Mia, no cóż, kretynom nawet dowolna ilość ścieżek rowerowych nie pomoże, bo będą marudzić, że dziurawe (ta, a niby że drogi to jak szklanka, nie?) i oni mają prawo środkiem pasa jechać i blokować ruch swoim ślimaczeniem.
gorzej mają ludzie na wózkach. dziury, praktycznie na każdym krawężniku walczę o życie i zastanawiam się czy trzymać się wózka i nie zlecieć czy spróbować przejechać dalej. jak wpadam w dziurę to stopki mi się blokują i muszę się z dziury wygramalać. windy są tak rewelacyjnie zaprojektowane, że trzeba użyć obu rąk przy otwieraniu, a jechać odpychając się siłą woli. a jak się dostałam na ortopedię do szpitala? wina-nie działa, podjazdu-ni ma, za to są wielgachne schody. wczłapywałam się po schodku przy pomocy chłopa, który w ostatnim momencie uratował zostawiony na dole wózek przed bardzo zainteresowanym panem żulem.
Isabelle, jeszcze nie słyszałam rowerzysty narzekającego na dziury w ścieżkach rowerowych. Wolałabym jechać po takiej, niż po chodniku czy ulicy. A co do wózka .. no to hmm, rozumiem, że też może być ciężko. Ale my tu o rowerach rozmawiamy.
Mia, Maise dwie strony wcześniej narzeka na krawężniki, dziury i straszne scieżki rowerowe, wybierając jezdnię zamiast nich, bo dziury przeszkadzają 😉
temat jest o wkurzaniu, i właśnie warunki dla wózków mnie wkurzają. bo na rowerku to można sobie krawężnik pokonać nawet schodząc z wozidełka, a niepełnosprawni walczą na każdym krawężniku o życie.
Isabelle, ah, widzisz, to musiałam nie doczytać. No cóż, no to stan tej ścieżki musi być w takim razie w jakimś opłakanym stanie.
A co do wózka, to wcale nie twierdzę, że nie jest trudno. Po prostu zdziwiło mnie porównanie do rowerów, bo jak dla mnie to dwa różne światy i nie wiem czemu miałoby służyć tutaj jakakolwiek próba ich zestawienia. Ale jeżeli to zupełnie osobne narzekanie, to rozumiem 😉
Ja mogę się wypowiedzieć z obu stron. Lubię jeździć na rowerze, ale dla własnego bezpieczeństwa nie wjeżdżam rowerem na ruchliwe, miastowe ulice. Życie mi jeszcze miłe, bo zdaję sobie sprawę, że ja na marnym rowerku co kilka kilo waży, do jakiegoś tira czy dużego samochodu co waży kilka ton w razie draki nie mam szans. Po za tym jeżdżę sporo samochodem i wiem jak denerwujący są rowerzyści w mieście. Zazwyczaj nie mają kompletnie pojęcia o tym co się dzieje na drodze, zwykle są słabo oświetleni/oznakowani. Robią różne dziwne, nie spodziewane rzeczy, np. nagle wyjeżdżają z chodnika na ulicę nie oglądając się. Na jakiejś węższej ulicy robi się peleton, bo nie da się wyprzedzić, bo jest ciasno, bo samochody jadą z naprzeciwka. Co innego na mało ruchliwych/ wiejskich drogach.
Co do ścieżek różnie z tym bywa. Ludzie włażą i w ogóle. Niedawno ktoś mi opowiadał, że jego siostra jechała rowerem po ścieżce, nagle wybiegła jej jakaś biegaczka ta żeby ją jakoś ominąć szybko gwałtownie skręciła i spadła z roweru. Zanim się otrząsnęła co, gdzie i jak biegaczki nie było, a ona wylądowała z ręką w gipsie.
