie skomentuję, przyjmę, że to czarny żart. Ale mną wstrząsnęło (mam dosłowną wyobraźnię).

Co do rowerów - jakoś mi uciekło. U nas jest ścieżka rowerowa, szeroka, ale razem z pieszymi. Na potrzebnym mi odcinku żadna przyjemność nią jeździć: bruk, mimo że zjazdy porobione i tak telepie, jezdnią jeździłabym paarę kilometrów szybciej, ba! zapewne z dozwoloną na tym odcinku prędkością (40 km/h) - mam kolarzówke i lubię zasuwać. Grzecznie jeżdżę ścieżką. Bo jestem też kierowcą  🙂 I rowerzyści na tej jezdni denerwują mnie na maksa  😀iabeł:
halo to się cieszę  🤣

marysia550 no, moje obowiązki trochę wykraczają poza te twoje, bo na mnie spoczywa ( :wysmiewa🙂 cały dom, w którym codziennie musi być czysto i pachnąco jak rodzice wracają z pracy, w soboty wszystko tez należy do mnie, mimo że w większości mama z tatą mają wolne. Do mnie też należy gotowanie obiadów, pranie, prasowanie, zakupy, sprzątanie klatki schodowej, czasem płacenie jakiś rachunków w urzędzie, załatwianie drobniejszych spraw+obowiązkowo nauka. Wiadomo, zmęczenie czasem dopada jak mam cięższy tydzień, ale chyba już się przyzwyczaiłam i robię to wszystko jak automat. Konie są takim oderwaniem od tego wszystkiego, jeżdżę do nich jedynie jak mam czas (czasem nawet mimo wykończenia, bo po prostu dają mi kopa do działania).. Strasznie się denerwuję jak mimo tego, że wszystko jest zrobione tak jak powinno, mimo tego że staram się jak tylko mogę najlepiej, to jednak jestem tak ograniczona. Spacer jest złem, konie tym bardziej (bo przecież jak to, JA TAM SPRZĄTAM i biegam i wszystko inne, gnój wywalam, a lepiej żebym w domu porobiła, mimo że wszystko jest zrobione). Boli też to, że nigdy nie usłyszałam od nich dziękuję.
Ale jakoś po tylu latach to zaakceptowałam, traktuję jako dobre wprowadzenie do samodzielności... Kiedyś pewnie mi się to przyda. A jak mam gorszy dzień-trudno. Popłaczę sobie w pokoju, pozłoszczę się, ale przechodzi. W końcu musi.  😉

edit; A żeby nie było tak bardzo nie na temat, to się wypowiem odnośnie rowerów. U mnie w okolicy starszych rowerzystów pełno, fakt, czasem są denerwujący, ale jakoś tak bardzo nie przeszkadzają. Może dlatego  ze ja sama na razie jednośladem się przemieszczam. Ścieżek rowerowych w okolicy nie ma żadnych, co też mnie tak bardzo nie denerwuje. Najgorsze są DZIURY. Obliczenia, w którą dziurę najlepiej wjechać żeby za bardzo mną nie telepotało i jak ominąć te największe jest bardziej męczące niż sama jazda  😂
Mnie sami rowerzyści na drodze nie irytują. Irytuje mnie brak wyobraźni, zarówno po jednej jak i po drugiej stronie.

Ostatnio trafiłam na parę asów rowerowych. Gminne miasteczko, malutkie. Z jednej strony chodnik, z drugiej bardzo szerokie pobocze, ograniczenie do 40 bo szkoła, godziny południowe więc ruch ogromny jak na to miejsce 😉 Aż 4 samochody. I wszystkie 4 spotykają się w jednym miejscu jadąc 15 km/h - jeden w jedną, trzy w drugą stronę. Co ich wstrzymuje? Rowerzyści którzy stali i rozmawiali na poboczu gdy nikt nie jechał i wyjechali prosto pod koła gdy zobaczyli jedyne jadące samochody. Jakby nie można było poczekać aż samochody przejadą, raptem pół minuty.

Co do zostawiania miejsca - wolę zostawiać je motocyklistom. Po pierwsze motocykle szybciej ruszają na skrzyżowaniu 😉 Po drugie mijają mnie lewą stroną, tam gdzie nie ma dziur i nie chwieją się podpierając ręką o samochód.