Mój rower ma cienkie, szosowe koła, do tego slicki. I uwierzcie, jazda nim po debilnym wynalazku jakim są "ścieżki" z kostki brukowej to przyjemnych nie należy. Śieżki asfaltowe to też jakaś farsa, niektóre po roku są tak powybijane/pofalowane, że jedzie się jak po kocich łbach. Ale żeby się o tym przekonać trzeba też czasem wysiąść z auta i wsiąść na rower. Każdy i tak ma swoje racje. Dopóki infrastruktura się nie poprawi, dopóty nie znajdzie się rozwiązanie, bo nikt nie ustąpi. Poza tym nie będę się zatrzymywać na każdym krawężniku, czy ryzykować zniszczenie koła, albo że mnie rozwali kretyn na wyjeździe. W Polsce jest to tak notoryczne, że dużo bezpieczniej czuję się na jezdni. Prawie nikt nie respektuje, że pierwszeństwo ma także rowerzysta zbliżający się ścieżką. Ja uważam na jezdni i auto też ma zakichany obowiązek uważać. Ja nie spotkałam jeszcze tych szalonych rowerzystów, toż to istni kaskaderzy muszą być. Zaraz w mit obrosną. Pomijam starszych panów z % w krwi. Tych czasem widuję, ale jedynie na wiejskich drogach. Powtarzam, czy Wam się to podoba czy nie, rowerzysta ma takie same prawa na drodze jak samochód (oczywiście taki rowerzysta, który jedzie przepisowo i zachowuje ostrożność - co tyczy się wszystkich użytkowników). Ja też jeżdżę samochodem i takich problemów nie mam. Jak jedzie rowerzysta to czekam na sposobność wyprzedzenia.
Czuję się winna, że rozkręciłam tu taką dyskusję 😡 Wszystkim co mam podpisuję się pod Alaską - tak jak mówiłam, jeżdżę i rowerem i samochodem, znam miasto z różnej "perspektywy". Nie jestem chamskim kierowcą, jeżdżę krótko i słabo, dlatego nie czuję się na tyle pewnie, żeby jechać z takim szalonym rowerzystą jednym pasem i nie zrobić mu krzywdy moim brakiem refleksu na przykład. I dlatego to odczuwam, nie dlatego że jestem "władcą szos". A z drugiej strony nie czuję się też na tyle "mocna" na rowerze żeby jeździć po ulicach i nie spowodować niebezpiecznej sytuacji. Z mojej strony koniec 🚫
mój samochód ma niskie zawieszenie i uwierzcie, że jazda nim po debilnym wynalazku jakim są dziurawe drogi do przyjemności nie należy, drogi z koleinami to jakaś farsa, bo ściąga mi auto na każdą stronę. Poza tym nie będę ryzykowac zniszczenia zawieszenia i kół na dziurach, czy zwalniać przed każdym progiem. więc będę jezdzić po ścieżkach rowerowych, skoro takie same argumenty mają rowerzyści tłumacząc swoje prawo do jazdy po ulicy, mimo, że obok jest ścieżka.
Wkurzają mnie niemiłosiernie ludzie, którzy wyrzucają śmieci jadąc samochodem ot tak przez okno lub drzwi prosto przed moją działkę 👿 No co za brak kultury! Dzisiaj zbierałam butelki po napojach (również alkoholowych), opakowania po ciastkach, chipsach itd. Śmietnik mamy zaraz przy wjeździe do naszej posesji i znalazłam tam ostatnio... pampersa 😵 100% kultury
A mnie szlag trafia, jak jadę wąską ulicą w mieście, po jednym pasie w każdym kierunku i na moim pasie robi się zator, bo jakaś pierdoła nie może pojechać pustą drogą rowerową, czy nawet równie pustym chodnikiem. Już pal licho ludzi na szosowych rowerach, ale większość to jednak ludzie na "góralach" i wszelkiej maści holendrach z koszyczkiem. A jeszcze większy szlag mnie trafia, kiedy uda się takiego ćwoka wyprzedzić, a później staję na światłach i po kilkudziesięciu sekundach menda mnie wyminie i znowu ustawi się przed samochodem. Albo jadą jak samochód - środkiem pasa i trzymają się tego środka pasa również na światłach, stając za wszystkimi, albo niech zjeżdżają na ścieżki rowerowe. A nie - raz środkiem, a za moment boczkiem, żeby nie stać za długo na światłach.
Meise, za wszelką cenę? Po chamsku, powodując zagrożenie (głównie dla siebie)? Jak rowerzysta nie ma chęci zachowywać się jak normalny uczestnik ruchu, to niech zjeżdża na ścieżki, albo idzie pieszo.
Widać się nie rozumiemy. Jak jadę ulicą, a auta mają czerwone, to chyba oczywiste jest, że wybieram zielone dla pieszo-rowerów? Jak piszesz o czymś innym (nie sprecyzowałaś, co to znaczy "boczkiem"😉, to w porządku. Czy ja gdzieś napisałam, że jestem za łamiącymi przepisy rowerzystami-kamikaze?
Mówię o sytuacji, kiedy rowerzysta jedzie w tym samym kierunku, co ja. Jedzie po ulicy, moim pasem (jedynym w tym kierunku). Wali środkiem pasa (bo studzienki, bo nierówno, bo krawężnik, etc.). Przez jakiś czas jest problem z wyprzedzeniem go, bo w drugą stronę jadą samochody. Jak wreszcie się uda i po przejechaniu niezbyt długiego odcinka stanę na światłach, to później widzę krętyna, który brzegiem pasa przeciska się na przód.
Jeżeli jest miejsce, to też tak robię. Nie jadę nigdy środkiem pasa, mam oczy dookoła głowy, nie trzymam się też przy samym krawężniku. Uważam, że wyprzedzenie mnie nie powinno sprawiać problemu i przeważnie tak jest. Więc nie wiem, czemu na światłach mam nie podjechać do linii, skoro mam możliwość. Dobry kierowca też nie ma z tym problemu, ulice w mieście są szerokie. A te wąskie są przeważnie mniej uczęszczane. Jak jest w miarę ok ścieżka, to przeważnie jadę ścieżką. Bo boję się jeździć w Polsce jezdnią i zawsze kosztuje mnie to dużo stresu. Ale nie mam problemu z chłopakami na szosach, którzy pomykają w gąszczu samochodów. Przemieszczają się sprawnie i nie widzę, żeby kolidowali ruch. Nie mówiąc już o tych, którzy trenują chociażby do alleycata.
nie zmieścisz się na nich (samochodem) 🤣 żeby nie było - jak jest ścieżka - jadę ścieżką bez względu na jej stan.
Dworcika jechałaś kiedyś rowerem przy wysokim krawężniku? uwierz, że nawet dla kierowcy bezpieczniej jest kiedy rowerzysta zachowuje od niego odstęp 😉
a wymijanie samochodu z prawej czy stawanie przed autami na skrzyżowaniu jest jak najbardziej zgodne z prawem, tylko wiele osób nie jest na bieżąco z przepisami 😉 polecam linka, którego wstawiłam stronę wcześniej.
vynter, a gdzie napisałam, że to nie jest zgodne z przepisami? "Zgodne z przepisami" a "bezpieczne" to nie to samo. Ja mówię o dużym ruchu (bo w małym mi rower nie przeszkadza) w miejscach, gdzie nie da się bezpiecznie wyprzedzać rowerzysty, kiedy z naprzeciwka jadą samochody. Najeździłam się w życiu na rowerze, najeździłam się samochodem i jakoś tak... znam problem z obu stron. Jeżeli jest duży ruch, to po prostu nie ładuję się jako zawalidroga rowerem.
polecam jako przykład tego co potrafią rowerzyści. Widziałam kiedyś taki bardziej hardcorowy w telewizji, gdzie np. rowerzysta cisnął ostro pod prąd na jednokierunkowej. A i tu się zgodzę znów z Dworcikową, teraz podobno rowerzystom wolno jeździć koło siebie, ale czy to jest mądre i bezpieczne? Nie powiedziałabym.
Jak jest duży ruch, to i ja na swoich cieniutkich kołach kulam się po "ścieżkach". Przecież nikt nie chce narażać swojego życia. Mi się marzą ścieżki wytyczone na jezdni, kapitalna sprawa i najlepsze rozwiązanie. Rowerzyści mają swój kawałek drogi, po którym nie pałętają się piesi, a samochody mają swój pas.
Denerwują mnie rozpieszczeni ludzie, którzy mają wszystko podane na tacy a mimo wszystko narzekają jak to im źle i niedobrze, nie pamiętając o fakcie, że na świecie są miliony ludzi śmiertelnie chorych, bez środków do życia, bezdomnych, głodnych itd. Przecież jest masa o wiele poważniejszych problemów na świecie niż to, że ktoś "ma terror w domu bo rodzice każą mu chodzić do szkoły" czy cokolwiek równie błahego.