Pasy dla rowerzystów - super pomysł. Ciekawe tylko ilu będzie krzyczeć, że oni po tym jeździć nie będą, bo tam jest najgorsza nawierzchnia - same dziury, kałuże i studzienki kanalizacyjne. Nie wierzę w remonty, wierzę w działanie najmniejszym kosztem czyli przemalowanie znaków poziomych.

wkurzaja mnie zaproszenia na fejsbuku od kont niemozliwych do identyfikacji- brak zdjecia profilowego, a jak jest to jakies, ktore nie przedstawia czlowieka, nazwa typu ania zeeeet albo do po pa cze nia, albo ja tu tyko obczajam itp. galerie poblokowane, aktywnosc poblokowana, znajomi poblokowani. skad mam wiedziec, kto to jest do cholery? bo oczywiscie wiadomosci od kogo to brak.
katija, mam to samo! I też mnie to wkurza!
Jest proste rozwiazanie, dodajecie taka osobę do znajomych ale tak ze nic nie widzi waszego, tak samo jak by nie miała was w znajomych (u mnie to sie nazywa Restricted w grupach, bo fb mam angielsku) i patrzcie czy to rzeczywiście ktoś warty żeby mieć kontakt na fb. Jak nie, wyrzucacie.
Wkurzają mnie nieroby! Mam kilkoro takich w najbliższym otoczeniu (w tym jeden przypadek w rodzinie). Szkoła nie skończona, matura nie zdana, do pracy nie pójdzie, bo tam za mało dają, tam się za dużo pracuje, a w tamtej jej się nie będzie podobało - teczki się nosić nie chciało, ale woreczków ciągnąć też nie będą. A potem patrzą na osoby, które przez całe życie zapychają - studia, praca, rodzina - i wzdychają 'Jak ty masz dobrze!'. no pewnie, bo nam to wszystko z nieba leci!  🍴
Altiria,  po co pracować? znam kilka takich osobników. po co oni mają iść na kasę za 1300, jak po podliczeniu jakis dodatków socjalnych i dopłat wychodzą po 2 tys miesięcznie za bycie bezrobotnym pijusem? tylko potem jak pomyślę ile się człowiek musi na dwa koła narobić, to aż wściek bierze, że takie indywiduum się chwali pensją państwową za bycie marginesem...
Nie dość, że narobić, to jeszcze część swoich uczciwie zarobionych pieniędzy oddać państwu - na utrzymanie owych bezrobotnych pijusów. Żeby tylko żyli sobie z tych zasiłków, ale nie, zniszczą, okradną - bo po co ma być ładnie albo czemu ktoś ma mieć to, czego ja nie mam, chociaż uczciwie na to zarobił?  🤔
Na poboczu leżał nieprzytomny mężczyzna. Dzwoniłyśmy z koleżanką na zmianę łącznie z 10 razy na 112, ANI RAZU nikt nie odebrał.. To chyba przegięcie jest lekkie..
No ale to problem, żeby zadzwonić pod 999?
Dzwoniłyśmy też pod 997. Nie wiem czemu na policję. Tak jakoś wyszło. Nikt nie odbierał..
Na poboczu leżał nieprzytomny mężczyzna. Dzwoniłyśmy z koleżanką na zmianę łącznie z 10 razy na 112, ANI RAZU nikt nie odebrał.. To chyba przegięcie jest lekkie..

i jak się sprawa skończyła?
Sonkowa, ja osobiście też się nie dodzwoniłam na 112, dzwoniłam na 999 i też długo czekałam. Życie.
Ale lepiej dzwonić bezpośrednio tam, gdzie chcemy. Pod 112 niepotrzebnie tracimy czas na przełączanie i przekazywanie info, a przy 999 łączymy się bezpośrednio.
Jest proste rozwiazanie, dodajecie taka osobę do znajomych ale tak ze nic nie widzi waszego, tak samo jak by nie miała was w znajomych (u mnie to sie nazywa Restricted w grupach, bo fb mam angielsku) i patrzcie czy to rzeczywiście ktoś warty żeby mieć kontakt na fb. Jak nie, wyrzucacie.


Tak robię 🙂
halo- z tymi starszymi rowerzystami to chodziło mi o to, żeby rodziny zadbały o starszych rowerzystów i zadbały o ich bezpieczeństwo. Starsi ludzie często nie słyszą, nie widzą dobrze czy choćby nawet nie wiedzą, że samochody to jeżdżą nieco szybciej niż kiedyś.

aniołeczek- ja opisywałam moje obowiązki z czasów końca podstawówki i pierwszej klasy liceum. Potem już z mamą nie mieszkałam. Ale mycie boazerii mnie prześladuje w pamięci ilekroć mój wzrok na nią padnie, kiedy jestem u mamy.