Jeżeli jest duży ruch, to po prostu nie ładuję się jako zawalidroga rowerem.
ok, tylko co w takim razie ma zrobić rowerzysta skoro nie może jechać ani chodnikiem ani (według tego rozumowania) jezdnią, a ścieżki to fikcja? nie sądzę by ktokolwiek miał na celu robienie na złość kierowcom, tylko próbuję jakoś sobie radzić w zaistniałych warunkach. jest słabszy to niech spada? bo MI przeszkadza, bo muszę stracić cenne sekundy nie mogąc go wyprzedzić? kierowcy powinni się cieszyć, że dzięki rowerzystom są mniejsze korki 😉
gdyby kierowcy byli mniej chamscy/bezmyślni to zostawialiby miejsce z prawej strony na swobodny przejazd (niektórzy tak robią na tej samej drodze, więc jak widać - da się) - nie byłoby problemu.
I doskonale rozumiem mojego faceta, który jeździ na ostrym kole TYLKO I WYŁĄCZNIE ulicą, bo tak jest dla niego dużo bezpieczniej, a do tego takie jest jego święte PRAWO. I ludzie, wbijcie sobie do głów, że rowerzysta ma na ulicy TAKIE SAME prawa jak samochód. I ma prawo jechać środkiem tejże (jazda przy krawężniku to samobójstwo)[...] Bo w razie jakiejkolwiek kolizji to rowerzysta traci życie, a nie Wy w Waszym autku.
Kiedy w tym durnym kraju będzie się dążyć do tego, żeby to samochód miał najmniejsze prawa w mieście, bo jest większy niż pieszy, rower czy hulajnoga 🤔
skoro maja takie same prawa to niech maja i takie same obowiazki- poczawszy od przestrzegania przepisow- jak ja wyjade autem bez swiatel, to bardzo szybko dostane mandat. a wiekszosc poruszajacych sie w ruchu ulicznym rowerow nawet NIE POSIADA swiatel, nie mowiac juz o ich uzywaniu. ba, nie maja nawet odblaskow. dalej- skoro poruszaja sie po drogach na rownych prawach, to niech placa oc. obowiazkowe, tak jak ja. dzieki temu nie bedzie problemu z rowerzystami winnymi wypadku. no i skoro sa "kierowcami" to niech wykazuja sie zdrowym rozsadkiem. ja tez mam problem z wynalazkami wiozacymi worek kartofli na ramie, bez swiatel i po pijaku. z dzigitami "szosa jest moja". dlaczego caly peleton "szerszeni" czy innych os nie wpadnie na to, ze jezdzenie ruchliwa dosc szosa, bardzo kreta, bez pobocza, taka, na ktorej ledwo mija sie osobowka z tirem to nienajlepszy pomysl? dlaczego wlasnie na tej szosie szerszenie czy inne osy urzadzaja sobie jakis wyscig? ja, pomimo, ze jezdze raczej szybko wyhamuje na winklu, poczekam na widok i dopiero wyprzedze szeroko. luz, mi nie ubedzie od tego, ze chwile pojade 40/h. ale tir nie wyhamuje. debil tez nie. tylko, ze to nie kierowca tira zginie. i tyle.
Denerwują mnie rozpieszczeni ludzie, którzy mają wszystko podane na tacy a mimo wszystko narzekają jak to im źle i niedobrze, nie pamiętając o fakcie, że na świecie są miliony ludzi śmiertelnie chorych, bez środków do życia, bezdomnych, głodnych itd. Przecież jest masa o wiele poważniejszych problemów na świecie niż to, że ktoś "ma terror w domu bo rodzice każą mu chodzić do szkoły" czy cokolwiek równie błahego.
Eee? Czy to ja mam rozdwojenie jaźni, czy ty? Kto to ostatnio pisał, że paskudna rodzina nie jest za jogurtem naturalnym (domyślam się, że niemal wyłącznie) i nawet biegać zabrania? A! Nic nie jest błahe, jeśli dotyczy MNIE, tak?
Moge? Wkurza mnie, ze tak strasznie chce mi sie isc na jakas dziewczynska impreze, zeby duzo tanczyc i sie wyglupiac, a nie mam ani z kim, ani gdzie pojsc 🤔 Przez caly czas siedze w domu, pogoda piekna, az wyjsc by sie chcialo gdzies, a nie ma na co, ani po co. A jak juz sobie znajde pomysl, co by tu ciekawego zrobic, to sie okazuje, ze jak zwykle w tym pieknym kraju - jest piekielnie drogie (nosz, kurna, zeby wejscie do malego zoo, aby zobaczyc slonie i strusie kosztowalo ponad stowe w funtach :marze🙂 Pomarudzilam sobie