Altiria- najbardziej są wkurzający Ci, którzy jęczą, że pracy nie ma. Zawsze mówię, że u mojego męża przyjmują. Wówczas pada pytanie o zarobki i o to jaki system pracy. Gdy słyszą, że na początek 8 zł i trzeba chodzić na 4 rano to już jest 1000 powodów czemu nie pracują.
Wypisz wymaluj moja ciotka. Tam nie, bo zimno, tam za daleko, tam jej nudno, tam się nie podoba, no i przecież za grosze nie będzie pracowała. Lepiej siedzieć na de i marudzić, że czegoś jej brakuje. Ale chyba aż tak źle jej nie jest, skoro kupiła osatnio laptopa, tablet i smartfona...  🤔
wkurza mnie że człowiek się stara, przygotowuje coś co wydaje mu się naprawdę ważne, a po kilkudniowym ślęczeniu nad dokumentami, dowiaduje się że robił to zupełnie niepotrzebnie i nikt tego itak nie doceni... OT tak.. mogłam te wolne popołudnia poświęcić na np konie. Chociaż z drugiej strony mówią że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.
[quote author=Sonkowa link=topic=20214.msg1763219#msg1763219 date=1367331978]
Na poboczu leżał nieprzytomny mężczyzna. Dzwoniłyśmy z koleżanką na zmianę łącznie z 10 razy na 112, ANI RAZU nikt nie odebrał.. To chyba przegięcie jest lekkie..

i jak się sprawa skończyła?
[/quote]


Na szczęście po jakiś 15 min przyjechała karetka. Musial wezwać ją ktoś wcześniej. Facet chyba okazal się pijany. Czekać na karetkę ponad 15 min to chyba jakiś żart. Zdarzenie miało miejsce 2 min drogi pieszo do szpitala..
dzwonilysmy na zmianę przez te 15 min na 112 i 997 z dwóch telefonów. Boję się być w takiej sytuacji. Serio.
ale karetek nie ma pod szpitalem, nie stoją też w garażu tylko jeżdżą 🙂 jest ich mało w Kołobrzegu, mocno mało. 15 minut to odpowiedni czas, tyle mają mniej więcej na dojazd i tego się nie przeskoczy 🙂
Sonkowa, jak znajoma miała wstrząs mózgu, też dzwoniłam. Ani 999 ani 112 nie odpowiadał. Dzwoniłam kilkanaście razy. Skończyło się tak, że koleżankę do szpitala wiozła mama.  🤔
Mój tata jest ratownikiem medycznym i na cały powiat są uwaga: 2 karetki. Oczywiście jak ktoś się o tym dowiaduje to wielki szok i zdziwienie. Karetek w Polsce jest za mało i na razie nie zapowiada się na więcej.
Co do dyspozytorów, to te całe systemy 112 jakoś w Polsce nie mogą się przyjąć...
dopóki ludzie będą wzywać karetki do pierdoletów, do babć którym się nudzi i 40 minut się ubierają do szpitala, do pijaków których wcale nie trzeba ratować i sraczek po bigosie z komunii to tak będzie, że pomocy dla naprawdę potrzebująych nie ma.
A wiecie co się dzieje w przychodni, która jako jedyna jest czynna w weekendy? Przyjęcia od 8 rano, a babcie dzwonią dzwonkiem o otwarcie drzwi o 6.
Co do wkurzania się, byłam wczoraj zarejestrować się do ortopedy, ustawiła się kolejka przed okienkiem i jakaś kobieta ustawiła się z przeciwnej strony. Obsługiwana pani odeszła od okienka, pielęgniarka poinformowała panią, że kolejka ustawia się z drugiej strony, a ta zaczyna krzyczeć, denerwować się, a po minucie patrzy jak żebrak na wszystkich w kolejce, żeby ją puścili. Wkurza mnie takie coś, bo każdy swoje odstał, a jak się 8 osób ustawia po jednej stronie, a jedna osoba robi wyjątek dla siebie to chyba coś jest nie tak.
Sonkowa,  wspaniale, że poczekałaś na karetkę. rzadko widzę taką super postawę. brawo :kwiatek:

15 minut to naprawdę super wynik. jak moja mama odpływała przy pękniętym tętniaku, z ciśnieniem złośliwie wysokim to czekałam 40 minut, a szpital 10 minut autkiem. ze złamaną girą jak jechałam to czekałam solidnie ponad godzinę. a ratowniczka powiedziała, że te karetki co są to się nie nadają do przewozu chorych absolutnie. poczułam dlaczego, na każdej dziurce auto podskakuje, to przecież tylko dostawczak z zabudową. przy połamanej girze to się dało wytrzymać, choć kwiknęłam kilka razy, ale co musi czuć człowiek cały połamany jak jedzie takim sprzęciorem...
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się